Dodaj do ulubionych

Lemingi nie istnieją

11.03.13, 16:19
Agata Bielik-Robson

(...)

Swoją drogą, warto by już się rozprawić na dobre z tą koncepcją „leminga”, która jest jednym z najgłupszych, najbardziej obraźliwych, mizantropijnych i wyższościowych pomysłów, na jakie kiedykolwiek wpadła polska prawica (i który ją po prostu kompromituje z najbardziej ludzkiego, etycznego punktu widzenia). Ale jest już zupełnym nieszczęściem, kiedy o „lemingach” zaczyna mówić lewica, uderzając wówczas w te same pogardliwe tony. Dobrze pamiętam, jak młode środowiska lewicowe źle zareagowały na Dominika Tarasa i jego „iPadową” demonstrację na Krakowskim Przedmieściu wymierzoną przeciw „komtuszowym” Obrońcom Krzyża. To, że dla republikańskich „chłopców z Rzepy”, zawsze gotowych podkreślić swoją elitarną wyższość wobec „bydła”, ekipa Tarasa okaże się masą bezgłowych lemingów, w sam raz do zmanipulowania przez skandalistę-Palikota, to było oczywiste, bo to oni w końcu wymyślili ten koncept. Ale że podejmie go młoda lewica, w takim samym odruchu intelektualnej wyższości odmawiając młodzieży od Tarasa jakichkolwiek ideowych przekonań, to już było niepokojące i smutne. Do dziś, obawiam się, tą częścią wspólną, która sprawia, że młoda hipsterska prawica i młoda hipsterska lewica mogą ze sobą przyjaźnie rozmawiać ponad podziałami, jest ich niechęć do leminga. Nawet List do Braci Lemingów, wystosowany przez naszych prawicowych hipsterów, niby taki ironicznie przyjazny i polemiczny wobec Roberta Mazurka i jego niesławnego „Alfabetu Leminga”, ocieka protekcjonalizmem, który koniec końców odrzuca jeszcze bardziej niż otwarta pogarda.



Tymczasem leming nie istnieje – a raczej istnieje wyłącznie jako projekcja, jedna z tych feudalnych elitarnych projekcji typowych dla polskiej formacji inteligenckiej, której bardzo trudno przychodzi pogodzić się z nowymi zasadami demokratycznej gry. „Nowe Peryferie” mają w sobie dużo zdrowego sceptycyzmu wobec tych elitarnych „warszawkowatych” pomysłów, ale tu akurat, w kwestii leminga, wykazały się brakiem ideowej czujności. Ja naprawdę nie wiem, o co chodzi w tym gadaniu o „kulturze imitacji” (patrz Ryszard Legutko, który akurat nic innego w życiu nie robił, jak tylko imitował wzorce amerykańskiej prawicy republikańskiej) i „wyklepywaniu liberalnych formułek”, które leming przejmuje rzekomo wyłącznie na zasadzie powierzchownej mody. Kiedy na Kongresie Ruchu Palikota słuchałam Dominika Tarasa, nie miałam wrażenia, że obcuję z ludzką wydmuszką. Przeciwnie, jego deklaracja liberalnej wiary wydawało mi się głęboko poparta egzystencjalnie. Chłopak z małego miasta, które nie proponowało mu nic oprócz gnuśnej wegetacji, wyjeżdża do Szkocji, pracuje tam ciężko „na zmywaku”, zarabia, uczy się samodzielności, ciekawie rozgląda się wokół i dochodzi do wniosku, że zachodnia liberalna cywilizacja ma jemu, jako jednostce, dużo więcej do zaoferowania. Wraca do Polski i na swój własny sposób realizuje misję: chce, by podobni mu młodzi ludzie poczuli się tutaj lepiej i mieli swoją polityczną reprezentację, która przeciwstawi się prawicowo-katolickiej gerontokracji.



Czy to typowy leming opiewany przez Mazurka: „ofiara” liberalnego awansu społecznego, która porzuca „wartości swojej tradycyjnej wspólnoty” i wyjeżdża do Wielkiego Miasta, by tam żyć w stanie wykorzenienia, ogłupienia i dezorientacji? Czy może ktoś, kto jednak uwewnętrznił liberalne zasady na tyle, by chcieć je propagować – nie dlatego, że tak się opłaca, albo że tego wymaga nowe miejskie otoczenie, ale dlatego, że w nie uwierzył? Czy tylko wspólnotowa prawica może stać na straży jakiejkolwiek wiary i idealizmu – a liberał już nie? Lewica, kupując tę asymetrię, niebezpiecznie zbliża się do swojego adwersarza; właściwie już oddaje mu większość pola.

www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130310/lemingi-nie-istnieja
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka