wendy.time
29.05.10, 23:02
Cześć.
Zakładam nowy wątek z przyczyn wyłącznie egoistycznych. Nie chcę się
użalać nad sobą, pisać o tych wszystkich moich wadach, których już
nie jestem w stanie policzyć. Nie wiem nawet czy mogę nazwać swoją
przypadłość depresją czy raczej naśladownictwem choć i to słowo nie
jest idealne. Od wielu już lat otacza mnie smutek związany z moją
rodziną. Nie będąc w stanie im pomóc sam zacząłem zachowywać się
podobnie. Stałem się wbrew zarzekaniu że nigdy do tego niedojdzie -
słaby. Na początku było tylko przygnębienie, od czasu do czasu wylew
złości na osoby trzecie jako wyraz frustracji na różnym podłożu.
Naśladownictwo poszło jednak dalej... Bardzo chciałbym czuć się
odrobinę pewniej, nie stać bezczynnie w jednym miejscu, realizować
się. Niestety przeszłość i teraźniejszość jest jak kula u nogi.
Jest pewnie jeszcze wiele rzeczy, o których chciałbym napisać, ale
trudno mi się teraz skupić. Nie pomaga kawa... i ten cholerny ból
głowy... Myślę, że lustro przy moim stworzeniu było zarysowane.
Nie oczekuję porad, pocieszeń, wsparcia, nawet odpowiedzi. Piszę to
nie wiem po co. Dla siebie, żeby ubrać ten natłok myśli w słowa i
się zmęczyć.