Dodaj do ulubionych

Mam problem...

17.04.04, 15:34
Od kilku lat mam depresje, jednak takie poważne leczenie zaczęłam dopiero
kilka tygodni temu(jakoś w lutym). Nie będe szczegółowo opisywała co sie ze
mną działo i jak to wszystko wyglądało, bo wiem, że depresja nie jest Wam
obca i napewno macie dużo więcej doświadczeń niż ja...
Mam pewien problem i bardzo Was proszę o radę... Chodzi o to, że mam
chłopaka, teraz dzieli nas trochę kilometrów, ale planujemy niedługo
zamieszkać w jednej miejscowości(idąc na studia). On nie wyobraża sobie życia
bede mnie i podobno już zawsze będziemy razem... ale nie w tym rzecz. Artur
(mój chłopak) jest bardzo wrażliwym człowiekiem, może nawet za bardzo... wie,
że mam depresje, sam też miewa gorsze samopoczucie, które odrazu nazywa
depresją... twierdzi, że mnie rozumie a ja jestem przekonana, że nie jest tak
do końca. Nie zawracałabym Wam głowy takimi głupotami, ale ostatnio
przechodziłam jakiś kryzys, lekarz zmienił mi lek na fluoksetyne i czekam aż
zacznie działać... czekanie jest okropne, źle się czuję, jest chyba gorzej
niż dotychczas... Artur to widzi, zreszta sama mu mówie jakie mam mysli, że
już momentami nie mam siły życ... sami wiecie jak to jest... a on niestety
chyba wcale nie rozumie czym jest depresja. Dzisiaj zaczął się mnie pytać
jakie leki biorę i wymawiać mi, że napewno one mi nie pomogą, że jedynie mnie
ogłupią, że źle robię że coś takiego biorę!
Dużo czasu minęło zanim się pogodziłam z faktem, że jestem chora... że
depresja to choroba którą się leczy i którą można wyleczyć... a teraz on
wywraca mi wszystko do góry nogami. Miesza w moje problemy sztab naszych
wspolnych znajomych, od których zaczęłam dostawać smsy, że wszystko będzie
dobrze i żebym tylko wzięła się w garść... pytają się mnie jaki mam problem,
bo przecież tak bez powodu nie można mieć złego samopoczucia...
...a ja już nie mam siły!!! Nie wiem co robić, prosze powiedzcie jak
wytłumaczyć Arturowi, ze lekarz do którego chodzę i fluoksetyna maja mi
pomoc???... że tylko tam widzę światełko nadziei??? Próbowałam mu mówić, że
nie pomaga mi swoim postępowaniem i sugerowalam, że mnie nie rozumie, ale on
od razu odpowiada, że doskonale mnie rozumie bo sam ma depresje i wie jak to
jest... a mi już ręce opadają...
Proszę powiedzcie jak z nim rozmawiac zeby cos dotarło?!
Obserwuj wątek
    • tinu Re: Mam problem... 17.04.04, 16:09
      Jak rozmawiać, chyba nie pomogę, po ze mnie straszny pustelnik.

      Ale w innej sprawie fluoksetyny powiem tyle, że też czekam na to aż zacznie
      działać, czasem już tracąc zupełnie cierpliwość i zdrowy rozsądek.

      Ale czekam. A jak mam dość czekania to idę z psem na spacer, siadam do
      komputera albo cuduję. Albo po raz n-ty czytam albo oglądam ulubione książki i
      filmy. Albo śpię (. Albo się złoszczę i mnie nosi...

      Naczytałam się po różnych miejscach, ze czasem na działanie flu trzeba całkiem
      długo poczekać (zależy od organizmu). Ja biorę ponad miesiąc i lipa. Ale to nie
      jest zupełnie tak, że nie ma zupełnie żadnej różnicy. Samopoczucie się nie
      poprawia ale są inne rzeczy (np. kłopoty ze snem - albo za dużo albo za mało)
      więc lek działa ;)

      Reasumując - czasem na w reakcji na zachowanie innych pomaga zaciskanie zębów.
      A wiara w to, że lekarze i leki pomogą (choć chwiejna)- niech bedą uznane za
      początki zdrowienia.

      Trzymaj się i daj lekowi trochę czasu jeśli możesz.
      Nie daj za to zachwiać w sobie tej wiary, a jak będzie fatalnie - to zmykaj do
      SWOJEGO (dłuższa historia)psychiatry. Może na Ciebie akurat ten środek nie
      działa.
    • sylwia_a_s Re: Mam problem... 17.04.04, 16:12
      Podstawa jest nie przejmowanie sie cudza opinia w naszym stanie, bo tak
      naprawde nikt kto tego nie przezyl nie rozumie co sie z nami wlasciwie dzieje.
      Gdybys Ty zanim mialas depresje widziala kogos komu trudno odnalezc sens zycia
      pewnie tez bys mowila - wez sie w garsc itd (norma, tak wlasnie sie mowi).
      Ja rok temu ewidentnie sie strasznie wkurzalam jak ktos mowil wez sie w garsc
      albo inne cuda, chocbym miala sie zsikac to bylo mi ciezko.
      Poczatkowo ludzie nie rozumieja, mysle, ze to wymaga czasu... Jak chlopak
      zobaczy co sie z Toba dzieje tak naprawde, moze w koncu rozumie, nic na sile.
      On ma w glowie zakodowane chyba, ze depresja to smutek i juz i ciezko bedzie mu
      od tak sobie zrozumiec, ze to cos wiecej. Nie ma sie co dziwic, bo
      slowo 'depresja' bylo/jest nagminnie uzywane.
      Ty rob swoje, staraj sie ludziom uswiadomic co to jest, najlepiej popierac to
      jakims naukowym przykladem, ze tam serotonina Ci sie w mozgu nie wydziela czy
      inne cudo, postarac sie tlumaczyc mechanizm dzialania depresji. Moge sie
      zalozyc ze na poczatku i tak nie beda kumac co mowisz ( u mnie tak bylo) ale
      czas pokazal, ze w koncu zrozumieli, ze nie jest tak łatwo hop siup wziac sie w
      garsc, zobaczyli co sie ze mna dzieje (mam zaburzenia lękowe). Jedyna podstawa
      jest twoje uodpornienie sie na ich slowa (ja wiem jak sie flaki przewracaja;)
      jak sie slyszy od 'normalnych' jakies slowa, ktore niekoniecznie nam sie
      podobaja). Pociesz sie tym, ze sa tacy co rozumieja, co znaja jakby 'wage' tej
      dolegliwosci, sama zreszta ja znasz, wiec naprawde niczym sie nie przejmuj,
      wszystko przyjdzie z czasem :)
      Trzymaj sie cieplutko i powodzenia na nowej drodze zycia ! :) (jak zamieszkacie
      juz ze sobą)
    • carlabruni Re: Mam problem... 17.04.04, 17:26
      Droga pustynniczko.
      Cieszę się, że masz tak dobrego i kochającego chłopaka. On stara się Tobie
      pomóc ze wszystkich sił. Rozumie jednak , że smsy od Waszych znajomych
      troszeczkę Cię irytują, bo w końcu oni aż tak bardzo nie muszą być zaangażowani
      w Wasze problemy. Spójrz też na to z innej strony....... masz grono oddanych Ci
      ludzi!!! Jeśli jednak nadal Cię to irytuje to może po prostu podejdź do Swojego
      faceta, przytul się i powiedz, że przytulając Cię i pocieszając najlepiej Ci
      pomaga. Życzę Wam aby Wasza miłość nadal kwitła. Gorąco Cię pozdrawiam.
      PS. Co do leku to musisz być troszkę cierpliwa. Złe dni na pewno miną. Jeśli
      jednak nie to proponuje kolejną wizytę u lekarza.
      • pustynniczka Re: Mam problem... 17.04.04, 18:23
        Nie wiem, czy próba pomocy moich znajomych mnie irytuje... może gdyby
        rozumieli, czym jest depresja byłoby inaczej... ale ja po prostu nie mam siły
        cierpliwie tłumaczyć, że nic złego się nie stało, że nie chce z nikim rozmawać
        bo nie mam o czym i że już jakiś czas temu przyzwyczaiłam się do stanu w jakim
        jestem, a dokładniej to pogodziłam się z tym stanem.
        Mam wrażenie, że Artur myli pojęcie leków przeciwdepresyjnych z uspokajającymi
        albo jakimiś innymi... cytuję go: "takie leki napewno nie wpływają dobrze na
        Twoje zdrowie". Nie wiem, może to ja cały czas jestem w błędzie, ale po
        przeczytaniu wielu postów na tym forum zaczęłam wierzyć, że fluoksetyna mi
        pomoze.
        Carlabruni, może Ty masz jakiś pomysł jak uświadomić chłopaka w sprawach
        depresji? dla mnie sa one oczywiste, ale niestety dla Artura nie... zależy mi
        na nim, jednak coraz częsciej trace cierpliwośc... czasami chciałabym po prostu
        mieć kilka dni spokoju i ciszy; tymczasem dla niego moje milczenie jest powodem
        ogromnych zmartwień... bez sensu to wszystko...
        • filozosia Re: Mam problem... 17.04.04, 18:54
          1. Depresja to nie choroba. Wiem, ze zaraz bedzie mnostwo glowsow, ze tak, ale
          mnie przynajmiej w szpiatalach inaczej mowili.
          2. Ja mam nerwice zarezerwowana dla siebie. Jak ktos ma gorsze objawy niz ja to
          sie zle czuje. Tak juz jest, ze jestesmy przekonani, ze nasze objawy sa
          najgorsze i najsilniejsze. Piszesz, ze Artur jest bardzo wrazliwy. A moze
          rzeczywiscie ma depreche. A moze chce ci wytlumaczyc, ze nie jest z Toba tak
          zle ?
          No nie wiem jak go kochasz to pogadajcie i tyle. Pozdrawiam serdecznie.

          P.S. Sama bez wiedzy lekarza odstawilam fluoeksetyne i czuje sie lepiej niz
          przez rok na psychotropach. Albo nie wiem, bo ja wariat jestem. W kazdym razie
          nie odstwiaj sama. pozdrawiam
        • carlabruni Re: Mam problem... 18.04.04, 16:31
          Niestety jak to się mowi,,zdrowy chorego nie zrozumie,,. Twój chłopak nie
          orientuje się co to jest depresja, bo jej nie przeżył. Może warto aby ez
          zajrzał na to forum, albo podsuń mu jakąś fachową literature. Może to coś da?
          Przede wszystkim powiedz mu, że ty potrzebujesz spokoju i nawet jak się nie
          odzywasz to nic złego sie nie dzieje. Trudno jest przecież gadać w kółko.
          Przesyłam Ci buziaczki.
    • abdon Re: Mam problem... 18.04.04, 16:36
      Jeżeli lek nie działa w ciągu 6 tygodni, to jest to wskazanie do zmiany leku
      • carlabruni Re: Mam problem... 18.04.04, 16:42
        Abdon ma racje.
    • emanon Re: Mam problem... 19.04.04, 09:53
      Może gdybyś mu wytłumaczyła depresję od strony technicznej to,lepiejby to
      zrozumiał i inaczej zaczął do tego podchodzić.

      "Źródło powstania depresji leży w układzie nerwowym. Komórki nerwowe (neurony)
      potrzebują do przesyłania impulsów między sobą neuroprzekaźników takich jak:
      serotonina, noradrenalina, dopamina. Jeśli zaczyna brakować neuroprzekaźników
      może pojawić się depresja. Leki antydepresyjne "hamują rozpad
      neuroprzekaźników", a więc są skuteczne niezależnie od przyczyn powstania
      depresji."
      Źródło: www.republika.pl/mario236/deprecha.html
      • emanon Re: Mam problem... 19.04.04, 10:15
        Z drugiej strony wiem,że pewnie Ci się nie będzie chciało :(. Ale wiec,że:
        Zawsze po chwilach, kiedy najlepiej byłoby nieistnieć (nie chodzi mi o zwykłą
        śmierć chodzi o niebyt), przychodzą chwile dla których warto cierpieć całe
        życie.
      • pustynniczka Re: Mam problem... 19.04.04, 10:54
        Dzieki...
        ale dobra, tłumaczę te wszystkie "mechanizmy" powstawania depresji, a ludzie mi
        odpowiadają, że napewno musi być jakaś przyczyna tego braku
        neuroprzekaźników... przyczyna spowodowana tym, że mam jakiś problem, który
        wpływa na moją psychikę i stąd się to wszystko bierze. Bo samych
        neuroprzekaźników ot tak nie może brakować! nie trafiają żadne argumenty o
        podłożu genetycznym, itd.
        Już mi ręce opadają... pokłóciłam się przez to z Arturem, bo on uważa że nie
        chcę mu czegos powiedzieć, że nie wie co się ze mną dzieje, że zamykam się
        przed nim... a ja już nie mam sily tłumaczyć... teraz stracę jeszcze jego i do
        dupy to wszystko... :-(((
        • emanon Re: Mam problem... 19.04.04, 13:52

          Może lepiej nie rozmawiaj ze znajomymi na ten temat, oni tylko pogarszają sprawę
          A co do chłopaka to jeśli On Ciebie kocha(a zapewne tak jest) to choćbyś
          niewiem o co się z nim pokłóciła,nie zostawi Cię. A jeśli nie dociera do Niego,
          czym jest dpresja to nie rozmawiaj o niej.Przytul się do Niego,może popłacz,a
          kiedy by się znów o to pytał,mów tylko,że jest Ci smutno. Może z żalu w końcu
          zrozumie,że Twoja depresja troszkę różni się od Jego dołów.

          Teraz mamy wiosne. Coraz bardziej zielone drzewa, świergot ptaków, więcej
          słońca. Niech ono Cię opromieni doda otuchy położy uśmiech na Twoją twarz. :)
          3maj się i nie poddawaj.Masz przed sobą całkiem dobre perspektywy.
        • carlabruni Re: Mam problem... 20.04.04, 12:01
          Droga pustynniczko, moze to smieszne, ale u mnie problem z depresja
          prawdopodobnie zaczal sie od tego, ze dwa lata temu mialam nie leczone
          zapalenie ucha.zarazki przeszly flebiej i to spowodowalo uszkodzenie
          neuroprzekaznikow. Przypomnij sobie moze kiedys tez cos takiego mialas, moze
          gdy bylas mala mialas jakis wypadek i zbyt mocno uderzylas sie w glowe.to
          wszystko jest wazne. ja musialam miec zrobione EEG i rezonans magnetyczny.
          Jesli lekarz nie zlecil ci takich badan to sama o nie zapytaj. Pozdrawiam Cie
          bardzo mocno.
    • pan_coito Re: Mam problem... 21.04.04, 16:13
      Zdrowy chorego nie zrozumie. Syty głodnego. Mężczyzna kobiety. Ten problem mają
      niemal wszyscy - czy nie za dużo wymagasz od swojego chłopaka? Interesuje się
      co się z Tobą dzieje, ależ to świetnie! Nie jest w stanie wejść w Twoją skórę,
      nic dziwnego...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka