Dodaj do ulubionych

Wolność albo śmierć.

06.09.22, 09:54
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,28861486,orlinski-jako-dziaders-ucieszylem-sie-ze-mlode-pokolenie-zadaje.html#S.opinion-K.P-B.1-L.3.glowka
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Wolność albo śmierć. 08.09.22, 07:31
      Orliński: Jako dziaders ucieszyłem się, że młode pokolenie zadaje te same pytania, co kiedyś my
      DUŻY FORMAT
      05.09.2022, 05:57
      Wojciech Orliński

      Dylemat "wolność albo śmierć" ma ten problem, że o ile dokładnie wiadomo, czym jest śmierć, wolność, pozostaje zagadką od stuleci...
      Jak już tu kiedyś pisałem, fascynuje mnie historia rewolucji francuskiej. W liceum z wypiekami na twarzy czytałem książki profesora Jana Baszkiewicza (zwłaszcza biografie Dantona i Robespierre’a, głównych antagonistów genialnego filmu Wajdy – który obejrzałem w późnej podstawówce).

      Były to dla mnie lektury formacyjne. Sympatyzowałem oczywiście z ideą Praw Człowieka i Obywatela, w komunistycznej Polsce była szczególnie pociągająca.

      Rewolucja jednak szybko od wyzwolenia przeszła do terroru. Jak to się stało? Gdzie popełniono błąd?

      To nie są tylko historyczne ciekawostki. W końcu nawet największy demokrata i wolnościowiec musi zaakceptować jakieś formy ograniczeń.

      Na przykład: że jeśli nasz kraj jest zaatakowany przez wrogie mocarstwo, które chce nam zabrać wolność i demokrację, musimy karać zdrajców. Kilkadziesiąt lat temu wszystkie państwa (demokratyczne i nie) przewidywały za to karę śmierci.

      Ale co jeśli król i królowa szpiegują dla wroga – i są na to niepodważalne dowody? Czy można ich ściąć na szafocie, jak zwykłych obywateli? Ale jeśli para królewska ma mieć licencję na bezkarność, to co z nas za demokracja?

      Nie ma na to łatwych odpowiedzi. Ówczesna monarchistyczna prawica uważała, że rewolucja od początku była zbrodniczym błędem, bo wszelki bunt przeciwko władzy królewskiej jest sprzeciwieniem się woli Boga.

      Ten pogląd, zwany czasem legitymizmem, ultrarojalizmem albo po prostu reakcjonizmem, też prowadzi jednak do paradoksu. Skąd wiemy, że Bóg chce, żeby na tronie zasiadał akurat ten król, a nie jeden z pretendentów?

      Konserwatywna odpowiedź brzmi, że skoro król rządzi, to znaczy, że Bóg tego chce. To prymitywna tautologia, ale przez setki lat wystarczała.

      Problem legitymistów jednak jest taki, że jeśli Bóg istnieje – to ewidentnie Burbonom wtedy nie sprzyjał. Ludwik XVI był władcą nieudolnym, sprowokował rewolucję z własnej głupoty, a jego próba ucieczki w stronę wrogiej armii była komedią omyłek, zakończoną aresztowaniem (król jakoś nie pomyślał, że skoro jego portret jest na banknotach, to nie powinien robić po drodze zakupów).

      Europejskie mocarstwa osadziły ich na tronie ponownie w roku 1830. Spadli z niego po 15 latach. Bóg odmawiał im łaski przez cały XIX wiek.

      Paradoks legitymizmu jest taki sam jak z każdą formą konserwatyzmu. Nie wiadomo, jak daleko właściwie mamy się cofać. Dlaczego akurat do Burbonów, a nie do Karolingów, Merowingów albo imperium rzymskiego czy wspólnot plemiennych?

      W końcu każda dynastia zaczyna się od jakiejś zbrodni założycielskiej. Majordomus zabił króla i uzurpował sobie jego koronę (Karolingowie) albo król elekcyjny złamał przyrzeczenie i siłą osadził na tronie syna (Kapetyngowie). Legitymizm polega więc na tym, że jedną z tych zbrodni arbitralnie uznajemy za dopuszczalną – po niej nadchodzą już same bezbożne.

      CDN...
      • diabollo Re: Wolność albo śmierć. 08.09.22, 07:32
        Czy ktoś ma więc poglądy postępowe, czy reakcyjne, lewicowe czy prawicowe, monarchiczne czy republikańskie, rewolucja francuska to dla niego ciężki orzech do zgryzienia. Na kogo byś głosował w rewolucyjnych wyborach?

        Zadałem to pytanie w rodzaju męskim – bo oczywiście prawo głosu wtedy mieli tylko mężczyźni. Rewolucja toczyła się o prawa mężczyzny i obywatela, a nie kobiety i obywatelki.

        Przypomniał mi to komiks „Wolność albo śmierć" Aleksandry Herzyk (wyd. Kultura Gniewu), pokazujący rewolucję ze współczesnej, feministycznej perspektywy. To już ostatnia z moich wakacyjnych rekomendacji lekturowych.

        Herzyk to absolwentka krakowskiej ASP, uczelni o pięknych tradycjach komiksowych. Może to tylko moje dziaderskie skojarzenia, ale ekspresyjne kadry z „Wolność albo śmierć" przypominają mi plansze „Janosika", narysowanego pół wieku temu przez Jerzego Skarżyńskiego – profesora tej samej uczelni.

        Tak jak u Skarżyńskiego mamy tu sporo machania bronią białą oraz strzelania z muszkietów. Bohaterką jest niejaka Franciszka, młodociana morderczyni, którą z więzienia wyciągnął austriacki wywiad, by wysłać ją incognito do rewolucyjnego Paryża.

        Franciszka przybywa do miasta w sierpniu 1792, czyli właśnie gdy terror zaczyna się rozkręcać. Zirytowani zbyt łagodnymi wyrokami dla zdrajców sankiuloci zaczynają ich linczować.

        Znajduje schronienie u Gasparda – malarza, który był republikaninem jeszcze przed rewolucją. Gaspard kocha wolność i tolerancję, jest przeciwnikiem kary śmierci, usiłuje bronić przed linczem gwardzistów królewskich, słowem, pakuje się w kłopoty, z których Franciszka musi go wyciągać.

        A przecież ma dość własnych. W mieście, w którym podejrzenie o szpiegowanie dla Austriaków wystarcza do linczu – ona szpieguje dla nich naprawdę...

        Jako dziaders ucieszyłem się, że młode pokolenie zadaje sobie te same pytania, co kiedyś my. Dylemat „wolność albo śmierć" ma ten problem, że o ile dokładnie wiadomo, czym jest śmierć, wolność, pozostaje zagadką od stuleci...
        ***
        wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,28861486,orlinski-jako-dziaders-ucieszylem-sie-ze-mlode-pokolenie-zadaje.html#S.opinion-K.P-B.1-L.3.glowka

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka