diabollo
13.05.17, 14:29
Eliza Michalik
Trzeba temu czym prędzej zapobiec, za wszelką cenę wytłumaczyć matkom Polkom, żonom, kochankom, córkom i siostrom, że grzechem śmiertelnym jest być jak Brigitte Macron - mieć w nosie konwenanse, utarte ścieżki i tradycje, kwestionować i myśleć po swojemu.
Jeżeli chcecie zrozumieć nienawiść narodowych socjalistów do żony prezydenta Francji, wyobraźcie sobie, jak wyglądałby świat, gdybyśmy wszystkie były jak Brigitte. Pewne siebie, seksowne, radosne i wyluzowane, mające gdzieś księży, połajanki zakompleksionych facetów (bo mężczyznami ich nie nazwę) i infantylne umoralniające gadki.
Gdybyśmy robiły, na co mamy ochotę, dbały o siebie, nie wstydziły się swoich potrzeb, nie ukrywały, że kochamy życie i fajnych, uśmiechniętych, nowoczesnych mężczyzn – niekiedy sporo młodszych, a zamiast słuchać nudziarstw o Smoleńsku i targać patriotyczne proporce – o zgrozo – uprawiały niezły seks z przystojniakami bez wielkich piwnych brzuchów.
Brigitte Trogneux. 64-letnia nauczycielka swojego męża pierwszą damą Francji [GALERIA]
Gdybyśmy powiedziały gorszącym się po mieszczańsku dewotom, że nie życzymy sobie uwag do naszego prywatnego życia i żeby pilnowali własnego nosa. Wróć, stop. Nic byśmy im nie powiedziały, bo zajęte tańczeniem tanga i pieszymi wędrówkami z naszymi przystojnymi, wysportowanymi towarzyszami zwyczajnie nie miałybyśmy na to czasu!
Otóż wówczas, drogie panie, życie narodowców i wszystkich „prawdziwych” Polaków byłoby po prostu piekłem.
Zrozumcie to, ale tak naprawdę: dla małego, niepewnego siebie, niestabilnego emocjonalnie, pokrywającego agresją wszystkie możliwe lęki facecika, czytaj – „konserwatysty” (biorę w cudzysłów, bo to specyficzna polska sfrustrowano-fanatyczna odmiana), świat pełen takich Brigitte byłby niewyobrażalnym koszmarem.
Dlatego trzeba temu zapobiec, za wszelką cenę wytłumaczyć matkom Polkom, żonom, kochankom, córkom i siostrom, że grzechem śmiertelnym jest mieć w nosie konwenanse, utarte ścieżki i tradycje, kwestionować i myśleć po swojemu. Myślenie jest w ogóle takie niekobiece!
Fanatyczni narodowosocjalistyczni bracia i siostry dobrze wiedzą, że już jeden zły przykład może zasiać wątpliwości. A jedna mała wątpliwość z kolei może zrujnować z takim trudem i mozołem (bo niełatwo jest z ludzi wykorzenić naturalne instynkty) budowany sztuczny świat, w którym smoleńska mgła zastępuje przytulanie, codzienne modły ciekawość i pasję, a umiłowanie pana swego (czytaj: męża, obowiązkowo tego, z którym się straciło dziewictwo) – radość z posiadania własnego zdania i życia.
Kobiety takiej jak Brigitte nie da się kontrolować. Nie da się do końca przewidzieć jej zachowań. Taka kobieta jest niebezpieczna, bo może mówić i robić, co chce, będzie mieć wymagania, jako że sama od siebie wymaga, no i taka kobieta może mężczyznę zostawić i związać się z innym, który bardziej jej odpowiada.
Kobieta taka jak Brigitte daje nam wszystkim drugi oddech: pokazuje, że druga i trzecia młodość i nowa, młodsza miłość nie jest zarezerwowana dla mężczyzn, że radość życia i błysk w oku są nie tylko dla panów, ale i pań po sześćdziesiątce!
Wreszcie, kobieta taka jak Brigitte zmusza mężczyznę, żeby dotrzymał jej kroku. Partner takiej babki nie tylko nie może być stetryczałym „karkiem” w tak popularnej w Polsce męskiej spożywczej ciąży, sandałach i przykrótkim T-shircie, ale musi coś sobą reprezentować, charakterologicznie, osobowościowo i intelektualnie.
Groźne to wszystko szalenie, trudne i skomplikowane – sami rozumiecie, że dużo łatwiej siąść w papuciach przed netem i wylać z siebie jad.
Brigitte Macron jest winna, winna jak diabli, bycia piękną, błyskotliwą babką z biglem i klasą! Winna życia pełną piersią i według swego widzimisię. Winna nienagannej sylwetki i podejrzeń, że – cholera jasna! – naprawdę się z tym nowym prezydentem Francji kochają! Winna publicznego wyzywającego uśmiechu od ucha do ucha.
Gdyby chociaż się tak nie afiszowała. Gdyby siedziała z tym paskudnym „Makaronem” w domu i miała poczucie winy!
Ale nie! Ten bezczelny babsztyl wcale nie przeprasza za to, z kim i jak żyje, nie tłumaczy się i z niczym nie kryje. Przeciwnie – wszędzie się pokazuje i wszędzie wpycha!
I na koniec, drodzy państwo.
Jest dość jasne, że Brigitte Macron stanie się ikoną, że wielu kobietom na świecie otworzy oczy na to, jak można żyć.
Dlatego sądzę, że tak naprawdę to nie pani Macron niegdysiejsi wielbiciele kodeksu Boziewicza (choć brak im zasad i honoru, żeby go przestrzegać) tak bardzo się boją, ale tego, co symbolizuje – świata wolnych, myślących i czujących kobiet.
Boją się, że Brigitte stanie się dla Polek inspiracją. Boją się naszej świadomości, pragnień, woli, rozumu i tego, że mogłybyśmy wszystkie być jak ona.
Ponieważ świetnie rozumieją (na pojmowanie własnego interesu inteligencji ciągle jeszcze im wystarcza), że w świecie naprawdę niezależnych kobiet faceci tak słabi jak oni wyginą jak dinozaury.
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21802584,byc-jak-brigitte-macron.html