Dodaj do ulubionych

podsumowując....

20.10.10, 20:03
dziś przedostatnia wizyta u terapeutki, uznała ona że możemy kończyć bo dobrze sobie radzę.... powiedziała ciekawe rzeczy... najfajniejszą było stwierdzenie, że najlepszą decyzją w moim poprzednim związku była decyzja o zakończeniu go.... uświadomiła mi, że na samym początku chcąc idealnego związku zrezygnowałam z siebie, że to się pogłębiało, że ten układ trzymał mnie w cieniu... to by nawet miało sens bo wszystko zaczęło się zmieniać jak ja pomału (wręcz za wolno) zaczęłam mieć swoje życie, poznawać inne poglądy... ciekawe, dlaczego mój były używał wówczas stwierdzenia "ludzie mówią że Cię przestają poznawać" pewnie dlatego używał liczby mnogiej by ruszyć we mnie sumienie co niestety mu się udawało.... facet miał luzik ze mną, realizował się robił co chciał a jak ja zaczęłam wychodzić z cienia to przestało być fajnie.... przez tyle kurna lat wierzyłam w te bajkę o miłości i idealnym z nim związku... fajne to może było na początku ale jak umarły motylki w brzuchu to było tylko przyzwyczajenie którego ja nie mogłam odróżnić z braku doświadczenia od miłości. Ciekawy wniosek mi przyszedł do głowy... ja całe życie przed czymś tak naprawdę uciekałam... najpierw dzięki motylkom związałam się z nim, uciekałam do niego od rodziny, od niego do przyjaciela, do samotności do okaleczania się, od tego uciekałam do mojego obecnego męża, a dziś nie uciekam, wreszcie nie czuję się jak przechodzień, kiedyś wydawało mi się ze tamten związek jest zakończeniem wędrówki ale tak nie było, stąd te frustracje, okaleczenia, depresje itp. dziś nie chce już niczego szukać, czuję się wreszcie spełniona i nie tłumię potrzeb i emocji, jest bosko, moja dusza odnalazła swój dom...
Obserwuj wątek
    • kara.mija Re: podsumowując.... 20.10.10, 22:11
      Gratuluję i zazdroszczę. Ja wciąż gonię za Króliczkiem. Terapię mam na etapie Pitu-pitu i mam wrażenie że dzisiaj własnie moja terapeutka uznała, że może nic z tego jednak nie wyjść i że trochę mnie olała. Nie powiedziała tego wprost ale coś takiego poczułam ..... A jak długo trwała Twoja terapia?
      • lucyna_n Re: podsumowując.... 20.10.10, 23:45
        nawet nie pytaj ile trwała bo Cię szlag trafi:)
        • kara.mija Re: podsumowując.... 21.10.10, 14:18
          ale dlaczego, że tak długo czy tak krótko?
          • lucyna_n Re: podsumowując.... 21.10.10, 19:42
            krótko
            wręcz podejrzanie krótko.
    • canoine Re: podsumowując.... 21.10.10, 10:34
      szybko Ci to poszło.
      • martini-7 Re: podsumowując.... 21.10.10, 12:12
        dzięki i mam nadzieję że nie wrócą tamte dni, choć zaraz kończę spotkania to wiem, że nie jest to koniec pracy nad sobą, jeszcze mam trochę do zrobienia, ale już bez leków i terapii, zresztą przyznam się wam, że leki dość szybko odstawiłam na własną rękę, może to nie poprawne, jednak uważam to za dobrą decyzję :)
    • spec24 Re: podsumowując.... 21.10.10, 16:02
      Gratuluję. Widać, że psychoterapia pomaga i przynosi rezultaty. Może być to wskazówka dla wszystkich innych borykających się z problemami i rozważającymi możliwość udania się do psychoterapeuty. Nie wiem jak u Was, ale psychoterapia w Krakowie jest tak dostępna, że można wybrać nawet metodę, jak na przykład Gestalt. Przede wszystkim trzeba chcieć sobie pomoc.
      • martini-7 Re: podsumowując.... 21.10.10, 17:11
        Dziękuję, do pełnego sukcesu jeszcze długa droga ale wiem, że nic nie dzieje się od ręki, masz rację trzeba chcieć sobie pomóc, czasem jednak chęci to za mało, trzeba się przełamać.... u mnie z terapią nie było tak kolorowo, brak kasy więc na NFZ chodziłam, czekając długie dni i tygodnie, gryząc się, zjadając sama siebie, do dziś męczą mnie jeszcze moje demony ale dziś łatwiej stawiam im czoła, mówię im, mniej kulturalną formę spadaj i idę dalej, nadal analizuję pewne sprawy, nadal boję się przeszłości, nadal czasem odzywa się ta dawna dziewczyna z cienia, która myśli, że żyje jak chce, że ma kontrolę nad własnym życiem... pękł balonik z kłamstwem... czuję się wolna, wreszcie myślę sama, nie myślę "co on (mój były) by zrobił, by pomyślał" pozwalam sobie na złość, na bycie człowiekiem z wszystkimi jego dobrymi i złymi emocjami. Zyskałam wiarę że jestem coś warta a ludzie z przeszłości nie warci byli mnie, powinniśmy dużo wcześniej się pożegnać i nie męczyć ze sobą wzajemnie oszukując się i nazywając miłością coś co z miłością nie wiele miało wspólnego, prędzej z miłosierdziem, ale cieszę się z wiedzy o sobie jaką zyskałam oraz o ludziach, dostałam swoją nagrodę, mam cudownego męża, chcemy mieć dzieci... czuję się wolna, zdecydowana, nie kaleczę się już a świat już naprawdę jest przyjaznym miejscem i nie dlatego że tak mówię i idealizuję go a dlatego że tak czuję :) Widać takie było moje przeznaczenie (tak wiem Lucyno przeznaczenia nie ma he he)
        • lucyna_n Re: podsumowując.... 21.10.10, 19:45
          jak widzisz na owo niby przeznaczenie ma się spory wpływ
          fajnie że tak jakoś zaskoczyłaś szybko
          • martini-7 Re: podsumowując.... 21.10.10, 20:13
            tak ma się jakiś wpływ, wystarczy, że zjawi się w życiu odpowiednia osoba, inna zwróci Ci wolność a reszta to po prostu praca i tzw efekt domino :) choć dziś mnie się zdaje, że nawet gdyby on tego nie skończył, ja bym w końcu to zrobiła, albo posypały by się trupy he he... cieszę się, że jak ton nazwałaś "szybko zaskoczyłam", wiesz sporo dało to, że w mojej pamięci odblokowała się jakaś zapadka, zaczęły wysypywać się wspomnienia które wydawałoby się nie mają większego znaczenia, a jednak miały kolosalne... kiedyś napisałam, że najważniejsze to wyjąć trupy z szafy nadać im tożsamość i zakopać daleko od domu, teraz jestem chyba na etapie identyfikacji i zakopywania jednocześnie, przyznać muszę, że bardzo ważne w terapii jest wsparcie, mój mąż spisał się na medal :)
            życzę wszystkim powrotu do zdrowia, może wtedy spotkamy się na forum "rozwaliłam/em deprechę" he he
      • lucyna_n Re: podsumowując.... 21.10.10, 19:43
        co ty tak ciągle z tym gestaltem, mnei się np ta metoda wogóle nie wydaje fajna.
        • meet_amor_foza Re: podsumowując.... 21.10.10, 21:35
          Co do metody Gestalt - jednym się podoba innym nie, dlatego są różne metody, że ludzie są różni :) Dobrze że jest wybór i np. w Krakowie (gdzie mieszkam) możesz sobie wybrać taką metodę psychoterapii jaką chcesz.
    • mskaiq Re: podsumowując.... 22.10.10, 14:21
      Myslisz ze Twoje problemy sa zwiazane tylko z Twoim bylym chlopakiem ?
      Wedlug mnie tak nie jest. Milosc przyniosla Ci koniecznosc rewizji Swojego
      zycia, sposobu myslenia, priorytetow.
      Ten proces wcale sie nie zakonczyl, on sie dopiero zaczal.
      Zrozumialas ze masz wlasny sposob myslenia, ze nie jest to sposob myslenia
      Twojej matki, bylego chlopaka, itp. Ty sama musisz nauczyc sie dostrzegac co
      jest dobre a co zle, co jest przeciwko Tobie, czy Twojej milosci a co nie jest.
      Ten etap to pocztek pozbywania sie konformizmu, szukanie samej siebie, takiej
      jaka chcialabys byc, z wlasna opinia, z wlasnym rozumieniem, nie tym ktory
      kiedys zostal Ci narzucony.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • martini-7 Re: podsumowując.... 24.10.10, 19:53
        Myślę że moje problemy są związane z całym moim dotychczasowym życiem, widzisz w życiu czasem ciężko było powiedzieć czego chcę, wiedziałam zaś czego nie chcę, nie chciałam losu moich rodziców, dla mnie miłość była marzeniem, zawsze chciałam mieć inny związek niż ich, pewnie dlatego mój były pochodził z pełnej kochającej się rodziny, a ja stworzyłam sobie jakiś wyidealizowany obraz do którego dążyłam, myślę że w przypadku tego związku o miłości mówić nie możemy, raczej o dziecięcym zauroczeniu potem przyzwyczajeniu a przede wszystkim potrzebie idealnego związku, stąd wypieranie wszystkiego co do tego ideału nie pasowało, stąd przyzwolenie na to by gość był na piedestale a ja w cieniu i nawet gdyby do tego ślubu nieszczęśnie doszło mogłoby się to skończyć tragicznie, mam wrażenie że i on dążył do jakiegoś ideału, chciał z nas odtworzyć małżeństwo swoich rodziców, wiem, ze to początek długiej drogi ale drogi którą będę bardziej świadomie kroczyć, teraz kocham i nie myślę o tym co na to inni, co powinnam zrobić by być kochającą, wspierającą itp żoną, teraz to wszystko dzieje się samo z siebie, myślę, że teraz możemy mówić śmiało o prawdziwej miłości, to co było wcześniej było szacunkiem i sympatią.... nie pisałam tu tego chyba ale od momentu bardziej oficjalnych rozmów z bylym o ślubie zaczęłam mieć lęki, kąpiąc czułam się jakbym tonęła, czułąm jak ulatuje ze mnie życie.... tak jak kiedyś napisałeś bardziej chciałam kochać niż kochałam, myślę, że jakbym stanęła z nim przed ołtarzem nie wykluczone że straciłabym przytomność z przerażenia żeby uciec... zawiedli mnie wówczas wszyscy bo mi mówili że cudów chcę, że przesadzam, że on ma rację, ogólnie takie przez lata stawanie po jego stronie a mnie traktowanie jak baby z fanaberiami sprawiło że nie ufałam nikomu i nie umiałam zrozumieć siebie.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka