diabollo
13.06.16, 07:34
Adam Leszczyński
Czytam, że program "500 plus" sprowadził na Polskę różne katastrofy. Nie sposób zarejestrować z marszu samochodu, bo ludzie kupują je masowo - donosi z troską portal naTemat.pl. W "Polityce" Joanna Solska pisze, że skoczyła sprzedaż telewizorów i elektronicznych gadżetów.
"Wyborcza" opisuje udręki pracodawców na Pomorzu, którzy nie mogą znaleźć chętnych do pracy. "Kobiety nie będą pracowały za 1,5 tys. zł, skoro tyle samo dostają na trójkę dzieci z rządowego programu, a mogą siedzieć w domu i nic nie robić" - mówi Tomasz Limon z Pracodawców Pomorza.
Trudno mi współczuć pracodawcom, którzy płacili ludziom głodowe stawki, a teraz biadolą, że nikt już tego nie chce. A pan Limon chyba nigdy nie zajmował się dziećmi, skoro myśli, że z trojgiem można "siedzieć w domu i nic nie robić". Kobiety pracują, wychowując przyszłych podatników i pracowników pana Limona i jego kolegów.
Podobne wypowiedzi są objawem braku zaufania klasy średniej do biednych. Nie wolno im dać pieniędzy do ręki, bo przepiją albo będą się lenić - niekiedy takie tezy głoszą nawet osoby o lewicowych poglądach (Magdalena Środa podzieliła się taką myślą w "Krytyce Politycznej").
Widzę w tym uprzedzenia - tym bardziej że nie ma jeszcze żadnych badań o tym, jak Polacy wydają pieniądze z programu "500 plus". W mediach czytamy tylko anegdoty.
To typowe podejście klasy średniej. W elżbietańskiej Anglii biedaków uważano za nierobów i próbowano ich leczyć w ośrodkach pracy przymusowej. Ronald Reagan zbijał punkty w kampaniach wyborczych, opowiadając o "królowych zasiłków", które jeżdżą cadillacami i zbijają bąki, podczas gdy ciężko pracujący Amerykanie płacą na to podatki (ten nonsens Reaganowi nie zaszkodził).
Nasza klasa średnia szybko przyjęła taką postawę. Psychologicznie łatwo ją zrozumieć: stać mnie na hipotekę i samochód, bo się uczyłem i ciężko pracuję; świat nagradza wysiłek, więc ci, którym się powodzi gorzej, muszą być leniami. Wiara we własną zasługę to ważny element samooceny klasy średniej.
Socjologowie mogą przekonywać w nieskończoność, że wielu ludziom kiepsko w życiu idzie, bo urodzili się w gorszym miejscu i chodzili do gorszej szkoły. Mogą dowodzić za pomocą badań, że ubodzy gospodarują budżetami rozsądnie, wydając nieproporcjonalnie dużo na edukację dzieci. Ale w odpowiedzi słyszę: "Mam dom na wsi, to wiem".
Media powinny pisać o defektach programu 500 plus. Mógłby być lepszy - nie dla wszystkich jak teraz, lecz tylko dla biednych. Mógłby zawierać metodę weryfikacji, że pieniądze naprawdę idą na dzieci.
Potrzebne są dokładne badania tego, na co Polacy wydają pieniądze z 500 plus. Nie dajmy się uwieść anegdocie, która potwierdza uprzedzenia. Wtedy bowiem wpycha się ludzi, dla których 500 zł to duże pieniądze, w ramiona PiS. On przynajmniej ich nie obraża.
wyborcza.pl/1,75968,20229693,zadarte-nosy-klasy-sredniej.html