beata714
16.02.05, 13:57
Witam,
trzy lata temu mojej mamie zdiagnozowano depresje endogenna. Od tamtego czasu
przyjmuje ogromne ilosci lekow i spore dawki. Fakt ze ma meza alkoholika,
ktory ja caly czas doluje napewno nie pomaga ale byly juz okresy w jej zyciu
ze ojca nie bylo w domu np. 6 m-cy a mimo wszytko cierpiala na bole,
oslabienie itd. Mama jest osoba bardzo nadpobudliwa nerwowo, denerwuje sie
byle czym i krzyczy. Jestem sama juz na skraju wycienczenia nerwowego i nie
wiem czy do cholery ta choroba jest w ogole do zaleczenia? Mama caly czas
jedzie na lekach i nigdy nie jest dobrze. Teraz jest tragicznie. Nie spi, a
jak spi to z przerwami, szybko sie denerwuje i wtedy placze i mi wciaz mowi
ze to juz koniec sie zbliza. Do tego wszystkiego niedawno przechodzila
zapalenie nerek i wrzody dwunastnicy. Teraz ma nerwicowe bole jelit.
Mama mieszka w malym miasteczku na Podlasiu - beznadzieja. Ja (jedyna
najblizsza osoba) w Poznaniu. Czy ten koszmar minie? Wiem ze ojciec ja
doluje, ale nawet jak z nim nie jest to tez jest nerwowa bywa zlosliwa. Potem
placze siedzi i spala tony papierosow. Co mam robic? Byla u lekarza ale leki
nie skutkuja? W dodatku jestem w 6 m-cu ciazy. Moze ktos zna dobrego
psychiatre i psychologa w Poznaniu - jakas szansa leczenia szpitalnego zeby
ja uspokoic? Ja sama juz trace zaufanie do tych lekarzy bo laduja w nia tyle
lekow i nic.... Psycholog musi byc delikatny i bystry bo mama jest osoba
inteligentna i szybko sie zraza do ludzi. Blagam, podzielcie sie
informacjami. Co za wstretna choroba.