Gość: dada
IP: *.anonymous.dialup.atcom.net.pl
27.04.02, 22:24
Zaczęło się dosyć nagle... Zaczęłam się bać, że czytając książkę, tak
niefortunnie przekręcę kartkę, że jej krawędź rozetnie mi skórę na dłoni. Niby
nic strasznego, ani bardzo nie boli, ani, w sumie, nie zdarza się zbyt
często... A ze mną zaczęło dziać się coś dziwnego. Na początku po prostu stałam
się bardzo ostrożna i delikatnie obchodziłam się ze wszystkimi papierami, a
papierów było sporo, bo to było podczas sesji. Ale z czasem na samą myśl o
papierze zaczęły mi przechodzić dreszcze. Jak czytałam książkę, to, momentam z
trudem powstrzymywałam się, żeby nie krzyknąć. Zaczęłam się uczyć w
rękawiczkach (a było lato). Potem było jeszcze gorzej. Bez względu na to, gdzie
byłam, co robiłam, nachodziły mnie takie wizje skóry rozcinanej przez krawędź
papieru. W autobusie, parku, wszędzie. Choćby papieru nie było w promieniu
kilometra... I to było tak realistyczne, że aż czułam ten ból i to w dużo
większym natężeniu, niż faktycznie temu toważyszy. Czasem doprowadzało mnie to
do histerii, zaczynałam się miotać, próbowałam jakby przed tym uciec. Na
szczęście nikt mnie w takich sytuacjach nie widział. To trwało około miesiąca,
a potem zaczęło stopniowo, chociaż dosyć szybko ustępować. I zniknęło. Bywają
takie dni, kiedy mam wrażenie, że to wraca, ale puki co jakoś udawało mi się to
odegnać. Wtedy, oprócz tego, panicznie bałam się ludzi. Były takie dni, kiedy
nie umiałam wejść do sklepu, bo miałam świadomość, że tam są ludzie. I nie
chodzi o jakąś fobię przed tłumem, chodziło raczej o lęk, że ktoś będzie do
mnie mówił, zwróci na mnie uwagę, że będę zmuszona do konfrontacji. Chyba nawet
w tłumie czułam się bezpieczniej - anonimowo. To się zdarza czasami i właściwie
nauczyłam się już z tym żyć. Ale w połączeniu z tym papierem, to było na prawdę
nie do wytrzymania.
Czy ktoś ma jakiś pomysł, co takiego się ze mną dzieje???