Nie wiem jak Was Drogie mamy ale mnie rozkłada na łopatki jak czytam posty
niektórych mamuś a tam aż się roi od katarek,kaszelek,
wydzielinka,gilki,mleczko, chlebuś, marcheweczka, jajeczko, kupka itp.
Wszystko takie tyci tyci puci puci że aż się niedobrze robi. Czy nie można
powiedzieć że moje dziecko zjadło kromke chleba, zagryzlo jajem, popiło
mlekiem a teraz ma kłopot ze zrobieniem kupy, klocka? Albo ma zapchany nochal,
gile ciekną po kolana i kaszle jak stary gruźlik? Czy jak się napisze w tej
"większej wersji" to się mniej kocha, troszczy, martwi o to dziecko czy jak?
pomóżcie zrozumieć