Dodaj do ulubionych

Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci.

16.02.04, 08:31
Już prawie rok minął odkąd odeszła. A mi z każdym dniem jest coraz ciężej.
Nie potrafię się pogodzić z tym, że straciłam osobę tak przychylną memu
sercu, moje życiowe oparcie. Zawsze była po mojej stronie, zawsze mogłam na
nią liczyć. A ja jej tak bardzo nie doceniałam. Babcia zasługiwała na to co
najlepsze, a mi sie wydawało ze mam duzo czasu, by jej to okazać. I nagle
odeszła. Zostało tyle spraw, tyle wyznań. Nie zdążyłam. Babcia przychodzi do
mnie w snach. Codziennie, gdy się budzę, widzę ją. Nie potrafię normalnie
żyć. Straciłam skarb, największy na świecie, kogoś kto mnie kochał
bezinteresownie. Czystą, nieskazitelną miłością.
Obserwuj wątek
    • gumaguma Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 16.02.04, 10:10
      Suzanno, śmierć jest zła. Działa z zaskoczenia. Zawsze. Nie ważne, czy ktoś
      najbliższy zniknął z naszego życia niespodziewanie, czy chorował latami. Na
      śmierć kochanej osoby nie sposób się przygotować. I nie sposób jest sprawić,
      żeby póki odejdzie powiedzieć jej wszystko, docenić całe dobro, którym nas
      obdarzyła. Często ma się w takich chwilach żal do świata, do Boga, czy do
      ludzi, za to, że oto żyją i dobrze się mają ci podli, źli, a ci
      najwartościowsi, najukochańsi odchodzą. Zdarza się tak, że nie zdążymy nawet
      poznać swojego dziadka i babci. Uwierz mi, że rozpacz matki takiego
      okradzionego przez los wnuka potrafi być straszna. To tak, jakby urodzić
      okaleczonego człowieka, ślepca, któremu, żebyś nie wiem jak chciała nie
      opowiesz kolorów i odcieni świata. Mówi się często, że czas leczy rany. W
      pewnym sensie pewnie tak jest. Ale nie znaczy to wcale, że nie przestaje się
      tęsknić, odwoływać do postaw naszych najbliższych, którzy odeszli. Często
      człowiek wyobraża sobie jak odmiennie potoczyłoby się jego życie, gdyby jeszcze
      choć rok...., chociaż tydzień, dzień dłużej dane mu było cieszyć się ich
      obecnością. Potrafię wczuć się w to co przeżywasz. Wierz mi. Dojmujące
      poczucie straty, pustki sprawia, że chce się wyć. Pomaga jeśli się wierzy, że
      gdzieś jednak są, że patrzą na nas i to niezależnie, czy jest się wierzącym,
      czy nie. Jeśli nas widzą, to znaczy, że mamy po co się starać. Ze jest sens w
      tym, by się udoskonalać, wykorzystywać to, czego przez całe życie starali się
      nas nauczyć. Wtedy się okaże, że nie całkiem umarli.
      Suzanno, nie liczę na to, że moje słowa wiele dla ciebie zmienią. W tej
      rozpaczy postronna osoba niewiele może pomóc. Ja to wiem. Ale też wiem, że
      ludzie instynktownie nie chcą się wtrącać, angażować w cudze cierpienie i
      wówczas człowiek jest podwójnie sam. Kiedy człowiek może je przeżyć z
      innymi, "przegadać", "przepłakać", nie dość, że mu trochę łatwiej, to jest też
      szansa, że cierpienie go w coś wzbogaci, a nie tylko pochłonie. Na pewno Twoja
      Babcia tego by chciała.
      Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam cię.
    • mskaiq Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 16.02.04, 13:23
      Musisz przestac myslec o Swojej Babci. Ja wiem ze to najblizsza osoba dla
      Ciebie ale jesli pozwolisz aby to dalej tak trwalo popadniesz w gleboka
      depresje.
      Ignoruj sny w ktorych sie Ona pojawia. Jak bedziesz je ignorowala to sny
      przestana przychodzic. Twoja Babcia nigdy by do Ciebie nie przychodzila we
      snach bo te sny sa przeciwko Tobie a Ona nigdy nie bylaby przeciwko Tobie.
      Sama czujesz ze to ciagle wracanie myslami do Babci robi wiele szkody Tobie.
      Staraj sie kontrolowac, codzienny dlugi spacer i zdrowa dieta z duza iloscia
      warzyw i owocow. Rowniez staraj sie znalesc ciagle jakies zajecie, czytaj, idz
      do kina, sprzataj tak aby byc caly czas zajeta i nie myslec o Babci. Kontaktuj
      sie ze znajomymi, jak najwiecej kontaktow z ludzmi ale nie wspominaj o Babci.
      Pojakims czasie te mysli odejda i wrocisz do rownowagi
      Serdeczne pozdrowienia.
      • gumaguma Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 16.02.04, 14:34
        Przepraszam, ale nie mogę się zgodzić z mskiq. Moim zdaniem popadnięcie w
        depresję grozi raczej osobie, która nie przeżyje żałoby do końca, będzie
        próbowała wyprzeć ją ze świadomości, będzie broniła się przed nią jak przed
        wrogiem. W takim wypadku depresja pojawi się przy następnej stracie, przy
        następnym cięzkim przeżyciu cokolwiek by to nie było, lub całkowicie bez
        przyczyny. Nie napisałaś jakiego rodzaju masz sny. Jak mocno wpływają one na
        twoje życie, jak oprócz poczucia pustki i straty funkcjonujesz w codziennym
        życiu. Jeśli twoje odczucia są nieznośne udaj się do specjalisty, bo sama
        sobie nie poradzisz. Jeśli udaje ci się funcjonować, żyj, rzuć się w wir
        przyjażni, pracy, nauki. Pamiętaj, że masz tak samo prawo do szczęścia jak i
        do smutku. Nikt nie ma prawa cię oceniać, czy twoje poczucie straty trwa
        miesiąc, czy kilka lat. Jednak, ty sama powinnaś poszukać fachowej pomocy, gdy
        sobie nie radzisz i do tego też masz pełne prawo. I jeszcze jedno. Nie
        zamykaj się na wspomnienia. Zacznij wypowiadać imię babci, porozmawiaj z kimś
        o niej, powspominajcie miłe, może nawet komiczne historie, które wam się
        przydarzyły. Twoje sny, bowiem próbować kompensować to, czego brakuje w
        realnym życiu. Jej duchowej chociażby obecności. Wiem, że to trudne. Wydaje
        się wręcz niemożliwe. Ale realne. Zapewniam. Jak myślisz, skąd się wzięły
        wierzenia, że śniący się zmarły prosi o modlitwę? Z psychologicznego punktu
        widzenia, właśnie z tego. Zeby nie uciekać, a spojrzeć tej osobie prosto w
        oczy i powiedzieć: Ciebie już tu nie ma, ale ja cię pamiętam i kocham,
        gdziekolwiek jesteś. Babcia by tego chciała. Na pewno. Tak samo jak chce
        twojego szczęścia, powrotu do równowagi i pełnego życia.
        Pozdrawiam.
    • abdon Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 16.02.04, 16:38
      suzanna1 napisała
      A ja jej tak bardzo nie doceniałam.

      Po śmierci mojego Ojca miałem sen, że idziemy gdzieś razem i ja Mu mówię,jak
      bardzo żałuję, że tak mało okazałem Mu uczucia i tak mało poświęcałem Mu
      czasu.Ojciec się nie odezwał. Na tym sen się skończył.

      O ile wiem, są mastępujące fazy żałoby:

      1) złość (dlaczego mi to zrobił (a)?
      2) odrętwienie
      3)wspominanie zmarłego, ale tylko na powaznie
      4) wspominanie zmarłego z humorem (przypomina się zabawne sytuacje, w których
      brał udział zmarły)

      Skąd my to znamy?

      abdon
      • sklonowana40 Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 16.02.04, 17:10
        Ja tego nie znam. Mimo uplywu 22 lat niewiele sie zmienilo... a juz z pewnoscia
        nie bylo zabawnych sytuacji. Teraz juz tylko nie rozpaczam, tylko placze
        czasem.......I nie bylo we mnie nigdy zlosci.. czyzbym zle przezywala ???,
        • gumaguma Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 16.02.04, 17:34
          U mnie minęło 30, 6, 1 od śmierci moich najbliższych. Każdą przeżyłam
          inaczej. Z własnego doświadczenia wiem, że kiedy jest się dzieckiem psychika
          potrafi spłatać figla i wyprzeć taką traumę ze świadomości w sposób absolutny.
          Nie rozmawia się kilkanaście lat, albo dłużej, nie przyjmuje do wiadomości
          faktów, aż do momentu..... kiedy raptem można. Ale to wcale nie znaczy, że się
          nie cierpi, nie płacze, nie odwołuje do osoby tego człowieka. Nadal i cały
          czas. Oni po to są ci nasi bliscy. Żeby w nas żyć. Zawsze.
          Pozdrawiam.
    • abdon Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 16.02.04, 20:29
      W ostatnią noc czuwałem w szpitalu przy Matce, spokojnie podawałem tlen,
      wezwałem umyślnego, żeby zmienił butlę z tlenem. O 8-ej rano zastąpił mnie
      brat. Matka umarła o 10-ej (rak). I niby byłem przygotowany na śmieć Matki, bo
      juz od dwu miesięcy wiedziałem jakie jest rozpoznanie.Tylko jak zatelefonowałem
      do Żony, żeby kupiła mi biąła koszulę, zacząłem łkać jak małe dziecko i nie
      mogłem wydobyć z siebie głosu. Na tym polegał ten mój spokój w ostatnią noc
      mojej Matki.

      abdon
    • suzanna1 Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 17.02.04, 07:50
      Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Nigdy nie zrozumiem sensu życia, a
      tymbardziej sensu odchodzenia. Ból jaki pozostawia po sobie kochana osoba jest
      niewyobrażalny. Nie potrafię zrozumieć. Może nie chcę. Współczuję wszystkim,
      którzy stracili kogoś bliskiego. I jak sobie pomyślę, że czeka mnie również
      śmierć Mamy, Taty to stwierdzam, że wolałabym być tą pierwszą, która odejdzie.
      Czy ktoś jest mi w stanie odpowiedzieć dlaczego tak się dzieje? Kruchość życia
      mnie przytłacza. Duszę się..
      • sklonowana40 Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 17.02.04, 09:08
        "Czy ktoś jest mi w stanie odpowiedzieć dlaczego tak się dzieje? Kruchość życia
        > mnie przytłacza. Duszę się.."

        Suzanno, mysle, ze odpowiedz jest prosta. Kiedy czlowiek umiera, nie czuje nic.
        Czuja ci, ktorzy zostaja, oplakuja go, odczuwaja jego brak, tesknia, zaluja...
        Dlatego tak nas przeraza wizja smierci najblizszych. Ja na przykład, kiedy mam
        atak leku przed smiercia, boje sie nie swojego odejscia w niebyt, lecz tego, ze
        moi najblizsi beda nieszczesliwi z tego powodu, ze beda plakac i bedzie im mnie
        brakowac, beda cierpiec.
        Sprobuj nabrac powietrza i pomyslec, ze zycie , chociaz kruche i czesto
        bolesne, trudne, pelne wyrzeczen, bolu, smutku, chorob, jest ciagle warte
        zachodu. Przemijanie jest w nie wpisane, ale moze dzieki temu stajemy sie
        lepsi, dojrzalsi, bardziej czuli i wyrozumiali?
        Pozdrawiam Cie cieplo....z Krakowa
      • gumaguma Re: Nie mogę się pogodzić ze śmiercią Babci. 17.02.04, 10:33
        Suzanno, myślę, że człowiek na tyle jest człowiekiem, na ile zastanawia się nad
        sensem egzystencji, ale też na tyle na ile nigdy jej nie pojmie. Gdybyśmy
        posiedli tę wiedzę stalibyśmy się bogami, nie ludżmi. Jeśli przyjąć, że życie
        jest rodzajem wędrówki, to jego sens powinien stanowić sumę wszystkich sensów,
        które odkrywamy w czasie jej trwania. To prawda, że najtrudniej zobaczyć sens
        w śmierci, ale to dlatego,że on często ukrywa się w tajemnicy. Czym bylibyśmy
        bez naszych tajemnic? Gdybyśmy nawet potrafili zapisać rozpacz, miłość, lęk
        tak jak zapisujemy równanie chemiczne to coś by jednak pozostało. I to jest
        ten sens właśnie, jak myślę.
        Napisałaś, że dusi cię i przytłacza myśl o kruchości życia.... Kiedy
        dowiedziałam się, że dla mojej mamy nie ma już nadziei odczułam fizycznie to o
        czym piszesz. W jednej chwili nastąpił potężny ucisk na klatkę piersiową,
        potężna duszność, która trwała bez przerwy przez kilka miesięcy, aż do mamy
        śmierci. Nie na darmo mówi się, że człowiek dusi się pod brzemieniem niemocy.
        Przez tych kilka miesięcy też chciałam "handlować" z Panem Bogiem o życie
        mamy. Moje życie za jej. Wtedy dotarło do mnie, że byłaby to ostatnia rzecz
        jakiej ona by sobie życzyła, a poza tym, że mam tu jeszcze ważne zadanie do
        wykonania. Mam małe dziecko, któremu jestem potrzebna conajmniej tak samo jak
        moja mama mnie. To już widocznie wszystko jest tak skonstruowane, żebyśmy
        mieli po równo powodów by zostać i odejśc, a naszym zadaniem jest tylko te
        powody zobaczyć.
        Pozdrawiam cię i życzę dużo wewnętrznego spokoju. Trzymaj się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka