diabollo
13.07.16, 07:53
Kazimierz Bem
Kilka tygodni temu tekst mojego niedzielnego kazania wygłaszanego w mojej amerykańskiej parafii w Marlborough koło Bostonu oparty był na opowieści o winnicy Nabota (1 Ks. Królewska 20). Król Achab przy pomocy żony oraz posłusznych klakierów doprowadził do śmierci Nabota i skonfiskował jego winnicę. I właśnie w chwili, gdy wszedł w jej posiadanie, pojawia się prorok Eliasz, by zdemaskować jego grzech. Na widok proroka Achab z przerażeniem krzyknął: "A więc znalazłeś mnie, o mój wrogu!".
Trzy dni później razem z księdzem katolickim, prawosławnym oraz pastorką unitariańską zorganizowałem czuwanie w intencji ofiar strzelaniny w Orlando. W tę samą bowiem niedzielę, gdy wygłaszałem to kazanie, młody fanatyk poszedł do baru gejowskiego w Orlando i zastrzelił tam z zimną krwią 49 osób. Nasze czuwanie było trzecim w ciągu minionego roku czuwaniem w intencji ofiar masowej strzelaniny.
Choć w Ameryce liczba osób uczęszczających do kościoła stale spada, pastor wciąż cieszy się społecznym szacunkiem. Pastor najstarszej parafii w mieście, jak moja, gdy staje na podium i przemawia, ma wciąż spore znaczenie. Stąd, gdy przemawiałem do tych, którzy przyszli na czuwanie, wiedziałem bardzo dobrze, że oczekuje się ode mnie nie przemówień politycznych, ale tego, że będę kaznodzieją Ewangelii w starym, kalwińskim stylu. Moją rolą jest zmusić do zastanowienia, wskazać niewygodne prawdy, postawić irytujące pytania.
Dopadły nas konsekwencje naszych decyzji
Tamtego dnia powiedziałem więc, że w Biblii czytamy, iż nasze decyzje mają konsekwencje. Stąd, jeśli pozwolimy, by broń automatyczną można było kupić tak samo łatwo jak lizaka - poniesiemy tego konsekwencje. Jeśli pozwolimy na potok homofobicznych wypowiedzi w debacie publicznej - poniesiemy tego konsekwencje. Jeśli religie nie zdobędą się na odwagę zdystansowania się od elementów swojej tradycji pełnych nienawiści, ciemnoty oraz przemocy - poniesiemy tego konsekwencje. Nasze działania i zaniechania mają konsekwencje. Nie tylko dla nas samych, ale też dla życia społecznego, kościelnego i rodzinnego, i któregoś dnia owe konsekwencje staną przed nami niczym Eliasz przed królem Achabem.
To samo dotyczy Polski, z której wyjechałem na stałe w 2002 roku. Każde kolejne odwiedziny w kraju stają się dla mnie coraz cięższe, coraz mniej przyjemne, coraz bardziej wyczerpujące. Nie chodzi wcale o to, że "Polska jest w ruinie". Politycy i duchowni, którzy tak mówią, bezwstydnie kłamią. Od tamtego czasu nasz kraj wypiękniał, rozwinął się nie tylko w metropoliach. Podróżując po Kieleckiem, zobaczyłem na własne oczy, jak wypiękniał region będący kiedyś synonimem polskiej biedy i zacofania.
Nasze obecne problemy mają jednak źródło w czym innym - w decyzjach, które podejmowaliśmy od 1997 roku i których konsekwencje nas dziś dogoniły.
Po pierwsze, od 1997 roku pozwalaliśmy na bezkarne łamanie konstytucji. Robiła to lewica, gdy bez zgody parlamentu wysłała żołnierzy na wojnę do Iraku, a potem pozwoliła na tortury na terytorium Polski w ramach "wojny z terrorem". Robiła tak centroprawica, gdy tuszowała i przewlekała śledztwo w sprawie tych tortur albo dotowała budowę kościołów pod pretekstem "pomników myśli", "muzeum spotkań" etc.
Robił to Trybunał Konstytucyjny, gdy systematycznie likwidował rozdział Kościoła od państwa swoimi orzeczeniami, których najgorszy poziom przypadł nomen omen na ostatnich kilka lat. Cóż się zatem dziwić, że konstytucja nie ma znaczenia ani dla prezesa Kaczyńskiego, ani dla jego czynowników: Andrzeja Dudy, Beaty Szydło czy sędziego Pszczółkowskiego. Skoro za pozwolenie na tortury nikt nie trafił do więzienia, dlaczego handlarze "dobrej zmiany" mieliby się przejmować niewydrukowaniem orzeczeń Trybunału?
Nacjonalizm i ciemnota
Po drugie, przynajmniej od otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego, wszystkie siły w Polsce karmiły polski nacjonalizm, ostatnio przybierający wręcz oblicze faszyzmu. Polacy lubują się w przedstawianiu islamu jako barbarzyńskiej religii z zamachowcami samobójcami. Ale to w naszej stolicy jest pomnik Małego Powstańca, a więc dzieci posłanych przez "bohaterów niezłomnych" na pewną śmierć! Muzeum Powstania w wyrafinowany sposób tuszuje fakt, że milionowe miasto uległo zagładzie, bo jego liderom zabrakło wyobraźni i odwagi, by to zbiorowe samobójstwo najpierw powstrzymać, a potem zakończyć.
Prokurator uważa, że swastyka to "hinduski symbol szczęścia" albo że hajlowanie jest "starorzymskim pozdrowieniem". Naród, który uważa się za największą ofiarę II wojny światowej, zapewnił zupełną bezkarność napisom i kibolskim okrzykom: "Żydzi/Pedały do gazu".
Obecny antyimigrancki i antyuchodźczy bluzg jest konsekwencją tego, że pozwalaliśmy na niego od ponad 10 lat, bo dotyczył grup, którymi nasz ochrzczony 1050 lat temu naród pogardza. Skoro arcybiskup Łodzi bez żenady przyjmuje w katedrze ONR oraz wychwala bandytę i zbrodniarza - cóż się dziwić, że po ordynarną, rasistowską retorykę sięgają Kaczyński i jego marionetki?
Po trzecie, nasza codzienna polska ciemnota. Czy nam się to podoba czy nie, od początku tego wieku większość krajów nie tylko Europy, ale też tzw. cywilizacji zachodniej zaczęła chronić prawa człowieka dotyczące sfery seksualności. Zapewniono prawa do małżeństw jednopłciowych oraz wprowadzono prawa chroniące przed mową nienawiści. Ogromne zasługi miały tu sądy i trybunały. Tymczasem w Polsce sprawy poszły w przeciwnym kierunku.
Choć zakaz dyskryminacji zapisano w konstytucji z 1997 roku, to jesteśmy jedynym państwem europejskim, w którym orzecznictwo na ten temat praktycznie nie istnieje. Natomiast dzięki kolejnym interpretacjom sądów sytuacja prawna osób nieheteroseksualnych oraz innych mniejszości w naszym kraju nie tylko się nie poprawia, ale wręcz pogarsza. Nie ma żadnych danych, które świadczyłyby o tym, że zawarcie małżeństwa przez dwie Polki obróciłoby w pył jakiekolwiek heteroseksualne polskie małżeństwo. Rodziny polskich "konserwatywnych obyczajowo i liberalnych gospodarczo" posłów i europosłów rozbijają nieopłacone prostytutki rozpoznające swoich klientów podczas demonstracji "obrońców rodziny" czy też laptopy zostawione w mieszkaniu kochanki.
Jednak homofobiczne kłamstwa o "ochronie rodziny" są powtarzane od lat, także w orzeczeniach i wyrokach sądowych.
Polacy lubią mówić o "brudnych arabusach", którzy rzekomo "doją pieniądze z Unii", a żyją "jak u siebie na pustyni w namiocie". Ironią losu jest to, że to raczej Polacy są takimi "arabusami Europy". Bez zmrużenia oka "doiliśmy" miliardy euro z Unii, a mentalnościowo zostaliśmy w chłopskich zagrodach z klepiskiem.
PiS i jego politrucy mogą dziś wyzywać ludzi od "gorszego sortu", bowiem od 1997 roku systematycznie pozwalaliśmy, by o gejach, lesbijkach, feministkach można było wypowiedzieć bez cienia wstydu najbardziej obskuranckie opinie. I chodzi tutaj nie o zwykłych ludzi, ale o sędziów Trybunału, prezydentów i premierów. Skoro oni mogli - dlaczego dziś miałby się ograniczać PiS?
CDN...