nova_33
18.01.17, 19:24
Zaczęłam leczyć się państwowo. Pierwsza wizytę miałam w listopadzie. Wczęściej chodziłam prywatnie i byłam bardzo zadowolona. Ale udało mi się dostać na NFZ. Byłam już kiedyś u tej lekarki. Ale potem z różnych względów chodziłam prywatnie. Oczywiście pani doktor była niezadowolona, że jakim prawem ja mogłam iść leczyć się gdzie indziej. Ale dała mi skierowanie na terapię . Udało mi się jakimś cudem zapisać do tej poradni na terapię i chodzę co dwa tygodnie. Terapeuta jest ok. Podoba mi się sposób w jaki prowadzi terapię. Niestety muszę równolegle z terapia chodzić do tej lekarki na wizyty.
Byłam dzisiaj i powiem szczerze, że mnie wkurzyla.
Oczywiście nadasana, z pretensjami. Nie chciała mi wypisać stilnoxu. Mówię, że biorę raz na dwa tygodnie jak już naprawdę nie mogę zasnąć ale generalnie czuje się lepiej i nie mam potrzeby brać tego leku częściej. Ale chciałabym jednak mieć opakowanie na wszelki wypadek. No to posądziła mnie o to , że komuś lek przekazuję i dlatego potrzebne mi są pewno te tabletki. Kurde zatkało mnie serio.
Potraktowala mnie jak jakaś osobę uzależniona albo handlare lekami.
Mam ochotę nie iść tam więcej. Ani na terapię ani do niej.
Kurde poczułam się jak dziecko, które musi się tłumaczyć że swojej choroby.