Dodaj do ulubionych

Wielki nius, mały nius

16.04.13, 11:33
Wielki nius - wybuchy w Bostonie, zginęły 3 osoby. Mały nius: zamachy w Iraku, zginęło 55 osób.
1 Amerykanin jest wart 18,5 Irakijczyka?
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Wielki nius, mały nius 16.04.13, 12:25
      Nie. Tylko zamach w Bostonie to ewenement, zamach w Iraku to codzienność. U nas tez już niedługo będą informować o tym, że karetka dojechała, nie pomyliła adresu, udzieliła pomocy potrzebującemu i potrzebujący żyje..
    • gaika Re: Wielki nius, mały nius 16.04.13, 17:16
      grzespelc napisał:

      > Wielki nius - wybuchy w Bostonie, zginęły 3 osoby. Mały nius: zamachy w Iraku,
      > zginęło 55 osób.
      > 1 Amerykanin jest wart 18,5 Irakijczyka?

      Please, Grześ, co za chwyt (medialny).
    • diabollo Re: Wielki nius, mały nius 16.04.13, 22:36
      Cóż, czcigodny Grzespelcu,
      njuzy rządzą się swoimi prawami.

      Ten Boston to i tak pikuś w porównaniu do wyboru nowego pana papieża, pseudo Franciszek, który nie przez jeden dzień, ale przez kilka tygodni wyskakiwał nawet z lodówki. (Nawet jeżeli lodówkę podłączyć do tzw. "mediów liberalnych", hehehe, liberalizm, że dupę ściska).

      A ofiary terroru oczywiście się różnią w zależności od tego skąd pochodzą.
      I nie dziwi, że "kozły ofiarne" zaprzątają mniej uwagi, niż ofiary przypadkowe, które ofiarami wszak nigdy być nie powinny.
      Widzowie lubią zaskoczenia.

      Kłaniam się nisko.
      • grzespelc Re: Wielki nius, mały nius 17.04.13, 00:42
        > I nie dziwi, że "kozły ofiarne" zaprzątają mniej uwagi, niż ofiary przypadkowe,
        > które ofiarami wszak nigdy być nie powinny.

        Kozły ofiarne i osoby, które nie powinny nimi być. Tja, nie ma jak determinizm...
    • uff.o Re: Wielki nius, mały nius 17.04.13, 02:15
      z drugiej strony nie widzę jakoś chętnych dziennikarzy i mediów do nadawania z Iraku czy z Iranu. Ale właściwie to się nie dziwię, że się nie kwapią do zstępowania do piekieł, bo z odciętą głową, albo po grupowych gwałtach, pewnych gorliwych wyznawców Pan-Islamu, trudno byłoby cokolwiek innego nadawać poza grecką tragedią.
      • grzespelc Re: Wielki nius, mały nius 17.04.13, 12:52
        Ale właściwie to się nie dziwię, że się nie kwapią do zstępo
        > wania do piekieł,

        Tja, a miliony ludzi tam żyją i dają radę. Ino te białasy wypieszczone goraczki dostają od saego spojrzenia na mape...
        • uff.o Re: Wielki nius, mały nius 17.04.13, 13:19
          piekło jest na ziemi, a zatem wszyscy żyjemy w piekle - jak to mawiała moja ś.p. ciocio-babcia. Tylko są różne kręgi dantejskie. Niektórym to się nawet zdaje że zyją w niebie, podczas gdy nawet nie wiedzą że się smażą.....w tyglach świętoszkowatych śniegowych aniołów. Swoją drogą jeszcze nie tak dawno Europa cała tonęła w ogniu. Chwila wytchnienia chyba się..... należy?
        • gaika Re: Wielki nius, mały nius 17.04.13, 15:06
          grzespelc napisał:

          > Tja, a miliony ludzi tam żyją i dają radę. Ino te białasy wypieszczone goraczki
          > dostają od saego spojrzenia na mape...

          W 2012 roku zginęło około 150-ciu dziennikarzy. W samej Syrii ponad 30-tu. Naprawdę brakowało Ci informacji o tym, co się tam dzieje?

          ***
          Te bomby w czasie maratonu to przypomnienie, że nikt nie jest bezpieczny, nawet w sutym, świecie białego człowieka. Świat, jak pisze Uffo, to piekło (a ja dodam, że i niebo), ale nikt nie może być wolny zupełnie od bólu, śmierci, nieszczęścia, krzywdy, zagrożeń i nieprzewidywalności.

          Irytuje mnie zestawianie miejsc, w których toczy się wojna i miejsc, w których jest pokój i dlatego należy za ten pokój obciążyć poczuciem winy.

          Nie piszesz z oburzeniem, że media zajmują się przez wiele dni jednym zmarłym polskim dzieckiem, a nie nagłaśniają masowych śmierci dzieci z Trzeciego Świata, które każdego dnia umierają z prozaicznych powodów, np. głupiej biegunki. Na czym polega ta potrzeba zestawiania i mierzenia krzywdy? Gdyby w Bostonie (co roku zjeżdżają tam tłumy ludzi z całego świata) zginęła grupa Irakijczyków, to news byłby ok?
          • grzespelc Re: Wielki nius, mały nius 18.04.13, 18:16
            > Nie piszesz z oburzeniem, że media zajmują się przez wiele dni jednym zmarłym p
            > olskim dzieckiem

            Widocznie nie znalazło się to na czołówce gazety. Chyba, że mówimy o sprawie Sosnowa z ub.r., to mówiłem, ale moze nie tu.

            > Na czym polega ta potrzeba zestawiania i mierzenia krzywdy?

            Nie rozumiesz. Otworzyłem w pewnej chwili gazetę i na czołówce wielkimi literami było o Bostonie, a bezpośrednio poniżej, w dziale wiadomości, zwykłymi, o Iraku.
            To nie ja zestawiłem, tylko gazeta.
            • gaika Re: Wielki nius, mały nius 18.04.13, 21:10
              grzespelc napisał:


              > To nie ja zestawiłem, tylko gazeta.

              Tak jak wyżej napisał Oby.watel- masz sytuację nietypową(pokój) i codzienność(wojna domowa). Z tego nie wynika, że czyjaś śmierć jest mniej istotna. To Twoja interpretacja.
          • uff.o Re: Wielki nius, mały nius 18.04.13, 20:56
            dzięki Gaiko za uściślenie, fakt, wszyscy żyjemy w piekle i niebie. Ja wyrażałem się tylko odnośnie natury piekła, nie nieba. Co wyraziłaś słowami: 'nikt nie może być wolny zzupełnie od bólu...' Niemniej trzeba to podkreślić iż w rzeczywistości jest to interakcja, nie ma piekła bez nieba. I vice versa. Nie ma zła bez dobra, radości bez czatującego w pobliżu bólu, etc. Niekoniecznie jednocześnie, ale przeplatające się bezustannie przeciwieństwa w naturze życia. I wzajemnie jakby określające.

            To że media nie dają tyle informacji z Iranu, to może być również oszczędność przekazu mediów lokalnych, które nie chcą pokazywać swoich nieszczęść, z różnych przyczyn, m.inn. politycznych, dumy nacjonalistycznej, niechęci do mediów zachodnich.

            gaika napisała:

            > Te bomby w czasie maratonu to przypomnienie, że nikt nie jest bezpieczny, nawet
            > w sutym, świecie białego człowieka. Świat, jak pisze Uffo, to piekło (a ja dod
            > am, że i niebo), ale nikt nie może być wolny zupełnie od bólu, śmierci, nieszcz
            > ęścia, krzywdy, zagrożeń i nieprzewidywalności.
            >
    • diabollo Nietykalność 17.04.13, 20:51
      Maciej Gdula


      Zamach w Bostonie pokazuje, że pomimo dwunastu lat „wojny z terroryzmem” i poświęcenia demokratycznych wartości nie udało się stworzyć bezpiecznej rzeczywistości.

      W latach 90. Amerykanie mieli poczucie nietykalności. Zniknęło zagrożenie ze strony ZSRR i jeśli ktoś miał się bać, to wyłącznie wrogowie Ameryki. Zazwyczaj przyjmuje się, że ta epoka skończyła się 11 września 2001 roku. Po zamachu w Bostonie nasuwa się jednak pytanie, czy wyobrażenie o nietykalności naprawdę opuściło Amerykanów.



      Zaraz po zamachach na WTC zaczęła się „wojna z terroryzmem”. Zmobilizowano ogromne środki finansowe, techniczne i symboliczne, żeby rozprawić się z terrorystami i sprzyjającymi im państwami. Wszystko po to, aby wróciło poczucie bezpieczeństwa. Żeby zrealizować ten cel rozpętano dwie wojny, w których zginęło setki tysięcy ludzi. Wprowadzono daleko idące ograniczenia wolności w USA i zwiększono możliwości działania służb bezpieczeństwa.



      W trakcie „wojny z terroryzmem” systematycznie przesuwano granicę tego, co uchodzi za dopuszczalną praktykę w liberalnej demokracji.



      Padały kolejne tabu: więzienie ludzi bez sądu i bez zarzutów, tortury, zabijanie osób uznanych za terrorystów przy użyciu dronów. W 2011 przekroczona została ostatnia granica. USA, kierując rakietę w jeepa, którym jechał Anwar al-Awlaki, zdecydowały się zabić własnego obywatela bez zapewnienia mu uczciwego procesu.



      Po dwunastu latach „wojny z terroryzmem” mówienie o zachodnich liberalnych demokracjach jako systemach wcielających w życie prawa człowieka jest już tylko pustym sloganem. Miejsce dawnej – zawsze przecież ograniczonej – polityki wartości zajęła polityka samozachowania, która staje się coraz bardziej nieludzka, pomimo, a może właśnie ze względu na jej wzrastającą sterylność, polegającą na „chirurgicznych uderzeniach” i minimalizowaniu strat.



      Zamach w Bostonie bywa odczytywany jako sukces amerykańskiej strategii radzenia sobie z terroryzmem. Jego skala jest przecież nieporównywalna z zamachem sprzed dekady. Liczba ofiar śmiertelnych jest tysiąc razy mniejsza. Znaczenie zamachu bostońskiego jest jednak odwrotnie proporcjonalne do jego skali i to w zasadzie niezależnie od tego, czy zamachu dokonał „wróg” wewnętrzny czy zewnętrzny. Pokazuje bowiem, że nie udało się stworzyć bezpiecznej rzeczywistości nawet kosztem poświęcenia centralnych wartości demokracji.



      Patrząc na sposób relacjonowania zamachu, trudno jednak wyobrazić sobie zmianę w polityce bezpieczeństwa. Wybuch, w którym giną i zostają poważnie ranne osoby z zamożnego pierwszego świata, jest opisywany w zachodnich mediach obficie i z przejęciem. Ofiary z Bostonu to „nasi”, którzy mieli prawo żyć i świętować. Wiemy, jak wyglądał mały Martin i że na mecie maratonu chciał przytulić tatę. Na podobne traktowanie nie mogą liczyć zabici i ranni z Iraku czy Afganistanu. Ich twarzy, imion i historii życia nie poznajemy. Są dla nas ludźmi, którzy zginęli, bo w takich żyją okolicznościach.



      Póki śmierć innych traktować będziemy jako okoliczności towarzyszące uzasadnionym działaniom zmierzającym do zapewnienia nam nietykalności, nie ma co liczyć ani na zmianę w polityce bezpieczeństwa, ani na nietykalność.


      www.krytykapolityczna.pl/artykuly/stany-zjednoczone/20130417/gdula-nietykalnosc
      • turbinowy Re: Nietykalność 18.04.13, 00:18
        Rzucenie bomby w cywilów to bandytyzm.
        Natomiast zbombienie dronem to cywilizacja.

        Według brytyjskiego Biura Dziennikarstwa Śledczego, w wyniku ataków dronów w Pakistanie zginęło od 2004 roku ponad 3,5 tys. osób, w tym 884 cywilów.
        www.rp.pl/artykul/2,1000873-Amerykanskie-drony-niszcza-bazy-talibow-w-Pakistanie.html
        • uff.o Re: Nietykalność 18.04.13, 20:19
          jeśli idzie o zaogólnienia to byłbym bardziej wstrzemięźliwy, wszak też jestem Amerykaninem, a nigdy nie czułem się nietykalnym. Rozumiem niedoskonałość owych zaogólnień i werbalności jako takiej. Ale to są kuszące uproszczenie mające swoje deformujące rzeczywistość konsekwencje. Natomiast o tym że Ameryka jest głównym terrorystą świata trąbi od wielu lat N. Chomsky, Amerykanin, jakby nie było, rodzony w Filadelfii w rodzinie ortodoksyjnych Żydów, pochodzących z okolic dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Niegdtyś dysydent na wygnaniu, obecnie znajdujący się w czołówce elit intelektualnych Ameryki, etc. I nie wątpię iż bez poparcia pewnej liczącej się części owych elit i pewnego poparcia społecznego, środowisk liberalnych, lewicujących, byłby dalej dysydentem, nadającyym gdzieś tam z diaspory amerykańskiej w Pradze.
          Co do samych zamachów, to wypadałoby poczekać na ostateczne wyniki dochodzeń. Ale skoro sobie gdybyamy i analizujemy na wyrost, to ja też mam swoje trzy grosze. W tym miesiącu mija rocznica ataku władz, ówczesnych demokratycznych, na sekte Koresha, rocznica podłożenia bomby w budynku federalnym FBI w odwecie za ów atak, i jeszcze pare innych. Ekstremiści zarówno religijni jak i rednecki z południa mają swój interes. Co by wskazywało na robotę wewnętrzną, antyrządowych ekstremistów, których nie brak. Broń jest powszechnie dostępna. Ponadto fachowcy uważają że dużo wskazuje na robotę wewnętrzną, gdyż zagraniczne organizacje zazwyczaj zaraz po ataku, siedzą na necie i przechwalają się. Natomiast to że nikt się nie kwapi do przyznania się do ataku wskazuje iż boi się identyfikacji i bycia złapanym. W wypadku organizacji międzynarodowych, wskazywałoby to na to iż działania antyterrorystyczne Ameryki mają swoją siłę gdyż w końcu ekstremiści poszli po jakiś rozum do głowy i zaczęli oszczędzać swoich bojowników, wiedząc iż macki odwetu ze strony Ameryki sięgają dosyć głęboko. Żadne tam międzynarodowe prawa nie są tu przeszkodą.


          • gaika Re: Nietykalność 18.04.13, 21:16
            uff.o napisał:


            > Co do samych zamachów, to wypadałoby poczekać na ostateczne wyniki dochodzeń. A
            > le skoro sobie gdybyamy i analizujemy na wyrost, to ja też mam swoje trzy grosz
            > e. W tym miesiącu mija rocznica ataku władz, ówczesnych demokratycznych, na sek
            > te Koresha, rocznica podłożenia bomby w budynku federalnym FBI w odwecie za ów
            > atak, i jeszcze pare innych. Ekstremiści zarówno religijni jak i rednecki z po
            > łudnia mają swój interes. Co by wskazywało na robotę wewnętrzną, antyrządowych
            > ekstremistów, których nie brak. Broń jest powszechnie dostępna. Ponadto fachowc
            > y uważają że dużo wskazuje na robotę wewnętrzną, gdyż zagraniczne organizacje z
            > azwyczaj zaraz po ataku, siedzą na necie i przechwalają się. Natomiast to że ni
            > kt się nie kwapi do przyznania się do ataku wskazuje iż boi się identyfikacji i
            > bycia złapanym. W wypadku organizacji międzynarodowych, wskazywałoby to na to
            > iż działania antyterrorystyczne Ameryki mają swoją siłę gdyż w końcu ekstremiśc
            > i poszli po jakiś rozum do głowy i zaczęli oszczędzać swoich bojowników, wiedzą
            > c iż macki odwetu ze strony Ameryki sięgają dosyć głęboko. Żadne tam międzynaro
            > dowe prawa nie są tu przeszkodą.

            No i święte słowa.

            Autor artykułu nie tylko zdiagnozował wszystko wzdłuż i wszerz, ale i wie, jak traktujemy śmierć innych(zbiorowo i z osobna).
      • gaika Re: Nietykalność 18.04.13, 21:06
        Co ma piernik do wiatraka.

        O tzw. wojnie z terroryzmem napisaliśmy tysiące postów na forum Oka. Niewiele jest chyba do dodania. O 'dehumanizowaniu' walki (nowe technologie) rozmawialiśmy nie raz(tu osobiście założyłam wątek o dronach forum.gazeta.pl/forum/w,95165,106731653,106731653,Samoloty_bezzalogowe.html
        O utracie przez Amerykę mandatu do pouczania innych w sprawach wartości demokratycznych-też już było nie raz.

        Ale pytam się, co ma do tego śmierć ludzi i medialny przekaz o tym w Bostonie i gdzie indziej? Każda śmierć jest taką samą tragedią dla ludzi, których dotyczy i dla tych, którzy potencjalnie mogą się znaleźć w takiej sytuacji. Ani to nie powiększa, ani nie pomniejsza dramatów osób, które żyją w warunkach pokoju, wojennych lub parawojennych. Po drugie, doskonale wiemy, jak funkcjonują media(autor nie wie) i po trzecie doskonale wiemy, że są miejsca na świecie, z których relacje są ogromnie utrudnione. Są miejsca, w których każde zbliżające się wybory, na poziomie lokalnym czy powszechnym, powodują serie zamachów. Są miejsca, które ograniczają dopływ informacji.

        I co to za różnica dla autora, czy zobaczy zdjęcie Martina czy dziecka afgańskiego(nawet nie zapamięta jego imienia). Równie mu daleko do tragedii każdej z tych rodzin. Czysta demagogia.

        Ameryka ma za uszami niemało, ale czepianie się każdej okazji, żeby dopieprzyć krwawym kapitalistom ('należało im się'), to irytująca przesada.

        P.S. Zachodnie media informowały o zamachu w Iraku. Jeśli nie robiły tego polskie, to nie jest wina Ameryki.
        • turbinowy Re: Nietykalność 20.04.13, 11:47
          A może chodzi o punkt, w którym umieścimy obserwatora?
          Wystarczy, że ów obserwator ciut się wzniesie.
          Zobaczy rajską planetę mającą albedo może 0,3 a może nawet 0,39.
          Zobaczy też, że panuje na niej przedziwna rodzina człowiecza.
          Że zamiast cieszyć się tym rajem, poznawać go, wymyśla różne chore religie, ideologie..., które niszczą ten raj i siebie nawzajem.
          Obserwator widzi i bomby, i drony, i śmierć, którą przynoszą.
          Widzi "talent" rodziny człowieczej, która jedno zabijanie usprawiedliwia drugim...
          Widzi granice, które jedni narzucili drugim.
          Granice - Mury , sasieki , zapory
          Granice - Stalowe rzeki, stalowe góry
          Ludzie bez twarzy, ludzie bez serc
          Ludzie bez twarzy, ludzie bez serc
          • gaika Re: Nietykalność 20.04.13, 12:23
            Mówisz o abstrakcyjnym obiektywnym obserwatorze. I wtedy nic dodać nic ująć-bo tak naprawdę czy my, ludzie, powariowaliśmy?

            W praktyce jednak najważniejszy jest punkt widzenia realnego odbiorcy-indywidualnego doświadczenia i emocji związanych z tymi, z którymi się identyfikujemy. Najbliżsi, trochę dalsi bliscy, grupa odniesienia.
            • turbinowy Nie byli mile widziani 30.04.13, 11:07
              Coraz częściej lubię zaglądać na frondę, są tam całkiem smakowite kąski:

              Na Boylston Street, wiele osób było w niebezpieczeństwie śmierci, a księżom katolickim, którzy pragnęli udzielać sakramentu Namaszczeniach Chorych odmówiono przejścia przez bariery utworzone przez policję. Przepuszczano tam lekarze i pielęgniarki, strażaków i policjantów, a kapłanów nie przepuszczono.
              (...)
              Jeden z kapłanów wyrzuconych z miejsca zamachu zauważa, że w przeszłości ksiądz w wypadku zagrożenia mógł dostać się wszędzie. "To się zmieniło", powiedział. "Księża nie są już uważani za służby ratownicze."
              Skoro nie można było zapewnić pomocy duchowej tym, których życie było bezpośrednio zagrożone, kapłani w Bostonie wycofali się do pobliskiego kościoła, w którym odprawili nabożeństwo za umierających i zorganizowali darmowe stoisko z napojami i jedzeniem dla poszkodowanych, którym udało się tam dotrzeć. Czy niewierzącym obecnie trudno jest pojąć czego wierzący oczekują od Kościoła? To jest istotne dla nas i dotychczas było oczywiste, w zlaicyzowanej rzeczywistości przestaje być mile widziane. W prawdzie karmienie głodnych i pojenie spragnionych i modlitwa z pewnej odległości, to też coś, niemniej …

              Tu całość

              Retoryka wojenna "kapłani wycofali się" na z góry upatrzoną pozycję i stamtąd razili modlitwą, napojami i jedzeniem. Za darmo.
              Ksiądz w boju...
              Ksiądz w znoju...
              • gaika Re: Nie byli mile widziani 30.04.13, 13:15
                turbinowy napisał:


                > "To się zmieniło", powiedział.
                > "Księża nie są już uważani za służby ratownicze."


                Tu, nie ukrywam łza mi się zakręciła w oku. Nic nie jest już takie samo...

                To nowość. Boston jest miastem w którym tradycyjnie było wielu emigrantów irlandzkich i włoskich i przez ich obecność, pewne obyczajowe i religijne sprawy były dotychczas oczywiste.

                Powiedziałabym, że przestały takimi być od momentu, kiedy Boston Globe opublikował pierwszy artykuł o molestowaniu przez księży. To już ponad dekada... Fronda przespała ten czas, kiedy sprawy przestały być oczywiste.

                W prawdzie karmienie głodnych i pojenie spragnionych i modlitwa z pewnej odległości, to też coś, niemniej …


                Jak to 'coś'? Tradycyjnie na każdy na maraton stawiają się ludzie niedożywieni i odwodnieni. Karmienie i pojenie z odległości to kolejny cud.


                > Retoryka wojenna "kapłani wycofali się" na z góry upatrzoną pozycję i stamtąd r
                > azili modlitwą, napojami i jedzeniem. Za darmo.
                > Ksiądz w boju...
                > Ksiądz w znoju...

                smile)))))
                • turbinowy Re: Nie byli mile widziani 01.05.13, 13:13
                  gaika napisała:

                  > Powiedziałabym, że przestały takimi być od momentu, kiedy Boston Globe opubliko
                  > wał pierwszy artykuł o molestowaniu przez księży. To już ponad dekada... Fronda
                  > przespała ten czas, kiedy sprawy przestały być oczywiste.

                  Fronda przespała a mnie dopadła niepamięć z powodu SKSu sad (Starość, Kurwa, Starość)
                  Szczęśliwie są młodsi co pamiętają no i wyszukiwarka (w moim przypadku) bo rzeczywiście o publikacji Boston Globe czytałem wiele lat temu, dziesięć lat temu.
                  Takowe artykuły pojawiały się już wtedy w naszej prasie: Sąd nad sutanną.

                  Pytanie ile jeszcze lat potrzeba w Polsce aby do szerokiej rzeszy wiernych dotarł ten problem.
                  • gaika Re: Nie byli mile widziani 01.05.13, 14:27
                    turbinowy napisał:


                    > Fronda przespała a mnie dopadła niepamięć z powodu SKSu sad (Starość, Kurwa, Sta
                    > rość)
                    > Szczęśliwie są młodsi co pamiętają no i wyszukiwarka (w moim przypadku) bo rzec
                    > zywiście o publikacji Boston Globe czytałem wiele lat temu, dziesięć lat temu.
                    > Takowe artykuły pojawiały się już wtedy w naszej prasie: Sąd nad sutanną.
                    >
                    > Pytanie ile jeszcze lat potrzeba w Polsce aby do szerokiej rzeszy wiernych dota
                    > rł ten problem.

                    Tak też sobie zawsze w tym kontekście myślę, że choć często mamy pretensje do mediów(sama mam) i mierzi ich generalny poziom, to jednak mają do odegrania rolę społeczną nie do przecenienia. W tym przypadku naprawdę to rzetelność, odwaga i poczucie wagi problemu pozwoliło otworzyć tę "puszkę z Pandorą"(za kolejnym klasykiem) i w konsekwencji poprzez ból, pot i łzy zrobić sporo dobrego dla tak wielu ludzi.

                    Potem też wysypały się filmy dokumentalne, po obejrzeniu których czułam się ciężko chora i jakoś SKS (Skleroza, Przerywnik, Skleroza) nie chce tego wymazać z pamięci.
              • zawszekacperek Re: Nie byli mile widziani 30.04.13, 17:57
                Mnie też wzrusza tzw. pierdolec mentalny co poniektórych piszących (wierzących). smile

                Kacperek

                turbinowy napisał:

                > Coraz częściej lubię zaglądać na frondę, są tam całkiem smakowite kąski:
                >
                > Na Boylston Street, wiele osób było w niebezpieczeństwie śmierci, a księżom
                > katolickim, którzy pragnęli udzielać sakramentu Namaszczeniach Chorych odmówion
                > o przejścia przez bariery utworzone przez policję. Przepuszczano tam lekarze i
                > pielęgniarki, strażaków i policjantów, a kapłanów nie przepuszczono.
                > (...)
                > Jeden z kapłanów wyrzuconych z miejsca zamachu zauważa, że w przeszłości ksiąd
                > z w wypadku zagrożenia mógł dostać się wszędzie. "To się zmieniło", powiedział.
                > "Księża nie są już uważani za służby ratownicze."
                > Skoro nie można było zapewnić pomocy duchowej tym, których życie było bezpośred
                > nio zagrożone, kapłani w Bostonie wycofali się do pobliskiego kościoła, w który
                > m odprawili nabożeństwo za umierających i zorganizowali darmowe stoisko z napoj
                > ami i jedzeniem dla poszkodowanych, którym udało się tam dotrzeć. Czy niewierzą
                > cym obecnie trudno jest pojąć czego wierzący oczekują od Kościoła? To jest isto
                > tne dla nas i dotychczas było oczywiste, w zlaicyzowanej rzeczywistości przesta
                > je być mile widziane. W prawdzie karmienie głodnych i pojenie spragnionych i mo
                > dlitwa z pewnej odległości, to też coś, niemniej …
                >

                > Tu całość
                >
                > Retoryka wojenna "kapłani wycofali się" na z góry upatrzoną pozycję i stamtąd r
                > azili modlitwą, napojami i jedzeniem. Za darmo.
                > Ksiądz w boju...
                > Ksiądz w znoju...
                >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka