oby.watel
06.10.11, 18:16
Ktoś puka do drzwi.
- Kto tam? - pyta gospodarz.
- To ja, satanista.
- Satanista? Nie wierzę.
- No, jak Boga kocham!
Prawica z lustracyjnym zapałem od paru tygodni tropi jawnych i tajnych satanistów. To groteskowa mutacja polskiego piekła. Z okładki "Gazety Polskiej" spoglądają groźnie "ziomale Nergala": prof. Tomasz Nałęcz i minister Sławomir Nowak z otoczenia prezydenta Komorowskiego oraz prezes TVP Juliusz Braun. W "strefie wolnego słowa", jaką mianowała się "GP", uznano ich za promotorów satanizmu. Niedorzeczne? Nie szkodzi.
Odgrzewana i podgrzewana afera z muzykiem Darskim okazała się politycznie użyteczna: pozwoliła prawicy zaatakować obóz Tuska - w gorącym kampanijnym okresie - pod hasłem obrony wartości chrześcijańskich. Sam prezes Kaczyński, i to na Jasnej Górze, ogłosił, że w Polsce trwa potężna kampania satanizmu. Niedorzeczne? Nie szkodzi.
W istocie jest dokładnie odwrotnie: to prawica polityczna i kościelna wypuściła demony, rozpętując satanistyczną nergalomanię w walce o władzę. Szatan stał się jedną z głównych figur polskiej kampanii wyborczej A.D. 2011. Śmieszy, tumani, przestrasza.
Znajomy ksiądz opowiadał redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi, że diabeł woli, jak ludzie w niego nie wierzą. Bo jeśli nie ma diabła, to nie ma i "osoby planującej zło". Odpowiedzialność się rozmywa. Ale Sakiewicz nie jest niewiernym Tomaszem. Diabeł istnieje - przekonuje - konkretnie objawia się w elitach III RP. Wspólnie z nimi planuje spisek blokujący prawdę o Smoleńsku i o fatalnym stanie Polski Tuska. "Prawa ręka prezydenta to »ziomal Nergala«. A Nergal to czyj ziomal? Niczyj. Przecież nie ma diabła. A świat jest taki piękny. Niech żyje cenzura".
Zaraz poniżej ciemnymi mocami straszy politycznie satyryk Marcin Wolski, Darskiego nazywa emisariuszem Behemota w telewizji publicznej. Diabeł na bank dostałby robotę u boku ministrów Grabarczyka i Rostowskiego. "Ślady kopytek" widać też w MSW i MSZ i to wyraźne "jak podpis cyrylicą". Ale to nic w porównaniu ze skutkami "sabatu", czyli wirtualnej koalicji PO-SLD-Ruchu Palikota. Wolski już widzi, jak dzięki parytetom połowa ministrów przyleci na obrady tego diabelskiego rządu na miotłach. A przed Pałacem Prezydenta stanie nowy krzyż - odwrócony, "jak to u satanistów".
I tak przez prawie 10 stron. "Ostro protestujmy przeciwko satanizmowi i kampanii jego oswajania" - apeluje Piotr Lisiewicz. Europoseł Ryszard Czarnecki idzie dalej. Gdyby Polska była muzułmańska, a ktoś tu podarł Koran, to Polacy od razu wylegliby na ulice po modłach w meczecie i zrobiliby taką "jazdę po bandzie, łącznie z podpaleniem gmachu TVP, żeby do końca świata nikt takiego patafiana w żadnych mediach w naszym kraju nie zatrudnił. No ale my nie wierzymy w Allana, więc ze słowiańskim spokojem znosimy upokorzenia", kończy brukselski felietonista "GP", głównego ideowego organu PiS. Chyba zasmucony, że Polska w walce z satanizmem nie sięga po metody islamistów. Czarneckiemu marzy się Polska fundamentalistycznie islamistycznie katolicka.
Jeden z jej orędowników, dr Terlikowski, teolog, potępia "masowe poparcie dla pop-nazisty". Terlikowski zakłada Darskiemu podwójnego nelsona: nie dość, że satanista, to jeszcze nazista. Masowo - jego zdaniem - popierają Nergala i satanizm dziennikarze "Gazety Wyborczej", prof. Środa, prezes Braun, kilkoro polityków Platformy i Prezydent RP. Terlikowski nie ma najmniejszych wątpliwości, że obecnie media i państwo wzięły na celownik chrześcijaństwo i Kościół. Jakie ma na to dowody? Ano Nergala na koncercie sprzed paru lat i krzyż z puszek po piwie sklecony rok temu przez "antysmoleńczyków". Dorzućmy jeszcze udział muzyka w programie rozrywkowym TVP i wyrok sądu nakazujący umorzenie sprawy zarzuconej mu obrazy uczuć religijnych. W kółko ten sam Nergal i ten sam incydent. Można zapytać: i kto tu promuje satanizm? W dodatku w jakiejś wersji politycznie zwulgaryzowanej.
W świecie realnym archetyp diabła żyje i ma się dobrze, bo wciąż działa na wyobraźnię mas. Już nieraz przynosiło to skutki opłakane. Tysiące kobiet dręczono i zabijano pod zarzutem służenia szatanowi. To nie przypadek, że wciąż mówimy o polowaniach na czarownice w całkiem współczesnym kontekście walk polityczno-ideologicznych i idących często za nimi prześladowań. Za sługi szatana czarny PR kościelny i antyliberalny uważał masonów i Żydów, zwolenników idei innych niż dominujące, a także heretyków, czyli dysydentów, którzy śmieli podważać duchowy i religijny monopol chrześcijaństwa w kulturze zachodniej. Do dziś krążą opowieści o tajnym kulcie szatana, orgiach i mordach podczas tak zwanych czarnych mszy, hymnach do diabła, pentagramach, zaklęciach i inwokacjach szatańskich kapłanów czarnej magii.
Ale satanizm jako zjawisko kulturowe nie wyczerpuje się w tych mrożących krew w żyłach czarnych legendach. Ma bardzo stare korzenie sięgające czasów przedchrześcijańskich. Kościół za "satanistów" uważał swych duchowych rywali: gnostyków, katarów, bogomilców. Oni sami za satanistów nigdy by się nie podali, nie tylko z obawy przed taką czy inną inkwizycją, lecz dlatego, że po prostu nie byli czcicielami szatana. Wierzyli w inną religię niż ta, którą głosił Kościół. Na tym polegał problem. Z dzisiejszej perspektywy wszelkie podobne ruchy jawią się jako zagrożenie dla duchowej władzy Kościoła i całej tradycji judeochrześcijańskiej z jej systemem pojęć religijnych, filozoficznych i etycznych.
Tymczasem szkoła nie uczy, na czym polega popkultura i jak odsiewać ziarna od plew w Internecie. A Kościół w Polsce jakby nigdy nic szkoli egzorcystów, zamiast poprzeć wprowadzenie do szkół religioznawstwa, wiedzy o sektach i nowych ruchach religijnych. Watykan wypracował na ten temat całkiem wyważone stanowisko. Nie brak też nowoczesnych katolickich teologów odrzucających tradycyjny kościelny przekaz dotyczący diabła i piekła jako anachroniczny. Do współczesnego człowieka bardziej trafia mówienie o grzechu i złu. Tylko że za Benedykta XVI egzorcyści są w Kościele ważniejsi niż tak myślący teologowie.
Na nergalomańskiej fali, ale przytomnie, Ewa Czaczkowska przywołuje w "Rzeczpospolitej" słowa anglikańskiego konwertyty i konserwatysty CS. Lewisa, znanego głównie z „Kronik Narnii", że choć chrześcijanin nie powinien podważać wiary w istnienie diabła, to jednak równie niebezpieczne jest "przesadne, a zarazem niezdrowe zainteresowanie się nim". Święte słowa.
Adam Szostkiewicz, Polityka nr 2828.
Kościół hierarchiczny nie żywi się nauczaniem Soboru Watykańskiego II i Jana Pawła II o Żydach. Żywi się za to stereotypami i zatruwa się nimi. Wielu duchownych posługuje się tymi samymi sloganami, które powtarzane są od lat. A więc: „Żydzi pracowali na UB", „Żydzi wydawali na zsyłki na Sybir", „kto wie, czy to nie Żydzi amerykańscy byli sprawcami Holocaustu", „Żydzi mieli przed wojną cały handel w Polsce". I to mówią nie tylko księża starsi, ale też młodzi, trzydziestoparoletni. W środowisku kapłańskim przywykliśmy również do plugawych żartów na temat Żydów. A nawet stwierdzeń, które - głoszone publicznie - skończyłyby się na ławie oskarżonych. „Hitlerowi należy postawić w Polsce pomnik za to, że wymordował Żydów". Te słowa padały z kapłańskich ust, na plebanii, w obecności biskupa. Bez reakcji z jego strony.
Ktoś wysmarował farbą swastyki i napisy: "Byli łatwopalni" i "Nie przepraszam za Jedwabne", sprofanował dawny kirkut w Białymstoku. Wszystko z poczucia absolutnej bezkarności. Sprawcy wiedzą, że istnieje społeczne przyzwolenie na takie czyny, więcej - jest przyzwolenie w Kościele. Ci, którzy sprofanowali żydowskie miejsca pamięci, chcieli również wywołać strach wśród myślących inaczej niż oni. Przypomnieć, że żyją tacy, którzy nie przepraszają, którzy uważają, że Żydzi rzeczywiście byli łatwopalni, że im się to należało. „Pamiętajcie, że ci, którzy podpalili stodołę, mają swoich następców".
Ksiądz Wojciech Lemański, Polityka nr 2828.