Dodaj do ulubionych

Korki dla Piesiewicza

30.08.11, 20:16
Korki dla Piesiewicza
Autor: JERZY URBAN

Podobnie jak moi wybitniejsi koledzy, redaktorzy Lis i Paradowska, będę głosował na Krzysztofa Piesiewicza.

Jak sam trafnie powiada w wywiadzie dla "Wprost? (nr29), on nic złego nikomu nie zrobił. A gdyby nawet coś zrobił, wolę prawicowców nadwerężonych niż świętych. Obłuda i naiwność senatora Piesiewicza mieszczą się zaś w normie parlamentarnej. Wreszcie immunitet mu się przyda, po cóż go więc marnować dla kogoś, komu jest jeszcze zbędny. Gdy bym był oskarżony, nie uczyniłbym wszakże mecenasa Piesiewicza swoim adwokatem, ponieważ nie potrafi w wypowiedziach publicznych skonstruować spójnej koncepcji obrończej nawet we własnej sprawie. Do tego antagonizuje świadków oskarżenia w ewentualnym jego procesie o częstowanie koką. Obciąża tych, co jego mogą obciążać. Przykładem służby specjalne posługujące się kryminalistami. To wypalenie się sławnego Piesiewicza w poprzednich zawodach także przemawia za potrzebą znalezienia dlań miejsca w nowym Senacie. Po za głosem w wyborach chcę dać Piesiewiczowi korepetycje. Podpowiedzi wynikające z moich własnych, skromniejszych doświadczeń z kurwami. Kilka lat temu tak upiłem się na pewnym przyjęciu, że ośmieliłem się obrazić na swoją żonę panią Małgorzatę Daniszewską. Wyszedłem więc, a nie chcąc wracać do wspólnego domu, wziąłem apartament w stołecznym hotelu Victoria i poszedłem na wódkę w tamtejszej knajpie nocnej Czarny Kot. Dopiłem się tam z poznaną panią kurwą, więc pobieżyła za mną do numeru. Nic więcej nie pamiętam. Rano obudziło mnie walenie do drzwi rozłupujące czaszkę na dwie bolące połówki raka w stadium agonalnym. Skonstatowałem, że leżę w łóżku rozebrany i jestem sam. Za drzwiami stała rozbestwiona żona, która obdzwoniła hotele jako rzekoma sekretarka szukająca mnie, abym zdążył na ważne spotkanie. Daniszewska jęła węszyć po obu pokojach apartamentu i znalazła popielniczkę pełną niedopałków naznaczonych szminką. Wybrnąłem, kłamiąc, że w nocy dano mi pokój nie sprzątnięty. Żona kupiła to, zaczęła mnie ubierać, ale wtedy okazało się, że brakuje majtek, czyli kalesonków ze sklepu Old England z Paryża koło opery. Tego już nie umiałem wytłumaczyć. W portmonetce nie miałem ani grosza. Żona Gosia poszła do recepcji zapłacić za mój pokój. Z rachunku wynikało, że reguluje też za półtoragodzinną rozmowę z Ameryką, której nie sposób było mi przypisać. Szczególnie że Daniszewska Gosia nie leniła się zadzwonić pod ten numer i zapytać polską dziewczynę z USA: Z kim tyle gadałaś? ? A to Baśka dzwoniła od klienta ? usłyszała. Wten sposób żona miała kompletny materiał dowodowy i za karę pobiła mnie do krwi. Ale to tylko początek. Da niszewska zażądała, żebym znalazł dziewczynę i spowodował, aby zbadała się, czy nie ma HIV, i dała zaświadczenie. Bez tego papierka za Chiny rżnąć mnie nie będzie. Ja nie pamiętałem nawet wyglądu dziewczyny. (Potemokazało się, że w ogóle nie ma wyglądu). Personel nocnego baru i recepcji w Victorii zapewniał żonę, że byłem sam. To należy się gościowi jak poduszka. Mieliśmy więc tylko imię ? Basia. Żona wynajęła prywatnego detektywa, detektyw opłacił portiera Czarnego Kota i poprzez różne ogniwa łańcuszka znalazł dziewczynę. Zażądała ode mnie telefonicznie dużych pieniędzy za zbadanie się na AIDS. Po pewnym czasie owa Basia gotowa była na spotkanie w kawiarni. Okazała się brzydkim babskiem w średnim wieku. Moja żona siedziała przy innym stoliku, żeby mieć na nas oko. Pani kurwa dała mi zaświadczenie, że jest zdrowa, a ja jej pieniądze. Następnie zaproponowała mi wspólną romantyczną podróż doWiednia, gdzie moja żona nas nie dosięgnie. Uchyliłem się. Wobec tego ? obiecała ? to nie koniec naszych rozliczeń. Kiedy spałem w hotelu, wezwała swojego przyjaciela, który zrobił nam ciekawe zdjęcia. Jeżeli ja ich nie odkupię, przyjaciel sprzeda fotografie kolorowym czasopismom. Tu wybuchnąłem śmiechem szczerym i serdecznym. Zapewniłem, że nie mam nic przeciw takiej publikacji i mogę dać jej zgodę na piśmie. Przygoda ta kosztowała mnie łącznie nie mniej, niż by wzięli za niezły samochód, a żona Daniszewska nieprzerwanie mści się na mnie bestialsko. Se nator Krzysztof Piesiewicz twierdzi, że kiedy go fotografowano, jak w damskim stroju i makijażu wciąga linijkę koki, całkowicie pozbawiony był przytomności. Niczego nie pamięta. Niepamięć dotyczy wielu godzin, ale przyczyny jej nie zna, bo żadnych narkotyków nie pobierał. Czyli jak nie hipnoza, to cud. Co można domniemywać. Zaprzyjaźnieni z Piesiewiczem biskupi często załatwiają u swego Szefa nieprzytomność pupilów Kościoła na czas ich grzeszenia, co zapewnia świętoszkom bezgrzeszność. Zarysowałem moje doświadczenia, żeby senatorowi przypomnieć, że powszechnym w Polsce, banalnym, prawdziwym powodem niepamięci jest uchlanie się w cztery dupy. Społeczeństwo rozumie i szanuje urwane filmy. Niejeden rodak nie pamięta, jak zaciukał dziecko siekierą. Upicie się nie jest karalne, a jeśli jest nawalony we własnym domu, a nie na mównicy, politykowi nie przynosi żadnej ujmy. Moja przygoda wskazuje też na inną rzecz znaną adwokatom i scenarzystom ? że szantażu nie boi się nikt, kto nie jest zakłamany i świętoszka nie udaje. Jeżeli przypadkiem nie jest też przestępcą, nie sposób skutecznie go szantażować. Każdemu wolno u siebie w dowolnym towarzystwie wypoczywać, np. wmundurze SS, i wciągać nozdrzami proszek do prania. Choćby po to, by oczyścić swoje wnętrze z nadmiaru wzniosłej cnotliwości, pobożności i patriotyzmu. Senator Piesiewicz niepotrzebnie kwili, kręci, próbuje wzbudzić litość. Regułą kapitalistycznej demokracji jest to, że polityk wtedy czasem podpada, gdy zarabia wszemrany sposób. Gdy tylko głupio wydaje pieniądze? nigdy.

www.nie.com.pl/art25091.htm
Obserwuj wątek
    • gaika Re: Korki dla Piesiewicza 31.08.11, 21:57
      Gwałciciel Hipokryzji znów ma rację.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka