Zaczęło się.

I to w Wiśle, co ponoć jest dla nas wielkim zaszczytem. Niech będzie, że jest. Oczywiście słono za ten zaszczyt zapłaciliśmy.
Najbardziej rzucająca się w oczy zmiana to obowiązek kwalifikacji dla wszystkich bez wyjątku zawodników. Sama nie wiem, czy to dobrze. Bycie w najlepszej dziesiątce (a w dawniejszych czasach w 15) stanowiło pewnego rodzaju wyróżnienie. No i tym, którzy walczyli o najwyższe cele, dawało szansę na oszczędzanie sił.
Druga zmiana to kolejne obostrzenia dotyczące stroju zawodników. Bielizna ma być dwuczęściowa, co powinno uniemożliwić naciąganie kombinezonu. A długość nierozciągliwej taśmy w pasie musi równać się obwodowi ciała. Ciekawe, czy te reguły wygrają z kreatywnością poszczególnych ekip, czy też nie.
We wczorajszym konkursie drużynowym szczęśliwe losy do wiatru wyciągnęli Norwegowie. Nasi zrobili co mogli, drugie miejsce (nawet ex aequo z Austrią

) w tych okolicznościach jest ok. Dopiero czwartą lokatę zajęli Niemcy, którzy poprzedniego dnia na treningach wymiatali. Taki to urok tego sportu.
Indywidualnie z naszych najlepszy był wczoraj Kubacki (5.wynik). Cieszy mnie to ogromnie, bo najwyraźniej po raz pierwszy udało mu się formę z lata przenieść na zimę. Liczę na jakieś jego podium w tym sezonie.