Ależ dno w kancelarii Nawrockiego 🤦
Marcin Przydacz właśnie pochwalił się, że na wniosek Kancelarii Prezydenta wyłączono z rozmów z Komisją Wenecką doświadczoną tłumaczkę Magdalenę Fitas-Czuchnowską – wyłącznie dlatego, że jest żoną dziennikarza „Wyborczej”. 🤡
To nie był zwykły komentarz. To publiczne ogłoszenie, że w pałacu nie liczą się kwalifikacje, nie liczą się certyfikaty dostępu do informacji niejawnych (które miała nawet za rządów PiS), ani doświadczenie w tłumaczeniach na najwyższym szczeblu (prezydenci USA, NATO), tylko to, czy ktoś jest „czyjąś żoną” z niewłaściwej redakcji. 🥴
Czuchnowski słusznie nazwał to PiS-owską mściwością. Żona nie chciała sprawy nagłaśniać – uznawała ją za element zawodowej poufności. Przydacz uznał, że lepiej sam się pochwalić „wyczynem” wyeliminowania tłumaczki za pokrewieństwo.
Przy okazji wyszło, że mierzy innych swoją miarą. Żona samego Przydacza przez lata pięła się w PZU – od asystentki po zastępcę dyrektora. Wtedy koligacje nie przeszkadzały. Teraz nagle stały się problemem, gdy dotyczyły kogoś z zewnątrz. 😏
To jest ten sam styl, który znamy: zemsta na bliskich krytyków, publiczne piętnowanie, a potem udawanie, że to „tylko dbałość o standardy”.
W rzeczywistości to mały, mściwy gest człowieka, który uważa, że państwo jest jego prywatnym podwórkiem, a kwalifikacje ustępują miejsca lojalności politycznej.
Jak wygląda państwo, w którym szef Biura Polityki Międzynarodowej chwali się publicznie wykluczeniem profesjonalistki za to, z kim jest związana? Dokładnie tak. 🚨 Jacek Fogiel #
I to shicię będzie bredziło o zakazie cenzury jako uzasadnienie weta batyrzęcia.