Dodaj do ulubionych

(Katolicko)-Gomułkowska propaganda TVP

11.10.21, 11:37
wyborcza.pl/7,75398,27675073,tvp-o-antyrzadowych-demonstracjach-nie-mowi-prawdy.html#S.DT-K.C-B.1-L.1.duzy

TVP ma teraz trzy podstawowe przekazy od władzy do narodu:

1. PiS dba o Polaków jak żadna władza wcześniej. Donoszą o tym sami prezenterzy TVP, komentatorzy, politycy i ludzie zaczepiani na ulicy („jedność partii, telewizji i narodu"?);

2. Unia Europejska jest Polski wrogiem, chce nas pozbawić suwerenności i jest niesprawiedliwa, bo uderza w nas za rzeczy, na które przymyka oko u innych;

3. Tusk zrobi nam tu Deutschland. Atakuje konstytucję, chce nam odebrać suwerenność, ponieważ dba o niemiecką, a nie polską rację stanu.

(...)
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: (Katolicko)-Gomułkowska propaganda TVP 11.10.21, 11:53
      A mnie zastanawia ile można jechać na tej propagandzie antyniemieckiej?

      Oczywiście ta propaganda za Gomułki (Kloss, 4 Pancerni) jednak jakoś była zaczepiona o faktyczną i niedawną (wtedy), okrutną wojnę i okupację.

      Ale nawet to się w końcu udało i już w smutnych latach 80tych PRLu rewizjoniści Hubka i Czaja w propagandzie budzili politowanie, a Eneref nad Wisłą stał się platońskim bytem raju na ziemi.

      Kiedy dzisiejsze społeczeństwo zerzyga się antyniemieckością?
      I to jeszcze w sytuacji, kiedy faktyczne Niemcy Polską zwyczajnie nie są zainteresowane... Polska Niemców absolutnie nie interesuje, podobnie jak Francuzów, Włochów, Amerykanów i całą resztę najważniejszych państw świata.

      Kłaniam się nisko
        • walmart.ca Re: (Katolicko)-Gomułkowska propaganda TVP 13.10.21, 03:19
          Według indeksu V-Dem (Varieties of Democracy) jesteśmy najszybciej autokratyzującą się demokracją na świecie

          Dramatyczną sytuację ludzi na granicy wykorzystuje się cynicznie do budowy politycznego poparcia. Eskalacja bezprawnych działań ma jeden cel: utrzymanie władzy – mówi Bartosz Bolechów, politolog, ekspert od terroryzmu, ekstremów politycznych i religijnych.

          KATARZYNA KACZOROWSKA: Stan wyjątkowy na granicy polsko-białoruskiej w ocenie wielu służy przede wszystkim blokadzie informacyjnej. Chodzi o to, żebyśmy nie wiedzieli, co się tam naprawdę dzieje.

          BARTOSZ BOLECHÓW: A ktoś w ogóle jest tym zaskoczony? Przecież mechanizm jest prosty i powinniśmy sobie z niego zdawać sprawę, jeśli chcemy być obywatelami dobrze poinformowanymi i odpowiedzialnymi. Trudno oczywiście patrzeć na to, co się tam dzieje, bez emocji, bo są one uzasadnione w tych okolicznościach. Ale spróbujmy dokonać analizy.

          Co z niej wynika?

          Mamy do czynienia z sytuacją, w której pożądana z punktu widzenia władzy jest asymetria informacyjna. Informacją dysponuje władza, obywatele jej nie mają, a na pewno nie mają tej wiarygodnej, zweryfikowanej. W tym stanie asymetrii rząd może informacje obywatelom, czyli nam, odpowiednio dawkować, ale może też je zniekształcać, manipulować nimi. Jesteśmy świadkami swobody socjotechnicznej, gdy władza może mówić wszystko, opowiadać o dowolnych zagrożeniach, spiskach, nakręcać atmosferę zagrożenia, a społeczeństwo jest pozbawione możliwości weryfikowania, czy to, co słyszy, jest prawdą. Tutaj dodatkowo kluczowy jest kontekst bezpieczeństwa.

          Rozumiem, że bezpieczeństwa państwa.

          Oczywiście, ale patrzmy na to jak na uniwersalny mechanizm – jeśli w przestrzeni publicznej pojawia się dyskurs bezpieczeństwa, to on eliminuje inne, wypycha je z tej przestrzeni. W efekcie następuje umacnianie się zaufania do władzy, bo to ona jest gwarantem tego bezpieczeństwa. I poparcie dla niej rośnie, a przecież o to głównie chodzi. Jednocześnie wiemy, że władza wcześniej nie zasłynęła, delikatnie mówiąc, z prawdomówności czy uczciwości w tym, co nazywamy polityką informacyjną. I dlatego mamy prawo podejrzewać, że ta sytuacja jest politycznie instrumentalizowana.

          To znaczy?

          Z jednej strony naprawdę mamy kryzys, którym trzeba racjonalnie zarządzać. Z drugiej – działania Białorusi traktowane są jako okazja polityczna, stają się wysokooktanowym paliwem politycznym. Ludzie na granicy są pionkami w rękach reżimu Łukaszenki, ale stają się także pionkami w rękach polskich decydentów, bo ci są bardzo mocno zainteresowani tym, by konsolidować elektorat i poparcie wewnętrzne, a to zawsze najłatwiej się robi w obliczu wspólnego wroga.

          Demokracja liberalna w rękach Zjednoczonej Prawicy nie różni się tu od reżimu Łukaszenki?

          Różni się. Reżim Łukaszenki to wariant systemu autokratycznego, w indeksach reżimów politycznych określany jako autokracja wyborcza. My w tych indeksach jesteśmy opisywani wciąż jako demokracja, tyle że już nie liberalna, ale wyborcza. Według indeksu V-Dem (Varieties of Democracy) jesteśmy najszybciej autokratyzującą się demokracją na świecie; wyprzedzamy w tej niechlubnej konkurencji takie państwa jak Węgry, Turcja i Brazylia. To dzwonek alarmowy, bo zaraz za demokracją wyborczą jest właśnie autokracja wyborcza, do tej kategorii spadły obecnie Węgry. Potem są już tylko zamknięte autokracje, które nie pozorują procesów demokratycznych, jak Chiny, Korea Północna czy Arabia Saudyjska. Błyskawicznie spadamy w tych indeksach, a kryzys, z jakim mamy teraz do czynienia, jest niesłychanie niebezpieczny.
          • walmart.ca Re: (Katolicko)-Gomułkowska propaganda TVP 13.10.21, 03:26
            Dlaczego?

            Dlatego, że ewidentnie realizowany jest w Polsce pewien konkretny typ polityki: bazującej głównie na strachu, resentymentach oraz zachętach finansowych, szybko tracących atrakcyjność jako waluta polityczna. Jeśli poparcie z różnych powodów spada, co zagraża potencjalnie utratą władzy, to wybór jest prosty: kiedy chleb już nie działa albo go brakuje, trzeba robić igrzyska. Tragedia rozgrywająca się na granicy polsko-białoruskiej jest cynicznie instrumentalizowana i dyskontowana politycznie. Polityka bazująca na strachu i resentymentach z punktu widzenia inżynierii politycznej wydaje się niesłychanie atrakcyjna. Tylko że wymaga bezustannego podgrzewania negatywnych emocji, co prowadzi do katastrofalnych skutków społecznych. I co równie ważne, grozi utratą kontroli nad sytuacją przez tych ludzi, którzy realizują tego typu skrypt, tak to nazwijmy. Strach i resentyment łatwo generować, ale bardzo trudno je kontrolować, a politycy wyposażeni w nowoczesne narzędzia diagnozowania sytuacji politycznej i możliwości manipulowania nią za pomocą aparatury propagandowej często padają ofiarą złudzenia własnej wszechmocy.

            Wierzą w propagandę, której używają?

            Też, ale przede wszystkim często padają ofiarą procesów, które uruchomili, a które wymykają im się spod kontroli. Ignorują fakt, że radykalizacja retoryki politycznej prowadzi zazwyczaj do radykalizacji samej polityki. Na tej ścieżce bardzo trudno się zatrzymać, bo jest oparta na permanentnym podsycaniu stanu wrzenia. Wpisana jest w nią wewnętrzna logika eskalacyjna i logika samospełniającej się przepowiedni. Na przykład charakterystyczny dla tego typu narracji motyw oblężonej twierdzy bardzo łatwo przekształca cyniczną retorykę w kłopotliwy stan faktyczny. Język kształtuje percepcję, ta – działania, działania natomiast wywołują reakcje, uwiarygadniając język, wzmacniając percepcję i skłaniając do dalszych działań. Tak przecież dzieje się w polskim przypadku – przykładem niech będzie osławiona „okupacja brukselska”. Władza wykonuje pewne kroki, które teoretycznie mają czysto propagandowy, instrumentalny charakter, ale jednocześnie staje się zakładnikiem własnej retoryki, z której coraz trudniej jej się wycofywać. Bo przecież nie może przyznać, że to tylko retoryka i manipulacja. Socjotechniczne rozgrzewanie emocji prowadzi do kurczenia się pola manewru politycznego; każde ustępstwo czy krok wstecz może być traktowane przez to rozbudzone emocjonalnie tło społeczne jako przejaw słabości, zdrady albo korupcji.


            Dzisiaj część społeczeństwa wprost domaga się humanitarnych działań wobec uchodźców. Jest inaczej niż w 2015 r. czy słychać i widać tylko twitterową bańkę?

            Społeczeństwo jest tak pęknięte, że obstawiałbym bańkę. Sondaże pokazują, że ta narracja oblężonej twierdzy jest skuteczna i ma poparcie. Istotne dla nas jako narodu i społeczeństwa jest to, że w tym radykalnym dyskursie narzucanym przez władzę zmieniamy się, przekraczamy bariery, które wydawały się niemożliwe do przekroczenia.

            Ma pan na myśli szokującą konferencję ministrów Kamińskiego i Błaszczaka?

            Włos się jeży na samo jej wspomnienie. Ta konferencja pokazała, że stosuje się narzędzia, które mają wyłączać – to też jest kwestia asymetrii informacyjnej – naszą empatię. Z jednej strony uniemożliwia się dostęp do ludzi, którzy mają jakieś twarze, imiona, swoją historię, z drugiej dehumanizuje się ich, a całą sytuację na granicy depersonalizuje. Jeśli obywatele nie wiedzą (a zwłaszcza nie widzą), jak ludzie w polskich mundurach traktują uchodźców na granicy, łatwiej jest zbudować narrację, w której stanowią oni jakieś bezimienne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Ludzie pozbawieni twarzy, tożsamości łatwo mogą być konstruowani jako groźni degeneraci, ekstremiści, terroryści, dewianci seksualni, kryminaliści itd. Strategie dehumanizacji są zawsze najskuteczniejsze w sytuacji braku kontaktu z osobami dehumanizowanymi, a władza robi wszystko, by ten kontakt uniemożliwić. Ale to tylko jeden element układanki.

            Jaki jest drugi?

            Ponieważ przestaliśmy być liberalną demokracją, a staliśmy się demokracją wyborczą, to gra polityczna toczy się o coraz wyższą stawkę – rządzący podjęli działania bezprawne, które mają na celu umocnienie i utrwalenie ich władzy. A tymczasem istota liberalnej demokracji polega na obniżeniu stawki gry politycznej oraz oderwaniu przemocy od polityki, inaczej mówiąc, chodzi o to, by oddanie władzy było bezpieczne dla oddających. Jeśli potencjalna utrata władzy staje się – wskutek bezprawnych działań – coraz bardziej niebezpieczna dla tych, którzy te działania podejmują, jest oczywiste, że będą robić wszystko, by uniknąć fatalnego dla siebie scenariusza. Słowem, następuje eskalacja bezprawnych działań, które mają jeden cel: utrzymanie władzy.

            Ta spirala nie ma końca?

            Wydawało mi się, że przyzwyczaiłem się do zdumiewających ekscesów rządowej propagandy, ale wobec tego, co teraz obserwuję, bledną dotychczasowe osiągnięcia. Trochę to zabrzmi jak mądrość Yody z „Gwiezdnych wojen”, ale niepewność co do perspektyw utrzymania władzy w sytuacji podbitej stawki politycznej i wykreowanej polaryzacji społecznej, wrogości, narastającej agresji i niepewności rodzi strach. Strach z kolei rodzi desperację, a ta często prowadzi do kroków, które są mało przemyślane i mają katastrofalne skutki.

            Chce pan powiedzieć, że władza jest na etapie desperackich kroków?

            A czym jest przełamywanie i tak już mocno nadwerężonych przez ostatnie lata różnych zahamowań etycznych w polityce? I posuwanie się do takich aktów nikczemności, bo nie da się tego inaczej nazwać? Trudno to inaczej wytłumaczyć, jeśli nie desperacką próbą zapobieżenia temu negatywnemu obrotowi spraw. Konsekwencje konieczności oddania władzy już w tej chwili będą znacznie wyższe, niż byłyby w liberalnej demokracji, w normalnym, cywilizowanym kraju.
            • walmart.ca Re: (Katolicko)-Gomułkowska propaganda TVP 13.10.21, 03:31
              W 2015 r. w internecie straszono uchodźcami, którzy przyjdą i będą gwałcić „nasze kobiety”. Dzisiaj to minister konstytucyjny prezentuje kadr z filmu pornograficznego, zdjęcia z egzekucji, której wykonawca zginął dwa lata temu. Pan swoich studentów uczy rozpoznawać manipulacje.

              A tu mogłem się tylko zastanawiać nad poziomem naiwności narracji, w której ludzie próbujący się gdzieś tam przedostać, przechowują w telefonach, które na pewno będą obiektem intensywnych badań, tego rodzaju materiały... Albo że terroryści nie rozumieją, że istnieją możliwości odzyskiwania danych usuniętych z pamięci urządzeń. Te techniki propagandowe są niesłychanie prymitywne, ale ze zdumieniem obserwuję, że cały czas są skuteczne. Pytanie więc, na ile władza rozpoznała sytuację, z którą mamy do czynienia. Niezależnie od tego uruchomiła pewien groźny dla siebie samej mechanizm, który ma zawsze mniej więcej taką samą logikę i jest dosyć przewidywalny. Na zajęciach poświęconych ekstremizmowi politycznemu i patologiom w polityce tłumaczę studentom zjawisko, które możemy nazwać kolapsem politycznym.

              Czyli?

              To mechanizm „grawitacji politycznej”, narastającej w miarę rozpadania się lub rozmontowywania mechanizmów cywilizujących politykę – o wiele łatwiej ześlizgnąć się z tego, co na Zachodzie traktuje się współcześnie jako politykę konwencjonalną (rządy prawa, instytucjonalne systemy zabezpieczeń przed nadmierną koncentracją władzy), do tzw. polityki pozakonwencjonalnej (charakteryzującej się wyraźnym zawłaszczaniem instytucji państwowych w celu wykorzystywania ich jako narzędzia represyjnego wobec przeciwników władzy), niż wspiąć się z powrotem. Z kolei z polityki pozakonwencjonalnej bardzo łatwo – często nieintencjonalnie – ześlizgnąć się do polityki przemocy, a im niżej spadamy po tych szczeblach, tym trudniej neutralizować uruchomione po drodze mechanizmy, ponieważ zmieniają nie tylko reguły gry, niebezpiecznie podbijając stawkę politycznej rywalizacji, ale też całe otoczenie społeczne.

              Ci, którzy zainicjowali ten mechanizm degradacji systemu politycznego, mają coraz więcej do stracenia, gdyż wraz z brutalizacją polityki rośnie cena utraty władzy. Są jak uczeń czarnoksiężnika, który pracowicie rozmontowuje bezpieczniki chroniące przed nadużyciami władzy i jej nadmierną koncentracją. Zapominając, że te mechanizmy chronią wszystkie strony sporu politycznego, nie tylko aktualną opozycję, ale też aktualną władzę, która może mimo swoich wysiłków znaleźć się w opozycji i wtedy niezwykle boleśnie odczuje na własnej skórze skutki tego drastycznego obniżenia standardów politycznych i prawnych. Trudno zrozumieć, jak można zachowywać się tak nieodpowiedzialnie, rozumiejąc ten mechanizm. Jako społeczeństwo bardzo drogo zapłacimy za to, co się teraz dzieje w naszym państwie i z nami samymi. Zapłacą też ci, którzy do tego doprowadzili.

              Rozmawiamy w dniu podpisania porozumienia o współpracy wywiadu polskiego i tureckiego. Według retoryki rządowej porozumienie to służy m.in. walce z kryzysem uchodźczym. Pytanie tylko, czy Polska będzie wydawała teraz Turcji opozycjonistów niezgadzających się z reżimem Erdoğana?

              Przyjaźń z bratnim reżimem tureckim… To kwestia, którą trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście: polityka zagraniczna w Polsce przestała realizować interesy państwa w środowisku międzynarodowym, a stała się funkcją polityki wewnętrznej w tym sensie, że zaczęła służyć jako instrument uwiarygodniania niezłomności czy czystości ideologicznej na forum wewnętrznym. Partii rządzącej na ręce patrzy jeszcze bardziej skrajne i nieodpowiedzialne stronnictwo, bezustannie gotowe oskarżać ją o słabość, zdradę, wyprzedawanie polskich interesów itd.

              Polityka zagraniczna, zamiast realizować polskie interesy strategiczne, służy podgrzewaniu konfliktu wewnętrznego. Zgodnie ze znaną formułą Carla Schmitta wspólnota polityczna ma się konsolidować w obliczu wspólnego wroga, zewnętrznego i wewnętrznego. Skutkuje to właśnie formułą oblężonej twierdzy, która ulega stopniowej materializacji. Ten rodzaj polityki przeczy jednak nie tylko fachowej wiedzy, ale także zdrowemu rozsądkowi. Odwiecznym problemem Polski jest to, że mamy fatalne położenie geopolityczne, trudne do obrony granice i terytorium, silniejszych od nas sąsiadów, których ewentualne porozumienie jest dla nas potencjalnym zagrożeniem egzystencjalnym.

              Dekadę temu pracowałem w Komisji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego jeszcze pod auspicjami prezydenta Komorowskiego. Prace koordynowało i organizowało Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Spotykałem tam ludzi o bardzo różnych poglądach politycznych. Spierano się o wiele kwestii, ale obszar konsensu wydawał nam się wtedy oczywisty – Polska musi się trwale wpisać w struktury międzynarodowe, UE, NATO, dbać o dobry wizerunek, umacniać praworządność, nie pozostawiać żadnych wątpliwości, że stanowimy trwały element obszaru zachodniej cywilizacji. Po upadku PRL wykonano ogromną pracę w celu przekonania naszych partnerów i sojuszników, że nie jesteśmy koniem trojańskim, ale cennym atutem, którego tożsamość oraz dążenia i ambicje są kompatybilne z zachodnimi wartościami i standardami.

              Tymczasem dzisiaj możemy posłuchać, jak przy okazji wyborów w Niemczech tamtejsi eksperci głośno mówią, że jednym z największych błędów Angeli Merkel było pobłażanie temu, co się dzieje na Węgrzech i w Polsce. Obserwujemy w naszym kraju jakiś przerażający, samobójczy paraliż intelektualny i moralny, rodzaj destrukcyjnej mieszanki ideologicznego zaczadzenia i krótkowzrocznego cynizmu, w ramach którego cele w polityce wewnętrznej realizuje się poprzez generowanie konfliktów na zewnątrz. Z sąsiadami i strukturami, do których weszliśmy gigantycznym wysiłkiem, uznając, że to nie jest tylko kwestia naszego rozwoju gospodarczego, ale też właśnie systemu wartości. Uwięziliśmy się na własne życzenie w niebywale destrukcyjnym procesie. Nawiązując do jednej z kultowych komedii Stanisława Barei: wszystkich dotychczasowych partnerów mamy poobrażanych, powoli „przestają nas obsługiwać” i pozostaje nam jeździć do Bydgoszczy, czyli Budapesztu albo Ankary. Co dalej? Na jakich „sojuszników” i jakie „sojusze” się skazujemy? Chiny? Czy może przede wszystkim Rosja?

              www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2138850,1,uchodzcy-i-strach-dlaczego-prymitywna-propaganda-wladzy-nadal-dziala.read?src=mt
              • diabollo Re: (Katolicko)-Gomułkowska propaganda TVP 13.10.21, 11:57
                Ciekawa i trafna analiza.
                Obserwujemy praktykę rządów katolicko-faszystowskich.

                Mam nadzieję, że po nich nikt nie będzie mógł kłamać, że katolicyzm to ideologia miłości bliźniego, lecz faktycznie ideologia strachu przed obcym, nienawiści, resentyment i nacjonalizmu. No i jeszcze "dupa i okolice", czyli antyaborcja, antyLGBT+, antygender.

                Kłaniam się nisko.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka