Dodaj do ulubionych

Komorów - jak tam jest?

31.03.04, 13:44
Od 20 maja mam zacząć dwumiesięczną terapię całodobowa w Komorowie.
chciałabym się jednak dowiedzieć, jak tam jest. chodzi mi o takie rzyczy, jak
warunki mieszkalne, ludzie, personel, zajęcia, "nadzór policyjny", plan dnia,
ilosć czasu wolnego, własne wrażenia. Jeśli ktoś tam był, proszę o
informacje. Z góry dziękuję (będąc w dołku)
Cpt Niamo
Obserwuj wątek
    • zoltanek Re: Komorów - jak tam jest? 31.03.04, 17:38
      Jest spoko, mieszka tam Linda i Pazura oraz mój kumpel, napewno ci się spodoba.
      • cptniamo Re: Komorów - jak tam jest? 01.04.04, 11:30
        A Linda i Pazura na co się leczą? :) Nawiasem mówiąc, w borach komorowskich
        mieszka też generał Bór Komorowski.
        • cafe_lorafen Re: Komorów - jak tam jest? 03.04.04, 12:12
          Kilku z moich bylych wspolpacjentow leczylo sie wczesniej w Komorowie i podobno
          jest b. dobrze. Powodzenia :)))))))))))
    • cptniamo proszę... 03.04.04, 19:34
      Proszę! wiem, że się nie wyleczę, za bardzo boję się zmiany mentalności, a ta
      jest przecież konieczna... Liczę na jebany cud, ale cóż. Chcę chociaż wiedzieć,
      czy to nie będzie gehenna...
      • mr_hyde Re: proszę... 03.04.04, 21:48
        cptniamo napisała:

        > Proszę! wiem, że się nie wyleczę, za bardzo boję się zmiany mentalności, a ta
        > jest przecież konieczna... Liczę na jebany cud, ale cóż. Chcę chociaż
        wiedzieć,
        >
        > czy to nie będzie gehenna...


        Nic Ci niestety powiedzieć nie mogę.Życzę powodzenia a może szczęścia.Niestety
        uważam,że psychoterapia najlepiej działa na idiotów.Na takich największe
        wrażenia robią wynurzenia doktorków dla innych mogą być tylko zwykłymi
        komunałami i oczywistościami.Ale próbuj,próbuj....
        • cptniamo Re: proszę... 04.04.04, 01:29
          Cholera, ja też tak uważam. Ale miło mi, że w podtekście napisałeś, że nie
          jestem idiotą. Moje spotkania z psychoterapią były takie, że szkoda mówić. Za
          minutę rozmowy płaciłam złotówkę (straszna przy mojej schizie, że jestem tylko
          obciążeniem dla ludzi mi bliskich), a słyszałam albo "wyjdź na spacer, ugotuj
          obiad" (gotuję! ale nie ma kto tego jeść, bo ja jestem quasi-anorektyczką,
          wstyd się przyznać), albo jakieś psychoanalityczne bzdety o dzieciństwie.
          Spasiony babol nie mógł zrozumieć, że nie dominowały nade mną siostry ani
          ojciec mnie nie napastował. I że takie teorie to sama sobie umiem stworzyć.
          Ale liczę na to, że syf i dyskomfort, jaki będzie w Komorowie, złamie moją
          ironię i autoironię.
          Dzięki za troskę.
          Cpt Niamo
    • cptniamo jeszcze raz, jeszcze raz 05.04.04, 18:53
      bo przyjdzie na mnie pora zrób to dla mnie, zrób to dla Leroya...
      He he. Jeszcze raz przenoszę ten post na górę strony, bo mi zależy na
      informacjach (dziś śniło mi się, że musiałam pojechać na wakacyjne oazowe
      rekolekcje, brrr, to przez strach przed tym Komorowem). Ale chyba mała ilość
      odpowiedzi świadczy o sporej skuteczności Komorowa. Przynajmniej mogę się tak
      okłamywać.
      Respect, depresanci.
      Cpt Niamo
      • zoltanek Re: jeszcze raz, jeszcze raz 05.04.04, 21:04
        psychoterapia sucks. antydepresanty rulez. nie wierze w to że pogadanki z
        jakimiś psychologami mogą zmienić spojżenie na świat. to gówno prawda.
        psychoterapia może się przydać tylko wtedy gdy człowiek ma jakiś problem do
        rozwiązania kurde, albo gdy np. matka ci umarła i chcesz z kimś pogadać. na
        doła nie pomoże, a może pomoże sam nie wiem, i tak nie pójde do psychologa.
        problem minie po amfetaminie. głupi jestem, sorka.
        • cptniamo Re: jeszcze raz, jeszcze raz 06.04.04, 00:42
          Cholera jasna, dzięki za pomoc w budowaniu atrapy swietlanej przyszłości
          Kapitana Niamo. Sama w to nie wierzę - psychoterapię w depresji endogennej
          (była o tym zresztą kiedyś dyskusja). Tyle że ja mam ukryty cel :) Mam
          niesamowitą skłonność do nałogów: kiedyś głodzenie się, teraz ciągłe
          nadużywanie alkoholu. Bardziej liczę na to, że przestanę chlać na 2 miechy, niż
          na cokolwiek innego. A w amfę też prawie wpadłam (dla depresiaków to kuszące -
          tyle energii, nagłe zainteresowanie światem). Hmmm śmieszne ale zgadzam się, że
          problem minie... póki co, po winie... Albo problem minie wkrótce - jak narazie,
          po wódce.
          Dobra. Już nie męczę Was o ten wątek :) Dzięki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka