Dodaj do ulubionych

pochwała depresyjnego letargu

01.06.04, 23:31
o0oo i parę innych osób pisało tu o stanie kompletnej niemocy, marazmu,
letargu. otóż – zazdroszczę Wam w pewnym sensie. zaraz wytłumaczę dlaczego. w
tej chwili mogę powiedzieć, że kombinacja różnych nerwicowo-depresyjnych
problemów wyssała ze mnie większość sił życiowych. naprzemienne ataki lęku,
senności, otępienia, plus fobia społeczna – nie powiem żebym tryskał energią.
chwilami tylko, w jakimś neurotyczno-frenetycznym szale, bardzo
krótkotrwałym. ale – mimo to, nie potrafię zdobyć się na pełną wobec tych
słabości wyrozumiałość. ciągle pozostaję w mocy różnych uwewnętrznionych
presji: „zrób to, zrób tamto, wstań wreszcie z tego barłogu, nie obijaj się,
czytasz ten sam akapit już pół godziny – weź się w garść!” etc. etc. więc –
biorę się w garść, coś tam robię, jakoś daję radę zarobić na siebie. i to
jest obiektywny plus. ale z drugiej strony czuję, że właśnie dlatego moja
egzystencja jest jakoś fałszywa, skłamana, moje prawdziwe ja – stłamszone. że
zanim zacznę „brać się w garść” powinienem przejść przez czyściec takiego
właśnie kompletnego letargu. wyciszyć wszystkie presje, odizolować się od
świata, zasunąć zasłony i – do zobaczenia za x dni/tygodni/miesięcy. dlatego
zazdroszczę tym, którzy sobie na to pozwolili. to może wyglądać na czystą
sofistykę, ale ja naprawdę czasem tak czuję.
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: pochwała depresyjnego letargu 02.06.04, 01:35
      Mysle ze to czy sie lezy jak kloda czy jednak zmusza do jakiegos dzialania zalezy glownie od
      tego jakie objawy ma depresja czy nerwica czy co kogo dopadlo , Nie kazdy odczuwa depresje
      jako niemoc totalna i brak wszelkich checi. Jezeli dominujace sa leki i ataki paniki to czlowiek
      chocby chcial to nie ulezy i bedzie cos robil po to zeby jakos je przetrwac, sprobowac
      przynajmniej odwrocic uwage od tego co sie dzieje w jego glowie. Taka jest moja koncepcja, tak
      ja to widze i odczuwam, Zreszta teraz kiedy to pisze szarpie mnie ow wrog, irracjonalny lek i nie
      czuje sie nawet przygnebiona tylko bardzo zmeczona, wiem ze za chwile przejdzie potem
      znowu wroci i znowu minie, moze na krocej moze na dluzej. Chyba juz tak przywyklam ze nie
      chce mi sie wpadac w rozpacz z tego powodu. Wole juz cos zrobic chociazby napisac glupiego i
      naiwnego posta ktorego nikt nie przeczyta. Albo wziasc sie za jaka robote zeby miec za co
      dziecko odchowac skoro i tak nic nie moge poradzic tylko tableteczki lykac.
      Moglabym zrobic tez 70 pomek ale jestem na to i za stara i zbyt zmeczona.
      pozdrawiam wszystkich zmeczonych tak jak ja ale nie wpadnietych w dol, tych wpadnietych
      zreszta tez:)



    • mskaiq Re: pochwała depresyjnego letargu 02.06.04, 05:56
      To nie jest prawda ze jestes za stara, pewnie jestes mlodsza ode mnie. Ja 54
      lata i wcale ich nie akceptuje. Czy sie czuje zmeczony - bardzo czesto ale
      wtedy kiedy czuje sie zmeczony robie 70 pompek. Po nich juz nie jestem
      zmeczony. Moze moglbym sie napic kawy, to podnosloby cisnienie na chwile a
      potem placilbym za to w inny sposob. Zaczynalem kiedys od dwoch pompek.
      Twoje listy sa czytane rowniez, dlaczego patrzysz negatywnie. Ja staram sie
      nigdy tego nie robic. Po co, czy mi cos to pomoze, tylko zdoluje. Usmiechnij
      sie to wszystko odejdzie kiedy to pokonasz. Sama zauwazylas ze to odchodzi i
      przychodzi. Nie bedzie przychodzilo jak temu nie bedziesz sie poddawala.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • greta_30 przy okazji dodam: nic nie frustruje mnie bardziej 02.06.04, 08:05
        niż dobre rady nieuświadomionych: weż się w garść, to tylko chandra a nie
        AIDS.... Pisałam o tym wielokrotnie: WOLAŁABYM NIE MIEĆ NOGI niż mieć depresję.
        Nienawidzę jej z całego serca, bo zabiera mi życie i gwałci moją duszę. Nie leży
        w mojej naturze, po prostu. Dlatego taka jestem nieprzejednana. Bezpowrotnie
        straciłam 5 lat swojego wspaniałego życia, odeszło ode mnie dziecko i
        przyjaciele, bo im sie wydawało, że sobie jaja robię. Nie robiłam sobie jaj.
        Bardzo cierpiałam przez większość tego upiornego czasu... I nie zgadzam się na
        marazm! Nie zgadzam się na kradzenie mojego życia! Nie zgadzam się na chorobę, a
        tymbardziej na tą diagnozę. Nic i nikt nie przekona mnie, że POWIINAM Z POKORĄ
        ZNOSIĆ TO WSZYSTKO! Nie ma mowy. To moje życie i ja wybieram czy jestem chora
        czy zdrowa. Ja wybieram czy wierzą w Boga i w jakiego. Wybaczcie grecie, że jest
        niepokorna, ale nie pozwolę sobie odebrać życia. Nikomu i niczemu! Amen
        grecia - nie pęka!
    • mskaiq Re: pochwała depresyjnego letargu 02.06.04, 08:47
      To prawda to Ty wybierasz czy jestes zdrowa czy chora, tak samo jak to czy
      jestes usmiechnieta czy przerazona. To my decydujemy czy wyjdziemy na spacer
      czy zostaniemy w lozku. To sa wybory pomiedzy depresja a normalnoscia. Nie
      mozna akceptowac to co wspiera depresje.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • o0oo Re: pochwała depresyjnego letargu 03.06.04, 12:09
      Kolego f_durke

      niestety z tym letargiem to nie jest tak dobrze. To nie jest dno od ktorego
      mozna sie odbic, bo jak czlowiek sie stacza to zawsze ma jakies nastepne dno
      pod tym na ktorym lezy i tak sie mozna staczac i staczac.
      Natomiast nie ma co sie szarpac i probowac na sile jakos zyc. To ze cos robisz
      w zyciu to bardzo dobrze, tylko warto by te "musze cos robic" zamienic na "chce
      to robic" Dojscie do stanu letargu jak to okreslasz ma ten plus ze zmusza w
      koncu do pojscia do specjalistow, ale o wiele lepiej bedzie jak pojdziesz teraz
      do psychiatry jak jeszcze funkcjonujesz w spoleczenstwie bo powrot do zycia z
      dna nie jest odbiciem sie od dna tylko raczej mozolnym wypelzaniem z mułu.
      Na im wieksze odpadniecie od zycia sobie pozwolimy tym wiecej kwesti bedzie
      musialo byc przedmiotem pracy nad soba.
      A jesli chodzi o "tłamszenie" to raczej jakies twoje pragnienia sa tlamszone
      niz ty tlamsisz siebie, jako osobnika w nerwicy i depresji, pracą.
      A co do czysca o ktorym mowisz, niech to bedzie na przyklad terapia grupowa, a
      takze urlop, a nie letarg. Zgoda co do "czysca" ze trzeba jakos pogodzic sie z
      choroba, zeby sie zmienic, ale izolacja od swiata jest uciekaniem w chorobe a
      nie pogodzenie sie z nia.
      I bylo by dobrze jak by sie tu niedlugo pojawił wątek kolegi f_durke "Byłem u
      psychiatry"
      • f_durkee Re: pochwała depresyjnego letargu 03.06.04, 21:48
        chociaż z powodu nerwicy liceum i studia były dla mnie pasmem udręk –
        skończyłem je, zawodowo też coś osiągnąłem (nie chodzi mi tu o kwestie
        finansowe). czy mam to traktować jako tryumf nad chorobą (mskaiq zaciera ręce)?
        a może to tylko efekt toksycznych podszeptów mojego „ja idealnego”, czy jak to
        nazwiemy, całego neurotycznego perfekcjonizmu, który nie pozwala na
        taką „porażkę” jak przerwanie studiów czy pracy?

        jest w pewnym sensie tak: nerwica nie pozwala mi się w pełni rozwinąć, czerpać
        satysfakcji z życia – ale nie pozwala mi się też stoczyć. po prostu, pewne
        zinternalizowane wymagania wobec siebie są zbyt silne. „myśl w obcęgach”...

        dlatego perspektywa letargu, rezygnacji (zaznaczam - w przypadku nerwicy, nie
        np. depresji endogennej) wydaje mi się wyzwalająca o tyle, że oznacza
        uwolnienie się od wewnętrznego dyktatu „ja idealnego”. staczam się, ergo
        dotychczasowe chore ambicje wypierdalam przez okno. kto wie, może byłby to
        pierwszy etap terapii, ten decydujący, jak mawiał klasyk, „skok do królestwa
        wolności”? ja sobie na to nie pozwoliłem, i może oznacza to, że w ogóle mój
        potencjał walki z nerwicą jest słabszy?

        to brzmi jak dzielenie włosa na czworo, ale dla mnie problem jest realny.
        • f_durkee P.S. 03.06.04, 22:29
          zanim ktoś mi zarzuci, że teoretyzuję, zamiast zacząć się leczyć... po
          pierwsze, pełną świadomość problemu mam od niedawna. po drugie, zdążyłem już
          (jakiś czas temu) spróbować i farmakoterapii, i psychoterapii. niestety z
          marnym skutkiem, stąd moja aktualna do tego awersja. ale powoli się przekonuję,
          również dzięki wypowiedziom wielu z Was, żeby znowu spróbować. no dobra, dosyć
          tego bełkotu. dobranoc Państwu.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka