Dodaj do ulubionych

Rozum na manowcach, czyli złowroga

14.09.14, 10:15
nowoczesność.



wyborcza.pl/magazyn/1,140736,16630035,Rozum_na_manowcach_i_zlowroga_nowoczesnosc.html#TRwknd


Wkleję cały tekst, kiedy będę w domu.
Kłaniam się nisko.
Obserwuj wątek
    • oby.watel Prośba niewinna 14.09.14, 11:32
      Jeśli można prosić, to proszę o wklejenie obu tekstów, żebyśmy poznali także i ten, na który ten jest odpowiedzią.
      • chickenshorts Prośbie niewinnej zadość 14.09.14, 13:22
        w połowie


        Nowoczesna Zagłada
        Michał Łuczewski 29.08.2014 , aktualizacja: 07.09.2014 14:50
        A A A Drukuj


        Zagłada nie nadchodzi, ona już jest. I wzbiera nieustannie. W tysiącach klinik aborcyjnych

        Jesteśmy w najpiękniejszym miejscu na Mazowszu. K. zamienia każdy posiłek w wykwintną ucztę. Rano idziemy nad rzekę, wieczorem pijemy wino, a w nocy słuchamy derkaczy. Dobrze nam się żyje w jednym domu, ale trudno nam żyć w jednym państwie.

        Dla K. jest oczywiste, że prof. Chazan złamał prawo i że katolickie "katabasy" zmierzają do klerykalizacji świeckiego państwa. Dla mnie, że prawo nie może łamać sumienia i że świeckie państwo musi chronić swych najsłabszych obywateli. K. nie zna chyba nikogo, kto miałby inne zdanie niż on, ja nie rozmawiam z tymi, którzy mają inne niż ja zdanie. Żyjemy w innych światach, ale teraz - na ten jeden cudowny tydzień - te światy się spotykają.

        Możemy szukać kompromisu, ale już wiemy, że nikt nigdy z kompromisu nie będzie zadowolony. Możemy odbyć nostalgiczną podróż w lata 80., gdy dogadywaliśmy się "jak Polak z Polakiem". To kiedyś nawet dobrze brzmiało: "Najgłębsza solidarność jest solidarnością sumień", "Nie można być solidarnym z ludźmi bez sumienia". Ale to było kiedyś.

        Co sądzisz o tekście Michała Łuczewskiego? Zgadzasz się z opiniami Autora czy nie? Czekamy na Twój list. Napisz: listy@wyborcza.pl


        Możemy przywoływać nieodparte argumenty i zniewalające przykłady - i nic się nie zmieni. Bo nasze dyskusje oparte są na błędnym założeniu. Uznajemy, że wartości, które wyznajemy, są niewzruszone, oczywiste, racjonalne, że to są "nasze" wartości. Tymczasem w impulsach moralnych nie ma nic "naszego". Są wynikiem kolektywnego, społecznego konstruowania, które trwało tysiąclecia.

        Jeśli ktoś dziś czuje, że Agnieszka, mama Jasia, miała prawo dokonać aborcji, a prof. Chazan miał obowiązek jej w tym pomóc, to powinien się zastanowić, jakie są warunki możliwości takiego poczucia. A są dwa: nowoczesność i mit.

        Nowoczesność zabija

        Główną zasadą nowoczesności - zgodnie z definicją filozofa Odona Marquarda - jest "odbieranie złu znamion zła". Na początku zło jest czymś przerażającym, czego nasz rozum nie jest w stanie objąć. Każda próba zrozumienia zła prowadzi jednak do tego, że zdejmujemy z niego grozę. Wynajdujemy różne racje, zło staje się coraz bardziej zrozumiałe, aż wreszcie zaczynamy je usprawiedliwiać. Na samym końcu następuje przemiana zła w dobro.

        Ten proces opisuje dokładnie w "Nowoczesności i Zagładzie" Zygmunt Bauman. Choć książka zyskała status współczesnej klasyki, wydaje się, że wciąż jej do końca nie zrozumieliśmy. Nie wyciągnęliśmy z niej wszystkich konsekwencji. Nie zrobił tego nawet sam Bauman. Ta książka to jedno z tych arcydzieł, które mówią otwarcie to, o czym ich autor bałby się nawet pomyśleć.

        Podstawowe przesłanie książki brzmi: nowoczesność ukrywa przed nami zło, które czynimy. A wtedy zaczynamy produkować je na skalę przemysłową. Najbardziej przejmującym tego przykładem, najbardziej spektakularnym przejawem naszej rosnącej obojętności i ślepoty moralnej stał się Holocaust. Nie był on bynajmniej wynikiem załamania się cywilizacji Zachodu, lecz jej niepowstrzymanego rozwoju. Doprowadziła do niego jak najbardziej nowoczesna ambicja zaprowadzenia racjonalnego porządku społecznego, a także osłabienie tradycyjnych wspólnot oraz postęp nauki, techniki i biurokracji. Żaden z tych procesów nie jest sam w sobie negatywny, żaden nie zapowiada Zagłady, ale razem tworzą "morderczą mieszankę".

        Wizja doskonałego ładu wymaga określenia i wydzielenia grup społecznych, które do niego nie pasują. Upadek dawnych wspólnot skutkuje wyschnięciem innych niż prawo państwowe źródeł moralnego osądu. Rozwój nauki, techniki i biurokracji prowadzi do ich autonomizacji, uwolnienia od etyki i ekspansji instrumentalnych kryteriów na inne systemy społeczne. Nie pytamy już, czy dany czyn jest dobry czy zły, ale czy można go uzasadnić naukowo, czy jest technicznie wykonalny i zgodny z ideologią państwa. Zarazem technologia i biurokracja wprowadzają dystans między ludźmi: popadamy w rutynę i zaczynamy traktować się przedmiotowo.

        Z tego powodu dla nowoczesności charakterystyczny jest dehumanizujący język „sanitarny”, język higieny, biologii i medycyny. Segreguje on ludzi na tych, których da się „uzdrowić”, i tych nienaprawialnych, których można zlikwidować. Zachęca do usuwania defektów człowieczeństwa razem z ich nośnikiem; choroby - razem z chorym; niepełnosprawności - razem z niepełnosprawnym. „Można ćwiczyć i modelować » zdrowe «części ciała, ale nie rakowate narośle. Te ostatnie można tylko niszczyć” (tu i dalej przekład Tomasza Kunza). Według Baumana właśnie ta upiorna konstelacja uczyniła możliwe ludobójstwo Żydów.

        Lekcja Holocaustu nigdy nie została odrobiona. Wszystkie wymienione, dobrze nam znane cechy cywilizacji "stanowią nadal ważną część naszego życia" - "nie znikły. A więc nie znikła także możliwość powtórzenia Zagłady". Bauman otworzył okno na inną rzeczywistość i zobaczył "w rzadkich momentalnych rozbłyskach" ciemną stronę nowoczesności. To odkrycie ma kluczowe znaczenie dla ofiar, sprawców i biernych obserwatorów, "dla wszystkich ludzi żyjących dziś i mających żyć jutro".
        • chickenshorts Re: Prośbie niewinnej zadość 14.09.14, 13:24
          c d


          Zatłuczeni, spaleni

          Powiedzmy od razu wprost: teza Baumana nie wyjaśnia w pełni Holocaustu, ale dobrze wyjaśnia aborcję.

          Jeśli - jak twierdzi polski socjolog - Zagłada miała być sterylną, cywilizowaną procedurą, dlaczego większość jej ofiar zlikwidowano tradycyjnymi środkami: zagłodzono, zastrzelono, zatłuczono, spalono? W grę musiały wchodzić inne czynniki niż postęp i nowoczesność. Jeśli Zagłada ma być możliwa w każdym nowoczesnym społeczeństwie, dlaczego wydarzyła się w Niemczech kilkadziesiąt lat temu? Dlaczego od tamtego czasu w żadnym cywilizowanym kraju nie nastąpiło coś podobnego? Przed czym ostrzega nas Bauman? Czy jego książka nie staje się tym, czego tak się obawiał: histerycznym dziełem "proroka zniszczenia"?

          Ale jeśli Bauman ma rację, jeśli nowoczesność jest tak głęboko zatruta, jej mordercze efekty muszą być widoczne tu i teraz. Zagłada nie nadchodzi, owszem, już jest. I wzbiera nieustannie. Nie musimy sobie wyobrażać niewyobrażalnego, możemy to zobaczyć.

          W tysiącach klinik aborcyjnych i szpitali na świecie trwa żmudna, nieustanna praca nowoczesności. Jej wynikiem jest jednocześnie produkcja i ukrywanie śmierci na masową skalę. Nowoczesność nigdy nie przestała - nie mogła przestać - pożerać własnych dzieci.

          Czy jest jakiś doskonalszy produkt nowych czasów niż aborcja? Czy ta "medyczna", "naukowa" procedura nie korzysta ze wszystkich nowoczesnych osiągnięć: państwa, prawa, techniki, nauki i biurokracji? Czy nie do niej stosuje się opis "społecznego konstruowania obojętności i ślepoty moralnej"? Czy nie usuwamy ludzkich płodów, jakby były "rakowatymi naroślami"? Czy nie likwidujemy niepełnosprawności razem z niepełnosprawnym?

          Prof. Środa ma rację: legalizacja aborcji jest najlepszą miarą naszej cywilizacji.

          I ty zostaniesz zabójcą

          Swoje wywody autor "Nowoczesności i Zagłady" oparł na klasycznych eksperymentach psychologa Stanleya Milgrama. Przypomnijmy, że obsadzono w nich ochotników jako "nauczycieli", którzy pod naciskiem "naukowego autorytetu" razili coraz wyższą dawką prądu swoich "uczniów", gdy ci źle rozwiązywali proste zadania. Niemal dwie trzecie "nauczycieli" doszło do końca skali. Okazało się, że w pewnych szczególnych warunkach niemal każdy z nas może stać się zabójcą. Szczególnych? Choć Bauman próbował ekstrapolować eksperyment przeprowadzony w Yale na nazistowskie Niemcy, doskonale czuł, że popełnia pewne nadużycie. "Sterylna", "medyczna" sala jednego z najlepszych uniwersytetów na świecie, w której za "eksperymentatorem" stoi cały autorytet współczesnej nauki i amerykańskie prawo, nie ma nic wspólnego z obozami zagłady.

          "Higieniczne" warunki, które stworzył Milgram, znacznie bardziej przypominają atmosferę kliniki czy szpitala. Jeśli wyniki jego eksperymentu można generalizować, to nie na spektakularne zło Zagłady, ale na niewidoczne zło aborcji. Procedura aborcji pod każdym względem przypomina ten klasyczny eksperyment, tyle że w klinice wszystko dzieje się naprawdę.

          Milgram wyróżnił trzy czynniki, dla których jesteśmy bardziej skłonni zadawać ból: racjonalne uzasadnienie ("nauczyciele" służyli dobru nauki), rozproszenie odpowiedzialności, pułapka konsekwencji. Każdy z nich można odnaleźć w zabiegu przerywania ciąży.

          Wszyscy niewinni

          Kiedy minister Arłukowicz pouczał lekarzy: "Encyklika w domu, a w pracy encyklopedia", płynęła stąd wyraźna sugestia, że usuwanie ciąży wynika wprost z wiedzy medycznej. Podobny sens miały słowa prof. Szawarskiego, szefa Komitetu Bioetyki PAN, który przeciwstawiał pojedynczemu sumieniu lekarza "naukę" i "racje rozumu". A przecież nauka może nam powiedzieć co najwyżej, dokąd możemy iść, ale nie - dokąd powinniśmy. Nauka i sumienie operują w dwóch różnych porządkach.

          W przypadku aborcji nie można wskazać jednego sprawcy. Wszyscy są przecież niewinni: lekarz dokonuje aborcji, bo takie jest prawo i chce pomóc kobiecie; kobieta, bo nie chce rodzić chorego dziecka etc. - Kobieta decydująca się na to ostateczne rozwiązanie - mówi ginekolog dr Marzena Dębska - wyobraża sobie, że zostanie uśpiona, ciążę się "wstrzyma" (dziecku nie stanie się żadna krzywda), a po szybkim przebudzeniu ciąży już nie będzie. Zwieńczeniem tego procesu byłaby aborcja doskonała: bez sprawców, ofiar i śladów.

          Nie jesteśmy wcale od tych fantazji daleko - dyfuzji odpowiedzialności bardzo sprzyja unowocześnienie technik zabijania płodów. Jeden ze specjalistów w tej sferze tłumaczy: "Rolą lekarza jest, by wszystko odbyło się jak najmniej traumatycznie, czyli na zasadzie farmakologicznej indukcji poronienia. I zaznaczam, dziecko roni się samoistnie". W ten sposób aborcja zamienia się w "naturalny" proces, za który nikt nie jest odpowiedzialny. Zwłoki zaś trafiają do odpadów medycznych lub są utylizowane. Zdarzało się, że - w zgodzie z wymogami racjonalności - palone ciała służyły ogrzewaniu szpitala.

          "Nauczyciel", zadając coraz większe cierpienie swojej ofierze, w żadnym momencie nie może się cofnąć, bo musiałby sobie wytłumaczyć, dlaczego nie przerwał eksperymentu wcześniej. Nie może opuścić gry - pisze Bauman - "bez jednoczesnego (...) odrzucenia wcześniejszej oceny własnych działań jako słusznych lub przynajmniej niewinnych". Pułapka ta "opiera się na paradoksie: nie można się oczyścić, nie oczerniając się zarazem".

          W takiej samej pułapce znajdują się lekarze przerywający ciąże. Nie mogą się oczyścić, nie oczerniając zarazem. I z drugiej strony - jeśli próbują się oczyścić, zostaną oczernieni. W świecie żelaznej konsekwencji nie ma miejsca na radykalną zmianę. Dla ginekologa dokonującego aborcji nawrócenie jest czymś niewyobrażalnym, muszą kryć się za nim mroczne motywy: „Znam też trochę lekarzy, którzy » nawrócili się «, przestali przerywać ciąże, jak już » wyskrobali «sobie dwa porządne mieszkania w Warszawie albo piękną willę”.
          • chickenshorts Re: Prośbie niewinnej zadość 14.09.14, 13:25
            cd


            Sumienie zastępcze

            Powoli dochodzimy do tajemnicy neutralizacji zła. Aborcja jest wyjątkowym aktem, który naraz spełnia i wzmacnia wszystkie strategie czynienia przemocy niewidzialną. Dlatego zło aborcji nam umyka - i umknęło też Baumanowi. Jego porażka zawarta jest w jego diagnozie. To właśnie arcynowoczesny charakter aborcji sprawił, że nawet przed nim skryło się cierpienie, które zobaczył w nagłym rozbłysku.

            W sytuacji, gdy nie widzimy, że zło, które produkujemy, jest naszym złem, nie musimy odrzucać własnych zasad moralnych. Możemy je nadal wyznawać, wystarczy tylko, że nie zobaczymy, że sprzeniewierzamy się im w praktyce. Wystarczy, że zadbamy o to, żebyśmy nie wiedzieli, co czynimy. Tylko tak można wytłumaczyć, dlaczego ginekolog, który uznaje, że w aborcji zabija ludzkie życie, który wie, że "aborcja jest czymś obrzydliwym", że wzbudza "niezadowolenie personelu" i może zamienić się w "horror", nie tylko się przed nią nie cofa, ale uznaje ją za rzecz słuszną. Widzi zło, ale to nie jest jego zło.

            Oczywiście, moralność w starciu z nowymi czasami nie może pozostać nietknięta. Konflikt między wyznawanymi wartościami a czynami rozwiązujemy jednak nie poprzez odrzucenie wartości, ale poprzez zmianę ich znaczeń. "Staroświeckie sumienie" - jak pisze Bauman - przeistacza się w "sumienie zastępcze". Nie posługuje się ono kategoriami moralnymi, ale pojęciem "wymogu" i "dyscypliny". Czy śladów tego procesu nie widać u ginekologa, który szczyci się tym, że dokonując aborcji, wypełnia "obowiązek", realizuje "interes" i "decyzję kobiety", przestrzega "zapisów prawa"?

            Bauman odkrywa tu jeszcze dodatkowy proces: umoralnienie technologii. Jeśli coś jest technicznie możliwe, wkrótce staje się etyczne. Istotę tego zjawiska wyraził cytowany już ginekolog: „Byłem ostatnio na obronie pewnej pracy doktorskiej. Autor napisał, że badanie USG w kierunku zespołu Downa ma tylko jeden cel: » przygotowanie pacjentki do urodzenia chorego dziecka «. Wstałem: » To lepiej nie badajmy kobiet, bo ja na miejscu rodziców, nie mogąc nic zrobić, wolałbym dowiedzieć się o tym jak najpóźniej «. Po co to wszystko, jeśli potem odmawia się ludziom prawa decyzji?”.

            Innymi słowy, jeśli w badaniu USG możliwe jest odkrycie zespołu Downa, zabicie niepełnosprawnego płodu staje się (pod pewnymi warunkami) etyczne. Po co zaawansowana technika, jeśli nie można z niej skorzystać?

            Dialektyka oświecenia

            Nowoczesne strategie polegają na zamykaniu zła w sterylnych gabinetach, na nadawaniu mu sankcji prawa i nauki, na tym, żeby było "najmniej traumatycznie" i "na zasadzie farmakologicznej indukcji". Wszystko wskazywało na to, że właśnie w tym coraz bardziej "sanitarnym" kierunku będziemy zmierzać. Ale naraz do środka modernizującej się Polski wdarło się nieprzewidziane, traumatyzujące zaburzenie. Oto do studia TVN prof. Romuald Dębski przyniósł zdjęcie Jasia, swojego umierającego pacjenta: "To jest dziecko, które nie ma połowy głowy, ma mózg na wierzchu, ma wiszącą gałkę oczną, ma rozszczep całej twarzy, nie ma mózgu w środku". Ginekolog nie chciał nas znieczulać, usypiać ani swojego, ani naszych sumień. Chciał nami wstrząsnąć. W tym momencie przeszedł od nowoczesności do mitu, od cywilizowanych strategii zła do strategii archaicznych.

            Widok zdeformowanego dziecka przemawia do naszych najbardziej skrytych lęków. Otóż istoty, które znajdują się na granicy - życia i śmierci, ludzkiego i nieludzkiego - wzbudzają w nas przerażenie. Ojciec Jasia wracał do tamtych najtrudniejszych chwil: "Nasze dziecko oddychało, serce mu biło, ale tak naprawdę było martwe", to było "trudne do przeżycia". A lekarz, który widział Jasia, wspominał: "Jest to widok, który cały czas mam przed oczami. (...) Dziecko przeżyło poród. Umarło po dziesięciu dniach, bo zaczął gnić nieosłonięty czaszką mózg".

            Ową istotę rozpiętą między życiem a nieżyciem filozof Giorgio Agamben określił mianem homo sacer. Ten święty, a zarazem przeklęty byt jest monstrum, czymś nieludzkim, co z uporem jawi się jako ludzkie; człowiekiem, którego nie sposób oddzielić od tego, co nieludzkie. Wprowadza w nasze życie chaos, niepokój i strach. Staje się jasnym znakiem, że granice tego, co ludzkie, są przepuszczalne, że także my możemy "zarazić się" śmiercią i potwornością.

            Choć wciąż sprawiamy wrażenie, że jesteśmy ludźmi cywilizowanymi, nie zauważamy, że wracamy do figur z mrocznej przeszłości. Im bardziej chcemy być nowocześni, tym bardziej popadamy we władzę mitu. W brutalnym określeniu matki Jasia jako "chodzącej trumny" skrywał się strach, że obecność "trupa" w jej łonie sprawia, iż sama staje się "żywym trupem". A aktywistki Ruchu Palikota przekonywały, że "takie istoty" "skazują matkę na dziewięć miesięcy tortur", przypisując im w ten sposób działanie intencjonalne: agresję i krwiożerczość.

            Ten sam lęk przed nieludzkim był obecny u położnych, które - wspominała Agnieszka - w chwili porodu odwracały od Jasia wzrok, jakby chciały dać do zrozumienia, że takie dziecko nie powinno w ogóle przyjść na świat. Lęk przed zarażaniem "śmiercią" był też obecny u rodziców, którzy za przerażającą odebrali sugestię Chazana, że mogliby być z umierającym dzieckiem w domu, bo wtedy "śmierć" opuściłaby sterylne sale szpitala, wniknęłaby tam, gdzie czujemy się najbezpieczniej.

            Święty Chazan

            Jak wykazuje filozof René Girard, w społeczeństwach pierwotnych istoty, które przekraczają granice tego, co ludzkie, budzą pierwotną, morderczą agresję. Mimo że od tamtych czasów minęły tysiące lat, identycznych uczuć doznajemy na widok płodów, zwłaszcza uszkodzonych. Ponieważ w naszym świecie pojawiają się "monstra", musimy mieć "terminatorów", którzy je usuną.

            Girard podkreśla, że mordy w świecie antycznym miały najczęściej charakter kolektywny, jednomyślny; zabijał tłum. Ślady tego procesu widać w naszym społeczeństwie. Ponieważ lekarze "nie chcą być terminatorami", próbuje się ich do tego nakłonić. Jeden z nich przekonuje, że przeprowadzenie tego zabiegu nie jest wcale trudne. Żywi więc nadzieję, że aborcji zacznie dokonywać większa liczba lekarzy z innych ośrodków, zdejmując z niego tę makabryczną odpowiedzialność.

            W tę samą stronę idzie prof. Szawarski, który proponuje ograniczenie klauzuli sumienia: "A dlaczego wyrzuty sumienia i poczucie winy ma mieć tylko dyrektor, a nie lekarz?". Winni mają być wszyscy. Prof. Ewa Łętowska już niedwuznacznie domaga się kompleksowego wsparcia dla lekarza: "Ale on jest sam i tę odpowiedzialność ma wziąć na siebie. Wydaje mi się, że trochę za dużo od tych ludzi się wymaga". Tutaj chodzi o zaangażowanie struktur państwa. To państwo, w którym wszyscy uczestniczymy, ma dokonywać - w imieniu nas wszystkich - egzekucji.

            Chociaż homo sacer jest figurą zaczerpniętą z prawa rzymskiego, opisuje ona rzeczywisty status Jasia w Polsce w roku 2014. W starożytnym Rzymie stawiano "przeklętego człowieka" poza prawem; każdy mógł go bezkarnie unicestwić. Jasia też pozbawiano jakiejkolwiek ochrony, był ciałem, nagim życiem, które państwo usiłowało zniszczyć. Ponieważ jednak przeżył swoją śmierć, zmaza i nieczystość wkroczyły w centrum naszego świata.

            Rozpoczęło się paniczne poszukiwanie winnego tego niebywałego skandalu. Choć wielu lekarzy odmówiło Agnieszce aborcji (włącznie z Dębskim), zły wzrok skupił się na Chazanie. To on został uczyniony odpowiedzialnym za to, że niebezpieczne dziecko wydostało się na świat. On je "ocalił" i "uratował" (obowiązkowy ironiczny cudzysłów). W akcji "dzieci Chazana" odezwały się kolejne archaiczne motywy. Skoro te makabryczne, zdeformowane istoty są dziećmi Chazana, on jest ich ojcem. To Chazan - brzmiała niewypowiedziana do końca sugestia - odpowiedzialny jest za produkcję monstrów, które infekują nasz czysty świat.

            W wyniku tych strategii warszawski ginekolog został utożsamiony z nieludzkimi dziećmi i sam stał się homo sacer. Zaczął budzić niechęć i agresję. Przypisano mu stereotypy prześladowcze: "tępy upór", "okrucieństwo", "terror su
            • chickenshorts Re: Prośbie niewinnej zadość 14.09.14, 13:26
              W wyniku tych strategii warszawski ginekolog został utożsamiony z nieludzkimi dziećmi i sam stał się homo sacer. Zaczął budzić niechęć i agresję. Przypisano mu stereotypy prześladowcze: "tępy upór", "okrucieństwo", "terror sumienia", przemoc czy inkwizycję. Nabierał cech demonicznych.

              Wewnętrzny głos, którego słuchał, nazywał sumieniem, ale w istocie był to głos zła. Prof. Szawarski zaczął z umiłowaniem powtarzać za Albertem Schweitzerem (nie rozumiejąc jego intencji), że czyste sumienie jest wynalazkiem diabła. To skorumpowane sumienie ubezwłasnowolnia, opętuje "nawiedzonych lekarzy" (Środa). Ponieważ Chazan stanął na ich czele, stał się monstrum. Należało go czym prędzej wyeliminować. Wydawało się, że od tego zależy przetrwanie społeczeństwa.

              Magdalena Środa za pomocą subtelnych aluzji wezwała do przywrócenia antycznych rytuałów ekspulsji czyniących z ludzi o "czystym sumieniu" osoby publicznie "martwe", którym każdy może napluć w twarz. Agata Bielik-Robson zaczęła fantazjować, że "szalona religia", którą reprezentuje "święty Chazan", "prędzej czy później zniknie z powierzchni Ziemi", a Joanna Senyszyn wyraziła wprost pragnienie: "Chazan powinien się powiesić".

              Aborcja: próba spokojnej dyskusji

              Zaczął formować się tłum żądny kary i natychmiastowej egzekucji. Mama Jasia dobrze wyczuła ten wzbierający nastrój: "Kara dla prof. Chazana może przywrócić mi nadzieję. Ta kara potrzebna jest mi do moich przeżyć. Mam potrzebę zemsty. Nic na to nie poradzę". Ta naturalna potrzeba, na którą nikt z nas nie mógł nic "poradzić", rozprzestrzeniała się z wielką szybkością i siłą.

              Karzeł i kukła

              Żeby zatrzymać spiralę agresji, potrzebny był kozioł ofiarny. Nastąpił lincz na naszą polską, cywilizowaną miarę. To, co archaiczne, połączyło się z tym, co nowoczesne. Instytucje neutralnego, świeckiego państwa zostały wykorzystane do usunięcia pierwotnego lęku. W postępowaniu przeciw prof. Chazanowi brało udział pięć różnych komisji, cała biurokratyczna machina.

              Jak przypomina Bauman, urzędnik nie rozumie takich pojęć jak "świętość życia ludzkiego" czy "obowiązek moralny", jego głównym celem jest likwidacja sumienia, które zaburza wszystkie kalkulacje. Wolni ludzie są uciążliwi, przeszkadzają sprawnemu przebiegowi procedur. Nie udało się usunąć Jasia, ale udało się usunąć tego, który ośmielił się go bronić. I wtedy choć na jedną chwilę nastał pokój.

              Nowoczesność pozwala nam ukrywać zło, które czynimy, a zarazem wspaniałomyślnie ofiarowuje nam "zastępcze sumienie". Ale czy to sumienie nie pochodzi z archaicznych czasów? Czy nie skrywa się w nim ktoś, kogo na początku nie zauważamy? Czy nowoczesność nie realizuje skuteczniej dawnych mechanizmów ofiarniczych? Czy to upiorne mieszanie się dwóch porządków - tego, co stare, z tym, co nowe - nie próbuje nieustannie przedrzeć się na powierzchnię? Czy nie jest obecne w dramatycznym pytaniu ginekologa: "Co by było z moim sumieniem, gdybym nie wyraził zgody na usunięcie ciąży, wiedząc, że dziecko kończy się na wysokości oczu?". Nowoczesne sumienie łączy się z przerażeniem, ale przerażenie jest pierwotne i kieruje wszystkimi "naszymi" niewzruszonymi, oczywistymi i racjonalnymi wartościami.

              Każdy człowiek ma twarz, a twarz mówi - powtarza Bauman za Levinasem - "Nie zabijaj". Twarz Jasia była zniekształcona, więc ci, którzy na nią patrzyli, nie słyszeli tego głosu. Odzywał się w nich głos zupełnie inny, dochodzący z pradziejów. Tak nieodparty, że uznali go za wezwanie moralne.

              Ur. w 1979 r., socjolog, metodolog, wicedyrektor Centrum Myśli Jana Pawła II, redaktor pisma "Czterdzieści i Cztery"
              • chickenshorts Może jeszcze to 14.09.14, 13:39
                tekst sprzed roku, ale...


                Smutna nowoczesność, czyli nieznośna aktualność Baumana
                Wojciech Orliński 25.06.2013 , aktualizacja: 25.06.2013 13:41

                Atak narodowców na wykład profesora Baumana skłonił mnie do ponownej lektury "Nowoczesności i Zagłady", książki, która wywarła na mnie kiedyś głęboki wpływ. Mój cyberpesymizm ma korzenie właśnie w tej książce. Gdy ją pisał, był koniec lat 80., internet i globalizacja były w powijakach. A jednak ćwierć wieku temu Bauman poprawnie przewidywał, w jakim kierunku pójdzie świat - po prostu dlatego, że dobrze rozumiał jego korzenie.

                W "Nowoczesności i Zagładzie" sporo uwagi poświęca technokratom wymyślającym w latach 60. różne sposoby na wykorzystanie amerykańskiej przewagi technicznej do wygrania wojny wietnamskiej. Jak dziś wiemy, ta wojna była nie do wygrania, ale w zdominowanym przez technokratów otoczeniu sekretarza obrony Roberta McNamary wydawało się, że to tylko kwestia wynalezienia odpowiednich technologii.

                Nazywano ich "whiz kids", cudownymi dziećmi, bo przedtem udało im się naukowymi metodami zarządzania wyprowadzić na prostą koncern Forda. Tymi samymi metodami próbowali zracjonalizować wojnę.

                Partyzanci kryją się w lasach? No to zlikwidujmy lasy, rozpylając niszczące drzewa środki chemiczne (defolianty). Partyzanci dostają uzbrojenie z Wietnamu Północnego? No to "cofnijmy Wietnam Północny do epoki kamiennej" morderczymi bombardowaniami.

                Było w tym dużo okrucieństwa, bo decyzja o zrównaniu z ziemią całego miasta zawsze oznacza tysiące ofiar cywilnych, a likwidacja obszarów leśnych toksycznymi opryskami powoduje kataklizm na wiele dekad. Ale kto tu właściwie jest zbrodniarzem? - pytał Bauman.

                Człowieka, który celowo spalił żywcem małe dziecko, nazwiemy zbrodniczym psychopatą. Ale jeśli to rozpiszemy na proces podejmowania decyzji w nowoczesnym państwie, okazuje się, że "nie ma winnych, są tylko zadziwieni" (że zacytuję klasykę polskiego punk rocka).

                Czy zbrodniarzami byli "whiz kids"? Nie, oni tylko pokazali konkretne techniczne rozwiązanie konkretnych strategicznych problemów.
                Wymyślony przez "whiz kids" plan wcielali w życie generałowie. To też nie są zbrodniarze, oni po prostu realizują polecenia cywilnych polityków. A na końcu jakiś pilot wojskowy naciśnie guzik, zamelduje wykonanie zadania i wróci do domu. Nie będzie nawet słyszał krzyku dzieci palonych żywcem kilkaset metrów niżej.

                Dokładnie tak samo - twierdził Bauman - wydarzył się Holocaust. U jego przyczyn nie leżała jakaś szczególna skaza niemieckiego narodu czy nawet szczególna nienawiść akurat do Żydów.

                Według Baumana w Trzeciej Rzeszy spotkały się dwa ważne elementy - śmiały plan przebudowy społeczeństwa i biurokracja zdolna go zrealizować ze zbrodniczą ekstremalnością. To się w każdej chwili może powtórzyć - ostrzegał - i jedyne, co nas przed tym chroni, to fakt, że te dwie rzeczy spotykają się stosunkowo rzadko.

                Wariaci, którzy mają pomysły na przebudowę społeczeństwa kosztem wymordowania dużych grup ludzkich, rzadko mają dostęp do sprawnej biurokracji. Z kolei sprawne aparaty biurokratyczne przeważnie realizują inne zadania.

                Gdy czytam dziś "Nowoczesność i Zagładę", czuję, jakbym czytał książkę o świecie z roku 2013. Ameryka znów chce z pomocą przewagi technologicznej wygrać ze swoimi wrogami. W rezultacie mieszkańcy cywilizowanego świata żyją ze świadomością, że cała ich cyfrowa komunikacja przechowywana jest w jakichś archiwach po wsze czasy i nigdy nie wiadomo, kto i jaki użytek będzie chciał z tego zrobić za, powiedzmy, 20 lat. Poza granicami cywilizacji ludzie zaś żyją w ciągłym nasłuchiwaniu silników bezzałogowego samolotu, który leci zabić kogoś w sąsiedniej wiosce.

                Załóżmy, że na razie te technologie służą tylko i wyłącznie temu, co zaplanowali współcześni następcy "whiz kids". W atakach dronów giną tylko terroryści i tylko oni są podsłuchiwani. Wiadomo na pewno, że tak nie jest, ale przyjmijmy wersję skrajnie optymistyczną.

                I tak marna z tego pociecha, bo - pisze Bauman - technologia staje się w końcu celem samym w sobie. Pewne rzeczy dzieją się tylko dlatego, że pojawiła się techniczna możliwość. Strzelba wisząca na ścianie w którymś akcie w końcu wystrzeli.

                Bauman nie daje, niestety, recepty. Przy okazji Holocaustu widać było, jak kolejne cywilizacyjne zabezpieczenia, które powinny nas chronić przed takimi zbrodniami - prawo, kultura, religia, nauka - zawodziły jedno po drugim.

                Pozostaje tylko nadzieja, że nie dożyjemy dnia, w którym to się powtórzy.
              • gaika Re: Prośbie niewinnej zadość 14.09.14, 23:47
                Kretyński tekst. Nie dlatego, że autor sprzeciwia się aborcji, ale dlatego, jak to zrobił=po staremu. Mamy tu mordy, Holokaust, masowe egzekucje i totalny upadek moralny zwolenników wyboru (znowu ta buta wszechwiedzącego z dostępem do jedynej prawdy). Podpiera się autor nie tylko Baumanem, ale i klasycznymi badaniami Milgrama-wytrych do wszystkiego. Jak zwykle nie ma na horyzoncie kobiety, embriony są dziećmi itp.itd. Ani oryginalne, ani nowe, ani prowadzące do konstruktywnej dyskusji. Opowieść o dziecku z bezmózgowiem, które 'straszy' wszystkich, jest totalnym horrendum. I znów nie ma tu kobiety/rodziców i ich cierpienia. Jakie autor ma prawo do twierdzenia, że powołanie do życia dziecka, któremu zgnije w ciągu paru dni mózg, jest obiektywnie słuszniejszym moralnie wyborem, niż przerwanie ciąży? Obsesja świętości zygot i wyrzucanie z pola widzenia narodzonych i czujących osób, to już pełna norma.

                Wycinając z obrazka kobiety i odbierając im prawo do samostanowienia (tylko źli lub bohaterscy lekarze zostali na polu walki) zapomina biedaczysko o silnym i nieodwracalnym trendzie- demedykalizacji aborcji (służby medyczne praktycznie przestają być kobiecie potrzebne do jej przeprowadzenia), jako formie decydowania o sobie, uniezależniania się, upodmiotawiania kobiet.
                • diabollo Re: Prośbie niewinnej zadość 15.09.14, 07:47
                  I nikomu do głowy nie przyjdzie, że katolicka barbaria w konsekwencji ZMUSZA do rodzenia kobiety, które z różnych przyczyn tego nie chcą (od uszkodzonego płodu do braku środków z konkubinem alkoholikiem).

                  Gdyby jednego czy drugiego katolickiego chuja zmusić do noszenia ciąży i rodzenia, to naprawdę zrobilby z aborcji kolejny Sakrament.

                  Kłaniam się nisko.
                  • diabollo Re: Prośbie niewinnej zadość 15.09.14, 07:50
                    A poza tym przyjmując katolickie brawurowe porównania do gwałtu, zakaz abrocji (czyli zmuszanie wszystkich kobiet do rodzenia) jest czymś gorszym od gwałtu:
                    gwałt, przynajmniej nie-zbiorowy, trwa pięć minut - ciąża i poród trochę dłużej.

                    Kłaniam się nisko.
                    • chickenshorts Re: Prośbie niewinnej zadość 15.09.14, 09:04
                      No to dawaj teraz obiecany tekst prof. Reykowskiego
                      • diabollo Re: Prośbie niewinnej zadość 15.09.14, 09:29
                        Jeszcze nie do konca jestem w domu...
        • oby.watel Re: Prośbie niewinnej zadość 14.09.14, 16:43
          Zdumiewające! Taki potok, morze słów, żeby wykazać, że aborcja jest be? Że to taki holokaust bis? Czyli dziecko niekochane, niechciane, zaniedbane to samo dobro, to raj na ziemi, do którego należy dążyć? Z kolei jeśli nauka, postęp są takie złe, bo zło przemieniają w dobro, no to jedynym wyjściem jest zbratać się z Talibami i — jeśli się uda i niewiernych nie wymordują — cofnąć ludzkość do czasów, gdy pan sam sobie z siebie ofiary składał, a woda w wino była zmieniana hurtowo.
    • diabollo Rozum na manowcach, czyli złowroga_Text 15.09.14, 17:42
      Rozum na manowcach i złowroga nowoczesność

      Janusz Reykowski*

      Trudno o szacunek dla wyznawanych przez innych wartości, z którymi się nie zgadzamy, gdy tezy ich głosicieli są obrazą dla zdrowego rozsądku


      ''Nowoczesna Zagłada'' Michała Łuczewskiego ("Magazyn Świąteczny Wyborczej" z 30-31 sierpnia) to bardzo ładnie napisany tekst. Erudycyjny. Błyskotliwy. I bardzo poważnie się zapowiada. Bo autor już na samym początku zdaje się wyrażać pogląd, że w obszarze konfliktów ideologicznych i moralnych o jednoznaczne prawdy niełatwo. Pisze, że "nasze dyskusje oparte są na błędnym założeniu. Uznajemy, że wartości, które wyznajemy, są niewzruszone, oczywiste, racjonalne, że to są >>nasze<< wartości. Tymczasem w impulsach moralnych nie ma nic >>naszego<<. Są wynikiem kolektywnego, społecznego konstruowania, które trwało tysiąclecia".


      Co napisał Łuczewski
      "Zagłada nie nadchodzi, ona już jest. W tysiącach klinik aborcyjnych" - pisał 30 sierpnia w "Magazynie Świątecznym Wyborczej" o "zatrutej nowoczesności" Michał Łuczewski. I jeszcze: "Jeśli ktoś czuje, że Agnieszka, mama Jasia, miała prawo dokonać aborcji, a prof. Chazan miał obowiązek jej w tym pomóc, powinien się zastanowić, dlaczego możliwe jest takie poczucie. A jego warunki są dwa: nowoczesność i mit.
      Wynikiem nowoczesności, która odbiera złu znamiona zła, jest produkcja śmierci na masową skalę. Czy istnieje doskonalszy produkt nowych czasów niż aborcja?" - pytał Łuczewski. I dalej stwierdzał: "W społeczeństwach pierwotnych istoty przekraczające granice tego, co ludzkie, budziły pierwotną, morderczą agresję. Identycznych uczuć doznajemy na widok płodów, zwłaszcza uszkodzonych. Takich jak Jaś. Im bardziej chcemy być nowocześni, tym bardziej popadamy we władzę mitu".

      Do tego sformułowania można by zgłaszać zastrzeżenia, ale nie jest to sprawa pierwszoplanowa. Pierwszoplanowe jest wrażenie, że autor zdaje sobie sprawę z potrzeby zachowania dystansu także wobec własnych poglądów. Ale okazuje się ono zwodnicze, bo cały tekst ma zupełnie inną wymowę. Autor nie myśli o zachowaniu owego krytycznego dystansu. Chodzi mu o to, aby krytyczny stosunek do własnych poglądów wykazali jego ideologiczni oponenci. Ściślej - ci, którzy mają odmienny od niego pogląd na aborcję.

      Punktem wyjścia do przedstawienia jego własnego poglądu jest sytuacja pani Agnieszki - osoby, która została (czy też poczuła się) głęboko skrzywdzona postępowaniem prof. Chazana. Otóż, stwierdza autor, ci, którzy mają poczucie, że prof. Chazan miał obowiązek dopomóc jej w dokonaniu aborcji, powinni się "zastanowić, jakie są warunki możliwości takiego poczucia". Według Łuczewskiego dwa: nowoczesność i mit.

      Teza taka może wielu wydać się zaskakująca. A w każdym razie nieoczywista. Chcąc zrozumieć jej sens, trzeba wgłębić się nieco w przedstawioną przez autora argumentację.

      CDN...
      • diabollo Re: Rozum na manowcach, czyli złowroga_Text 15.09.14, 17:43
        Dlaczego nowoczesność?

        Nowoczesność jest scharakteryzowana przez Łuczewskiego w zdumiewający sposób: główną jej zasadą jest "odbieranie złu znamion zła". Dzieje się tak dlatego, że ludzie starają się zrozumieć zło.

        Jak można było wpaść na pomysł takiej właśnie "głównej zasady nowoczesności"? Oczywiście próba zrozumienia zła może zdejmować z niego grozę. Czasami prowadzi do usprawiedliwień, ale często do poszukiwania sposobów zapobiegania mu. Ale co to ma wspólnego z nowoczesnością?

        Łatwo dostrzec, że zjawisko "rozumienia zła" i usprawiedliwiania go występowało w różnych epokach. Czy próba zrozumienia sposobu myślenia inkwizytorów nie prowadziła do usprawiedliwiania tortur zadawanych jej ofiarom? Czy logika "racji stanu", tak elokwentnie wyłożona przez Machiavellego, nie służyła panującym różnych wiar i w różnych czasach do usprawiedliwiania najbardziej bezwzględnych sposobów uprawiania polityki? Czy z takim zjawiskiem nie mamy do czynienia od niepamiętnych czasów, kiedy usprawiedliwiano, podając "racjonalne wyjaśnienia", niewolnictwo, pańszczyznę, kolonializm i inne formy dominacji nad człowiekiem?

        To dziwaczne uogólnienie cech nowoczesności miało określony cel. Autorowi chodziło o to, by stwierdzić, że tak jak pewne cechy nowoczesności ułatwiły Holocaust (według autora - doprowadziły do niego), tak teraz prowadzą do nowej jego postaci - masowej aborcji.

        O ile wiem, twierdzenie, że aborcja to właściwie to samo co Holocaust, zostało wypowiedziane jakiś czas temu przez któregoś z polskich hierarchów i powtarzane jest przez różne osoby związane z Kościołem katolickim. Teraz Łuczewski podjął się jego uzasadnienia.

        Wypowiadanie takiego twierdzenia uważam za niemoralny zabieg perswazyjny, gdyż jest próbą wykorzystania jednego z najstraszniejszych ludzkich doświadczeń do walki ideologicznej. To prawda, że jest to walka w imię pewnych wartości. I nawet ci, którzy z tym wykładem wartości się nie zgadzają, mogą zachować dla nich szacunek. Ale trudno o szacunek wtedy, gdy w zapamiętaniu tej walki jej uczestnicy tracą jakikolwiek samokrytycyzm, dokonując porównań, które nie tylko nie mają sensu, ale są wręcz obrazą dla zdrowego rozsądku.


        Czytelnicy Magazynu Świątecznego: "Odczepcie się od nowoczesności"

        Są tacy, którzy zdają się nie rozumieć, dlaczego jest to porównanie niedopuszczalne. Powinno się więc rzecz tę wyjaśnić, choć wydaje mi się to krępujące, bo trzeba tu mówić o sprawach oczywistych.

        Jak bowiem można nie zauważyć, że Holocaust był czymś w swym okrucieństwie wyjątkowym? Miliony ludzi, którzy byli mu poddani, doświadczały ogromnych cierpień fizycznych i moralnych. Pozbawiano ich ludzkiej godności. Stając w obliczu zagłady, mieli świadomość, że straszne cierpienia dotykają nie tylko ich samych, ale też ich najbliższych, w tym dzieci. Że giną wszyscy - nie pojedyncze osoby czy rodziny, ale cały naród; cały świat, w którym przebiegało ich życie, cała kultura. Czy może być coś straszniejszego? Jak można porównywać tego rodzaju doświadczenia z aborcją?

        Wprost nie wypada wdawać się tu w szczegóły takiego porównania. Można tylko dodać, że różnice opinii w sprawie dopuszczalności Holocaustu to przeciwieństwo między moralnością a zbrodniczością. Różnice zdań w sprawie aborcji to różnice w sposobach rozumienia moralności.

        CDN...
        • diabollo Re: Rozum na manowcach, czyli złowroga_Text 15.09.14, 17:45
          Tylko jedna racja

          U podstaw całego sporu o aborcję leży moralna zasada świętości ludzkiego życia. I w tej sprawie główne strony się nie różnią. Różnią się za to w sprawie tego, jak rozumieją "ludzkie życie". Środowiska związane z Kościołem - biologicznie i dychotomicznie: powstaje ono w momencie ukształtowania się żywego zarodka i od tego momentu nabiera cech świętości.

          Dla drugiej strony powstanie ludzkiego życia to nie jednorazowy akt, tylko proces stawania się człowiekiem, nabywania w trakcie rozwoju ludzkich cech. Nie ma tu jednoznacznie określonego momentu, w którym powstaje człowiek, nie ma ostrej granicy, tak jak nie ma ostrych granic w przyrodzie np. między ciałami ożywionymi a nieożywionymi, rośliną a zwierzęciem, życiem a śmiercią. Wszędzie występują obszary graniczne, w których trudno o jednoznaczną klasyfikację. Może ona być arbitralnie nałożona i zależeć od tego, kto klasyfikuje.

          Dotyczy to także różnicy płód - dziecko. Dla rodziców, którzy marzą o posiadaniu potomka, informacja o zajściu w ciążę może znaczyć, że właśnie pojawia się dziecko, nie płód. Ale dla zgwałconej nastolatki to dopiero zapowiedź ludzkiej istoty.

          W tej sprawie, jak i w każdej innej, ludzie ustalać mogą różne granice i dlatego trzeba środkami prawnymi zabezpieczyć się przed zbyt swobodnym ich traktowaniem. Tak samo jak konieczne jest prawne określenie granic między życiem a śmiercią.

          Nie można oczekiwać, że ich wytyczenie w określony sposób spotka się z powszechną aprobatą, ale przynajmniej można oczekiwać zrozumienia, że jest to problem złożony. Zwłaszcza od osób, które - jak Łuczewski - wiedzą, że impulsy moralne "są wynikiem kolektywnego, społecznego konstruowania". Takie osoby powinny chyba mieć świadomość istnienia odmiennych perspektyw moralnych. Choćby na tyle, aby nie odwoływać się do absurdalnych porównań.


          Mieli do tego prawo, a czuli się jakby zeszli do podziemia: "Legalna aborcja pod osłoną nocy"

          Nie wydaje się, aby Łuczewski wykazywał takie zrozumienie. Stara się stworzyć wrażenie, że istnieje jedna tylko perspektywa moralna, ta, z którą on się utożsamia. Aby przekonać o tym czytelnika, dokonuje pewnych manipulacji.

          Jedną z nich jest wykorzystanie myśli Zygmunta Baumana o nowoczesności i Stanleya Milgrama o konformizmie do uzasadnienia tezy, że nowoczesność wypracowała środki, dzięki którym można popełniać zło aborcji bez wyrzutów sumienia.

          W przypadku tez Baumana, zawartych w książce "Nowoczesność i Zagłada", Łuczewski zastosował następujący zabieg: oto, jak twierdzi, w tysiącach klinik aborcyjnych i szpitali "trwa żmudna, nieustanna praca nowoczesności" - "produkcja i ukrywanie śmierci na masową skalę". Jest to możliwe dzięki temu, że nowoczesna społeczna organizacja i technologia ułatwiają rozłożenie odpowiedzialności, sprawne "zabijanie płodów" i ukrywanie rzeczywistej natury tego procesu. Lekarze, którzy się tych zabiegów podejmują, muszą tworzyć specjalne racjonalizacje mające chronić ich przed ciężkimi wyrzutami sumienia. Dlatego odwołują się do takich kategorii, jak: "obowiązek", "wymogi dyscypliny", "decyzja kobiety" czy "zapisy prawa".

          Ten wywód oparty jest na milczącym założeniu, że każdy moralny człowiek musi myśleć o znaczeniu aborcji tak samo jak autor i jego ideologiczna wspólnota. Łuczewski nie dopuszcza myśli, że brak różnicy między zarodkiem, płodem i dzieckiem nie jest dla wszystkich oczywisty. Że dla wielu lekarzy i pracowników lecznictwa ochrona kobiety przed nieszczęściem, jakim jest urodzenie istoty zdeformowanej (jak w przypadku pani Agnieszki), może mieć priorytet wobec innych racji, z taką gwałtownością wypowiadanych przez przedstawicieli obozu przeciwników aborcji. I że ochrona płodu nie jest najwyższym dobrem moralnym.

          Autor odwołuje się do badań Milgrama pokazujących, że pod wpływem presji autorytetu ludzie mogą popełniać czyny niezgodne z ich moralnymi zasadami. Sugeruje, że tak się właśnie dzieje z lekarzami, którzy podejmują się aborcji. Może czasem tak jest. Ale zdumienie budzić może to, że nie dostrzega on całkowicie odwrotnych sytuacji, tak częstych w Polsce: oto wielu lekarzy powstrzymuje się od przeprowadzenia aborcji, kiedy wydaje się ona uzasadniona, właśnie dlatego, że odczuwa silną presję autorytetów, głównie kościelnych, aborcję zwalczających. Autor posłużył się wynikami badań Milgrama w nader jednostronny sposób.

          CDN...
          • diabollo Re: Rozum na manowcach, czyli złowroga_Text 15.09.14, 17:47
            Tworzenie mitu

            Drugim warunkiem poczucia krzywdy pani Agaty ma być mit. Autor dowodzi, że reakcja wobec uszkodzonego i zdeformowanego płodu (konsekwentnie nazywanego Jasiem) to wyraz archaicznych reakcji przerażenia wobec istoty "rozpiętej" między życiem a śmiercią. Traktowana jako monstrum wzbudza pierwotną, morderczą agresję. "Choć więc sprawiamy wrażenie, że jesteśmy ludźmi cywilizowanymi, nie zauważamy, że wracamy do figur z mrocznej przeszłości"; "popadamy we władzę mitu".

            Termin "mit" został tu użyty w sposób raczej niekonwencjonalny. Bywa on różnie definiowany, ale odnosi się na ogół do jakichś narracji. Tutaj nie jest jasne, do jakiej. Sam autor stworzył tu jednak pewną narrację, do której można by zastosować słowo "mit". Przedstawił opowieść o istocie, która znajduje się na granicy "ludzkiego i nieludzkiego", wprowadzając w nasze życie "niepokój i strach". Istotę tę chciano zniszczyć jako "niebezpieczne dziecko", choć była pozbawionym wszelkiej ochrony "ciałem, nagim życiem". Ten, kto kierując się głosem sumienia, stanął w obronie tego dziecka (prof. Chazan), sam stał się obiektem zbiorowej agresji. Chciano się na nim zemścić, wykorzystując instytucje neutralnego, świeckiego państwa.

            Cała ta opowieść zastępuje opis zdarzeń realnych i realnych ludzkich przeżyć pewnym wytworem fantazji o wzbudzaniu w ludziach pierwotnych instynktów, których człowiek współczesny powinien się wstydzić. Nie ma tu mowy o realnym cierpieniu rodziców (zwłaszcza matki) narażonych na tragedię narodzin zdeformowanego płodu. Ani o cierpieniach tej nowo narodzonej, ale niezdolnej do życia istoty, którą od dalszych cierpień wybawiła szybka śmierć. Jest za to próba dowodzenia, że ci, którzy sądzą, że aborcja w tym wypadku powinna być przeprowadzona, i krytykują postępowanie prof. Chazana, pozostają we władaniu ciemnych, archaicznych instynktów. Nie ma na to wprawdzie żadnych dowodów, ale są domysły autora, który zdaje się o tym przekonany.

            Tekst Michała Łuczewskiego poświęcony jest zdarzeniu, które fundamentalistycznych przeciwników aborcji postawiło w bardzo niezręcznej sytuacji. Mogło ono wpłynąć na osłabienie społecznego poparcia dla ich stanowiska. Autor podjął więc kontratak. Napisał w akademickiej konwencji tekst, który krytyków postępowania "obrońców życia" przedstawia jako ofiary uwiedzione przez złowrogie siły ukryte w nowoczesności i w pierwotnych instynktach człowieka. Jest to manipulacja polegająca na wykorzystywaniu naukowych kategorii do obrony ideologicznie wyznaczonych celów.

            Janusz Reykowski* - ur. w 1929 r., profesor psychologii społecznej w Instytucie Psychologii PAN, przez wiele lat związany z Uniwersytetem Warszawskim.

            wyborcza.pl/magazyn/1,140736,16630035,Rozum_na_manowcach_i_zlowroga_nowoczesnosc.html#TRwknd
            www.youtube.com/watch?v=W147ybOdgpE&feature=player_embedded
            www.youtube.com/watch?v=xdHOZ-GIV4E&feature=player_embedded
    • diabollo Ode mnie... 15.09.14, 18:04
      Pozwolę sobie na pociągnięcie tematu analogii zakazu aborcji do gwałtu.

      Otóż w gwałcie, czyli zmuszeniu do seksu kobiety, która sobie tego seksu nie życzy (z różnych powodów, wszak ma do tego prawo, bo jej ciało należy do niej) w cale NIE chodzi o seks!

      Analogicznie w zasazie aborcji, czyli zmuszeniu do ciąży i urodzenia kobiety, która tego sobie nie życzy (z różnych powodów, ma do tego prawo) też NIE chodzi o żadne embriony, płody czy "dzieci"!!
      (Gdyby katolictów rzeczywiście wzruszało się losem zygot, to samo rozdawałoby kondomy w szkołach).

      Oczywiście sprawą dyskusyjną pozostaje która sytuacja może być bardziej traumatyczna: zmuszenie do niechcianego seksu czy zmuszenie do niechcianej ciąży i niechcianego porodu...

      W obydwu przypadkach chodzi o WŁADZĘ. Albo lepiej: chodzi o brutalną, demonstracyjną egzekucję swojej władzy, dominacji nad słabszą kobietą.

      To nie jest tak, że "nowoczesność zaciera różnicę pomiędzy Dobrem i Złem".
      Nie!

      Różnica jest bardzo wyraźna.
      Katolictwo stoi po stronie zła i przemocy, zmuszając słabszych do rzeczy być morze gorszych od gwałtu.
      Katolictwo znajduje się po "Ciemnej Stronie Mocy".

      Liberałowie pro-choice, czyli Cywilizacja Śmierci stoi po "Jasnej Stronie Mocy".

      Jak zwykle jednak, to ci co wycierają sobie mordy "Dobrem", "Prawdą", "Pięknem" czy "Miłością" są złymi ludzmi w służbie Zła.
      (Po tym strzelistym wycieraniu sobie mord najłatwiej tych złych ludzi rozpoznać).

      Siłą złych ludzi są oczywiście całe tabuny bezmyślnych owiec i baranów, nie zdolnych do głębszej refleksji, którzy kupują te powierzchniowe akty strzeliste na mordach złych ludzi.

      Tutaj nawet można połączyć rozwinięcie myśli ś.p. pana Talleyranda, że Zło to jest po prostu głupota, która to teoria strasznie mi się podoba.
      Przerażający ogrom Zła to głupota gigantyczna.

      Jest w tym banalizacja Zła, co mi znowu bardzo odpowiada i na co Zło jak najbardziej zasługuje.
      Nie jest to jednak do przyjęcia dla złych ludzi, którzy ze straszenia Złem (Diablem) owiec i baranów żyją tu i teraz jak pączuszki w maśle, albo jak utuczone wieprzki.

      Kłaniam się nisko.
      • chickenshorts Re: Ode mnie... 15.09.14, 18:34
        Krzyczący "Wolność!" - kręcą pęta
        Krzyczący "Męstwo!" - drżą ze strachu
        Kto woła "Pamięć!" - nie pamięta
        Krzyczącym "Łaska!" - śni się szafot.
        "Mądrość" - odmienia język durnia
        "Uczciwość" sławi przeniewierca
        O spokój apeluje furiat
        O dietę z warzyw - ludożerca.

        W nakręcanym codziennie zegarze
        Wskazówki dawno odpadły
        A ciężary nieznanych wydarzeń
        Na dwoje wróżą z wahadła...
        W nakręcanym codziennie zegarze

        Krzyczącym "Siła!" - głos się łamie
        Krzyczący "Wierność!" - pozdradzali
        Kto woła "Prawda!" - zwykle kłamie
        Krzyczący "Wielkość!" - tacy mali
        "Jawność!" obwieszcza głos z ukrycia
        Żądają reguł gry - szulerzy
        Głosują śmierć obrońcy życia
        Do wiary wzywa - kto nie wierzy.

        W nakręcanym codziennie zegarze
        Wskazówki dawno odpadły
        A ciężary nieznanych wydarzeń
        Na dwoje wróżą z wahadła...
        W nakręcanym codziennie zegarze

        O godność woła upodlony
        O skruchę - pycha strojna w ornat
        O ciszę - kto w ruch wprawia dzwony
        O honor - skroń kuloodporna.
        "Ja!" - piszczy w ciżbę wprasowany
        "My!" - kto się własnych boi dążeń
        Ten co czci miłość - niekochany
        Kto ma nadzieję - pętlę wiąże.

        W nakręcanym codziennie zegarze
        Wskazówki dawno odpadły
        A ciężary nieznanych wydarzeń
        Na dwoje wróżą z wahadła.
        Gdy zapętli się czasu nić -
        Zacznie bić...

        Jacek Kaczmarski

        www.youtube.com/watch?v=3z18YrAxNAs
        • diabollo Re: Ode mnie... 15.09.14, 20:25
          "O skruchę (woła) pycha strojna w ornat"...

          Kłaniam się nisko.
      • diabollo Re: Ode mnie... 16.09.14, 22:24
        Morze jest szerokie i głębokie.

        A...
        Katolictwo stoi po stronie zła i przemocy, zmuszając słabszych do rzeczy być może gorszych od gwałtu.

        Kłaniam się nisko.
    • diabollo Prawica wymiata. Nawet w liberalnej prasie 15.09.14, 19:51

      Prawica wymiata. Nawet w liberalnej prasie

      Agnieszka Graff

      Integryści uczą dzieci nietolerancji, wpajają nienawistne uprzedzenia i oduczają logiki, wmawiając im, że sprzeciw wobec przemocy jest przemocą

      Amerykański językoznawca i politolog George Lakoff uważa, że konserwatyści są dużo lepsi w sztuce perswazji od zwolenników równości. Ma rację. Prawica korzysta z naiwności drugiej strony, z naszego przekonania, że "warto rozmawiać", oraz pewności, że obywatel myśli samodzielnie, opierając się na faktach i argumentach. Na łamach "Wyborczej" już tydzień po wywiadzie z Lakoffem można było przeczytać skrajnie demagogiczny tekst Michała Łuczewskiego o aborcji.

      Roi się w nim od retorycznych nadużyć, nie ma żadnych odniesień do społecznej rzeczywistości ani śladu empatii dla ofiar ustawy antyaborcyjnej i prób jej zaostrzenia. Za to tytuł jest rewelacyjny: "Nowoczesna Zagłada". Do tego budząca grozę ilustracja. Prawica wymiata nawet w liberalnej prasie.

      Lakoff powiada słusznie, że w ważnych dla społeczeństwa sporach argumenty na niewiele się zdają, bo "myśl nie bierze się z powietrza, tylko z układu nerwowego", a poza tym "myślimy w kategoriach metafor i ram". W debacie publicznej prawica wymiata, bo skutecznie forsuje swoje ramy. Takie na przykład jak "aborcja to zagłada". Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale wywołuje silne emocje - gniew i poczucie zagrożenia.

      Przeglądam, co piszą w gazetach o procesie ratyfikacji przez Polskę konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. I znowu prawica wymiata, Lakoff ma 100 proc. racji. "Przemocowa konwencja" - tak pisze "Nasz Dziennik". A pisze obszernie, jasno, wyraziście. Już sam tytuł mówi czytelnikowi, co ma myśleć i czuć: "Szkodliwa, ale przepychana". Do tego obrazek emanujący ciepłem i swojskością - zdjęcie wielodzietnej rodziny na prorodzinnym marszu. Zadowolona mama, parka przedszkolaków w wózku, czuły tata z córką na rękach, baloniki. Wszystko jasne: zła konwencja tym miłym ludziom zagraża. Jest ideologiczna, godzi w rodzinę i w ogóle w cywilizację i społeczny ład, a poza tym jest narzucana Polsce siłą, czyli właśnie "przemocowa".

      Sięgam po wersję liberalną. Na łamach "Wyborczej" Ewa Siedlecka cierpliwie wyjaśnia złożony spór polityczny, kulturowy i konstytucyjny. Garść cytatów z debaty, dużo prawnych zawiłości, jakieś partyjne rozgrywki w tle. Ale o co właściwie chodzi? Tytuł tekstu - "Konwencja, płeć i Kościół" - niewiele wyjaśnia. Ustawa przeszła do drugiego czytania. Ja wiem, że to dobrze, bo śledzę tę sprawę od paru lat. Wiem, o co chodzi w samej konwencji. Pamiętam, że od prób jej zablokowania zaczęła się w Polsce nagonka na gender. Ale skąd pewność, że przeciętny czytelnik "Wyborczej" podziela tę wiedzę i perspektywę?

      Lakoff ma rację - prawica wymiata nawet w moim felietonie. Zauważyliście, jak łatwo mi poszła powtórka z kłamliwej prawicowej propagandy? Niby się z nimi nie zgadzam, niby ironizuję, ale rach-ciach odtworzyłam ich punkt widzenia, posługując się gotowcem z prawicowej gazety. Na Łuczewskiego nie mam siły, ale mogłam napisać, dlaczego konwencję warto popierać.

      (1) Konwencja wskazuje na związek między polityką równościową a przeciwdziałaniem przemocy. Jest on oczywisty. Nie da się skutecznie przeciwdziałać przemocy wobec kobiet, pielęgnując hierarchiczne wzorce rodziny i tradycyjne wzorce płci, które tę przemoc usprawiedliwiają.

      (2) Konwencja nakłada na państwa-strony szereg sensownych obowiązków. Powstanie całodobowa infolinia dla ofiar przemocy i internetowy portal z informacjami, państwo zapewni odpowiednią liczbę schronisk i ośrodków wsparcia, dostosuje do ich potrzeb procedury przesłuchań policyjnych itp. Bez konwencji te sprawy byłyby odkładane na wieczne potem, bo są kosztowne.

      (3) Pierwsze pozytywne skutki konwencji już widać. To w ramach przygotowania do jej ratyfikacji przyjęto w czerwcu kluczową dla ofiar przemocy zmianę w prawie karnym: ściganie przestępstw przeciwko wolności seksualnej nie jest już uzależnione od wniosku ofiary - postępowania wszczyna się z urzędu.

      Widzicie, jak się staram? Cóż, Lakoff wzruszyłby na to ramionami. Prawica i tak skutecznie straszy konwencją dzieci. Jak wzbudzić wasze emocje? Jak podziałać na wasz układ nerwowy? Może powinnam was postraszyć? OK, spróbuję: Chrońmy dzieci przed integrystyczną prawicą!

      Nie wiem, co na to Lakoff, ale mnie się to zdanie podoba. Mam nadzieję, że redakcja "Wysokich Obcasów" zgodzi się na dużą czcionkę. Może nawet tytuł? Niby fakty są bez znaczenia, ale tak się składa, że są po mojej stronie. Integryści naprawdę zagrażają dzieciom. Uczą je nietolerancji, wpajają nienawistne uprzedzenia i oduczają logiki, wmawiając im, że sprzeciw wobec przemocy jest przemocą. Teza, że aborcja to nowoczesna zagłada, zagraża dzieciom szczególnie, bo stępia wrażliwość na zagładę faktyczną. Te brednie szkodzą dziecięcym umysłom i sercom, o demokracji nie wspominając.

      Niby wiem, jak to działa, ale i tak nieustannie mnie dziwi, że ludzie, którzy chcą zmuszać innych do cierpienia w imię dziwacznej definicji "sumienia", opowiadają głupstwa o "genderowym zagrożeniu" i chronią księży pedofilów, mają w polskiej debacie publicznej patent na "rodzinność" i straszą dzieci zwolennikami równości. Na wszelki wypadek zatem powtórzę: Chrońmy dzieci przed integrystyczną prawicą!

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,16617993,Prawica_wymiata__Nawet_w_liberalnej_prasie.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka