Dodaj do ulubionych

Jałowe „Dlaczego?”

16.11.12, 20:59
Jałowe „Dlaczego?”
Tomasz Piątek

Oto opowieść z głuchego średniowiecza, czyli z Polski roku 2012. Żyła sobie na wsi kobieta, która ciągle rodziła dzieci, a potem je zabijała i chowała w obejściu, na strychu i pod klepiskiem. Sąsiadom mówiła, że ciągle tyje i chudnie, tyje i chudnie. Dopiero po dłuższym czasie ten niebywały efekt jojo zaciekawił policję, znaleziono zwłoki i kobietę aresztowano. Media sobie pogadały, brukowce pokrzyczały, a poważne tygodniki opublikowały głębokie i posępne reportaże. Brukowce krzyczały: „Matka-potwór!”, a poważne tygodniki dramatycznie pytały: „Dlaczego?”.

Oto opowieść z zaawansowanego cyberpunka, czyli z Polski roku 2012. Od paru lat tajemniczy haker-stalker znęca się nad słupską rodziną, której włamał się do telefonów, komputera, a nawet telewizora, nie mówiąc już o takim prymitywnym, analogowym zabiegu jak podrobienie kluczy od mieszkania. Haker śledzi i grozi, wyświetlając mordercze i obsceniczne komunikaty na wszystkich ekranach, włącznie z telewizyjnym. Prześladowani obawiają się nawet, że przestępca zainstalował ukryte minikamery i mikrofony w mieszkaniu, bo zna wszystkie ich ruchy i słyszy wszystkie ich słowa. Kiedy udręczeni członkowie rodziny pytają się głośno: dlaczego nas to spotkało? – na ekranie telewizora wyświetla się odpowiedź: „Zostaliście wylosowani”. Miejscowa policja stwierdziła, że nie umie wytropić hakera, więc umorzyła sprawę. Ofiary zostałyby pozostawione same sobie (a właściwie nie same sobie, tylko e-oprawcy), gdyby nie to, że słupskim przypadkiem zainteresowało się Centralne Biuro Śledcze. Z tej przyczyny, że taki super-haker mógłby być zagrożeniem dla rządu. No bo ważny jest rząd, a obywatele mogą sobie zdychać. I znowu poważne tygodniki boleśnie pytają: Dlaczego?

Pamiętam, jak za PRL poważne tygodniki, komentując niekończące się komunistyczne absurdy, zadawały to samo pytanie. Nieraz były to te same poważne tygodniki (dokładnie jeden, zgadnijcie który). Mimo całej swej powagi, poważne tygodniki nie próbowały udzielić na swoje pytanie poważnej odpowiedzi. Zatrzymywały się na „Dlaczego?”, jak na brzegu przepaści, kontemplując grozę i pustkę. Brzmiało to tak, jakby to było pytanie „egzystencjonalne” (tak się wtedy mówiło, bo egzystencjalne brzmi mądrze, ale egzystencjonalne mądrzej), czyli związane z nieuniknionym absurdem życia. Tak brzmiało to pytanie, ale takie nie było. Na pytania egzystencjalne odpowiedzieć nie można, a na to odpowiedzieć nie było wolno. Mieliśmy komunistyczne absurdy, bo mieliśmy sowietoidalny komunizm i nie mogliśmy się go pozbyć, bo nie pozwalały na to Ruski. I nie mogliśmy nawet o tym powiedzieć, bo na to Ruski też nie pozwalały, a dokładniej, PRL-owcy cenzorzy.

Czasy się zmieniły, ale puste i jałowe „Dlaczego?” powróciło. Odpowiedź na to „Dlaczego?” jest oczywista, ale jakoś nikt jej nie udziela. Horror w Słupsku trwa, bo nie mamy policji. Źle opłacani, niewyszkoleni, nieprzećwiczeni, nie poddani żadnej selekcji, pozbawieni wiedzy, narzędzi i środków policjanci nie są w stanie mierzyć się z żadnym trochę inteligentniejszym przestępcą (w Polsce wykryty zostaje tylko co drugi sprawca zabójstwa i 4% sprawców kradzieży), a co dopiero z genialnym hakerem-stalkerem. Gdybyśmy chcieli mieć prawdziwą policję, to powinniśmy policjantów bardzo wysoko opłacać (i bardzo surowo karać w przypadku nieuczciwości), poddawać intensywnym szkoleniom (nie tylko kryminologicznym, ale także obywatelskim, żeby zamiast bić gejów, bili skinów, którzy biją gejów), wymagać od nich pełnej sprawności fizycznej i psychicznej (a więc selekcjonować, trenować i terapeutyzować), a przede wszystkim wyposażyć we wszystkie supernowoczesne narzędzia, za pomocą których będą mogli skutecznie walczyć z supernowoczesnymi przestępcami.

Taka jest odpowiedź. Ale niemal nikt tego głośno nie mówi. Czemu? Bo wiadomo, że się nie da. Nie można wydać na policję pieniędzy niezbędnych jej do tego, żeby była policją. Tak samo jak nie można wydać na szkołę pieniędzy niezbędnych jej do tego, żeby była szkołą, i tak dalej, i tak dalej. Nie można, bo jak się tak zacznie wydawać, to przedsiębiorcy uciekną za granicę lub na drugi koniec świata, kapitał odpłynie, nie pozwolą na to Rynki. Kiedyś nie pozwalały Ruski, teraz nie pozwalają Rynki. Zmieniły się dwie litery, ale „yn” potrafi równie skutecznie nas blokować, jak niegdyś „us”.

Podobnie jest z przypadkiem matki-morderczyni. Odpowiedź na pytanie „Dlaczego” jest oczywista. Brak wykształcenia seksualnego, brak darmowej lub taniej antykoncepcji, zakaz aborcji, jednym słowem: katolicyzm. Ale tego nikt nie powie, bo po dwudziestu trzech latach naszej wspaniałej pseudowolności wszyscy uznali, że nie ma co kopać się z koniem, a z tak zwanym Kościołem katolickim nikt nie wygra.

To dowodzi, że jeśli chodzi o morale, upadliśmy poniżej poziomu II RP. Wtedy przynajmniej był Boy-Żeleński, była Krzywicka. Oni po tej potwornej wiejskiej tragedii potrafiliby wskazać prawdziwego winnego. My milczymy i nie wyciągamy wniosków. No chyba, że jakaś PiS-ówka znowu powie, że winne są feministki (jak wiadomo, siedzą po wsiach w krzakach i nakłaniają matki do dzieciożerstwa; odrodziły się po tym, jak przestano je palić na stosach). Media krzyczą o tym, że antyaborcyjne prawo irlandzkie zabiło kolejną matkę. I nic nie mówią o tym, że polskie prawo antyaborcyjne zabija dzieci. Bo tak jest: prawo uchwalone w obronie rzekomych dzieci zabija dzieci prawdziwe.

Jak to się dzieje, że tak osłabliśmy? Przecież żaden cenzor nie zatyka nam gęby, zatyka nam je własna słabość. I tu znowu przypomina się PRL. Pamiętam, że wśród wielu ówczesnych inteligentów (którzy nienawidzili PRL-owskiej rzeczywistości, ale byli w nią mniej lub bardziej uwikłani) panowała taka zasada: wyklina się absurdy, biurokrację, kolejki, kartki, awarie, niesprawiedliwości, ale nie wyklina się Rusków, komunistów, Marksa i Lenina. To ostatnie uważano za zachowanie dziecinne, niedojrzałe, dobre dla gminu. Wszelkie tego rodzaju wystąpienia traktowano jak coś wstydliwego, niegrzecznego, głupiego, jakby ktoś zwymiotował na środku pokoju. Wybaczano to jedynie pijanym (i wymioty, i antykomunistyczne deklaracje). Pamiętam pewnego towarzysza z Komitetu Wojewódzkiego, który upił się i śpiewał: „Szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń!”. Jemu wybaczono, a dokładnie zapomniano (rano nikt nic nie pamiętał).

Dzisiaj panuje podobny szantaż konwencjonalny. Prawda o tak zwanym Kościele katolickim została wygnana z salonów do pism powszechnie uznawanych za gorsze od brukowców. Jak „Przekrój” zaczął pisać prawdę o Rynkach, to został odrzucony przez czytelników. Najwyraźniej nie pozwalamy sobie na myślenie o siłach, które nam szkodzą, a od których jesteśmy słabsi. Pozostaje nam jałowe i pseudo-egzystencjalne (egzystencjonalne) wycie: „Dlaczego?!”.

www.krytykapolityczna.pl/felietony/20121116/jalowe-dlaczego
Obserwuj wątek
    • diabollo No, fakt, katolicki zabobon zabija... 16.11.12, 21:20
      ... w kato-Irlandii, choć oczywiście naiwną imigrantkę, która nie załapała na czas, że trzeba z leczeniem się wyrwać do Cywilizacji Śmierci jak chćby do UK.

      ***
      Irlandzki zakaz aborcji uśmiercił kolejną kobietę. Episkopat: ta tragedia to nie powód do zmiany prawa
      Aleksandra Szyłło

      Savita Halappanavar w 17. tygodniu ciąży zaczęła ronić. Lekarze odmówili aborcji i czekali trzy dni, aż płód obumrze. Przez te dni kobieta krwawiła, a do macicy wdarła się sepsa. Po tygodniu zmarła. - To jest wstrząsająca historia i wyrażam głębokie współczucie dla męża Savity z powodu straty żony i dziecka - mówi rzecznik Episkopatu Irlandii Martin Long. - Ale nie może ona się stać podstawą do zmiany prawa i dopuszczenia aborcji

      Od śmierci Savity 28 października na ulicach irlandzkich miast trwają protesty. Ludzie trzymają zdjęcie kobiety, świeczki i transparenty: "Domagamy się takiego prawa, by już żadna kobieta nie umarła jak Savita". W Irlandii obowiązuje zakaz aborcji. Irlandzki sąd najwyższy w 1992 r. dopuścił wprawdzie przerwanie ciąży, gdy życie matki jest zagrożone, ale od tego czasu, czyli przez dwadzieścia lat, politycy nie uchwalili odpowiedniej ustawy. Stąd protesty.

      Savita i Parveen przyjechali do Irlandii z Indii w 2008 r., ponieważ słyszeli od znajomych, że Irlandia to wymarzony kraj na rodzenie dzieci. On inżynier w firmie sprzętu medycznego Boston Scientific, ona dentystka. - Przyjaciele opowiadali, jaki to prorodzinny kraj - mówi mąż Savity dziennikarzowi "The Irish Times". - Zdecydowaliśmy więc: miejmy dziecko w Irlandii.

      W niedzielę rano 21 października 31-letnia kobieta pojechała do szpitala uniwersyteckiego w Galway z ostrym bólem krzyża. Lekarze po badaniu orzekli, że zaczęła ronić i że nie ma szans na utrzymanie tej ciąży. Zrozpaczona Savita prosiła o usunięcie płodu: skoro i tak nie ma możliwości uratować dziecka, a ona jest w ciężkim stanie fizycznie i psychicznie. Lekarze odmówili: - Irlandia to kraj katolicki, a płodowi jeszcze bije serce.

      Savita, sama po studiach medycznych, wielokrotnie błagała lekarzy, by wykonali zabieg, czuła się coraz gorzej. We wtorek serce przestało bić i martwy płód został usunięty. W nocy Savita miała już wysoką gorączkę i dreszcze. Do końca tygodnia walczyła na oddziale intensywnej terapii o życie. 28 października zmarła. Sekcja zwłok wykazała zakażenie pałeczką okrężnicy i sepsę. Trzeciego listopada została skremowana w Indiach.

      Parveen mówi, jak trudno było mu wytłumaczyć rodzinie w Indiach, jak doszło do tragedii: - Savita ma wielu lekarzy w rodzinie. Wszyscy pytali, jak to możliwe w XXI wieku. Dlaczego nie zrobiono aborcji? Dlaczego pozostawiono otwartą krwawiącą macicę przez trzy dni? Dlaczego nie zadbali o to życie, które uratować było można, o życie matki? Powtarzałem tylko, że mieliśmy nieszczęście znaleźć się w takim momencie w takim kraju.

      Według organizacji pozarządowych cztery tysiące Irlandek wyjechało w 2011 r. na zabieg do Wielkiej Brytanii, a ile kobiet przechodzi taki zabieg w podziemiu czy innych krajach - nikt nie wie.

      Pod naciskiem publicznych protestów minister zdrowia Irlandii James Reilly zapowiedział niezależne od szpitala uniwersyteckiego Galway śledztwo. W światowych mediach w ramkach przy artykułach o Savicie Polska umieszczana jest obok Irlandii, Malty i Andory jako kraj, w którym obowiązuje najbardziej restrykcyjne prawo w sprawie aborcji.

      - Śmierć Savity Halappanavar jest wydarzeniem niezwykle smutnym dla Kościoła w Irlandii - powiedział "The Irish Times" rzecznik Konferencji Episkopatu Irlandii Martin Long. Ale zaznaczył, że nie może się ona stać podstawą do zmiany irlandzkiego prawa. - Wyrażam głębokie współczucie dla męża Savity z powodu straty żony i dziecka - dodał Long.

      Biskup John Flemming z diecezji Killala w oświadczeniu opublikowanym w "The Irish Times" przypomniał zaś, że irlandzka konstytucja uznaje prawo do życia nienarodzonemu dziecku, ale także gwarantuje prawo do życia matce. Intencją jest zatem równe chronienie życia i matki, i dziecka. "Irlandia ze swoim zakazem aborcji jest najbezpieczniejszym krajem na świecie dla kobiet w ciąży - napisał biskup. - Na skutek ciąży umiera trzy na 100 tysięcy kobiet, podczas gdy w pozostałych krajach Europy i Stanach Zjednoczonych wskaźnik ten wynosi 14 kobiet na 100 tysięcy. To jest coś, z czego możemy być dumni i wdzięczni, bowiem jest to dowód na doskonałą opiekę medyczną, która świadczona jest przez personel medyczny, który traktuje zarówno matkę, jak i dziecko z równym szacunkiem".

      wyborcza.pl/1,75248,12866158,Irlandzki_zakaz_aborcji_usmiercil_kolejna_kobiete_.html
      • oby.watel Re: No, fakt, katolicki zabobon zabija... 16.11.12, 23:13
        Największe wrażenie robi natchniona statystyka. Na skutek ciąży umiera trzy na 100 tysięcy kobiet, podczas gdy w pozostałych krajach Europy i Stanach Zjednoczonych wskaźnik ten wynosi 14 kobiet na 100 tysięcy.

        Jak ten świątobliwy buc to wyliczył?
      • grzespelc Re: No, fakt, katolicki zabobon zabija... 17.11.12, 15:04
        W światowych
        > mediach w ramkach przy artykułach o Savicie Polska umieszczana jest obok Irland
        > ii, Malty i Andory jako kraj, w którym obowiązuje najbardziej restrykcyjne praw
        > o w sprawie aborcji.

        Mnie n a tym polega nasz problem. W tej sytuacji aborcja byłaby u nas w 100% legalna, tylko żaden lekarz by jej nie chciał przeprowadzić, bo by mu "sumienie" nie pozwoliło. W dużej mierze wystarczy u nas podążać nieboszczykiem Wojtyłą I NIE LĘKAĆ SIĘ presji katoradykałów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka