Dodaj do ulubionych

Wyborcza obłudna etyka

11.08.15, 15:43
cytat:
Dlaczego Gazeta Wyborcza broni draństwa, wyrządzonego uczciwym, biednym ludziom, biednym dzieciom przede wszystkim?
I jeszcze zakonnicami się zasłania – wstyd!

PS. Dobrze, że siostry pallotynki do Episkopatu zamierzają w obronie sędzi napisać.
Koniecznie niech wspomną też, że starsze dziewczynki Bałutów z zakonnego domu dziecka nie zostały zwolnione nawet na chrzest najmłodszej siostrzyczki, wobec czego ksiądz chrzest odłożył, dziecko nadal w grzechu pierworodnym pozostaje.

www.bibula.com/?p=82810
Obserwuj wątek
    • oby.watel Polityka i dzieci odebrane rodzinie Bałutów 11.08.15, 21:18
      Gazeta manipuluje, kłamie, ale na wszelki wypadek nie podamy linku do materiału z którym polemizujemy. Dla podniesienia wiarygodności.


      Sędzia: - Media skupiają się na tym, że sąd odebrał dzieci, a nikt nie widzi tego bagna dookoła. Siostry pallotynki, które opiekują się dziećmi Bałutów, chcą wystąpić w obronie sędzi atakowanej przez prawicowe media.

      To jedna z najtrudniejszych spraw, które rozpatrywał Sąd Rejonowy w Nisku. W grudniu ub.r. zdecydował o odebraniu Katarzynie i Sławomirowi Bałutom trojga dzieci. 11-letnią Kingę i 6- -letnią Klaudię oddał do domu dziecka sióstr pallotynek w pobliskim Rudniku, a czteromiesięczną Sabinkę do rodziny zastępczej.

      "Dość krzywdzenia Bałutów"

      Najgłośniej bije na alarm europoseł PiS Janusz Wojciechowski, były sędzia, być może przyszły minister sprawiedliwości. 26 lipca napisał do prezesa sądu w Nisku: "Nawet oprawcy NKWD, wywożąc polskie rodziny na Sybir, zazwyczaj rodzeństwa nie rozdzielali". I wnioskuje o natychmiastowe oddanie dzieci rodzicom.

      Bałutowie dotarli do polityków przez biuro Dudapomoc uruchomione w kampanii prezydenckiej. Zorganizował je Wojciechowski, i to on zajął się sprawą tej rodziny. - Pan Wojciechowski był w naszym mieszkaniu kilka razy - potwierdza Katarzyna Bałut.

      - Z tysięcy spraw, które trafiły do Dudapomocy, wybrano te, na których można zbić kapitał polityczny. Bałutowie pasowali do tezy: "Sądy w kraju rządzonym przez PO odbierają dzieci ubogim rodzicom". W partii wyliczyli, że nagłośnienie tej sprawy da kilka punktów procentowych w wyborach - mówi nam polityk PiS z Podkarpacia.

      Temat podgrzewają głównie prawicowe media. Na Facebooku powstał profil "Dość krzywdzenia dzieci Państwa Bałutów przez sąd w Nisku". W publikacjach wymieniane są tylko najmniej ważne powody decyzji sądu: ciasne mieszkanie, muszki owocówki i zapach zwierząt. "Najbardziej boli to, że ludzie, którzy nas tak bardzo skrzywdzili, siedzą sobie w domu ze swoimi dziećmi, czytają im bajki do snu, mi to zabrali" - pisze na Facebooku Katarzyna. Ma 28 lat, twierdzi, że jest bardzo związana z dziećmi. I walczy, jak potrafi. I jak jej podpowiada adwokat wynajęty przez Dudapomoc.

      Ale sprawa nie jest tak jednoznaczna, jakby tego chciały media i politycy PiS.

      Dziecko na klatce

      Małżonkowie deklarują, że pracują. On w zakładzie naprawy samochodów, ona w ubezpieczeniach. Latem sprzedają owoce i warzywa. Twierdzą, że mają 3 tys. zł dochodu w miesiącu.

      Zanim w grudniu zapadła decyzja o odebraniu dzieci, sąd pół roku wcześniej ograniczył im władzę rodzicielską i ustanowił kuratora. Mieli posprzątać mieszkanie, usunąć z niego zwierzęta: trzy psy, królika, chomika i trzy akwaria. W mieszkaniu niesprzątanym od lat był skrajny bałagan, ciasnota i brud. Najstarsza dziewczynka chodziła do szkoły, ale nie jadła tam obiadów, często się spóźniała, nie miała odrobionych lekcji. Sąd postanowił, że musi mieć terapię - to zalecenie też nie zostało zrealizowane.

      Zatrudniony został asystent rodziny, który miał Bałutów nauczyć, jak się opiekować dziećmi, jak zrobić porządek. Ale jego też nie wpuszczali do mieszkania - w listopadzie miał być pięć razy, udało mu się wejść tylko raz. Małżonkowie podczas kontroli wszczynali awantury. Tylko raz kurator wszedł do drugiego pokoju - przez dziurę w drzwiach po szybie. Drzwi od środka zastawione były gratami ułożonymi do sufitu. Pośrodku leżał materac od wersalki. Katarzyna stwierdziła, że tam właśnie wszyscy śpią. Kilkumiesięczna Sabina leżała w bujaczku, bez koszulki, a nad nią krążyły muszki owocówki, które żywiły się zgniłymi resztkami jedzenia.

      - Najmłodsze dziecko spało w wózku na klatce schodowej - twierdzi sędzia Marek Nowak z Tarnobrzega.

      Od decyzji sądu o odebraniu dzieci Bałutowie się nie odwoływali. Potem zwrócili się o urlopowanie, czyli opiekę nad dziećmi w wakacje. Sąd odmówił. Katarzyna skarży się, że dlatego zrezygnowała z chrztu Sabinki.

      - Rodzice nie interesują się najmłodszym dzieckiem. Ojciec nie odwiedzał go od 30 kwietnia, matka w czerwcu była trzykrotnie, a w lipcu ani razu mimo zachęt i próśb rodziny zastępczej - mówi sędzia Nowak.

      Matczyne łzy

      Jedziemy do Niska. Bałutowie mieszkają w bloku komunalnym, na 37 m razem z matką Sławomira, do której mieszkanie należy. Pukam. Nikt nie otwiera. Rozmawiam z sąsiadami. Chętnie opowiadają, ale bez nazwisk. Boją się Sławomira: - Chodzi z gazem, z nożem. Jak można kogoś takiego bronić? - pyta jeden z nich. - Sławomir grozi, że nasze mieszkania zostaną podpalone, że zostaniemy zabici. Rodzice chcą tylko rozgłosu, oni nie chcą tych dzieci. Oni chcą pieniędzy. Myślą, że jak ludzie w Polsce dowiedzą się o tej niby-krzywdzie, to będą wpłacać na konto - mówi jedna z sąsiadek Bałutów.

      Czy ma rację?

      Katarzyna Bałut w telewizji Republika cytuje list córki do św. Mikołaja. Dziecko prosi tylko o jeden prezent - chce wrócić do mamy i żeby mama już nie płakała, a pan kurator ich nie zabierał. Katarzyna, przez łzy: - Przecież my nie biliśmy dzieci. Dzieci miały wszystko zapewnione - mówi. Pofarbowała włosy na blond, dziennikarze zauważają, że ma poogryzane paznokcie i zero makijażu. Sławomir nie pozwala wejść do mieszkania.

      - Zostaliśmy brutalnie skrzywdzeni przez sąd. Gdyby w mieszkaniu były mrówki, owocówki, to powinien być powiadomiony sanepid. Posprzątanie mieszkania zajęło półtorej godziny - mówi Katarzyna.

      Sławomir Bałut: - W tym bloku są mieszkania, w których mieszka po 9-11 osób i nikt nikomu dzieci nie odbiera. To jedna wielka mafia.

      Druga kobieta

      W mieszkanku, prócz matki Sławomira, mieszka jeszcze 25-letnia kobieta. Kim jest? Do sądu zgłosił się jej ojciec. Opowiedział, że córka od trzech lat mieszka u Bałutów. Tam zajmuje się pracami domowymi, opiekuje się dziećmi, a także śpi z małżeństwem w jednym łóżku: "Moja żona widziała, że córka ze Sławomirem Bałutem i Katarzyną Bałut spali na jednym łóżku w pokoju" - czytamy w protokole.

      Rozmawialiśmy z ojcem 25-latki: - Córka uciekała od nich, a potem do nich wracała. Ona w tym domu jest parobkiem. Całe życie jej zmarnowali, jest zastraszana - mówi.

      - W tym mieszkaniu jest harem. Bardzo dobrze się stało, że sąd odebrał im dzieci - mówią sąsiedzi.

      W sądowych aktach znalazły się m.in. zeznania administratorki innej kamienicy w Nisku. Mówi, że Katarzyna szukała w maju mieszkania do wynajęcia, bo mąż wyrzucił ją z domu, "niszczy ją psychicznie" i obwinia za to, że sąd zabrał im dzieci. Z zeznań administratorki wynika, że Katarzyna Bałut za wszystkie problemy obwinia 25-letnią kobietę, która z nimi mieszka. "Kiedy zapytałam ją, czy to prawda, że nawet w jej urodziny mąż nie spał z nią, tylko z tą drugą, nie zaprzeczyła" - czytamy w urzędowej notatce.

      - To brednie, jesteśmy oczerniani. Kobieta, która u nas mieszka, pomagała nam w wychowywaniu dzieci. Co w tym złego? Ona uciekała z rodzinnego domu - mówi Katarzyna.

      - Wszystkie media się skupiają na tym, że sąd odebrał dzieci, a nikt nie widzi tego bagna dookoła - mówi sędzia Zygmunt Dudziński z Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

      "Brudna akcja wyborcza"

      Decyzję o odebraniu dzieci podejmowała sędzia Ewa Kopczyńska. Jej życie od 20 czerwca zmieniło się w koszmar. Tego dnia w Nisku pojawiły się duże plakaty z przedrukami z gazet. - Dostaję pogróżki, że chcą mnie zabić, podpalić, pokroić. W nocy nie śpię, pilnuję domu, który jest codziennie fotografowany. W telefonach, e-mailach, internecie nazywają mnie "kur...", "szmatą" i "bandytą w todze". Ojciec dzieci po postanowieniu o umieszczeniu ich w domu dziecka podszedł do mnie i powiedział, że jego ojciec zabił syna i on ma to w genach - mówi sędzia Kopczyńska. Pracuje od 36 lat. Dotąd nie było na nią żadnych skarg.

      O groźbach powiadomiła policję. - Pociągnę do odpowiedzialności także europosła Wojciechowskiego - zapowiada. O postanowieniu o odebraniu dzieci Bałutom mówi tak: - Modlę się przed każdą taką decyzją, ale tu nie było wyjścia.
      • oby.watel Polityka i dzieci odebrane... dokończenie 11.08.15, 21:22
        Do prezesa sądu w Tarnobrzegu napisała, że to Wojciechowski wywołał „falę nienawiści”. „Lokalne społeczeństwo uważa, że jest to »brudna« akcja wyborcza pana Europosła, który chce zdobyć dodatkowe głosy dla swojej partii, nie licząc się z nikim i niczym, nagłaśniając aferę »bandytów w togach«, której z pewnością nie ma w Nisku”.

        Wojciechowski już odpowiedział: " (...) Pogrąża się pani w zupełną groteskowość" - napisał na blogu. Zarzucił, że uzasadnienie postanowienia o odebraniu Bałutom dzieci jest "stekiem głupstw".

        Dzieci chcą do mamy

        Decyzja sądu o odebraniu dzieci nie jest prawomocna. Termin kolejnej rozprawy nie został wyznaczony. Dzieci były już przesłuchiwane przez sąd w obecności psychologa. Mówią, że chcą wrócić do mamy.

        Historią rodziny Bałutów zainteresował się rzecznik praw dziecka. Do prezesa Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie zwrócił się o pilne zbadanie sprawy toczącej się przed sądem w Nisku oraz objęcie jej nadzorem służbowym. Sędzia Kopczyńska miałaby szczegółowo informować prezesa sądu apelacyjnego, jakie decyzje wydaje, a także wyznaczać krótkie terminy rozpraw. - Odpowiedź do rzecznika już poszła. Uważamy, że w sposób niedopuszczalny próbuje wywrzeć naciski na sąd w Nisku - słyszymy w sądzie apelacyjnym.

        W obronie sędzi Kopczyńskiej stają także siostry pallotynki, które prowadzą dom dziecka w Rudniku, gdzie została umieszczona dwójka starszych dzieci. - Sędzia Kopczyńska to bardzo dobry człowiek. Nie zabiera dzieci pochopnie. Najbardziej szkoda dzieci, które nie są świadome tego, co się dzieje. Ale szkoda mi zwłaszcza pani sędzi - mówi s. Ewa, dyrektorka domu dziecka.

        Siostry zakonne planują wysłanie listu do Konferencji Episkopatu Polski w obronie sędzi Ewy Kopczyńskiej.


        Cały tekst
        • grzespelc Re: Polityka i dzieci odebrane... dokończenie 12.08.15, 14:47
          OK, tylko dlaczego u licha te biedne dzieci oddano jakimś zakonnicom??
          • diabollo Re: Polityka i dzieci odebrane... dokończenie 12.08.15, 14:58
            grzespelc napisał:

            > OK, tylko dlaczego u licha te biedne dzieci oddano jakimś zakonnicom??

            Bo nawet na rzecz KGK zostały sprywatyzowane sierocińce.
            Oczywiście w przypadku Kościoła Ginekologiczno-Katolickiego chodziło "prywatyzację" za friko, a może z dopłatą państwa.

            Kłaniam się nisko.
          • oby.watel Re: Polityka i dzieci odebrane... dokończenie 12.08.15, 21:19
            A komu miano oddać? Zakonnice najlepiej się nadają do opieki nad biednymi dziećmi, bo ich ruchami kieruje sam bóg.
    • diabollo Re: Wyborcza obłudna etyka 12.08.15, 13:04
      Tabloidyzacja.

      Kłaniam się nisko z wakacji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka