Dodaj do ulubionych

Depresja a PMS

19.08.10, 22:02
Czy macie problemy z PMS biorąc antydepresanty? Nie wiem czy to to, ale inne
wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy. Od dwóch dni mam taką jazdę, że
masakra. Wydzieram się na wszystkich, jestem upierdliwie złośliwa, a dziś w
pracy, po kolejnym tel. przełożonego w sprawie dupereli zaczęłam walić
słuchawką w aparat telefoniczny... jak teraz o tym myślę i o minach dziewczyn
z biura to mi słabo... niedługo w kaftanie mnie odwiozą...(: niestety takie
jazdy mi się powtarzają...
Obserwuj wątek
    • kara.mija Re: Depresja a PMS 20.08.10, 10:17
      Ja mam. Zawsze miałam i ani antydepy ani stabilizatory na to nie
      działają u mnie.

      Apetyt mam wielki - zjadam i przestawiam literki
    • lucyna_n Re: Depresja a PMS 20.08.10, 11:57
      haha wyobraziłam sobei jak walisz tą słuchawką:)))
      sma bym po kaftaniarzy zadzwoniła
      • ksiezycowy_krajobraz Re: Depresja a PMS 20.08.10, 12:01
        ja też bym zadzwoniła widząc takie coś.... najgorsze, że walenie
        różnymi przedmiotami w inne przedmioty znacznie mi pomaga...:)
        • tlenoterapia Re: Depresja a PMS 20.08.10, 13:59
          A co na to gines ,maja coś na takie hormonki -humorki.
        • kara.mija Re: Depresja a PMS 20.08.10, 16:35
          E no to zdrowo odreagowujesz .... gorzej dusić w sobie albo walić w
          kogoś.
        • lucyna_n Re: Depresja a PMS 20.08.10, 19:40
          ja Ciebie rozumiem, zdarzylo mi się parę razy , co prawda w domu a nie przy
          ludziach, piżgnąć o ścianę kubkiem z napojem, raz cukierniczką, i dwa razy
          talerzem o podłogę. Sprzątanie zawsze studziło mnie do reszty.
          na pms mi trochę pomagają takie głupie herbatki na trudne dni, dużo mniej
          odczuwam poirytowanie, jak regularnei piję przez tydzień bo to trzeba
          odpowiednio wcześniej zacząć pić to bywa że i migrena się nei pojawi. Spróbuj,
          co Ci szkodzi?
          • wyjdeztego Re: Depresja a PMS 20.08.10, 22:59
            a co to sa za herbatki? przydaloby mi sie cos magicznego na pmsa. Ja jestem
            bardziej deprsyjna pare dni przed okresem, mam placzliwe dni, wku...am sie tez i
            kloce. Ale chyba teraz na antydepresantach jest mi troche lepiej. Ja to w ogole
            mysle, ze przez PMSa wlasnie rozstalam sie z miloscia mojego zycia i wpadlam w
            depresje pozniej.
            • lucyna_n Re: Depresja a PMS 20.08.10, 23:55
              ona się tak nazywa "herbatka na trudne dni", resztę sobie wygooglaj. Ja kupuję
              przez internet bo w sklepie trudno uświadczyć.
              • poinsecja09 Re: Depresja a PMS 21.08.10, 13:14
                pmdd jest znacznie gorsze...
                • poinsecja09 a może... 21.08.10, 13:18
                  wydaje mi sie, ze masz niedobór progesteronu. tym zazwyczaj objawia sie pms,
                  badz pmdd. proponuje brać mastodynon (sama biore), hamuje troche pms, uspokaja.
                  Zalezy w jakim stopniu jest u Ciebie "zaawansowany" ten pms, bo u mnie był
                  tragiczny.
                  jeśli to nie zadziała moze progesteron?

                  • ksiezycowy_krajobraz Re: a może... 21.08.10, 22:12
                    Po Twoim poście zaczęłam szukać w necie i całkiem możliwe...
                    stanislaw.porczyk.eu/pmdd/,
                    tylko, że antydepy powinny działać. Może wszystko się nakłada, bo do
                    tego biore hormony (Evrę) i po odklejeniu ostatniego plastra od razu
                    mi gorzej...
                    • lucyna_n Re: a może... 21.08.10, 23:10
                      a mi lekarz odradza branie hormonów, mówi źe przy moich skłonnościach do depy to
                      by mogła być rozwałka, i z krzepliwością mam coś nei tak, więc już wogóle.
                      • poinsecja09 Re: a może... 22.08.10, 11:45
                        nie, antydepy sa na depresje a nie na niedobór progesteronu. Moze warto
                        uzupełnic np:mastodynon bądz w ostateczności lekami hormonalnymi np:
                        duphastonem. Luteiny nie polecam bo moge zwiększyć depresje.


                        • lucyna_n Re: a może... 22.08.10, 12:48
                          ale o czym i do kogo Ty mówisz?
                          • poinsecja09 Re: a może... 22.08.10, 20:06

                            znudzona?
                            • lucyna_n Re: a może... 22.08.10, 20:24
                              ?
                        • marty_nike Re: a może... 30.08.10, 22:23
                          Ponad rok temu przed kazda miesiaczka dostawalam depresje, plakalam
                          caly dzien, nie bylam w stanie nic zrobic, skonczyl sie okres -
                          skonczyla sie depresja. Za miesiac to samo... do tego mialam bardzo
                          bolesne miesiaczki, doslownie jak bole porodowe ( mam 49 lat wiec
                          jest to zwiazane z okresem przekwitania). Lekarz domowy przepisal mi
                          paroksetyne, w ulotce ( holenderskiej) pisze, ze tez stosuje sie przy
                          tego typu problemach. Paroksetyna pomogla, nie mam juz stanow
                          depresyjnych a bole miesiaczkowe zniknely. Tak ze nie nie jest
                          prawda, ze tylko terapia hormonalna pomaga. Pozdrawiam.
                      • ksiezycowy_krajobraz Re: a może... 23.08.10, 10:16
                        Mój też mi odradza, ale mój strach przed wpadką jest na tyle silny,
                        że bez względu na konsekwencje biorę.... to też jest chore biorąc
                        pod uwagę, że jestem od 8 lat mężatką....:(
                        • lucyna_n Re: a może... 23.08.10, 11:05
                          nie chcesz mieć dziecka z powodu depresji?
                          • ksiezycowy_krajobraz Re: a może... 23.08.10, 11:57
                            Depresja to argument, który dołączył ostatnio, jak się o niej
                            dowiedziałam, ponad to - od zawsze - nie, bo przeraża mnie takie
                            zobowiązanie i świadomość, że ktoś jest ode mnie zależny przez 24 h
                            na dobę i że nie można się od tego uwolnić. Chociaż może jakby mi
                            się instykt macierzyński "włączył" to zmieniłabym zdanie, jednak nie
                            będę tego sprawdzać. Poza tym uważam, że mój mąż nie nadaje się do
                            tego - on jest takim słomianym ogniem i wiem, że cały kierat z
                            dzieckiem spadł by na mnie... a to przy depresji pogrążyłoby mnie
                            zupełnie....
                            • tlenoterapia Re: a może... 23.08.10, 12:55
                              Wydaje sie ,ze to przewaga rozumu -racjonalności nad instynktami.

                              Ale jeśli decyzje podejmujemy lub ich nie podejmujemy z powodu lęku
                              -przerażenia to wymaga wnikliwszego rozpracowania.To nie lęk ma nami kierować
                              ani ślepy instynkt.
                              • lucyna_n Re: a może... 23.08.10, 14:13
                                to prawda, lęk nie jest dobrym doradcą
                            • lucyna_n Re: a może... 23.08.10, 14:11
                              żeby nie było, ja Cię nie zamierzam przekonywać, jestem zdania że nie wszyscy
                              czują się szczęśliwi na myśl o zostaniu rodzicami i nie muszą. Wcale nie jest
                              powiedziane że instynkt się obudzi,bo nie każdemu się budzi. Ja się cieszę że
                              mam jedno dziecko i nie żalowałam nigdy bo coś w tym jest że już jak sie to
                              dziecko ma to się je chce i człowiekowi nie żal mu poświęcać czasu i środków,
                              ale za nic już bym nie chciała drugiego, po prostu wiem że to ode mnei wymagało
                              nieziemskiego wysiłku i zmagań ze sobą, nie jestem do tego stworzona i z
                              najwyższym trudem przychodziły mi wszystkie etapy i ogólnie zniosłam źle i
                              fizycznie i psychicznie cały ten macierzyński kram. Czuję jakbym z tym jedym
                              dzieckiem wypaliła całą energie przeznaczoną na tą sferę życia. Trudno mi to
                              nawet wytłumaczyć.
                              Jakkolwiek zawiodłam siebie wcale nei w tych momentach ktorych się bałam i
                              przewidywałam przed ciążą. Tak ogólnie to niewiele miały moje wyobrażenia o
                              sobie samej i moim mężu wspólnego z tym jak potem było.
                              Też myślałam że to raczej ja będę lepsza w te klocki, bo miałam doświadczenie z
                              dziecmi, jestem odpowiedzialna, poważna, a mój mąż wtedy luzak i szczyl, miałam
                              wielkie obawy czy się nada. a jednak jak przyszło co do czego to poradzil sobie
                              świetnie, a ja? posypałam się jak domek z kart i było mi bardzo trudno wejść w
                              nową rolę. Wszystkiego nie da się przewidzieć, a najczęściej to czego się
                              człowiek boi nie jest tym z czym będzie miał największy problem.
                              • ksiezycowy_krajobraz Re: a może... 23.08.10, 14:32
                                Wiesz, ja mam jakiś taki okropny brak poczucia bezpieczeństwa. Dosyć
                                późno wyszłam za mąż, mój mąż był po rozwodzie (długo), zaczynaliśmy
                                od zera, przez 7 lat wynajmowaliśmy mieszkanie i to też mnie
                                blokowało, nie chciałam mieć dziecka nie mając swojego kąta, dziecka
                                z którym będę się pałętać po wynajmowanych mieszkaniach, mąż
                                prowdził swoją działalność z którą było bardzo różnie, na ogół
                                słabo, dużym wysiłkiem wybudowaliśmy dom (w dużej mierze dzięki moim
                                dochodom) i teraz kiedy już ten kąt jest to ja się wypaliłam -
                                emocjonalne zero, a działalność męża padła zupełnie. To jeszcze
                                pogłębiło moje przeświadczenie, że w życiu mogę liczyć tylko na
                                siebie a oprócz tego jeszcze zapewnić byt mężowi. Rozumiem, że złe
                                rzeczy się zdarzają i trzeba być razem też w złych chwilach, ale jak
                                wszystko przeanalizowałam to w dużej mierze wszystko wynikało z jego
                                sporej niefrasobliwości i przekonaniu, że może na mnie liczyć.
                                Tylko, że ja nie mam na kogo liczyć.
                                • lucyna_n Re: a może... 23.08.10, 18:51
                                  Ja też nie mam poczucia bezpieczeństwa, dramatycznie wręcz go nie mam, i gdybym
                                  miała się decydować i planować to nigdy nie znalazlabym momentu absolutnie
                                  dobrego, pewnego, stabilnego. Tak naprawdę nawet będąc osobą zamożną, mającą
                                  dom, pracę i męża można z dnia na dzień stać się np osobą chorą i bezrobotną, a
                                  mąż może odejść do innej, też nikt Ci tego nei zagwarantuje czy Cię to nie
                                  spotka, nikt nikomu niczego nie zagwarantuje a jednak ludzie mają dzieci.

                                  Tak się też zastanawiam czy to wszystko nie są takie usprawiedliwienia, rodzaj
                                  wymowki żeby "oszukać" samą siebie? Może zwyczajnie nie chcesz mieć dzieci? Masz
                                  przecież prawo nie chcieć, ale żyjemy w kraju gdzie jest duża presja spoleczna
                                  na manie dzieci w małżeństwie i zauważylam że dziewczyny które nie mają ochoty
                                  na dziecko szukają takich różnych powodów które możnaby ludziom podać żeby się
                                  odczepili od tematu, a potem same zaczynają w to wierzyć. Takie troszke blędne
                                  koło im się tworzy że już same nie wiedzą czy chcą czy nie chcą, czy się boją
                                  czy właściwie co?
                                  Tylko proszę nei odierz tego jako zarzut czy atak, po prostu rozważam sobei
                                  jakie są mechanizmy ktore sprawiają że ludzie postępują tak a nie inaczej, mogę
                                  na ten temat jedynie gdybać bo nie wiem jak bym się czuła i rozumowała na Twoim
                                  miejscu.
                                  • ksiezycowy_krajobraz Re: a może... 23.08.10, 21:01
                                    To prawda, nie chcę mieć dziecka. Czasem tylko myślę czy kiedyś, jak
                                    nie będzie już za późno, czy nie będę żałować. Tylko, że to jakoś za
                                    mało. Zazdroszczę ludziom z pracy dla których to wszystko jest takie
                                    naturalne - mąż(żona), dzieci, taka kolej rzeczy. U mnie to się
                                    wszystko gmatwa i plącze...
                                    • lucyna_n Re: a może... 23.08.10, 21:50
                                      czy będziesz żałować czy nie, tego w sumie nie wie nikt, ale jak masz np 38 lat
                                      i nadal jesteś cała na nie, to chyba małe jest prawdopodobieństwo że coś się
                                      zmieni w tym temacie. Może będziesz żalować bo Ci się kiedyś na starość
                                      wyidealizuje obraz np odwiedzających Cię dorosłych troskliwych dzieci. Harmonii
                                      i ładu. Prawda jednak bywa w życiu mniej cukierkowa, tylko z boku cudze rodziny,
                                      związki, dzieci są takie godne pozazdroszczenia.
                                      Podobnie jak Ty z wielką zazdrością patrzę na ludzi którym to życie wydaje się
                                      samo jakoś się ukladać, którzy są jakby organicznie do niego dostosowani, nie
                                      muszą sie naginać, łamać, walczyć ze sobą. Po prostu im wszystko wydaje się
                                      pasować, jakby dla nich na miarę skrojone. Ja to zawsze jak ta lotopałanka
                                      dopasowana jak kółko w kwadrat, trzeszczy to wszystko w szwach, ale co robić,
                                      życie jednak kilka lat trwa i coś z nim trzeba robić, ja np wiele rzeczy
                                      zrobiłam w xżyciu z czystej ciekawości, dziecko w sumie też.
                                      • kara.mija Re: a może... 31.08.10, 11:55
                                        ja też kiedyś nie chciałam mimo bycia mężatką koło 30 - jak zaszłam
                                        w pierszą ciażę mimo lawirowania - mąż chciał a ja nie chciałam się
                                        przyznać więc robiłam uniki które na dłuższą metę nie wypaliły to
                                        pierwsza rekacją był płacz. Wszyscy na mnie jak na idiotkę patrzyli.
                                        Ciąża przebiegła jakoś nieźle ale potem też totalnie się rozypałam.
                                        Nie czułam się dobrą matką i przez to chyba nie byłam spełniona
                                        macierzyńsko. Po kilku latach zachciało mi się drugiego a mąż już
                                        nie chciał bo wiele przeszedł z moją depresją poporodową. W końcu
                                        moje prośby i względy zrowotne przeważyły i zgodził się. Druga ciąża
                                        przebiegła jeszcze lepiej a okres niemowlęcy drugiego dziecka
                                        wspominam wspaniale zupełnie inaczej niż przy pierwszym - takie w
                                        pełni świadome macierzyństwo. Tęsknię za tym i to jest jedyny powód
                                        dla którego chciałabym być jeszcze mamą niemowlaka. Patrząc na moje
                                        starsze niedobroty myślę - żadnych dzieci więcej. Powtórnie
                                        poległam dopiero półtora roku po tym jak wróciłam do pracy. Stres i
                                        nadmiar obowiązków mnie powaliły. Z perspektywy czasu wiem (czuję),
                                        że drugie dziecko powinnam mieć w tym czasie co pierwsze a piersze
                                        wcześniej. Byłam silniejsza pod każdym względem. Teraz miałabym już
                                        więcej spokoju a nie wieczną kotłowaninę w domu. Nie chciałam mieć
                                        dzieci ale teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich mimo że nie raz
                                        naprawdę dają mi do wiwatu. Ale rozumiem Cię bo gdybym wtedy
                                        nie "wpadła" to pewnie nadal trwałabym w przekonaniu na nie. Co do
                                        liczenia na kogoś to ja mam tak od zawsze, że muszę liczyć na samą
                                        siebie. Czasem o coś proszę, czasem narzucam ale generalnie to też
                                        wypływa ode mnie. Często też czuję się b. samotna w swojej rodzinie.
                                        Jako dzieco też tak miałam w rodzinie z rodzicami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka