15.01.05, 22:25
Zostalam sama.Sobotni wieczor.Caly dzien czekalam na jego telefon.Zwodzi
mnie wciaz,bawi sie.Wczoraj "Dobranoc Kochanie",a dzis zlekcewazyl nasza
kilkuletnią milosc..dzis?Nie 2 tyg temu,jak stracilam przez niego dziecko.To
potworne uzaleznienie od czlowieka,ktory naklonil mnie do
aborcji,zapewniajac,ze nadal będziemy razem..I zostawil..Ale nadal zapewnia o
milosci.Dzwoni,ale nie chce ze mną byc,a znajomym oznajmia,ze miedzy nami
koniec.Milosc to najgorsza choroba.Wzielam Afobam 2 h temu,ale nie
dziala.teraz Xanax.Czekam..i ide spac..i tak kazdy dzien..Dlaczego nie mogę
uwolnic się od tego czlowieka?
Obserwuj wątek
    • blue25 Re: Co dalej? 15.01.05, 22:31
      To chyba nie moze być miłość, tylko uzależnienie... Uzależnienie od człowieka,
      który spowodował, ze poddałaś się aborcji. to jest choroba, ale na pewno nie
      miłość. Pamiętaj, to Ty jesteś najważniejsza, nie on. Tp Ty decydujesz o
      właśnym zyciu, nie on.
      Ale to wszystko teoria. W praktyce duzo trudniej. Trudno jest pokochac najpierw
      siebie, a potem innych. Ale podobno jest to możliwe.
      • musashi_miyamoto Re: Co dalej? 16.01.05, 17:51
        > ... Uzależnienie od człowieka,
        > który spowodował, ze poddałaś się aborcji.


        Halo jak to spowodował?Przecież to ona winna.Co uśpił,związał i sam wyskrobał?
        To wina tej laski,niech nie zgania na gościa.Przestańcie myśleć macicami,
        zacznijcie głową.
        • blue25 Re: Co dalej? 17.01.05, 13:54
          Musashi, nie chcę ti rozstrzygać kwesti, kto powinien czuć się winien tej
          aborcji. dziewczyna i rak czuje się podle, a ty ją możesz takim komentarzem
          zdołować.
          Specjalnie użyłam tego zwrotu, gdyż wyraźnie napisała w poście: ...przez
          którego straciłam dziecko.
          Tak sobie myślę, ze jeśli ona już uważa, ze to "jego wina", choćny tylko
          podświadomie, to jest na dobrej drodze, by się uniezależnić od niego...
          Powodzenia
          • nat.london Re: Co dalej? 18.01.05, 02:37
            DZIĘKUJĘ ZA WASZE WSPARCIE.WIEM..TO CHOROBA..ALE JUZ Z NIĄ NIE WALCZĘ..ALE CO
            BĘDZIE W MOMENCIE,KIEDY ON KOGOS POZNA?TERAZ SPOTYKAM SIĘ Z NIM,ALE NIE
            JESTESMY RAZEM.IDĘ ZA NIM JAK W DYM,JAK ZAHIPNOTYZOWANA..TO CHORE..I TO ON NIE
            CHCE ZE MNA BYC.UWAZA,ZE ZA DUZO ZE MNA PRZESZEDL PRZEZ TE WSZYSTKIE LATA..MOZE
            POWINNAM ZAGRYZC ZEBY I PRZESTAC JEZDZIC DO NIEGO?!
            • looserka Re: Co dalej? 18.01.05, 09:59
              MOZE
              >
              > POWINNAM ZAGRYZC ZEBY I PRZESTAC JEZDZIC DO NIEGO?!


              Od tego właśnie powinnaś zacząć. Potem psychoterapia, bo jeśli nic ze sobą nie
              zrobisz, to w przyszłości będziesz brnąć w kolejne toksyczne związki.
              I,kobieto, trochę godności,jak czujesz sie narzucając się komuś, kto Cię nie
              chce,nie kocha,nie szanuje? Szanuj samą siebie, to podstawa zdrowych związków z
              innymi ludźmi. Zajmij się teraz sobą, swoją poharataną psychiką, bo tego teraz
              naprawdę potrzebujesz.
    • pacjentka_klementa Re: Co dalej? 15.01.05, 23:16
      nat.london to co piszesz jest bardzo smutne. Nie poddawaj sie temu
      uzaleznieniu. To nie jest miłość. Może Twoje cierpienie bierze sie również z
      tego że decydujac sie na aborcje, tracac dziecko oczekiwalas ze on bedzie przy
      Tobie. Straciłas i dziecko i jego. Nie masz innego wyjscia tylko pogodzic sie z
      tym. To nie jest latwe i przyjemne ale czy ktos obiecal nam ze zycie jest
      latwe?
      Prosze, trzyzmaj sie dzielnie
    • rotten_flower Re: Co dalej? 16.01.05, 01:27
      to ciężka sytuacja.
      zachował się jak palant!!! nawet gorzej.
      strasznie mi przykro i ze względu na dziecko i na niego. jeśli jednak tak się
      zachował to warto jest się siebie zapytać czy wyobrażałabyś sobie życie z takim
      potworem? może teraz odpowiesz TAK, ale pomyśl o tym w szerszej
      perspektywie "DO KOŃCA ŻYCIA". ile mogłabyś z nim być przy takim jego
      zachowaniu? niedługo. ten człowiek to śmierć psychiczna dla Ciebie - uciekaj z
      tego toksycznego związku!

      pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • mskaiq Re: Co dalej? 16.01.05, 13:18
      Milosci nie mozesz sie pozbyc, jest czescia Ciebie. Kazda proba zrobienia tego
      przynosi bol i depresje.
      Nie walcz z miloscia bo walczysz ze Soba, im mocniej bedziesz probowala tym
      wiecej bedziesz cierpiala.
      Jedyny sposob to zostaw ta milosc, nie probuj rozwazac jak bardzo Cie
      skrzywdzil bo tylko powiekszasz bol. Kochaj Go nadal, wtedy nie bedziesz
      cierpiala, sprobuj przekonasz sie Sama. Z czasem byc moze ze poznasz kogos
      innego i oddasz ta milosc innej osobie. Milosc nie jest choroba, to proba
      pozbycia sie jej jest taka bolesna, nie mozna tego zrobic.
      Jesli chodzi o leki to nie pomoga Ci w niczym, nie ma lekow ktore maja wplyw na
      to co sie dzieje z Toba, tylko Ty mozesz to zmienic.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • superszczur Chłopak sam jest przestraszony. To oczywiście 18.01.05, 10:21
      bardzo niedojrzałe, ale tak jest i już. Koparka mu opadnie jesli to Ty wykażesz spokój i niezależność. Nic lepszego nie wymyslisz, musisz to przecierpieć może i bez niego. I nie rozliczaj się w kategoriach kiepskiego interesu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka