anaisia
19.05.15, 17:49
Witam
W ubiegłym roku zachorowałam na depresję. Wszystkie próby wejścia na leki z grupy SSRI oraz Coaxil kończyły się dramatycznym zaostrzeniem objawów, dlatego nie kontynuowałam terapii dłużej niż kilka dni. Jedynym lekiem, który sprawował się dobrze był Lerivon - ale tylko w minimalnych dawkach 5mg i tylko jako poprawiacz snu. Od ponad roku uczęszczam na terapię, zmieniłam sporo rzeczy w życiu, depresja stopniowo ustępowała a od kilku miesięcy nie mam żadnych objawów, co więcej czuję się świetnie, mam dużo energii, humor, chęć do spotkań z ludźmi, itp. Ale zaburzenia snu pozostały, tzn jeśli nie wezmę Lerivonu budzę się po 4-5 godzinach snu i nie mogę już zasnąć. Jeśli zasnę to dopiero po kilku godzinach, nad ranem, jestem wtedy niewyspana, zmęczona przez cały dzień. Lerivon w dawce 5mg rozwiązuje ten problem, wtedy śpię 8 godz, co prawda budzę się 2-3 razy ale od razu zasypiam. Moja psychiatra twierdzi, że mam cały czas łykać lek i się nie przejmować taką mikro dawką ale mnie irytuje to, że zatraciłam podstawową umiejętność, z którą przychodzimy na świat. Dlatego wciąż nie czuję się w pełni zdrowa.
Chciałabym zapytać dlaczego mimo ustąpienia objawów depresji wciąż nie śpię normalnie i jak skutecznie leczy się zaburzenia snu, tak by je wyleczyć a nie maskować lekiem. W leki antydepresyjne promujące sen nie wierzę bo na forum jest mnóstwo ludzi, którzy łykają mianserynę, trazodon i tp latami ale bez nich nie śpią.
Czy samodzielne stosowanie zasad higieny snu (chodzenie spać o tej samej porze, unikanie drzemek i leżenia w łóżku, itp) może pomóc czy jest bezcelowe bo problem jest w biochemii? Co jest przyczyną budzenia się, jaki jest mechanizm? Będę wdzięczna za odpowiedź, pozdrawiam