Dodaj do ulubionych

Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkrycie.?

05.06.12, 14:09
Witam wszystkich serdecznie i ponownie!
Nie zaglądałam "chwilkę" z powodu przeprowadzki i spraw związanych z nowym domem - ogarnianie "posesji" i co najważniejsze zajęcie się zawsze wymarzonym ogrodem - liczyłam,że to będzie terapia na moją nerwicę, płuca na świeżym powietrzu (wiecznie hiperwentylowane) dostaną wycisk i się uspokoją, a mój zespół hiperkinetyczny dostanie w " kość" prze ruch i w końcu się wyciszy wymęczony, tym samym przestanie męczyć mnie ;] Tak też się działo przez pierwsze 3 tygodnie, czułam się wspaniale!Jak nowo narodzona!Nerwica wyparowała.Byłam zafascynowana spełnianiem marzeń w postaci meblowania ogrodu, miejsca grillowego ( ot takie niegdyś blokowe marzenia o drobnostkach - bujana kanapa ogrodowe i basen do pływania,sadzenie kwiatków, sianie ukochanych ziółek) oraz urządzania pomieszczeń i ogrodu jak już wspominałam. Niestety od tygodnia nerwica znów daje mi się we znaki.Od kilku dni mam takie napady lękowe (wsłuchiwania się w siebie),że to koszmar!Doszedł brak apetytu i nudności.Znów biorę leki, z tym,że zmieniło się jedno, zazwyczaj wysokie ciśnienie spowodowane wariactwem życia w mieście(teraz mieszkam w zacisznej okolicy a za sąsiadów mam ptaki, sarny, drzewa...)przerodziło się chwilami w niedociśnienie:]w końcu mogę się napić kawy!Niemniej jednak tym bardziej sobie nie radzę,gdyż nadmierny spokój i niskie ciśnienie też mnie NIEPOKOI i się nakręcam....Paranoja! Ale do czego zmierzam..otóż dochodzę (tzn dochodziłam długo,chyba bałam się do tego przyznać sama przed sobą) do wniosku,że chyba jestem stłamszona i zduszona psychicznie przez moją drugą połówkę.Powoli zaczynam zdawać sobie sprawę z tego,że to co się dzieje w naszym związku zakrawa na terror(może za mocne słowo, ale nie znalazłam łagodniejszego) psychiczny stosowany wobec mnie.Nie chcę Was zanudzać, ale chcę wyrzucić to z siebie i poznać Wasze opinie.Nie rozmawiałam o tym z psychoterapeutą, uważałam,że wszystko jest w porządku.Nie mam porównania-to mój pierwszy partner,ale chyba jednak nie jest to normalne do diaska!:(.Mój partner jest osobą despotyczną (z trudną przeszłością- jak już opisywałam w innym wątku- matka zostawiła jego i dwójkę rodzeństwa).Te wydarzenia odbiły się na jego poczuciu własnej wartości(był zakompleksionym z powodu tej sytuacji i biedy jaka panowała w tamtym okresiew dzieciakiem "gorszego gatunku").Jego charakter jest ciężki, gdyż z upływem lat dorobił się, postanowił udowodnić całemu światu (coś na zasadzie "ja wam pokażę",że jest kimś . Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to,że jego kompleks niższości przerodził się w kompleks wyższośći. Widzi w innych przede wszystkim wady(on ich nie ma),winy przeszłości są niewybaczalne, biada temu kto zajdzie mu za skórę.Odizolował się od swojej rodziny,która wiele mu złego uczyniła(dużo też jej pomógł - nie zaprzeczam), ale od lat próbuje izolować mnie od mojej tłukąc mi do głowy o wadach innych.Imprezy rodzinne(i towarzyskie są ograniczane do minimum,zaprasza i chodzi tylko tam, gdzie towarzystwo mu odpowiada-czyli jego dwaj dobrzy kumple,jego brat i jego bratowa(bo mąż nie chce tracić czasu na męczenie się z tym, czy tamtym, który jest taki, czy siaki).Rodziców,czy mojego brata z bratową nie mogę zapraszać (a jak już, to ile się muszę naprosić i pokłócić, co za tym idzie nasłuchać jakie "faux pas" względem niego , czy mnie popełnili)Oczywiście tłumaczenie się i wymyślanie co rusz nowych wymówek spada na mnie:/Ustawia mnie i wszystkich wkoło....nie mogę bez niego podjąć najmniejszej decyzji....co nie powiem, co nie zrobię zawsze jest zle....co bym nie zrobiła to i tak zle i tak niedobrze....staram się przewidywać jego reakcje , ale on i tak jest wiecznie niezadowolony, sam wie najlepiej....jest wybuchowy i na wszystkich się wkurza....jak pojawia się uśmiech na jego twarzy to czuję ulgę i jest to święto, ale tylko wtedy, kiedy sam sobie zrobi jakąś przyjemność.Jest egocentryczny, nie idzie na kompromisy,zawsze robi tak,żeby było jemu wygodnie(heh z wyjątkiem jego poświęcenia jeśli chodzi o egzotyczne wycieczki zagraniczne,bo on w przeciwieństwie do mnie takich nie lubi).Wymaga dużo od siebie i od innych - stawia ich do pionu.Przyznam,że jest bardzo inteligentnym facetem i wszyscy się go boją- czują respekt i nikt nie potrafi mu nic wytknąć bojąc się jakiś konsekwencji.Jeśli chodzi o nasze ciepło rodzinne, dba o mnie,o mój - nasz byt(mam nawet testament), zabezpiecza przyszłość,zbiera na emeryturę,stara się, ale wszystko głównie opiera się na udogodnieniach materialnych, jest z siebie dumny jak sprawi mi przyjemność w postaci jakiegoś nowego super robota kuchennego, który ułatwi mi pracę,lub pierścionka z diamentem....ileż się muszę nagadać (tylko po to,żeby zrobić mu przyjemność) jak to się cieszę,choć mnie to nie cieszy,nie jestem materialistką, byłam szczęśliwsza jak byliśmy na starcie i nie mieliśmy prawie nic.Fakt- nie trzyma mnie pod kloszem, wręcz przeciwnie - udzielam się towarzystko - SAMA ,pracuję w zawodzie, ale sam założył mi moją działalność, wyremontował lokal, dba o marketing,doceniam to, ale męczy mnie totalne ubezwłasnowolnienie umysłowe,nawet nie czuję się komfortowo dzwoniąc przy nim do mamy, czy brata (wolę to robić po kryjomu), zaraz pyta a po co znów dzwonię, po co znów się tumaczę, a to,że coś powiedziałam nie tak,zarzuca mi nieodciętą pępowinę z moją rodzicielką,choć ja tak nie uważam,jestem między młotem a kowadłem...ciągle spięta i zduszona...relacje miedzy nim a moja rodziną załagadzam biorąc na swoje barki, męczę się straszliwie, bo jestem bezkonfliktową osobą i pragnę ,żeby było dobrze ze wszystkimi.Czuję się jak tykająca bomba zegarowa, na co dzień boję się,żeby go nie zdenerwować, nie urazić(nie chodzi o agresję fizyczną,nic podobnego),jestem "uczulona" na jego podwyższona ton głosu jak znów mnie za coś"inteligentnie" opieprza.Ten ton we mnie wzbudza agresję,jestem przy nim spięta.Jego inteligencja mnie przytłacza, bo czuję się jak tępak nic nie warty, gdy znów mi coś tłumaczy "jak krowie na rowie", czego nie rozumiem...nawet 2 razy nie mogę się zapytać o to samo( jak niedosłyszę gdy coś z pokoju mówi) bo zaraz komentarz,żebym do lekarza poszła, bo coś mi na słuch padło,niby spokojnie, ale znów poczucie winy,że znów coś jest zemną nie tak.Gdy o coś mnie prosi z góry się boję, bo wiem,że znów coś zle zrobię....oczywiście tak się dzieje,nawet jak dzwoni na komórkę moja, staję jak na baczność, bo gdy za długo nie odbieram już jest pretensja " co tak długo!"Mam normalnie uczulenie na to.Pewnie zastanawiacie się jak jest z czułością.......otóż nijak....od lat nie pocałował mnie spontanicznie w policzek, czy czoło(no raz, mocno podchmielony- na grillu z moimi rodzicami, takiego widoku nie widzieli-mama była w szoku)....nie powiedział żadnego komplementu-w tej kwestii nie chcę być nieskromna, ale tu akurat poczucie własnej wartości mam,z tym ,że brakuje mi takich gestów od niego.Żyję tak,żeby jak najmniej wchodzić mu w drogę, zwłaszcza, gdy jest czymś pochłonięty nie wysłucha co mam do powiedzenia,kończy się to nerwem "Nie widzisz, że jestem zajęty!", lub "Robię teraz coś ważnego!".Trudno mi w to uwierzyć, ale kiedy był 3 dni w szpitalu (dopadł go atak wyrostka robaczkowego),martwiłam się naturalnie, ale cieszyłam się, jak dziecko, którego rodzić wyjechał i ma wolną chatę!...wolność, swoboda....nie chodzi o jakieś balangi,cieszyłam się sama sobą w domu, żłopałam wino, jadłam pizze i oglądałam głupie wenezuelskie romansidło na cały regulator.Po kilku dniach chciałam,żeby już wracał,chyba się bałam,że sobie nie poradzę dłużej sama.Denerwuje mnie jego surowe podejście do życia, bo i ja muszę się podporządkować.Chodzę jak w zegarku zastraszona, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego, jednocześnie mnie denerwuje taki związek...A może to ja mam jednak problem by się postawić? Nie wiem.....Nie mam pojęcia ...
Pozdrawiam wszystkich ciepło!
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 05.06.12, 14:25
      Może on Cię tłamsi, a może tylko jak ta koza co na pochyłe drzewo skacze. Masz taką a nie iną osobowość, lękliwą wcofujesz się i on ze swoją ekspansywną po prostu Cię dominuje.
      Bac się swojego partnera życiowego, to niedopuszczalne. No trzeba stawić opór i ustalić granice własnego dobrostanu. Jeżeli on jest krzykaczem to tym bardziej, nie bać się tylko im głośniej on krzyczy tym głośniej tupać. Krzykacze zawsze są podszyci tchórzem. Jeżeli nei da się dojść do porozumienia i ustalić takich relacji żeby każdy czuł się dobrze to prędzej czy później to się kiepsko skończy, i będzie niszczące, zresztą już to odczuwasz. Pytanie tylko czy w następnym związku nei okaże się że powielasz schemat, bo problem nie tkwi tylko w jego zachowaniu i osobowości, do tanga trzeba dwojga. Nie tlamsilby Cię gdyby to było trudne.
      • lesna_duszyczka Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 05.06.12, 14:50
        Witaj lucynko_n! Miło Cię widzieć!Co słychać?Jak samopoczucie?

        Dziękuje za odpowiedz!
        Masz rację! Nie zwalam całej winy na niego, szukam wyjścia- jak sobie pomóc. Nie narzekam aż tak, ponieważ znam wiele związków,gdzie dopiero jest problem np z przemocą fizyczną w tle...
        Faktycznie... podkładam się ,ulegam, udowadniam mu tym samym,że nie musi się o mnie starać, na każdym kroku pokazuje swoją wierność i podkładam się pod jego dyktando...Myślę, że przewagę ( w jego mniemaniu) daje mu ten "materializm". Myśli,że tym mnie zatrzymuje przy sobie - to powrzechne zjawisko zwłaszcza u kobiet,tym bardziej,że nasze znajome na każdym kroku to przy nim komentują....to mu podnosi morale- to uwielbia, ale tu się myli,jestem z nim z innego powodu. Chcę właśnie przestać się czuć niekomfortowo, postawić się, zakrzyczeć go - jak mówisz.....często śni mi się ,że się na niego wydzieram, czasem nawet w śnie uderzę..wstyd, ale chyba tak się wyładowywuje podświadomie. Masz rację , w innym związku mogłoby być to samo, albo przysłowiowo z "deszczu pod rynnę"...Muszę popracować nad swoją lękliwością.Wiem na pewno,że on boi się panicznie mojego teorytycznego odejścia...chyba czas to wykorzystać....
        • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 05.06.12, 15:05
          szantażowanei odejściem to też nei jest dobry pomysł, szczera rozmowa to jest dobry pomysł. Bez wycofywania, się bez uległości ale i bez szantażowania, histerii itp. Bo to nic nie da.
          jeżeli znasz jakiegoś dobrego terapeutę warto by o tym wszystkiim porozmawiać, jak to ugryźć, od której strony rozkminić, jak przeprowadzić taką rozmowę żeby była skuteczna.
    • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 05.06.12, 14:34
      mam jeszcze jedno pytanei na ktore odpowiedz sobie samej nie na forum.

      Gdyby on był dajmy na to biednym bezrobotnym na wynajętym mieszkanku z takim samym zachowaniem i charakterem, bralabyś pod uwagę znoszenie jego zachowań, humorów, odcinania Cię od rodziny?

      Wiesz jak to jest, biedny jest pie...ięty a bogaty ekscentryczny. Czy nie szukasz w nim zalet a nie bagatelizujesz wad dlatego że on jest taki życiowo zaradny i skazany na sukces?

      Nie żebym tego nie rozumiała, to nawet jest dość logiczne , wiele kobiet uczepiloby się takiego gościa choćby po oczach kopał, bo kobiety często boją się braku stabilizacji i biedy choćby jej nigdy nie zaznały, samo wyobrażenie je przerasta, wolą szukać zalet tam gdzie ich nei ma i oślepnąć na wady byleby nie ryzykować.

      Może też zwyczajnei on nie wie że to jak się zachowuje jest dla Ciebie tak złe, może jest przekonany że robi bardzo dobrze bo nikt mu nigdy blędów nie śmie wytykać, a Ty sie nei skarżysz?
      • lesna_duszyczka Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 05.06.12, 15:16
        Hmmm ciężko tak jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, gdyż patrzę na niego przez pryzmat całokształtu tych 11 lat związku...kiedy było biednie, kiedy było zle, jak jest teraz...właśnie były czasy złej sytuacji, ale on był wtedy skromnym, uległym,miłym pro rodzinnym facetem choć z taka sama pracowitością , pomysłem na życie, zapałem, energią...Właśnie teraz go idealizuje patrząc na niego "z tamtych lat " ...Teraz jest pewny siebie,rozlicza wszystkich za przeszłość- "kara za zło a za dobro wynagradza"...Wszyscy bliscy widzą przemianę -a to był wieloletni proces..stopniowo eliminował skromność..a kształtował w sobie tą pewność i dominację....Muszę wyobrazić sobie... gdybym teraz go poznała takim jaki jest w chwili obecnej, bez znaczenia biedny, czy bogaty....pod kątem charakteru patrząc...hmm sama osobowość , zaradność, pociąga, ale zachowanie....myślę,że musiałabym się zastanowić jak od samego początku to utęperować zanim wpakowałabym się w taki związek...
        • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 05.06.12, 15:40
          chciałabyś temperować doroslego faceta zanim wejdziesz w związek?
          czy to jest myślenie racjonalne czy życzeniowe?

          wydaje mi się że im ktoś ma bardziej lękliwa osobowość tym bardziej wierzy w swoją moc zmieniania dorosłych ludzi na "lepsze". Bo patrzy przez pryzmat swojej gotowości do wyrzeczeń, do dostosowania się za wszelką cenę i wszelkimi siłami do czyichś wymogów, przes swoją gotowość do daleko idących kompromisów u której podstaw leży brak poczucia własnej wartości, brak poczucia bezpieczeństwa, lęk przed samotnością, no i czynniki kulturowe, tradycja w jakiej nas wychowano, kobieta ma iść za mężczyzną, być jego cieniem, cichą wyrozumiała podporą codzienności, ma znosić w pokorze i milczeniu. To prowadzi do tego że w dłuższych związkach , małżeństwach jest jak jest, nie ma rozmowy, nie ma szczerości, jest lęk, wycofanie, potajemne łzy, wzajemne animozje, frustracja, poczucie krzywdy, niespełnienia.

          Lepiej jest chyba zwyczajnie nie wchodzić w związek z osobą ktorej cechy nam nie odpowiadają niż snuć mrzonki o temperowaniu i zmianach. Człowiek dorosły może się zmienić, ale tylko wtedy kiedy sam tego chce i sam uważa to za potrzebne, nigdy dlatego że ktoś będzie tego od niego chciał, mogą nawet być i deklaracje i chwilowa modyfikacja zachowania, ale prędzej czy później wraca do swoich ulubionych nawykow i utartych schematów.
    • amanita_verna Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 06.06.12, 11:52
      Na mój gust toksyczny związek jak nic. Raczej przypomina to relację dziecko - rodzić niż mąż - żona. Ja bym się udusiła. Na pewno ma to wpływ na twoje samopoczucie, poczucie własnej wartości. Ja podobną relację miałam z matką, z mężem bym już chyba takiej powtórki nie wytrzymała. Nie wiem co ci radzić, cholernie trudna sytuacja.
      A macie dzieci, bo nie piszesz? Co on mówi/myśli na temat dzieci?
    • zakonna Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 06.06.12, 18:55
      kilka razy wracałam do tego wątku... chcę Ci napisać, że Twój facet jest niemal taki sam jak mój były osobisty "psychopata". Jedyna różnica to taka, że mój dodatkowo był skąpy i nie miał ochoty na legalizację związku. A poza tym toczka w toczkę taki sam wszechwiedzący, apodyktyczny pan i władca. U mnie symbolem mojego totalnego zniewolenia i uzależnienia od niego była łyżeczka do budyniu. Stałam nad talerzem z budyniem, który miałam panu podać i chciało mi się płakać ze stresu bo nie wiedziałam jak tą cholerną łyżeczkę położyć (na budyniu, obok, podać całkiem osobno???) wiedziałam, że jak nie położę to będzie źle i czeka mnie o.p.i.e.r.d.a.l.a.n.i.e. Przy tym robił to "w białych rękawiczkach" bo to yntelygent po studiach był.
      Duszyczko, przez ten chory związek rozchorowałam się na nerwicę i depresję i bujam się już z tym prawie 10 lat. Na Twoim miejscu poszłabym na psychoterapię i rozważyła zakończenie związku. Wiem, że to trudne ale ja dałam radę po 12 latach rujnowania psychiki to Ty też dasz radę. Ja odżyłam po zakończeniu tego koszmaru i myślę, że Tobie też by się lepiej zrobiło. Pozdrawiam Cię serdecznie. Dawaj znać co u Ciebie. Jak chcesz to pisz na maila
      • hazelden Re: Zakonna 08.06.12, 15:38
        Dzięki za ten post. Wiele mi rozjaśnił w mojej osobistej sytuacji. Tą "łyżeczkę od budyniu" to na pewno będę długo jeszcze pamiętać.
        • zakonna Re: Zakonna 08.06.12, 17:06
          fajnie, że Ci się rozjaśniło :) wiem, że jak się ma robione takie pranie mózgu codziennie przez "partnera" to człowiek nie widzi światełka w tunelu i na dodatek wydaje mu się, że tak związek ma wyglądać. Mogłabym epopeję napisać na temat takiego układu "pan-niewolnica"
      • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 08.06.12, 20:10
        mój ojciec taki był, też "stałam z taką łyżeczką" ...
        nigdy nie mogłam zrozumieć i nadal nie rozumiem dlaczego moja matka pozwalala mu tak sie zachowywać i tak się traktować. Nadal mam w głowie jedno wielkie DLACZEGO?
        dziecko jest zależne, nie ma wpływu na to jak zachowują się rodzice, ale dlaczego w związku coś takiego sie dzieje? Przecież to nie są aranżowane malżenstwa w Pakistanie gdzie za przeciwstawienie się woli męża kata karą jest śmierć, oblanie kwasem czy "przypadkowa" śmierć w pożarze.
        Więc dlaczego?
        • zakonna Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 08.06.12, 21:21
          no cóż, ja mogę tylko powiedzieć dlaczego JA tak długo tkwiłam w takim układzie. Mój dom rodzinny był dysfunkcyjny matka piła na "elegancko", ojciec był takim drwiącym tyranem przekonanym o własnej doskonałości. Kiedy dorosłam z takim bagażem to już miała lekko skrzywioną psychikę a moje poczucie własnej wartości wynosiło -100. No i wtedy spotkałam mojego "psychopatę", było zauroczenie a potem powoli, stopniowo, na początku subtelnie, robił mi pranie mózgu a moją samoocenę sprowadził do -1000. Skutek był taki, że uzależniłam się od niego emocjonalnie, wydawało mi się, że bez niego zniknę, zginę, nie poradzę sobie (wmawiał mi to konsekwentnie przez dekadę). jak rozchorowałam się na nerwicę tak ciężko, że myślałam, że mam chorobę umysłową i trzeba mnie zamknąć w psychiatryku, trafiłam na psychoterapię. No i wtedy dopiero otworzyły mi się oczy, zaczęłam pomału odbudowywać poczucie własnej wartości. I dopiero wtedy mogłam skończyć ten toksyczny związek. Wcześniej było to dla mnie niewykonalne. Poza tym, mi było łatwiej skończyć to bo nie był formalnie moim mężem, nie mieliśmy dzieci, nie wiązały nas finanse.
          • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 09.06.12, 01:10
            Tobie wydaje się że to co napisalaś coś wyjaśnia, ale ja, naprawdę z całą sypmpatią i chęcią zrozumienia, nadal nie mogę tego pojąć, po prostu nie mogę. Wlaśnei dlatego że w moim domu tak było nigdy w życiu nie byłabym z kimś kto tak mnie traktuje, ani jednego dnia.
            Więc z jednej strony współczuję takim kobietom jak Ty, które psychopata omotał w sobei tylko znany sposób, ale z drugiej strony jest we mnei ogromna złość na matkę że taka była, że dopuściła do tego. Ogromny żal że mogła przedkładać psychopatę i przymykać oczy na nieszczęście swoje i swojego dziecka,

            być bierną wobec krzywdy dziecka, ja tego nigdy nie pojmę, odkąd jestem matką z każdym rokiem mniej mniej to rozumiem i coraz mniej prób zrozumienia w sobie znajduję.
            • zakonna Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 10.06.12, 11:47
              Ale tu nie ma wiele do rozumienia, po prostu są mechanizmy psychologiczne, które powodują, że ludzie się uzależniają od różnych substancji/czynności/innych ludzi. Wtedy logiczne/sensowne postępowanie jest poza zasięgiem.
              Przecież wiesz, że nasza własna psychika potrafi nam nieźle dać w d.u.p.e. wbrew rozsądkowi i instynktowi samozachowawczemu.
              • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 10.06.12, 13:22
                Czyli nie ma w tym żadnej świadomej decyzji? jest to zachowanie irracjonalne, jak fobia?
                I człowiek zupełnie ale to zupełnie nie widzi że takie coś ma miejsce? nawet jak są krzywdzone dzieci to nie widzi krzywdy tych dzieci?
                • zakonna Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 10.06.12, 14:09
                  Jest świadome na tyle na ile świadome są uzależnienia, jesteś świadoma że jesteś uzależniona ale nie możesz z tym nic zrobić. Wiesz, że niszczysz siebie ale brniesz w to wbrew sobie. Oczywiście można to zmienić ale trzeba mieć odpowiednią motywację i świadomość problemu.
                  • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 10.06.12, 17:25
                    myślę że nie można tego zrozumieć jeżeli samemu nie ma się takiej osobowości,
                    obawiam się że także że nie umiem tego wybaczyć, może jak jakaś matka to przeczyta to zrozumie, że dziecko jej tego nigdy nie wybaczy i nie zrozumie, może cofnie się w porę.
                    • zakonna Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 10.06.12, 17:34
                      Nie można tego zrozumieć jeśli się tego nie przeżyło. Ale to tak samo jak depresją, dopóki się nie rozchorowałam, to była to dla mnie abstrakcja i wyolbrzymianie sprawy.
                      Nie musisz wybaczać, ja do mojego ojca mam cały czas żal i mimo psychoterapii nie potrafię sobie tego poukładać.
                      • ichnia Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 11.06.12, 09:33
                        Hmm, ja bym powiedziała, że jednak lepiej wybaczyć. O ile to możliwe. Niekoniecznie trzeba zrozumieć, choć to wiele ułatwia. Wybacza się dla siebie. To jest wyrwanie pewnej zadry, która tkwi gdzieś głęboko. Można ją zostawić na stałe, albo chwila bólu - i wyrwać...
                        • lucyna_n Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 11.06.12, 12:14
                          może źle się wyraziłam, ja nie pałam nienawiścią czy tam nie przeżywam codziennie tego że tak było, ale po prostu nigdy chyba nie dojdę do etapu, że powiem tak, rozumiem, widzę że nie umiałaś inaczej itd. Zreszta nikt się z przeproszeniami i tłumaczeniami specjalnie mi nie naprasza, więc tak naprawdę o co mojej matce chodziło i chodzi to ja nigdy nie zrozumiem, dla mnie to człowiek zagadka, zamknięta szczelnie jak małża.
                        • zakonna Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 11.06.12, 12:46
                          nie trzeba wybaczyć, dobrze jak człowiek się pogodzi z tym, że ma takiego rodzica bo wtedy napięcie psychiczne się zmniejsza. Ale wg mnie wybaczenie nie jest konieczne, akceptacja stanu faktycznego jest potrzebna
                          • ichnia Re: Witam ponownie!Nowe przemyślenia...nowe odkry 11.06.12, 13:34
                            Wybaczenie najczęściej jest tożsame z pogodzeniem się z takim a nie innym stanem rzeczy. Jakich określeń by nie używać, chodzi o uzyskanie wewnętrznego spokoju, zamknięcia rozdziału który owszem miał miejsce, miał wpływ na nasze życie - ale cofnąć ani zmienić tego nie możemy, za to możemy iść do przodu bez ciągnącego się ogona z przeszłości.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka