canoine
02.11.11, 21:22
takie mnie dręczy od jakiegoś czasu pytania: po czym można rozpoznać ten moment, w którym należałoby już zacząć rozważać zakończenie terapii? i - jak to powinno wyglądać? już? zaraz? za tydzień, miesiąc, pół roku? czy dopiero kiedy "cele" wyznaczające na początku kierunek zostaną zrealizowane? a jeśli nie zostaną? jeśli pewne rzeczy po prostu zawsze już pozostaną poza zasięgiem i jedyne, co można zrobić, to pogodzić się z tym, co jest, nie zamykając się ewentualnie na możliwość zmiany, gdyby taka się jakimś cudem pojawiła? jak rozpoznać i oddzielić w sobie rzeczywistą potrzebę wsparcia w pracy nad danymi obszarami od pewnego po prostu przywiązania (nie mylić z zakochaniem) do terapeuty jak do bliskiego człowieka, któremu się poniekąd siebie powierzyło, zaufało i z którym przeszło się niejedno przez ostatnie x (2, 3, 4, mniejsza ile) lat(a)? od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam, trochę nawet poruszałam to już na sesjach, ale ciągle nie potrafię sobie na te pytania odpowiedzieć. trudne to dla mnie, więc odsuwam w czasie zasłaniając się przed samą sobą pilniejszymi sprawami w życiu, ale.. może to już czas..