11.04.16, 11:28
Gdyby władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej zaczęły wierzgać, przyjaciele nie pozostawiliby kraju bez pomocy i już mielibyśmy ich na karku, a w kraju na powrót zapanowałby ład, porządek i spokój. Jednak dziś nie jesteśmy członkiem ani RWPG, ani Układu Warszawskiego, lecz Unii Europejskiej. Dlatego zanim ktokolwiek kiwnie palcem będziemy mieli rządy totalitarne i wybór - albo pogodzimy się z tym, albo będziemy mieli wojnę domową.

W Komisji Weneckiej dotychczasowi reprezentanci Polski zostaną zastąpienia nowymi. Bogusław Banaszak i Mariusz Muszyński zastąpią Hannę Suchocką i Krzysztofa Drzewickiego. To dobrze wróży temu gremium, bo zdania odrębne będą równie kwieciste jak zdania odrębne nowych "sędziów" TK, a kto wie, czy nawet nie bardziej.

Jedynym problemem mogą być wyborcy. Dlatego PiS postanowił poprawić PKW. Gdy to się uda będziemy jak za komuny mieli wybór. Nie spośród kilku partii, ale jednej. Bo pozostałe jak na Białorusi nie spełnią wymogów formalnych. Zadaniem Unii jest płacić i nie przeszkadzać w zbożnym dziele.

Dziś Ewa Siedlecka rzuca nieco światła na sposób działania trzeciej — sądowniczej — władzy, która burdel umacnia. Trybunał Konstytucyjny właśnie się nad sprawą pochylił i z właściwą sobie gracją bałagan powiększył. Zeszłotygodniowa rozprawa w Trybunale Konstytucyjnym - pierwsza po osądzeniu przez TK "ustawy naprawczej" - dotyczyła bowiem prawa wyborczego. Bo nie ma sądowej drogi odwoławczej od postanowień PKW. Trybunał orzekł, że powinna być. Ale do jakiego sądu? Administracyjnego czy powszechnego? Tego Trybunał nie ujawnił.

Nie rozstrzygnął także kwestii, czym właściwie jest PKW. Sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, którego pytanie prawne rozpatrywał Trybunał, uznała, że nie jest organem administracji publicznej, tylko "organem wyborczym". Co to jest "organ wyborczy"? Do jakiego rodzaju władzy przynależy? Konstytucja przewidziała Krajową Radę Sądownictwa, Krajową Radę Radiofonii i Telewizji czy Radę Polityki Pieniężnej, a PKW czy "organu wyborczego" - nie.

PKW rozstrzyga tak fundamentalne dla wyborów sprawy jak np. rejestracja list wyborczych, stwierdza, czy ktoś ma prawo startować w wyborach (czyli czy ma tzw. bierne prawo wyborcze), rozstrzyga spory o granice okręgów wyborczych. Ustala też wzory kart do głosowania, które obwiniano w wyborach samorządowych o to, że wprowadziły wyborców w błąd (słynna "książeczka" i nadreprezentacja głosujących na PSL, który znalazł się na jej pierwszej stronie).

Granice okręgów wyborczych także mogą wpłynąć na wynik wyborów. Nie mówiąc już o odmowie rejestracji list wyborczych. Pamiętamy, jak w wyborach parlamentarnych 2011 roku PKW zarejestrowała w terminie listy Nowej Prawicy w 20 spośród 40 okręgów, a po terminie - w dwudziestym pierwszym. Przez to Nowa Prawica nie mogła rejestrować list w pozostałych 19 okręgach bez konieczności zbierania podpisów wyborców na każdej z nich.

Trybunał Konstytucyjny już drugi raz orzekł, że brak możliwości odwołania do sądu od decyzji PKW narusza konstytucję. Z poprzednim wyrokiem władza nic nie zrobiła. Nie na tym polega bowiem bycie mniejszym złem, żeby coś robić, co nie daje profitów partii lub władzy. Z obecnym wyrokiem nie większe zło tym bardziej nic nie zrobi, bo nie uznaje prawa Trybunału do orzekania i nie publikuje jego wyroków.

Nie można jednak nie zapytać co stanęło na przeszkodzie w wydaniu jednoznacznego wyroku? Jakie względy uniemożliwiły jednoznaczne wskazanie które sądy są władne rozpatrywać odwołania od decyzji PKW? Jaki jest sens wydawania rozstrzygnięć, które niczego nie rozstrzygają, a odmowa publikacji bezwartościowych wyroków jawi się jako najrozsądniejsze wyjście?

Wyrok mogą więc wykonać sądy. Ale Trybunał nie wskazał które: administracyjne czy powszechne. Więc bardzo prawdopodobne, że będą się takimi sprawami przerzucały, twierdząc, że to nie ich kompetencja. Tymczasem sama PKW w "Informacji o realizacji przepisów Kodeksu wyborczego oraz propozycje ich zmiany" z 1 lutego 2016 r. proponuje, by wprowadzić odwołanie od jej postanowień i by rozpatrywały je nie sądy administracyjne, lecz sądy powszechne: okręgowe.

Na razie w PKW są sami sędziowie wskazywani przez prezesów Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Mogą się mylić, ale stosunkowo mało prawdopodobne, by kierowali się motywami politycznymi. To się może zmienić. Już dwukrotnie PiS składał w Sejmie nowelizację prawa wyborczego przewidującą m.in., by sędziów w PKW było tylko trzech - jak dziś powoływanych przez prezydenta. Reszta - sześciu - to byliby nominaci klubów parlamentarnych, też powoływani przez prezydenta. W uzasadnieniu PiS powoływał się na to, że tak jest w większości krajów. Nie wyjaśnił, czy w innych krajach też nie można się skarżyć do sądu na rozstrzygnięcia organu wyborczego?

Dla PiS wybory to sprawa kluczowa. Wszelkie antykonstytucyjne projekty uzasadnia przecież "wolą suwerena". Posiadanie własnej PKW może uznać za zasadne. Takie zabezpieczenie na wypadek, gdyby suwerenowi strzeliło do głowy zmienić zdanie. Upolityczniona PKW i brak sądowej drogi odwoławczej od jej rozstrzygnięć to może być recepta na kolejny sukces wyborczy partii rządzącej.

PO robiła wszystko, w pocie czoła pracując przez osiem lat na zwycięstwo PiS-u. A gdy PiS doszedł do władzy wszelkie teoretycznie niezależne instytucje stają na głowie, żeby ta władza rządziła bez przeszkód bez ograniczeń formalnych, prawnych czy czasowych. Tak trzymać mać!

Artykuł Ewy Siedleckiej.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka