konii
20.12.04, 01:24
póżno już a mi nie chce się spać, więc sklece pare zdań o sobie, może ktoś
udzieli mi cudownej rady;)..... może jeszcze ktoś pamieta moje posty, w sumie
wiele ich nie było, mądre nie były napewno... ale wiele osób się zniesmaczyło
więc jest szansa:D
wyglada to tak, coś co nazywałem deprechą ustapiło troche, tzn.
[autodiagnoza} ciągłe myśli samobójcze, hipersomnia, i co tam jeszcze było a
oczym nie wiedziałem.... ale sporo pozostało w tym najgorsze: moje totalne
roztargnienie, ciągłe zamyslenie....gubie klucze, zapominam o ważnych
rzeczach, czuje się otepiały intelektualnie.
ale to nic, czuje jak zamykam się w sobie, coraz mniej rozmawiam z rodziną
(wogule przestają mnie obchodzić), z innymi ludzmi wogule. najgorsi są starzy
znajomi, proponuja żeby się gdzieś umówić>pogadać.... co mialbym im
powiedzieć. od pazdierniak studjuje dziennie, prawie nie zamieniłem słowa z
nikim z roku, nie wiem nawet jak mają na imię... patrza na mnie jak na świra
(w sumie mają racje), nauka to pryszcz, ale siedzieć w środę z tymi ludzmi od
08.00 do 18.00 i nie zamienić nawet słowa to prawdziwa katorga, koszmar.
Chodze tylko kiedy muszę iść, inne zajęcia odpadają.... nie wysiedziałbym.
wiele razy chciałem to rzucić w holere, po co mi studia? dawno straciłem
zainteresowanie czymkoliwiek (ehhh temat na osobny wątek:) jak siedze na
zajęciach to żadko myśle o tym co mówi wykładowaca, zastanawiam sie tylko
kiedy koniec. nie wiem co mnie jeszcze trzyma, w sumie i tak nie mam pomysłu
co miałbym robić całe dnie. mam takie uczucie.... zawieszenia w próżni
ale miałbym sobie pomóc, iść do specjalisty nieee.... mimo wszystko jest mi z
tym dobrze, pielegnuje to w sobie, nie wyobrażam sobie innego życia, ten
świat jest jaki jest ale znam go.. czuje się w nim "bezpieczny".
wiązanka lużnych myśli Koni'ego