oby.watel
08.08.11, 13:53
Nic tak dobrze nie nadaje się dla usprawiedliwienia rzezi, mordów na niewyobrażalną skalę jak Biblia. Dowodzi tego broszurka pod tytułem "Etyka nuklearna", na której opierały się szkolenia w bazie Vanderberg Air Force w Kalifornii.
Na stronie 10. broszurki pojawia się - wielką czcionką - kluczowe pytanie dla przyszłych operatorów wyrzutni: "Czy wierzysz w swoją misję?". Pytanie jest wciśnięte między dwa zdjęcia rakiet międzykontynentalnych z głowicami atomowymi. Następna strona przynosi kolejne ważkie pytanie: "Czy osoba wierząca może prowadzić wojnę?".
Dalej słuchacze kursu "Etyka nuklearna" stopniowo upewniają się, że ich praca jest moralna i zgodna z nauką chrześcijańską. Dowiadują się m.in., że święty Augustyn, największy filozof ery wczesnego chrześcijaństwa, dopuszcza wojny sprawiedliwe, o ile mają powstrzymać zło lub przywrócić porządek moralny.
Operatorzy wyrzutni są też zasypywani krótkimi, ale treściwymi cytatami lub przykładami z Biblii: oto Abraham skrzyknął armię, żeby ratować Lota; król Dawid mówił, że Bóg ma w sercu szlachetnych żołnierzy; Jan Chrzciciel chrzcił rzymskich żołnierzy i wcale nie wymagał, żeby porzucili służbę; wreszcie w Apokalipsie pojawia się Zbawiciel jako potężny wojownik, który toczy sprawiedliwą wojnę.
W Iranie, gdzie rządzą szyiccy duchowni, wnioski wyciągnięte z religijnych rozważań są inne niż w bazie Vanderberg. Najwyższy przywódca ajatollah Ali Chamenei ogłosił kilka lat temu, że islam zakazuje użycia bomby atomowej, choć oczywiście w tym przypadku retoryka rozmija się z praktyką: Zachód podejrzewa i ma po temu mocne przesłanki, że Iran potajemnie próbuje wyprodukować bombę.
Do fundacji Weinsteina zgłosił się Damon Bosetti, który był w kalifornijskiej bazie atomowej kapitanem. - Moi koledzy narzekali, że muszą wysłuchiwać gadki w stylu "Jezus kocha atomówki" - opowiedział. Ale choć szkolenia trwają od wielu lat, nikt nie odważył się otwarcie zaprotestować.
Rzecznik sił powietrznych USA David Smith próbował się tłumaczyć: - W biznesie wyrzutni rakiet atomowych potrzebni są ludzie, którzy mają takie nastawienie i taki stan umysłu, że w odpowiednim momencie nie będą się wahać i powiedzą: "Tak, mogę to zrobić!"...
W broszurce cytuje się Wernera von Brauna, byłego nazistę i członka SS, który był wybitnym naukowcem zatrudnionym przez Hitlera w programie rakietowym. Po wojnie Amerykanie ściągnęli go razem z dziesiątkami innych niemieckich naukowców i wykorzystali ich umiejętności przy budowie rakiet kosmicznych oraz międzykontynentalnych, którymi można przenosić ładunki atomowe.
- Wiedzieliśmy, że tworzymy zupełnie nowy rodzaj broni, i zastanawialiśmy się któremu ze zwycięskich narodów powierzyć swoje dziecko - mówił von Braun po wojnie. - Chcieliśmy oszczędzić światu kolejnej wojny i postanowiliśmy dać te dziecko ludziom, którzy kierują się w życiu nauką Biblii...
Gott mit uns! Heil Jesus!