diabollo
12.03.14, 07:54
Cezary Michalski
Co wyłoni się w Europie, jeśli na naszym kontynencie opadnie piana przyszłości, czyli UE? Piana przyszłości, której realność i gęstość nadaje każdy z nas swoimi wyborami na rzecz wzmacniania i konsolidowania tej piany albo swoją histerią na temat trzeciej wojny i wspaniałości europejskich nacjonalizmów.
Jeśli opadnie piana przyszłości, w Europie wyłoni się (już się wyłania) przeszłość, ze swoją twardą strukturą geopolitycznych determinizmów skazujących jedne narody na potęgę, która poprzez pychę doprowadzi je do katastrofy, a inne narody skazujących na słabość, która doprowadzi je do katastrofy po nieporównanie krótszej i prostszej drodze.
Jeśli zatem w Europie opadnie piana przyszłości, jeśli pozwolimy jej opaść, wyłonią się Niemcy (już się wyłaniają). Patrz Habermas ostrzegający swoją ojczyznę przed powtórzeniem „syndromu roku 1913”, kiedy Niemcy, będąc w Europie półhegemonem, mimo ostrzeżeń Walthera Rathenau, który już wówczas pisał, że potęga Niemiec powinna być zainwestowana WYŁĄCZNIE w budowę europejskiej przestrzeni wspólnych swobód gospodarczych i politycznych, wybrały walkę o hegemonię pełną. A ponieważ Anglicy i Rosjanie byli zdeterminowani, by się swoją hegemonią z Niemcami nie dzielić, w Europie rozpoczęła się epoka wojen, które humanistyczny, liberalny i socjaldemokratyczny mesjanizm na naszym kontynencie zaorały do czystej magmy totalitaryzmów, Holocaustu, wypędzeń, wywózek i eksterminacji. Pamiętajmy, że wojna to tylko najwyższa forma nierówności społecznej (słabi giną pierwsi), wobec tego każdy postępowiec, który wyznaje zasadę „im gorzej, tym lepiej” (jak Lenin modlący się w liście do Gorkiego z 1913 roku o wojnę pomiędzy Austrią i Rosją jako warunek rewolucji), jest człowiekiem mniej więcej tak samo rozsądnym jak Mickiewicz modlący się o „wojnę powszechną ludów”, która „zwróci nam Polskę”. Zarówno do rewolucji, jak i do powstania Polski udało się w ten sposób doprowadzić, jednak Rewolucja Lutowa (jedyna emancypacyjna rewolucja w Rosji) została zdławiona już w październiku, Polska trwała chwilę, a oba te sukcesy kosztowały życie setek milionów ludzi i życie Europy, która zaczyna powoli zmartwychwstawać dopiero dziś.
Jeśli w Europie opadnie piana przyszłości, wyłoni się także (już się wyłania) Rosja, może już nie jako imperium ze swoimi jakkolwiek pokracznymi, ale jednak parauniwersalistycznymi ideologiami, ale jako silny nacjonalizm uciekający przed własnymi problemami w ekspansję zewnętrzną.
Na zachodzie naszego kontynentu wyłonią się (już się wyłaniają) stare egoistyczne „potęgi” splendid isolation. Czyli Francja i Anglia, które wyjdą z tej swojej splendid isolation dopiero wówczas, kiedy jakaś obca armia będzie maszerować po Champs-Élysées, a nad Londynem będą latały czyjeś rakiety V3.
Natomiast w Mitteleuropie wyłonią się (już się wyłaniają) zdebilałe małe nacjonalizmy. Skłócone groteskowe liliputy szukające przeciwko sobie wielkich mecenasów.
Wyłoni się (już się wyłania) dumny nacjonalizm węgierski, który będzie szukał (już szuka) jakichś mecenasów w Niemczech i Rosji, żeby mu dali złudzenie „powrotu do potęgi sprzed traktatu w Trianon” – Zakarpacie na trupie Ukrainy, Wojwodinę, Siedmiogród, południową Słowację. Wyłoni się (już się wyłania) dumny nacjonalizm polski, który odnajdzie spełnienie w drobnych pogromach i napadach na sale wykładowe, bo w niczym innym dumny polski nacjonalizm nigdy się nie specjalizował (przypominam, Krasiński, Mickiewicz, Norwid szukali wyjścia z polskiego nacjonalizmu w uniwersalizmie chrześcijaństwa i humanizmu, nawet jeśli poszczególnym z nich różnie to transcendowanie nacjonalizmu polskiego wychodziło). Dumny nacjonalizm litewski odnajdzie (już odnajduje) poczucie potęgi w odbieraniu mniejszościom prawa do wieszania dwujęzycznych tabliczek w urzędach. Dumny nacjonalizm ukraiński stanie się jedyną zasadą istnienia kadłubowego państwa, jeśli Putinowi udałoby się oderwać wschód Ukrainy.
I tyle by było na temat profetycznej wizji zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którą miał w Tbilisi. Profetyczne wizje apokalipsy to nic trudnego, sam je miewam codziennie, a redaktorzy niektórych prawicowych czasopism mają je parę razy dziennie. Osiągnięciem jest dopiero umieć apokalipsę odroczyć choćby o sekundę. Zdolności katechona Lech Kaczyński nie miał żadnych. Ja też ich nie posiadam, więc mnie moje wizje apokalipsy raczej męczą, niż wprowadzają w patetyczną dumę. Także w odniesieniu do Rosji apokaliptyczne wizje Lecha Kaczyńskiego, Bronisława Wildsteina, Antoniego Macierewicza, Zdzisława Krasnodębskiego, Dariusza Gawina... są równie jałowe.
CDN...