Dodaj do ulubionych

Jak berety

31.01.16, 23:51
Dobra zmiana postępuje w mediach narodowych nawet bez formalnej wymiany kierownictwa. Tak jest radiowej Dwójce, w której już się nie patyczkują z pluralistycznym doborem gości, tylko zapraszają tych o słusznych poglądach. Można się było o tym przekonać słuchając niedawno programu „O wszystkim z kulturą”, który poświęcono promocji polskiej kultury za granicą. Do studia Dwójki – wzorem Radia Maryja – zaproszono wyłącznie polityków Prawa i Sprawiedliwości: Jana Dziedziczaka (wiceministra spraw zagranicznych, któremu podlega dyplomacja kulturalna, w tym instytuty polskie), Wojciecha Kolarskiego (ministra od kultury w Kancelarii Prezydenta RP) i Jarosława Sellina (wiceministra kultury). Ten ostatni nie przybył, wiec zostało dwóch PiS-owców i biedna redaktorka Barbara Schabowska, która musiała wysłuchać takiej ilości bzdur, że aż głowa boli.

Zanim przejdę do programu, muszę się na sekundę zatrzymać przy Janie Dziedziczaku, żeby przybliżyć choć w kilku zdaniach tą wybitną postać. Otóż pan Dziedziczak (łączą nas rok urodzenia i stopniowa utrata włosów) poświęcił swoje młodzieńcze życie harcerstwu – oczywiście nie temu komunistycznemu ZHP, tylko prawdziwie polskiemu i katolickiemu ZHR, został nawet harcmistrzem, by w wieku dorosłym, po ukończeniu politologii na UW, zająć się polityką. I to jak! Został bowiem najpierw asystentem samego Wielkiego Jarosława, a potem rzecznikiem jego rządu. Zapamiętano go głównie jako osobę niezbyt lotną intelektualnie, która specjalizuje się w wygłaszaniu komunałów. A to, jak wiadomo, są cechy, które wręcz predestynują w Polsce do zostania posłem. Dlatego Jan Dziedziczak posłuje nieprzerwanie od 2007 roku, wspaniale reprezentując ziemię kaliską, a niedawno awansował na wiceministra spraw zagranicznych, któremu podlegają – Boże dopomóż! – instytuty polskie.

Instytuty, to informacja dla niewtajemniczonych, działają w 24 miastach 22 krajów (w Rosji i Niemczech mamy po dwa). Większość w Europie (Wiedeń, Bruksela, Berlin, Dusseldorf, Moskwa, Petersburg, Sofia, Mińsk, Kijów, Praga, Bukareszt, Bratysława, Paryż, Sztokholm, Madryt, Budapeszt, Rzym, Londyn i Wilno) i kilka poza nią (Nowy Jork, Tokio, Tel Awiw i New Delhi). Podlegają Ministerstwu Spraw Zagranicznych, a ich szefowie są dyplomatami w randze attaché kulturalnych. Dyplomacja kulturalna nigdy nie była w MSZ priorytetem, toteż instytuty dysponują zwykle bardzo skromnymi siedzibami, jeszcze skromniejszymi budżetami, zatrudniają pięć osób na krzyż i generalnie powinno się je nazywać instytutami polskiej biedy.

Zupełnie inaczej sprawy się mają jeśli chodzi o także zajmujący się promocją polskiej kultury za granicą Instytut Adama Mickiewicza, który podlega z kolei Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. IAM kasę ma, zatrudnia sporo osób, ale nie posiada swoich placówek za granicą. Tego absurdalnego systemu, wywołującego niejednokrotnie napięcia między rzeczonymi ministerstwami, nikt przez lata nie zmienił. A oczywistą oczywistością – że posłużę się słowami klasyka – wydaję się być system, w którym IAM jest centralą, a instytuty polskie jego przedstawicielstwami. Tylko wtedy Polska będzie prowadziła spójną dyplomację kulturalną, której nigdy nie miała. I tu rację ma minister Kolarski, który jednak zaraz dodał w programie „O wszystkim z kulturą”, że „instytuty polskie zajmowały się dotychczas promocją bezwartościowych wydarzeń”. Bezwartościowa jest raczej ta polityczna paplanina, która nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością i służy tylko przywaleniu swoim politycznym poprzednikom.

Ale zostawmy ministra z największej w Polsce i podpisującej wszystko, co popadnie kancelarii notarialnej z Pałacu Namiestnikowskiego, a zatrzymajmy się na wybitnym znawcy kultury Janie Dziedziczaku, bo każde wypowiedziane przez niego słowo jest na wagę złota:

„Jeśli chcemy opowiadać o Polsce to wolałbym opowiadać o polskim filmie, wolałbym mówić o takich postaciach, jak Kopernik, Chopin, Jan Paweł II i Skłodowska-Curie. Istnieje kilka takich placówek, które w ciągu ostatnich ośmiu lat zajmowały się głównie promocją LGBT, czyli promocją środowisk homoseksualnych i transwestytów”.

Mnie się zdaje, że to znakomite pomysły, żeby polska dyplomacja kulturalna zajęła się opowiadaniem o Mikołaju Koperniku i Janie Pawle II. Wiem, że ze strony opiniotwórczych i lajfstajlowych zagranicznych mediów jest ogromne zainteresowanie tymi tematami. Dyrektorzy instytutów polskich mówili mi, że nie ma dnia, żeby nie przyszedł do nich choć jeden mejl czy to w Paryżu, Tel Awiwie czy Tokio z zapytaniem o jakieś wydarzenie kulturalne związane z pontyfikatem Jana Pawła II.

Zainteresowanie nim, szczególnie wśród indyjskiej i izraelskiej młodzieży, bije tylko Mikołaj Kopernik, o którego nieustannie dopytują kuratorzy największych zagranicznych festiwali i to bez względu na ich profil. Zapotrzebowanie jest na wszystko: na spektakle o Koperniku, na koncerty z utworami o nim, na wystawę jego portretów. Jego i oczywiście Skłodowskiej-Curie. Niedawno Magda Hueckel, która otwierała wystawę swoich zdjęć w Teheranie, usłyszała: „No dobrze, piękne te pani fotografie ze spektakli Warlikowskiego i Kleczewskiej, ale czy ma pani jakieś prace poświęcone Skłodowskiej-Curie?”. Rzeczona Kleczewska nie mogła z kolei na bankiecie po swojej niedawnej premierze w Hamburgu, czego byłem świadkiem, odgonić się od niemieckich dziennikarzy pytających, kiedy zrobi jakiś spektakl o Janie Pawle II i przestanie promować tę nieżyjącą pisarkę Jelinek i transwestytów.

Transwestyci to ogóle oddzielny problem dotychczasowej polskiej dyplomacji kulturalnej. Na nieustanne ich promowanie wydawano miliony. Każdy instytut polski chciał mieć swojego transwestytę. Transwestyci byli promowani w rozmaity sposób: czytali poezję Wisławy Szymborskiej i ks. Jana Twardowskiego, fragmenty powieści Bronisława Wildsteina, a w kilku przypadkach także „Pana Tadeusza” i „Nad Niemnem”. Często też śpiewali, głównie polskie pieśni ludowe i przeboje Bajmu. W pewnym momencie, na naradzie dyrektorów instytutów polskich doszło nawet do awantury o to, kto komu podkupił czyjego transwestytę, bo liczebnie to niewielka grupa, a zapotrzebowanie ministerstwa rosło. Dobrze, że to w końcu zostanie ukrócone.

„Jeżdżąc po całym świecie nie bardzo widzę efekty pracy Instytutu Adama Mickiewicza”.

Pan Dziedziczak słynie ze swoich podróży. Nie ma weekendu, żeby gdzieś nie poleciał czy to na koncert, czy na wystawę, czy na spektakl. Nieraz wsiada w samolot tylko po to, by gdzieś kupić niedostępną jeszcze w Polsce powieść. Na szczęście teraz ma Kindle, więc ściąga sobie najlepszą światową literaturę prosto do swojego czytnika. No, ale to książki. Spektakli sobie przecież nie ściągnie, więc kupuje bilety na samolot i fru: Paryż, Londyn, Rzym, Madryt, Nowy Jork, Los Angeles. Trudno nadążyć za naszym obieżyświatem, który – jak Jan Paweł II – oblatuje kulę ziemską, by zobaczyć jak IAM promuje, a raczej nie promuje polskiej kultury. Podobno, kiedy odbywał się Rok Polski w Izraelu, nie było wydarzenia bez obecności pana Dziedziczaka. To samo z „Polska Year” w Wielkiej Brytanii. Dziedziczak tak się interesował polską kulturą i działaniami IAM-u (był dosłownie wszędzie), że brytyjscy dziennikarze uznali go za maskotkę instytutu. Nie dziwi więc tak surowa ocena działań IAM z ust człowieka, który jak nikt przyglądał się aktywności tej agendy.
Obserwuj wątek
    • gaika Re: Jak berety 31.01.16, 23:53
      Kiedy Barbara Schabowska opowiadała swoim gościom o współorganizowanym niedawno przez IAM koncercie polskiej muzyki współczesnej w Los Angeles, zaczęła wymieniać kompozytorów, których utwory tam zagrano: – Zubel, Szymański, Penderecki… Na to Jan Dziedziczak wciął się redaktorce w słowo i ją natychmiast poprawił: – Szymanowski być może. – Nie, Szymański. Paweł Szymański – odpowiedziała szybko Barbara Schabowska, obnażając brawurowo niekompetencję tego odpowiedzialnego obecnie za kulturalną promocję polski przygłupka, który przecież nigdy w życiu nie słyszał o kompozytorze Pawle Szymańskim. Jego wiedza o muzyce klasycznej to Chopin, którego kompozycje słyszał ostatnio w pendolino czekając na odjazd, i którym wycierał sobie gębę od pierwszej do ostatniej minuty programu, ale nie ma się co dziwić. Innego kompozytora pewnie nie zna.

      Kultura jest jedną w największych ofiar „dobrej zmiany”, bo w powszechnym przekonaniu polityków można do zajmowania się nią wydelegować byle miernotę, gdyż nawet jak coś popsuje, kraj się nie zawali, a poza tym każdy, kto przeczytał jedną książkę i obejrzał pół filmu uznawany jest za znawcę kultury. Dlatego właśnie Jan Dziedziczak nie został na przykład wiceministrem finansów, tylko wiceministrem spraw zagranicznych odpowiedzianym za kulturalną promocję polski i już się rwie do pracy. Niedługo zacznie się wymiana dyrektorów instytutów polskich. Miejsce kompetentnych ludzi zajmą mierni, ale wierni, a zagraniczna publiczność zamiast najlepszej współczesnej polskiej kultury, dostanie encykliki Jana Pawła II z zakładką w kształcie Dziedziczaka.

      mediumpubliczne.pl/2016/01/jan-pawel-ii-i-transwestyci-czyli-promocja-polskiej-kultury/
      • podjadek57 Re: Jak berety 01.02.16, 00:37
        Właśnie miałem wrzucić w wątku frontowym.
        No to będziemy mieli kulturkę.
        Jest propozycja co by się porozumieć:
        m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,19554141,andrzej-nowak-wybudujmy-kopiec-jana-pawla-ii-spotkalbym-sie.html
        • gaika Re: Jak berety 01.02.16, 22:04
          podjadek57 napisał:

          > Właśnie miałem wrzucić w wątku frontowym.
          > No to będziemy mieli kulturkę.
          > Jest propozycja co by się porozumieć:
          > m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,19554141,andrzej-nowak-wybudujmy-kopiec-jana-pawla-ii-spotkalbym-sie.html

          Tu nie tylko o tę kulturkę chodzi, ale i o kwintesencję cudu patriotyzmu Pisiego. Brakuje mi tylko jeszcze pawich piór wetkniętych w cztery litery Jarozbawa.

          ***
          Za cholerę nie wiem, dlaczego Nowakowi wychodzi, że jak łopatą się pomacha przy kopcu, to raptem nastąpi uwspólnotowienie w pożądanym przez Nowaka kierunku (janopawłowymdrugim). Może by wybrać mniej kontrowersyjny topik, np. Kopiec Okrągłej Ziemi?

          ***
          Zastanawiałam się, co też się porobiło niektórym dziennikarzom prawicowym, bo wyglądało, że taki Ziemkiewicz np. przejrzał na jedno oko. Ale się szybko wyjaśniło: "Ziemkiewicz wyraża nadzieję, że kolejny rząd "będzie bardziej na prawo od PiS, wyrośnie ze środowisk, które skupili Kukiz i Korwin". Ale będzie miał, jak zaznacza, po obecnym "naprawdę dużo do poprawiania".

          • podjadek57 Re: Jak berety 03.02.16, 18:06
            Mike Urbaniak miał w poniedziałkowe wieczory w RDC, jako "Pan od kultury" interesujące audycje, późnym wieczorem był program "Homolobby" prowadzony z Maciejem Nowakiem, nie mylić z tym od kopca wink Odszedł solidarnościowo po zwolnieniu Ewy Wanat.
            Do programu kulturalnego zapraszał wiele kompetentnych, ciekawych osób z różnych dziedzin kultury. Nie był stolycocentryczny. Jak słuchałem tych programów, odnosiłem wrażenie, że może jednak nie jesteśmy takim zadupiem jakby to z perspektywy politycznej wyglądało.
            Zwracał też uwagę na finansowanie kultury w Polsce. Słychać było, że wie o czym mówi.
            Stąd czytając jego komentarz, "słyszałem" jego emocję w głosie.
    • diabollo Re: Jak berety 01.02.16, 07:30
      Wszyscy, którzy twierdzili (twierdziliśmy?), że "PISS niczym nie różni się niczym od PO" powinni wejść pod stół i szczekać.

      Kłaniam się nisko.
      • gaika Re: Jak berety 01.02.16, 22:06
        diabollo napisał:

        > Wszyscy, którzy twierdzili (twierdziliśmy?), że "PISS niczym nie różni się nicz
        > ym od PO" powinni wejść pod stół i szczekać.

        Ja na szczęście szczekać nie muszę, ale chwilami wyć mi się chce.
        • oby.watel ...po szkodzie... 02.02.16, 00:04
          Przykład. Rok 2011. Nieliczne głosy ostrzegawcze giną w jazgocie klakierów straszących PiS-em.

          Erozja nie wynika z jakichś specjalnych działań PiS, to problem wewnątrz Platformy i jej elektoratu. Nastąpiło naruszenie zaufania, zerwanie niepisanej umowy pomiędzy partią a jej sympatykami. Przyczyny bezpośrednie to zapewne raport MAK i histeria z tym związana, sprawa emerytur i OFE czy fatalne kwiaty dla ministra Grabarczyka. Ale być może punktem krytycznym dla Platformy stał się konflikt pomiędzy Tuskiem a Schetyną, zapoczątkowany pozbawieniem tego ostatniego przez premiera ministerialnej funkcji po aferze hazardowej. Do dziś nie wiadomo, dlaczego Tusk na własną prośbę zorganizował sobie wewnętrznego wroga. To jedno z takich zaćmień, które potem trudno racjonalnie wytłumaczyć. Schetyna, aby nie dać się już nigdy upokorzyć, zaczął budować polityczną pozycję, która ma mu to zapewnić. A dodatkowo sprawić, aby Tusk przestał być traktowany w partii jako ktoś absolutnie niezbędny i nie do zastąpienia. Właśnie ta atmosfera, że może da się bez Tuska, że może premier zaczął bardziej przeszkadzać, niż pomagać, powoduje, że Platforma wpadła w dryf, wektory wyzerowały się, energia wygasła.

          Teraz nagle ruszyła lawina. Zbuntowali się znani ekonomiści, zarzucając Platformie odwrót od reform. Niezadowolona zmianami na uczelniach jest profesura, i nie da się tego wytłumaczyć wpływami PiS w tym środowisku. Narzekają biznesmeni, przedsiębiorcy, którzy coraz cieplej wyrażają się o SLD Napieralskiego, a wyśmiewają platformerską reformę „jednego okienka". Lekarze nie widzą pozytywnych zmian w służbie zdrowia. Sztandarowy punkt cywilizacyjnego programu partii, autostrady, nie wychodzą tak, jak zapowiadano, co wręcz z szyderstwem powtarzają wszyscy, od lewa do prawa, od polityków po dziennikarzy, nie mówiąc już o szoferach.

          Wysypuje się szafa z trupami. Uwagę budzą znów stare, wydawałoby się zaklajstrowane kwestie, jak kastracja, dopalacze, afera hazardowa z Mirem i Zbychem, powtarzające się gafy Komorowskiego, koszmarne wypowiedzi posłów Platformy, kunktatorstwo w sprawie in vitro, kombinacje lokalnych działaczy. Platforma i sam Tusk niespodziewanie jawią się jako zużyty establishment, syta partia władzy, za konserwatywna i zbyt przykościelna dla młodych, za mało narodowa dla prawicy, zbyt liberalna dla jednych i za socjalna dla innych, bez wyrazu i pomysłu. Źle, kiedy nic nie robi, jeszcze gorzej, kiedy coś zrobić chce. Oko, długo przymknięte na błędy i zaniechania Platformy, nagle zaczęło boleć.


          Mariusz Janicki i Wiesław Władyka
      • oby.watel Re: Jak berety 01.02.16, 23:21
        Ja twierdziłem, że PO coraz mniej się różni od PiS-u. Że to wręcz PiS bis. Tylko wtedy Kaczyński jeszcze miał brata i jeszcze nie oszalał. Poza tym PO w pewnym momencie przekroczyła granicę przyzwoitości. A gwoździem do trumny była ucieczka Tuska, który wielokrotnie zapewniał, że nigdzie się nie wybiera i będzie premierem do końca. Od tego momentu straszenie PiS-em stało się kontrproduktywne.
      • podjadek57 Re: Jak berety 03.02.16, 18:09
        Odszczekałem. Słyszeliście?
        Niestety nadal powarkuję jak czytam na portalu TokFM bloga pana europosła Szejnfelda.
        • oby.watel Odszczekał 03.02.16, 20:50
          Domaganie się odszczekiwania czy podskakiwania trąci mi PiS-em, niestety. PiS bowiem także nie dopuszcza do siebie żadnej krytyki. A tam gdzie nie ma krytyki jest terror. Nie tylko ja, Ty i inni ostrzegaliśmy, że Platforma steruje ku rafom, na których polegnie. Tyle, że zamiast wziąć sobie do serca przestrogi klakierzy skakali po krytykujących zagłaskując PO na śmierć. A teraz zamiast puknąć się w piersi rozliczają dalej w stylu pisowskim za swoje błędy obarczając winą wszystkich wokół.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka