Dodaj do ulubionych

Wolność słowa

09.08.21, 11:03
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27415317,wojciech-orlinski-wolnosc-slowa-bezos-zawsze-moze-zrobic.html
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Wolność słowa 11.08.21, 07:37
      Wojciech Orliński

      Wolność słowa? Bezos zawsze może zrobić "KLIK!" na głównym wyłączniku

      Może ci się wydawać, że uciekasz przed monopolistami, uruchamiając własny serwis, ale za serwery będziesz płacić prawdopodobnie firmie Amazon Web Services albo komuś, kto pośredniczy w ich wynajmie

      Wolność słowa to temat, który odruchowo rozpatrujemy w kategoriach politycznych. „My" jesteśmy tymi, którzy jej bronią, a „oni" tymi, którzy ją chcą zabrać.

      Od felietonistów ostatnio wymaga się przede wszystkim tego, żeby walili albo w PiS, albo w anty-PiS. Mnie bardziej interesują ogólne mechanizmy, oto więc stosowna deklaracja polityczna: „***** *** * ************", po której przejdę dalej.

      Z wolnością słowa jest o tyle zabawnie, że w teorii każdy jest za, ale w praktyce każdy ją chce ograniczać. PiS chce bronić wolności słowa przez zakaz głoszenia lewicowych poglądów. Liberałowie w obronie wolności słowa zwalczają „cancel culture" – czyli chcą zabronić krytykowania autorytetów. I tak dalej.

      Kiedyś było lepiej?
      Często towarzyszy temu mit, jakoby wolność słowa kiedyś była nieograniczona. „Kiedyś" rzekomo na uniwersytetach wolno było dyskutować o wszystkim i organizować spotkania z kimkolwiek, nieograniczona swoboda panowała w mediach, nikogo nie wyrzucano z pracy za poglądy. A potem przyszli lewacy / prawacy / BigPharma / BigTech / Soros / Obajtek itd., i wprowadzili cenzurę.

      Zawsze kogoś takiego chciałbym spytać, kiedy i gdzie była ta „złota era". Niestety, zwykle strzelają focha i nie odpowiadają.

      Za ojczyznę wolności słowa zazwyczaj uważa się (nie do końca słusznie) USA z ich „pierwszą poprawką do konstytucji" zakazującą ograniczania wolności religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń. Amerykańska konstytucja jest krótka, w związku z czym niejasna i w praktyce amerykański prawnik konstytucyjny musi się posługiwać interpretującymi ją wyrokami Sądu Najwyższego – do samej pierwszej poprawki stanowią bardzo grubą książkę.

      Przez większość amerykańskiej historii ta poprawka była interpretowana bardzo zamordystycznie. Sąd Najwyższy nie widział sprzeczności między nią a wsadzaniem ludzi do więzienia za agitowanie na rzecz zniesienia niewolnictwa albo nieprzystępowania do I wojny światowej.

      Do 1973 roku amerykańskie przepisy zabraniały na przykład m.in. wysyłkowej sprzedaży książek „propagujących homoseksualizm". Wytworzyło to fenomen pulpowej literatury zwanej dziś „lesploitation".

      Były to powieści w zasadzie pornograficzne, opowiadające o lesbijskich romansach. Część pisali mężczyźni pod kobiecymi pseudonimami, ale były też kobiece autorki, m.in. Patricia Highsmith, najbardziej znana z wymyślenia postaci „utalentowanego pana Ripleya".

      Dla zaspokojenia cenzury te książki miały złe zakończenia (żeby nie „propagowały" homoseksualizmu, tylko przed nim „ostrzegały"). Nieszczęsne bohaterki, ulegając zgubnym żądzom, ginęły marnie w finale. Jeśli zdarzał im się happy end, to oczywiście w postaci spotkania Księcia z Bajki, który nawracał je na jedynie słuszny orgazm penetracyjny.

      Prawicowcy, którzy dziś rozpaczają, że utrudnia im się obrażanie ludzi LGBT, a więc ich „wolność słowa" jest zagrożona przez „polityczną poprawność" – 50 lat temu akceptowali zakaz pozytywnego pisania o LGBT. To czasem dosłownie ci sami ludzie, okienko czasowe jest wystarczające, żeby ktoś mógł uprawiać lukratywny zawód prawicowego publicysty w 1971 i w 2021.

      „Główny wyłącznik" znów działa
      Moją ulubioną książką na temat wolności słowa jest „The Master Switch" („Główny wyłącznik") profesora Tima Wu. Tytuł nawiązuje do apokryficznej wypowiedzi pewnego amerykańskiego magnata medialnego, że wolność słowa to nie jest kwestia pierwszej poprawki, tylko tego, kto trzyma rękę na głównym wyłączniku.

      Lubię tę metaforę, bo podkreśla różnicę między swobodami teoretycznie zapisanymi w konstytucji a działającym w praktyce wyłącznikiem. W Ameryce wystarczy dodać niewinny zakaz dotyczący przesyłania czegoś pocztą albo przewożenia przez granicę stanu – i już mamy cenzurę de facto.

      Ta metafora pasuje do innych ustrojów. W PRL na przykład stosunkowo dużo swobody było w teatrze czy w kabarecie, bo nie ma w nich „głównego wyłącznika" (nawet jak zgaszą światło, można wystąpić przy świecach).

      „Główny wyłącznik" był natomiast w kinematografii. Niedopuszczenie filmu do rozpowszechniania to tylko kwestia odłożenia taśmy matki na legendarną „półkę".

      Teoretycy internetu twierdzili, że w sieci cenzura będzie niemożliwa właśnie z powodu braku „głównego wyłącznika". Echa tych przesądów usłyszymy nawet dziś (że „w sieci nic nie ginie", że „sieć nie zna granic", że „w internecie nikt nie wie, że jesteś psem").

      CDN...
      • diabollo Re: Wolność słowa 11.08.21, 07:37
        Może i tak by było w jakimś alternatywnym świecie, w którym 10 lat temu ciała regulatorskie ostro by zareagowały na rosnący monopol Google’a, Facebooka, Amazona itd.

        Ten monopol jednak powstał. A razem z nim internetowy „główny wyłącznik".

        Może i „w sieci nic nie ginie", ale jeśli coś zginie z wyszukiwań Google’a, to zginie dla 99 procent użytkowników. To wystarczy, komunistyczna cenzura też nie była stuprocentowa.

        Amazon jest monopolistą nie tylko jako sklep, ale także (a nawet: przede wszystkim) jako serwis hostingowy. Może ci się wydawać, że uciekasz przed monopolistami, uruchamiając własny serwis – ale za serwery będziesz płacić prawdopodobnie albo firmie Amazon Web Services, albo komuś, kto pośredniczy w ich wynajmie.

        To dlatego gdy amerykańscy prawicowcy uciekali przed banami na Facebooku i Twitterze na serwisy takie jak Parler, tam spotykało ich coś jeszcze gorszego – zniknięcie całego serwisu. Jeff Bezos po prostu strzepnął pył z cygara i zrobił „KLIK!" na głównym wyłączniku.

        Zapach bana o poranku
        Wolności słowa już po prostu nie ma. Bo nie ma jej w internecie, a dzisiaj do internetu przeniosło się wszystko. Mało kto umie obsługiwać białkowe powielacze.

        A skoro jej nie ma, to nie mają sensu rozważania typu „czy studenci mają prawo do zabraniania występu niektórych gości na ich uczelni" albo „czy blokować komentarze antyszczepionkowców".

        Studenci płacą za uczelnię (albo w czesnym, albo w podatkach), więc niech sobie ustalają listę gości. Antyszczepionkowcy są szkodliwi, więc trzeba ich strzyc równo z trawą. I niech każdy „unieważnia", kogo tylko ma ochotę (a choćby i mnie, proszę uprzejmie).

        Wolności słowa nie odzyskamy, ale możemy się dobrze bawić – jak w kabarecie za komuny. A tyle przyjemności sprawia zapach bana o poranku...

        wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27415317,wojciech-orlinski-wolnosc-slowa-bezos-zawsze-moze-zrobic.html
    • oby.watel Re: Wolność słowa 13.08.21, 13:44
      Wolność słowa nie jest w Polsce zagrożona. Gdy Sejm przegłosował „Lex TVN”, Polsat ogłosił utworzenie nowej stacji telewizyjnej – Wydarzenia 24, która ma współpracować z Polsat News i Interią. Za ramówkę stacji odpowiadać ma redaktor Dorota Gawryluk.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka