bei
17.04.05, 23:37
Czy to, że nie pglądalam Władcy Pierścieni- oznacza, że staczam się
intelektualnie...taka innowacja- podobnież w historii kina...
kiedy przestałam oglądać - nie tylko nowe- filmy......kiedy przestałam czytac
nowe książki...kiedy to chciałam dla rozrywki isć na wiedzę o teatrze- albo
na wiedzę o filmie....
wczoraj na zdawkowo rzucone "każdy powinien obejrzeć Władcę pierścieni- bo to
swoiste nowum kina"- próbowałam tłumaczyć- że to tylko technika...efekty- a
gdzie kunsz gry aktorów...
....i zaraz spłyneły mi łzy...czy jestem już ćwierćinteligentką- bo tego nie
oglądam....
poszłam płakac do łazienki...później lożko- zmoczona poduszka i sen....a mój
facet zostal w poczuciu winy- bo ja nie umiem mu wytłumaczyć- dlaczego....
DLACZEGO...
Mój swiat to wyobraźnia...to litery nakreślone na bardzo białych
kartkach...to litery wystukane i żyjące na monitorze...
były problemy z ciązą- było forum trudna ciąża...chce sie
uśmiechnać...forum...chce wylać smutki...forum..........przeprowadziłam sie-
nie miałam tu znajomych- FORUM....
ludzie- którzy wchodzą na gazete. pl wiedzą o mnie więcej niz
domownicy....moze i Anio biega po moich śladach w necie- ale ja uciekam-
zamykam sie na forum zamkniętym...forum ukrytym...nawet nie wiedziałby- gdzie
mnie szukać...
Dlaczego gdy czytam- bei idx do lekarza- to pytam - dlaczego....przecież mam
WAs...
dlaczego nie umiem sobie pomóc......ale gdy już chce mi sie usiasć do kompa-
pomogłabym wszystkim....komus potrafie tłumaczyć...a siebie nie słucham...to
jedyne forum- gdzie nie radzę...bo byłoby to smieszne- nie radze sobie sama
ze sobą- a ....... a gdy czytam wypowiedzi innych- prosziłabym- idx do
lekarza:)
Dlaczego jestem na nie....miałam sobie zamówic ciuszki z katalogu...Anioł
nalega- a ja...juz się uparłam- że nie...
dlaczego nie akceptuje siebie- a inni mnie lubią..dlaczego piszę tak mdły
post...monotematycznie okropny- o tym- jak mi jest źle- tylko nawet powodu
nie potrafie podac..szry zimny oblepiajacy kisiel- to rzeczywistoć.....w domu
mam najsłodsze sloneczka...dzieci zdrowe madre i sliczne....oczy najczulszego
najzaradniejszego faceta wpatrzone w siebie....martwi sie...ranie go...on nie
zasługuje na mnie....
ja juz sie taka urodziłam- z hasłem- wszędzie dobrze gdzie mnie nie ma....z
tym smutnym spojrzeniem...
przy Aniele potrafiłam sie śmiac...a teraz- wraca to- co zabiaj radosc...nie
czytajcie tego...bo tego nie daje sie czytac..
mam huśtawkę nastrojów...łzy...
a poźniej dociera do mnie- że krzywdze..wiec się "poprawiam"...i nawet wraca
dobry nastrój...wraca po to- by bardziej bolalo- gdy mnie opuszca...
Gdy chorowałam- prawie 10 lat- na choroby ciała- byłam na przekór-
wesoła...walczyłam i miałam radosc z każdej wywalczonej chwili...czy brakuje
mi dramatyzmu????
Mam teraz kochanego dobrego człowieka....choroba mi odpusciła.....a
ja......czy ja krzyczę pomocy- i odrzucam ją....co ja powiem lekarzowi...ze
nie wiem- dlaczego...że zatraciłam zdolnosć rozumienia samej siebie?