Moja historia

15.07.05, 18:31
Napisałam to dzisięć tygodni temu - od tamtego czasu zażywam leki na
depresje, które na razie w ogóle nie pomogły:
Mój mąż od kilku ostatnich miesięcy bardziej interesuje się życiem
wirtualnym, niż realnym. Póki o tym nie wiedziałam wszystko byłó w
porządku (jestem przyzwyczajona do tego, że dużo czasu spędza przy komputerze
i nie sądziłam, że zaczął interesować się "poszukiwaniem bratnich dusz"). Ale
w pewnym momencie mąż zachował się tak, jak nigdy przed tym: zrobił się
nerwowy - tak to wyglądało, że zależało mu na tym, żebym się zainteresowała
tym wszystkim, co się zaczęło dziać w jego wirtualnym życiu: rózne rozmowy na
temat twórczości, konkursy, w których uczestniczy, jego sympatji i antypatji.
Faktycznie, nie przywiązywałam do tego wagi, chociaż były momenty, które mnie
trochę dziwiły, naprzykład bardzo emocjonalnie opowiadał naszemu znajomemu
jak wirtualnie pokłucił się z pewnym facetem, bo, jak tłumaczył, "musiał
bronić dziewczyny, którą wczyscy niesprawiedliwie krytykują". Nasz znajomy
nawet stwierdził wówczas, że chyba mój mąż w niej się zakochał. Ja, osoba
bardzo skłonna do zazdrości, wówczas zupełnie nie zareagowałam na to, pewnie
dlatego, że mąż nigdy przedtem nie dawał mi powodu do zazdrośći (mogłam byc
zazdrosna o czas, który poświęca nie mnie, - ale nigdy o kobietę). Ale mąż
(świadomie czy nie)zrobił wszystko, żebym się zaczeła interesować jego
wirtualnymi przyjaciółmi i przyjaciółkami. I kiedy dowiedziałam się, że
wlaśnie do tej "skrzywdonej" pisuję długie listy na temat tego, że znajomość
z nią i z jej twórczością dużo mu daje i napewno zmieni jego życie, że mają
ze sobą dużo wspólnego (a równocześnie do mnie zaczął mówić teksty, z których
praktycznie wynikało, że nie tak znów idealnie pasujemy do siebie) -
zabolało. Najpaskudniej poczułam się, kiedy się okazało, że z wspólnie z tą
dziewczyną napisali artykuł, z którego mój mąż był bardzo dumny (może własnie
o to chodziło, że miałam go chwalić? ale w trakcie pisania tak jakoś nie
wprost mówił mi o tym, że ja się nie zainteresowałam. Na moje pytanie
dlaczego wcześnie mi nic nie mówił stwierdził, że się bał jak ja na to
zareaguję.) Może niepotrzebnie zgodziłam się na drążenie tego tematu, ale
nawet po nocach opowiadał mi o swoich wirtualnych przeżyciach i robiło mi się
coraz ciężej na sercu, szczególnie kiedy na zadawał pytanie: "Ale mogę się z
nią przyjaźnic?" i mówił o męskiej naturze i wirtualnej miłości... Zresztą za
każdym razem nie zapominał dodawać, że chodzi wyłącznie o twórczość, bo ona w
nim rozbudza twórczą energję, bo jest osobą interesującą i we wszystkim się
zgadzają. Im dalej trwały te wyjaśnienia, tym bardziej pogrążałam się w bólu
i zaczynałam czuć pustkę wewnetrzną. Zaczęłam dzielić się z koleżankami
(oczywiście, nie wszystkimi szczegółami), ale dobre rady w niczym mi nie
pomogły, nie potrafiłam zatrzymać procesu popadania w depresje. W ciągu kilku
tygodni doprowadziłam się do całkowitego dołka psychicznego. Wiem, że jedynym
lekiem w tej sytuacji jest zmiana kierunku myśli, ale nie mogę myślić o
niczym innym...
    • drugi_biegun Re: Moja historia 15.07.05, 18:47
      smolineczka napisał:

      > Napisałam to dzisięć tygodni temu - od tamtego czasu zażywam leki na
      > depresje, które na razie w ogóle nie pomogły:
      >
      .
      .
      .
      > Wiem, że jedynym
      > lekiem w tej sytuacji jest zmiana kierunku myśli, ale nie mogę myślić o
      > niczym innym...

      depresja z braniem antydepresantów (zapisał lekarz?)?
      tylko dlatego, że mąż wirtualnie się zakochał?
      a może tylko zauroczył?
      jeśli TYLKO zauroczył wirtualnie, to w czym problem?
      na zauroczenie nie leki antydepresyjne tylko do wróżzki go zaprowadzić i
      egzorcyzmy jakieś przeprowadzić a rzucony wirtuaalnie urok powwwinien minąć.
      trochę sobie pod koniec zażartowałam, ale opis przyczyn twojej depresji...
      • smolineczka Re: Moja historia 15.07.05, 21:00
        drugi_biegun napisała:

        > depresja z braniem antydepresantów (zapisał lekarz?)?
        > tylko dlatego, że mąż wirtualnie się zakochał?
        > a może tylko zauroczył?
        > jeśli TYLKO zauroczył wirtualnie, to w czym problem?
        > na zauroczenie nie leki antydepresyjne tylko do wróżzki go zaprowadzić i
        > egzorcyzmy jakieś przeprowadzić a rzucony wirtuaalnie urok powwwinien minąć.
        > trochę sobie pod koniec zażartowałam, ale opis przyczyn twojej depresji...

        Drugi_biegun, sama wiem, że taka przyczyna nie brzmi poważnie, ale jak
        powiedział mój psychiatra "zazrość jest irracjonalna, ale emocje - prawdziwe".
        I one doprowadziły do depresji.
        • drugi_biegun Re: Moja historia 15.07.05, 21:30
          smolineczka napisał:

          > Drugi_biegun, sama wiem, że taka przyczyna nie brzmi poważnie, ale jak
          > powiedział mój psychiatra "zazrość jest irracjonalna, ale emocje -
          prawdziwe".
          > I one doprowadziły do depresji.

          znaam to powiedzenie-modne widać ostatnio się zrobiło
          "zazdrość jest irracjonalna"
          aa za co Kain zabił Abla?
          a dlaczego diabeł kusił Ewę?
          nie paanowanie naad emocjami sąa powodem depresji aa nie same emocje, nawet te
          nazywane IRRACJONALNYMI
          a radość "głupiego do sera" jest RACJONALNA?
          jesteśs ZAZDROSNA o uczucia mężaaa do innej kobiety i masz takie prawo.
          mnie natomiast dziwi, DLACZEGO nie byłaś zazdrosna i nie wpaadłaś w DEPRESJĘEE,
          kiedy twój mąż godzinami siedział przy komputerze kiedy pracował lub się
          douczał?
          SYNDROM ZAZDROŚCI JAJNIKÓW?
          a może ZAZDROŚCI że...tamta jest ciekawsza,
          inteligentniejsza,utalentowana,nieznana a przez to ciekawsza, bo nieznaane
          pociąga rozum do poznania?
          tacy są meżczyźni. już w dzieciństwie rozpruwają misiom brzuszki
          • smolineczka Re: Moja historia 17.07.05, 10:55
            drugi_biegun napisała:

            > smolineczka napisał:
            >
            > > DLACZEGO nie byłaś zazdrosna i nie wpaadłaś w DEPRESJĘEE,
            > kiedy twój mąż godzinami siedział przy komputerze kiedy pracował lub się
            > douczał?
            > a może ZAZDROŚCI że...tamta jest ciekawsza,
            > inteligentniejsza,utalentowana,nieznana a przez to ciekawsza, bo nieznaane
            > pociąga rozum do poznania?
            > tacy są meżczyźni. już w dzieciństwie rozpruwają misiom brzuszki

            Masz rację, właśnie o to chodzi: poczułam się mniej inteligentna i utalentowana
            od tamtej w oczach męża, czyli tak jakbym straciła jego miłość.
            • danuski Re: Moja historia 17.07.05, 11:03
              smolineczka napisał:

              > Masz rację, właśnie o to chodzi: poczułam się mniej inteligentna i
              utalentowana
              >
              > od tamtej w oczach męża, czyli tak jakbym straciła jego miłość.

              czy mąaż Ciebie pokochał za Twoją inteligencję i Twoje talenty?
              pewnie także i za te zalety, aale przecież nie jedynie za nie Cię kocha i z
              Tobą jest.
              Kochaa Cię przecież CAŁĄ!
              a tamta?
              tamta jest "w kawałku" tylko
              • smolineczka Re: Moja historia 17.07.05, 22:21
                danuski napisała:


                > czy mąaż Ciebie pokochał za Twoją inteligencję i Twoje talenty?
                > pewnie także i za te zalety, aale przecież nie jedynie za nie Cię kocha i z
                > Tobą jest.
                > Kochaa Cię przecież CAŁĄ!
                > a tamta?
                > tamta jest "w kawałku" tylko

                Jak powiada mój mąż, "jest tylko programem komputerowym"... Ale nie chce byc
                porównywana do innej dziewczyny:(
            • hasanet Re: Moja historia 01.09.05, 17:42
              smolineczka napisał:

              > poczułam się mniej inteligentna i utalentowana
              >
              > od tamtej w oczach męża
              Prawidłowo.
              > czyli tak jakbym straciła jego miłość.
              Nie można tu stawiać znaku równości. Mężczyźni kochają swoje wybranki za różne
              cechy serca i umysłu. Pokuszę się o stwierdzenie,że inteligencja i talenta nie
              są wcale najważniesze.
              asa
              • smolineczka Re: Moja historia 01.09.05, 18:14
                hasanet napisała:

                Mężczyźni kochają swoje wybranki za różne cechy serca i umysłu. Pokuszę się o
                stwierdzenie,że inteligencja i talenta nie są wcale najważniesze.

                Hasanet! Kobieta chce być wybranką i nie jest w stanie pogodzić się z liczbą
                mnogą. O to właśnie chodzi.
                • hasanet Re: Moja historia 01.09.05, 20:30
                  smolineczka napisał:

                  > hasanet napisała:
                  >
                  > Mężczyźni kochają swoje wybranki za różne cechy serca i umysłu. Pokuszę się o
                  > stwierdzenie,że inteligencja i talenta nie są wcale najważniesze.
                  >
                  > Hasanet! Kobieta chce być wybranką i nie jest w stanie pogodzić się z liczbą
                  > mnogą. O to właśnie chodzi.
                  Wypowiadasz się autorytarnie w liczbie pojedynczej. Rozumiem, że ta _kobieta,
                  która nie chce_ to Ty.
                  asa
                  • smolineczka Re: Moja historia 02.09.05, 12:07
                    Osobiście nie spotkałam kobiety, której nie zależy na tym, żeby być dla swojego
                    partnera tą jedyną...
          • calipso2 Re: Moja historia 20.07.05, 12:01
            Czy Twój mąż już się spotkał w realu z tą swoja wirtualna miłością?
            Jeżeli nie to pociesz się, że prawdopodobnie uciekłby z tej randki w popłochu.
            Tak z reguły kończą się wirtualne znajomości... wiem to z doświadczenia.
            Niestety przez Internet chemii nie da się wyczuć...
            • smolineczka Re: Moja historia 20.07.05, 14:04
              calipso2, mój mąż nie spotkał się ze swoją "wirtualną miłością" w realu,
              ponieważ ona mieszka za granicą. Ale pod wpływem wszystkich wydarzeń, z nią
              związanych w pewnym sensie zmieniły się jego charakter i podejście do życia.
              Chyba dlatego czuję się zagrożona. Opowiedz o swoich doświadczeniach, proszę!
        • danuski Re: Moja historia 02.09.05, 13:53
          smolineczka napisał:

          > Drugi_biegun, sama wiem, że taka przyczyna nie brzmi poważnie, ale jak
          > powiedział mój psychiatra "zazrość jest irracjonalna, ale emocje -
          prawdziwe".
          > I one doprowadziły do depresji.

          przeżywałam kiedyś podobny problem
          z tą róznicą, ze wtedy nie było jeszcze internetu i "motywacje" mojego męża
          miały jak najbardziej realny kształt i wygląd.
          robiłam się coraz bardziej smutna, i smutna....
          wszystko przebiegało tak jak u ciebie
          chciałabym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak
          zazdrość...zdrada.... choćby tylko w wyobraźni...wiem jak to boli
          wiem jak to niszczy
          teraz, już tyle lat po rozstaniu z mężem, wiem, ze on nie był wart tego całego
          mojego bólu i moich łez...
          ale na odbudowę utraconego zdrowia.....cały czas nadal próbuję swoje zdrowie
          emocjonalne budować od podstaw
          to trudne zadanie, ale nie ma innej drogi do odzyskania wewnętrzej równowagi,
          spokoju, chwil radości a może i szczęścia nawet...choćby tak malutkiego, ze
          słońce świeci i ptaszek śpiewa a róża czaruje swym wdziękiem.
          jestem jednaak już zmęczona swoją długą samotną walką o te krótkie promyki
          radości....
          no cóż
          bywają i takie życia
          • smolineczka Re: Moja historia 02.09.05, 17:02
            Danuski! Kilka razy przeczytałam twoje słowa: "to trudne zadanie, ale nie ma
            innej drogi do odzyskania wewnętrzej równowagi, spokoju, chwil radości a może i
            szczęścia nawet...choćby tak malutkiego, ze słońce świeci i ptaszek śpiewa a
            róża czaruje swym wdziękiem.jestem jednaak już zmęczona swoją długą samotną
            walką o te krótkie promyki radości.... no cóż bywają i takie życia". Twoje
            słowa są dla mnie prawdziwym wsparciem. W moim życiu już zdarzały się sytuacje,
            kiedy głęboko przeżywałam męską nielojalność. W obawie przed zdradą, przed
            samotnością odeszłam do innego mężczyzny w przekonaniu, że jego system wartości
            nie pozwoli mu postępować przeciwko mnie. Jak widać myliłam się. Najbardziej
            mnie boli to, że chyba nie będę w stanie odbudować swojego zaufania do męża.
            Tym bardziej, że on zachowuje się tak, jakby zupełnie nic się nie stało.
            Obawiam się, że coś pękło między nami. Bardzo mnie boli jego egoizm, a brakuje
            czułości, uwagi, zrozumienia.
    • mskaiq Re: Moja historia 16.07.05, 02:02
      Mysle ze pojawil sie u Ciebie bardzo silny starch, jest to strach o Wasz
      zwiazek i o milosc. Zaczynasz bac sie milosci, boisz sie ze moze Ci przyniesc
      cierpienie. Milosc nie przynosi cierpienia, przynosi go strach ktory
      akceptujesz zamiast milosci. Jest to paradoks ale pozbywamy sie milosci ktora
      przynosi radosc a zasepujemy ja strachem ktory przynosi bol i depresje.

      Jak zmienic kierunek mysli, musisz uwierzyc ze Twoj Maz kocha Ciebie, nie
      mozesz sie bac.
      Na pytania a co jesli On odejdzie, a co bedzie kiedy sie Wasz zwiazek skonczy,
      musisz odpowiadac ze to sie nie skonczy, On nie odejdzie. Nie mozna martwic
      sie na zapas bo w ten sposob trzymasz w Sobie strach.
      Wtedy rowniez zaczynasz sie dzialac irracjonalnie, przeciwko Sobie, Waszemu
      zwiazkowi i Mezowi.
      Bardzo pomoglyby Ci codzienne spacery, jeszcze lepiej bieg, rower, silownia,
      itp. To oslabia strach, wtedy jest latwiej kontrolowac Siebie.
      Staraj sie rowniez byc aktywna, to oslabia negatywne mysli, nie masz na nie
      czasu.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • drugi_biegun Re: Moja historia 16.07.05, 06:55
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze pojawil sie u Ciebie bardzo silny starch, jest to strach o Wasz
        > zwiazek i o milosc. Zaczynasz bac sie milosci, boisz sie ze moze Ci przyniesc
        > cierpienie. Milosc nie przynosi cierpienia, przynosi go strach ktory
        > akceptujesz zamiast milosci. Jest to paradoks ale pozbywamy sie milosci
        ktora
        > przynosi radosc a zasepujemy ja strachem ktory przynosi bol i depresje.
        >
        > Jak zmienic kierunek mysli, musisz uwierzyc ze Twoj Maz kocha Ciebie, nie
        > mozesz sie bac.
        > Na pytania a co jesli On odejdzie, a co bedzie kiedy sie Wasz zwiazek
        skonczy,
        > musisz odpowiadac ze to sie nie skonczy, On nie odejdzie. Nie mozna martwic
        > sie na zapas bo w ten sposob trzymasz w Sobie strach.
        > Wtedy rowniez zaczynasz sie dzialac irracjonalnie, przeciwko Sobie, Waszemu
        > zwiazkowi i Mezowi.
        > Bardzo pomoglyby Ci codzienne spacery, jeszcze lepiej bieg, rower, silownia,
        > itp. To oslabia strach, wtedy jest latwiej kontrolowac Siebie.
        > Staraj sie rowniez byc aktywna, to oslabia negatywne mysli, nie masz na nie
        > czasu.
        > Serdeczne pozdrowienia.
        >

        Mskaiq
        po raz pierwszy "udało mi się" odpowiedź Mskaiq odebrać jako NAJBARDZIEJ
        odpowiednią poradę jaką można udzielić do pozbycia się problemu przedstawionego
        w wątku.
      • smolineczka Re: Moja historia 19.07.05, 20:34
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze pojawil sie u Ciebie bardzo silny starch, jest to strach o Wasz
        > zwiazek i o milosc. Zaczynasz bac sie milosci, boisz sie ze moze Ci przyniesc
        > cierpienie. Milosc nie przynosi cierpienia, przynosi go strach ktory
        > akceptujesz zamiast milosci. Jest to paradoks ale pozbywamy sie milosci
        ktora
        > przynosi radosc a zasepujemy ja strachem ktory przynosi bol i depresje.
        >
        > Jak zmienic kierunek mysli, musisz uwierzyc ze Twoj Maz kocha Ciebie, nie
        > mozesz sie bac.
        > Na pytania a co jesli On odejdzie, a co bedzie kiedy sie Wasz zwiazek
        skonczy,
        > musisz odpowiadac ze to sie nie skonczy, On nie odejdzie. Nie mozna martwic
        > sie na zapas bo w ten sposob trzymasz w Sobie strach.
        > Wtedy rowniez zaczynasz sie dzialac irracjonalnie, przeciwko Sobie, Waszemu
        > zwiazkowi i Mezowi.
        > Bardzo pomoglyby Ci codzienne spacery, jeszcze lepiej bieg, rower, silownia,
        > itp. To oslabia strach, wtedy jest latwiej kontrolowac Siebie.
        > Staraj sie rowniez byc aktywna, to oslabia negatywne mysli, nie masz na nie
        > czasu.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        mskaiq, dziękuję za poparcie!
        >
        • ona-inka Re: Moja historia 22.07.05, 13:19
          nie ,nie zgadzam sie ! dlaczego radzicie jej wmawiac sobie ze maz ja kocha ze
          zwiazek sie nie rozpadnie?! to bezsensu! trzeba byc przygotowanym na wszytsko!
          dlaczego proponujecie jej zyc w iluzji?! skad wiecie ze maz ja nadal kocha? nie
          wiecie tego!
          Ty mosisz z nim szczerze porozmawiac!radzilabym powiedziec o swoich
          watpliwosciach,obawach... zapytac go co on by czul gdybys zafascynowala sie
          jakims kolega,czy pozwolil by na to... no pewnei odpowie ze tak skoro on sam
          znalazl sobie juz jakas ucieczke od rzeczywistowsci.dlaczego szuka
          znajomych,bratnich dusz?? czuje sie samotny? nie dla mnie to nie jest normalne
          i fair w stosunku do Ciebie ze znalazl sobie jakas przyjacioleczke o ktorej Ci
          opowiada ze budzi w nim tworczosc,stalas sie jaks jego przyjaciolka,kumpela do
          zwierzen o nowej fascynacji... moim zdaniem zapomnial co Was laczy... takie
          jest moje zdanie na temat tej sytuacji ,oczywiscie ze moge sie mylic bo ,nie
          wiem jak jest dokladnie,trzeba dobrze znac cala ta sytuacje aby dobrze Ci
          doradzic. Ty tez sobie znajdz jakiegos przyjaciela ktory budzi Cie do zycia..
          • bruke Re: Moja historia 24.07.05, 21:12
            Ja tu nic nie rozumiem z tych wypowiedzi. To takie wirtualne...Mnie sie wydaje,
            ze malzonek ma ze soba problemy i dlatego dazyl do ujawnienia przed zona swoich
            internetowych zainteresowan, które go opanowaly. Tu raczej nalezy leczyc
            malzonka i zgodnie z zaleceniem "specjalisty" zastosowac odpowiednia terapie,
            wlacznie z ograniczeniem dostepu do internetu. Chcialbym miec racje. Pozdrawiam
            • smolineczka Re: Moja historia 01.09.05, 17:22
              bruke napisał:

              > Ja tu nic nie rozumiem z tych wypowiedzi. To takie wirtualne...Mnie sie
              wydaje,
              >
              > ze malzonek ma ze soba problemy i dlatego dazyl do ujawnienia przed zona
              swoich
              >
              > internetowych zainteresowan, które go opanowaly. Tu raczej nalezy leczyc
              > malzonka i zgodnie z zaleceniem "specjalisty" zastosowac odpowiednia terapie,
              > wlacznie z ograniczeniem dostepu do internetu. Chcialbym miec racje.
              Pozdrawiam

              Bruke! Ja też chciałabym, żebyś miał rację, ale niestety to ja jestem załamana,
              a małżonek wprost przeciwnie: zadowolony z siebie, aktywny, chwali się znajomym
              swoimi wirtualnymi sukcesami...
              • hasanet Re: Moja historia 01.09.05, 17:36
                smolineczka napisał:

                > jestem załamana,
                >
                > a małżonek wprost przeciwnie: zadowolony z siebie, aktywny, chwali się
                znajomym
                >
                > swoimi wirtualnymi sukcesami...
                Miałby się łamać wraz z Tobą? Po co?
                asa
                • smolineczka Re: Moja historia 01.09.05, 18:10
                  Hasanet! Każdy ma prawo do szczęścia. I problem nie polega na tym, żeby
                  wszystkich szczęśliwych wpędzić w depresję, a raczej na tym, żeby wyjść z
                  depresji, bo to ona szkodzi ludziom i niszczy dobre stosunki. Inna sprawa, że
                  egoizm też niszczy i też szkodzi... Gdybym umiała pogodzić różne nie zawsze
                  łatwe emocje, poglądy, wydarzenia, to pewnie nie miałabym depresji. Czasami tak
                  właśnie bywa: wiemy, że trudności są do pokonania, ale za nic nam się to nie
                  udaje. To jest pewnie jedna z najkrótszych dróg do depresji. Jak odszukać drogę
                  powrotną?
                  • hasanet Re: Moja historia 01.09.05, 20:41
                    smolineczka napisał:

                    > Gdybym umiała pogodzić różne nie zawsze
                    > łatwe emocje, poglądy, wydarzenia, to pewnie nie miałabym depresji. Czasami
                    tak
                    >
                    > właśnie bywa: wiemy, że trudności są do pokonania, ale za nic nam się to nie
                    > udaje. To jest pewnie jedna z najkrótszych dróg do depresji. Jak odszukać
                    drogę
                    >
                    > powrotną?
                    Znasz ją doskonale. Usiłuję Ci podpowiedzieć, jak pokonać przeszkody
                    uniemożliwiające jej przebycie.
                    asa
          • smolineczka Re: Moja historia 01.09.05, 17:19
            ona-inka napisała:

            dla mnie to nie jest normalne i fair w stosunku do Ciebie ze znalazl sobie
            jakas przyjacioleczke o ktorej Ci opowiada ze budzi w nim tworczosc,stalas sie
            jaks jego przyjaciolka,kumpela do zwierzen o nowej fascynacji... moim zdaniem
            zapomnial co Was laczy...
            takie jest moje zdanie na temat tej sytuacji ,oczywiscie ze moge sie mylic
            bo ,nie wiem jak jest dokladnie,trzeba dobrze znac cala ta sytuacje aby dobrze
            Ci doradzic. Ty tez sobie znajdz jakiegos przyjaciela ktory budzi Cie do zycia..

            Ona-inka! Bardzo dziękuję za twoje współczucie i zrozumienie sytuacji! Tak
            pięknie to określiłaś: "budzi do życia". Dokładnie o to chodzi: zabrakło mi
            energii do życia i nic mnie nie cieszy. Spędziłam wakację nad ciepłym morzem,
            ale nawet urocza przyroda, piękna pogoda, pływanie i odpoczynek nie przewróciły
            dobrego humoru. Leki odstawiłam (chyba mniejsze było ich działanie
            antydepresyjne, niż uboczne, które przejawiało się po pierwsze silnym lękiem,
            szczególnie po obudzeniu, a po drugie tym, że nie umiałam znaleźć sobie żadnego
            zajęcia); do psychiatry przestałam chodzić (nie pomagały mi jego wnioski na
            temat przeniesienia w dorosłe życie problemów z dzieciństwa i przekładania
            oczekiwań z rodziców na męża: "Pani postępowanie odbiera Pani możliwość
            rozwoju, a Pani mąż nie poddał się; mężczyzna musi udowadniać swój talent poza
            domem"...) Najbardziej mi przeszkadza chyba to, że nie radzę sobie w kontaktach
            z ludźmi: nic mi nie przychodzi do głowy, o czym można z ludźmi gadać, a muszę
            chodzić do pracy i nie wypada ciągle milczeć, zresztą, najbliższym też nic nie
            mam do powiedzenia, a i sama ze sobą odczuwam jedynie pustkę wewnetrzną. Marzę
            o tym, żeby czegokolwiek zapragnąć, żeby cieszyć się życiem, które ma swoje
            wady, ale przy odrobinie harmonii wewnętrznej przynosi dużo radości póki się
            jest młodym i zdrowym.
            • mskaiq Re: Moja historia 01.09.05, 18:40
              Napisalas Smolineczko

              >Gdybym umiała pogodzić różne nie zawsze łatwe emocje, poglądy, wydarzenia, to
              >pewnie nie miałabym depresji.

              Zgadzam sie z tym co napisalas, to bardzo by Ci pomoglo, ale niezwykle wazne
              jest to ze rozumiesz gdzie sa Twoje problemy. Tych problemow nie rozwiaze za
              Ciebie lekarz ani psychoterapeuta.
              Piszesz o problemach w kontaktach z ludzmi. Te problemy biora sie ze strachu
              przed nimi. Boisz sie odezwac bo boisz sie ze mozesz powiedziec cos nie tak, ze
              ktos moze Cie negatywnie ocenic albo ze okazesz sie glupia.
              To Ty oceniasz Siebie i dyskwalifikujesz, to nie ludzie to robia. Twoja pustka
              bierze sie ze strachu, tak dlugo jak on decyduje u Ciebie tak dlugo nie
              bedziesz w stanie mowic, strah na to nie pozwoli.
              Ja Smolineczko mam 55 lat, nigdy nie bylem mlodszy w sensie planow, dzialan czy
              optymizmu, nigdy nie bylem zdrowszy. To nie wiek decyduje o zdrowiu, to Ty o
              tym decydujesz.
              Kiedy jest w nas wiele radosci czujemy sie mlodzi i zdrowi. Kiedy przychodza
              zle mysli, bezsens, strach wtedy mozna byc starym i chorym majac 20 lat.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • smolineczka Re: Moja historia 02.09.05, 12:17
                Mskaiq! Dzięki za zrozumienie. Pewnie masz rację: po prostu jestem
                zakompleksiona. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie zbyt gwałtowna
                przemiana. Owszem, zawsze byłam nieśmiała, ale jeszcze na wiosnę tego roku
                czułam się szcześliwa i wówczas gadałam bez przerwy - nie miałam problemów ze
                znalezieniem tematów. Nie rozumiem jak to się dzieje, że nie jestem sobą.
            • hasanet Re: Moja historia 01.09.05, 20:56
              smolineczka napisał:

              > ona-inka napisała:
              >
              > dla mnie to nie jest normalne i fair w stosunku do Ciebie ze znalazl sobie
              > jakas przyjacioleczke o ktorej Ci opowiada ze budzi w nim tworczosc,stalas
              sie
              > jaks jego przyjaciolka,kumpela do zwierzen o nowej fascynacji... moim zdaniem
              > zapomnial co Was laczy...
              Nie rób z chłopa głupa. Łączy ich koleżeństwo, i to do niego facet się w
              naturalny sposób odwołuje.
              > Ty tez sobie znajdz jakiegos przyjaciela ktory budzi Cie do zycia.
              Jeśli chodzi o budzenie, najlepszy jest wewnętrzny czasomierz.
              > Najbardziej mi przeszkadza chyba to, że nie radzę sobie w kontaktach
              >
              > z ludźmi: nic mi nie przychodzi do głowy, o czym można z ludźmi gadać, a
              muszę
              > chodzić do pracy i nie wypada ciągle milczeć,
              Zapracowani są mile widziani u szefów. Niektórzy to aż się zmęczą, żeby na
              takich wyglądać.
              > zresztą, najbliższym też nic nie
              > mam do powiedzenia,
              Włącz im TV.
              > a i sama ze sobą odczuwam jedynie pustkę wewnetrzną.
              Przejdzie. W ramach experymentu mogę Cię podk...ć.
              > Marzę
              > o tym, żeby czegokolwiek zapragnąć, żeby cieszyć się życiem, które ma swoje
              > wady, ale przy odrobinie harmonii wewnętrznej przynosi dużo radości póki się
              > jest młodym i zdrowym.
              Znam takich, którzy twierdzą, że zdrowie i młodość nie warunkują zadowolenia z
              życia.
              asa

              • smolineczka Re: Moja historia 02.09.05, 12:13
                Hasanet! Czytając twoje wypowiedzi dochodzę do wniosku, że nie straciłam
                jeszcze poczucia humoru, ale i tak nie rozumiem co masz na mysli: "W ramach
                experymentu mogę Cię podk...ć"??
                • danuski Re: Moja historia 02.09.05, 13:35
                  smolineczka napisał:

                  > Hasanet! Czytając twoje wypowiedzi dochodzę do wniosku, że nie straciłam
                  > jeszcze poczucia humoru, ale i tak nie rozumiem co masz na mysli: "W ramach
                  > experymentu mogę Cię podk...ć"??

                  dzięki Smolineczko za to pytanie do Hasanet
                  ja też tego fragmentu nie zrozumiałam
                  i zgadzam się z tobą, ze do czytania Hasanet potrzebne jest poczucie humoru
                  oraz pewnej autoironi, w której Hasanet jest mistrzynią...może zaraz po mnie :)
                  • smolineczka Re: Moja historia 02.09.05, 16:18
                    Danuski! Autoironia, jak i ironia w ogóle świadczy o zdrowym podejściu do
                    siebie i innych. Mnie ostatnio nie stać na adekwatne relacje z rzeczywistością,
                    ale właśnie o to chodzi, żeby wrócić do normalności.
                • hasanet Re: Moja historia 02.09.05, 14:39
                  Nie chodzi o podkuwki, lecz o o to drugie. Burza uczuć wypełniłaby Twoje jałowe
                  jestestwo, gdyby mi się oczywiście powiodło.
                  asa
                  • smolineczka Re: Moja historia 02.09.05, 16:25
                    hasanet napisała:

                    Burza uczuć wypełniłaby Twoje jałowe jestestwo, gdyby mi się oczywiście
                    powiodło.

                    Hasanet! Czy twoja metoda polega na tym, żeby szczerymi okresleniami (jałowe
                    jestestwo) doprowadzać cięrpiących do zrozumienia bezlitosnej prawdy? A jeśli
                    chodzi o "burzę uczuć", niech to będą uczucia radosne, a nie bolesne.
                    • hasanet Re: Moja historia 02.09.05, 16:55
                      smolineczka napisał:

                      > Czy twoja metoda polega na tym, żeby szczerymi okresleniami (jałowe
                      > jestestwo) doprowadzać cięrpiących do zrozumienia bezlitosnej prawdy?
                      Jak na _Rozprawę o metodzie_ to moja główka zbyt płaska.
                      > A jeśli
                      > chodzi o "burzę uczuć", niech to będą uczucia radosne, a nie bolesne.
                      Człowiek rodzi się w bólu-powiadają. Poczyna w słodyczy-powiedzmy.
                      A tak w ogóle co się wszyscy na to szczęście uparli? Za dużo reklam czy co?
                      asa
                      • smolineczka Re: Moja historia 02.09.05, 17:12
                        Hasanet! Miałam na myśli nie tyle szczęście, ile równowagę wewnętrzną - bez
                        niej życie jest zbyt trudne. Nie uważasz?
                        • danuski Re: Moja historia 02.09.05, 18:53
                          smolineczka napisał:

                          > Hasanet! Miałam na myśli nie tyle szczęście, ile równowagę wewnętrzną - bez
                          > niej życie jest zbyt trudne. Nie uważasz?

                          nie wiem co Hasanet uważa, aale jaa "po przejściach" to marzę o zachowaniu
                          równowagi wewnętrznej najbardziej.
                          a szczęście?
                          tyle rzeczy,wydarzeń może cieszyć
                          oby mniej rzeczy,wydarzeń bolało
                        • hasanet Re: Moja historia 02.09.05, 18:59
                          Nie wiem, czy trudne, bo nie znam łatwego. Natomiast ciekawe na pewno.
                          asa
                          • danuski Re: Moja historia 02.09.05, 19:03
                            hasanet napisała:

                            > Nie wiem, czy trudne, bo nie znam łatwego. Natomiast ciekawe na pewno.
                            > asa

                            ja bym jednak to moje ciekawe chętnie zamieniła na szczęśliwe
                            ale już po ptakach-jak to się mówi
                            chociaż resztkę to chciałabym przeżyć przynajmniej spokojne, a wtedy radości to
                            sobie sama znajdę
                            • smolineczka Re: Moja historia 03.09.05, 18:11
                              Danuski! Hasanet! Wiecie o czym marzę? O tym, że wreszcie przestanę dzielić
                              włos na czworo w każdej najprostszej codziennej sytuacji, będę pewna siebie i
                              otwarta na wszystko, co się dzieję. Chcę szanować siebie i uważać swoje życie
                              za udane. Czy to jest takie trudne?
                              • hasanet Re: Moja historia 03.09.05, 18:44
                                smolineczka napisał:

                                > Wiecie o czym marzę? O tym, że wreszcie przestanę dzielić
                                > włos na czworo w każdej najprostszej codziennej sytuacji,
                                W tym na pewno nie, może w przyszłym życiu.
                                > będę pewna siebie
                                Da się wytrenować.
                                > i
                                > otwarta na wszystko, co się dzieję.
                                To furta do pełnoobjawowego szaleństwa. Po jakie licho ją odmykać?
                                > Chcę szanować siebie
                                Wykonalne.
                                > i uważać swoje życie
                                > za udane.
                                > Czy to takie trudne?
                                Samookłamywanie to zawodny mechanizm obronny, może wyrządzić więcej szkód niż
                                przynieść pożytków. Moim zdaniem kręcenie nim jest trudniejsze niż posługiwanie
                                się prawdą.
                                asa
                                • smolineczka Re: Moja historia 05.09.05, 17:21
                                  Hasanet! Piszesz: "Samookłamywanie to zawodny mechanizm obronny, może wyrządzić
                                  więcej szkód niż przynieść pożytków. Moim zdaniem kręcenie nim jest trudniejsze
                                  niż posługiwanie się prawdą." Zgadzam się z tobą. Trzeba umieć patrzeć na
                                  świat, własne życie i sukcesy (porażki) pod takim kątem, żeby nie wyrządzać
                                  sobie krzywdy, czyli mówiąc najkrócej zaaprobować siebie i wybory, które
                                  dokonujemy.
                              • mskaiq Re: Moja historia 04.09.05, 01:25
                                Mysle ze to wymaga tylko kontroli tego co robisz. Nie dziel wlosa na czworo.
                                Podejmuj decyzje na spokojnie, staraj sie aby na ta decyzje nie mial wplywu
                                strach. Strach podpowiada zle rozwiazania.
                                Szacunek i akceptacja Siebie decyduje jak widzisz Swoje zycie. Jesli potrafisz
                                lubic Siebie, bedziesz lubila Swoje zycie.
                                Serdeczne pozdrowienia.
                                • hasanet Re: Moja historia 04.09.05, 09:32
                                  mskaiq napisał:

                                  > staraj sie aby na ta decyzje nie mial wplywu
                                  > strach. Strach podpowiada zle rozwiazania.
                                  Niejednemu ocalił d..ę.
                                  asa
                                  • euforyk Re: Moja historia 05.09.05, 23:11
                                    hasanet napisała:

                                    > mskaiq napisał:
                                    >
                                    > > staraj sie aby na ta decyzje nie mial wplywu
                                    > > strach. Strach podpowiada zle rozwiazania.
                                    > Niejednemu ocalił d..ę.
                                    > asa

                                    niejeden tez zrobil kupę
                                    • hasanet Re: Moja historia 06.09.05, 08:26
                                      euforyk napisał:

                                      > hasanet napisała:
                                      >
                                      > > mskaiq napisał:
                                      > >
                                      > > Strach podpowiada zle rozwiazania.
                                      > > Niejednemu ocalił d..ę.
                                      > > asa
                                      >
                                      > niejeden tez zrobil kupę
                                      Poza wyszukanym rymem miałeś na celu coś więcej?
                                      Wybór miedzy całą dupą a kupą nie podlega w/g mnie ocenie.
                                      asa
                                      • euforyk Re: Moja historia 06.09.05, 09:40
                                        > Wybór miedzy całą dupą a kupą nie podlega w/g mnie ocenie.

                                        dlatego jestes na forumie?
                                        • hasanet Re: Moja historia 06.09.05, 15:09
                                          Wszędzie razem z Tobą!
                                          asa
                                          • euforyk Re: Moja historia 06.09.05, 16:54
                                            czyli w pokrzywy
                                            • hasanet Re: Moja historia 06.09.05, 19:35
                                              Czuję się trochę zażenowana. Takiej odważnej propozycji się po Tobie nie
                                              spodziewałam.
                                              asa
                                • smolineczka Re: Moja historia 05.09.05, 17:34
                                  Mskaiq! Akceptować siebie - to takie pozornie proste zadanie. I takie trudne
                                  dla kogoś, kto ma słabą wolę. Dlaczego tak uważam? Bo całe życie dążę do
                                  wolności (prawdziwej, wewnętrznej) i jednocześnie ciągle pozostaję uzaleźniona
                                  od innych ludzi, bo boję się samotności. Masz racje: chodzi o pokonanie tego
                                  strachu. Sęk w tym, że jedni rodzą się bardziej zaradni i przebojowi, a inni -
                                  mniej. Czasami mi się wydaje, że jestem za grzeczna, mimo że całe życie staram
                                  się sobie udowadniać, że jestem wyluzowana i samodzielna. A trzeba żyć w
                                  zgodzie z własnym charakterem. Czyli przede wszystkim trzeba dobrze poznać
                                  siebie i swoje prawdziwe potrzeby. Niestety, to nie jest proste zadanie, bo
                                  otoczenie i moda narzucają swoje wymagania i tylko silna wola pomaga w
                                  znalezieniu odpowiedniej drogi.
                                  • mskaiq Re: Moja historia 06.09.05, 16:43
                                    Zaakceptowac Siebie Smolineczko to trudne zadanie. Na przeszkodzie stoi strach,
                                    brak wiary we wlasne sily, brak woli.
                                    Ludzie zaradni, przebojowi po prostu lepiej radza sobie z tym strachem. To nie
                                    przychodzi latwo i nikt nie ma tego za darmo.
                                    Ja bylem bardzo zaradny, pokonywalem moj strach przy pomocy agresji. Toczylem
                                    wojny ze wszystkimi i o wszystko. Ta przebojowosc nie wyzwala od strachu, rodzi
                                    wiekszy.
                                    Kiedys zrozumialem ze moje uzaleznienie od ludzi, jest strachem, ze to moje
                                    wybrazenia o innych buduja we mnie lek i reaguje na to obrona, lub atakiem.
                                    To dlatego napotykamy na ludzi ktorzy bez zadbego powodu zaczynaja walczyc z
                                    nami. To jest strach, poczucie zagrozenia ktore inni probuja pokonac przez
                                    agresje lub ucieczke.
                                    Trzeba przelamac ten strach Smolineczko, mi pomogla wiara ze nic nie moze sie
                                    mi przydazyc, ze wyjde z tego bez szwanku.
                                    Wlasciwie kazdy moj strach pokonywalem przez wiare. Kiedys panicznie balem sie
                                    o dzieci. Trwalo to tak dlugo az uwierzylem ze nic nie moze sie im przydazyc,
                                    wtedy przestalem sie bac. Problemem jest tylko wybudowanie takiej wiary ktora
                                    bylaby silniejsza od strachu.
                                    W znalezieniu mojej drogi pomogla mi milosc, bez niej nie byloby mozliwe
                                    pokonac strachu, byla motywacja i byla tym do czego wracalem z ufnoscia, zawsze
                                    pomagala i przynosila ulge.
                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                    • euforyk Re: Moja historia 06.09.05, 16:52
                                      > To dlatego napotykamy na ludzi ktorzy bez zadbego powodu zaczynaja walczyc z
                                      > nami. To jest strach, poczucie zagrozenia ktore inni probuja pokonac przez
                                      > agresje lub ucieczke.

                                      a tu wyobraznia nie gra roli? moze wcale nie walcza, tylko tak sie tak wydaje bo
                                      strach tak podpowiada.
                                    • smolineczka Re: Moja historia 08.09.05, 15:23
                                      Mskaiq! Bardzo pasują te twoje przemyślenia i rady do mojej sytuacji. Ja swoim
                                      zachowaniem prowokuję ludzi do postępowania, które mi zupełnie nie odpowiada.
                                      Kiedyś reagowałam na to agresją (przyznam, że przede wszystkim w stosunku do
                                      najbliższych). Nie wychowałam w sobie takich bardzo pomocnych cech, jak
                                      asertywność, komunikatywność, pewność siebie. Łatwiej mi było zrezygnować z
                                      robienia kariery i posiadania szerszego grona znajomych na rzecz starannego
                                      budowania związku partnerskiego, w którym partner zastępuje cały świat.
                                      Kosztowało to pewnego wysiłku, ale też w pewnym stopniu było złudzeniem. Jednak
                                      człowiek powinien znaleźć swoje miejsce w życiu i to daje poczucie wolności i
                                      pewności. A ja czuję zagrożenie ze strony otoczenia, które w wielu sytuacjach
                                      narzuca swoją wolę, a ja nie umiem zareagować na to tak, jak chcę.
                                      • mskaiq Re: Moja historia 08.09.05, 16:49
                                        Mysle ze nie istnieje ucieczka przed problemami, mozna je ignorowac, probowac
                                        zapomiec o nich. Niestety one zawsze wroca i zwykle w najgorszym momecie.
                                        Ja tez bylem zamkniety na ludzi, unikalem ich, przyczyna tego tego byl strach.
                                        Kiedy jest w nas strach zawsze widzimy innych jako zagrozenie dla siebie.
                                        Milosc pomogla mi rozwiazac moje problemy z ludzmimi, ona otwiera na ludzi,
                                        pozwala rozumiec reakcje innych, pokonuje strach.
                                        Jedna z najwazniejszych krokow do pogodzenia sie z ludzmi bylo pozbycie sie
                                        krytyki, zamiast krytyki staralem sie rozumiec ludzkie reakcje. Reakcje innych
                                        mozna rozumiec tylko wtedy kiedy rozumiemy wlasne reakcje. Jesli rozumiemy
                                        siebie to rozumiemy innych. Dalszym krokiem jest wybaczenie sobie, jesli to
                                        potrafisz to potrafisz wybaczac innym. Bez wybaczenia nie mozna funkcjonowac w
                                        zyciu.
                                        Czesto napotykalem na reakcje pelne eufori a chwile pozniej pojawialo sie
                                        przygnebienie lub obojetnosc. Kiedys zostalem wyrzucony z pracy a pol godziny
                                        pozniej zostalem do niej przywrocony z najwyzszymi honorami.
                                        Gdybym nie potrafil wybaczyc temu czlowiekowi ze mnie wyrzucil to nigdy nie
                                        zostalby moim przyjacielem. Jest wspanialym czlowiekiem.
                                        Jesli chodzi o reakcje agresywne to przynosza wiele szkody, pozwalamy wtedy
                                        decydowac zlosci o nas. Pozniej, juz bez emocji zalujemy tego co zrobilismy lub
                                        powiedzielismy.
                                        Serdeczne pozdrowienia.

                                        • citalinka Re: Moja historia 08.09.05, 16:51
                                          masku, a może wyskoczysz na solówke w moim wątku?
                                          z czego jesteś zrobiony?
                                        • euforyk Re: Moja historia 08.09.05, 19:27
                                          > Jedna z najwazniejszych krokow do pogodzenia sie z ludzmi bylo pozbycie sie
                                          > krytyki, zamiast krytyki staralem sie rozumiec ludzkie reakcje.Reakcje innych
                                          > mozna rozumiec tylko wtedy kiedy rozumiemy wlasne reakcje.

                                          no wlasnie to jest krytyka mskaiq, trzeba umiec przebywac z ludzmi, zyc z nimi,
                                          a nie ich "rozumiec", jak caly czas rozumiesz innych przez siebie, to wciskasz
                                          im siebie. wlasnie dlatego towarzystwo neurotykow jest niewskazane dla siebie bo
                                          oni naokraglo projektuja swoje przypadlosci na innych i w ten sposob
                                          przyprawiaja im gembe.

                                          > Jesli rozumiemy
                                          > siebie to rozumiemy innych.

                                          myslisz ze wszyscy sa tacy jak ty? myslisz ze jak we wszystkich bedzieswz
                                          widzial swoje przypadlosci to im pomozesz? czy tylko wcisniesz im te
                                          przypadlosci i je pobudzisz?

                                          to o czym piszesz moim zdaniem trzeba sie tego oduczac, zeby ostatecznie nauczyc
                                          sie spontanicznosci.
                                          • citalinka Re: Moja historia 08.09.05, 19:38
                                            wiesz, euforyk, podziwiam, że jeszcze czujesz jakiś sens mówienia do m. mam
                                            wrażenie, że można by pisać do niego literami większymi od wież eiffla a bez
                                            efektu. i to jest to, co w nim mnie przeraża
                                            • euforyk Re: Moja historia 09.09.05, 11:06
                                              citalinka napisała:

                                              > wiesz, euforyk, podziwiam, że jeszcze czujesz jakiś sens mówienia do m.

                                              to jest forum, kazdy mowi co mysli, na privie przeciez do niego listow nie pisze

                                              > mam
                                              > wrażenie, że można by pisać do niego literami większymi od wież eiffla a bez
                                              > efektu.

                                              moze litery za duze, jak sie jest za blisko to sie nie widzi, a trudno moze o
                                              wiekszy dystans. na efekty zadne nie licze

                                              > i to jest to, co w nim mnie przeraża

                                              taki los ignoranta - przeraza
                                              • citalinka Re: Moja historia 09.09.05, 14:45
                                                "moze litery za duze, jak sie jest za blisko to sie nie widzi, a trudno moze o
                                                > wiekszy dystans. na efekty zadne nie licze"

                                                może jestem za bardzo obliczona? zwykle niewiele robię gdy nie zanosi sie na
                                                efekty żadne

                                                czy to znaczy, że jestem wyrachowana moze?
                                                • euforyk Re: Moja historia 09.09.05, 15:44
                                                  ale jakie chcesz miec efekty? chcesz go zmienic? to bedziesz robic to co on,
                                                  ktory wszystkich chce zmienic na swoje podobienstwo :-)
                                                  • citalinka Re: Moja historia 09.09.05, 15:58
                                                    nie zaraz "zmienic".
                                                    chciałam go sprowokować do jakiejkolwiek reakcji.
                                                    Jakie chciałam miec efekty? ano sprawdzić tylko chciałam, czy da się go
                                                    wytrącic z jego mnakabrycznej pseudorównowagi,
                                                    tak to było w tym temacie..
                                                  • euforyk Re: Moja historia 09.09.05, 16:00
                                                    ech citalinka, moze juz skonczmy ten temat, nieladnie mowic o kims, a zwlaszcza
                                                    o nieobecnych
                                                  • citalinka Re: Moja historia 09.09.05, 16:01
                                                    po pierwsze on jest tu obecny, nie ważne czy w tym momencie.
                                                    po drugie w ogóle nie musimy rozmawiać.
                                                  • euforyk Re: Moja historia 09.09.05, 16:03
                                                    nic nie musimy , wszystko mozemy
                                                  • citalinka Re: Moja historia 09.09.05, 16:05
                                                    ale w razie gdybyśmy nie chcieli, to przymusu nie ma :), o to mi chodzi.
                                                    może jestm obrażona, o
                                                  • citalinka Re: Moja historia 09.09.05, 16:08
                                                    albo zawstydzona
                                                  • euforyk Re: Moja historia 09.09.05, 16:13
                                                    no wlasnie nie ma przymusu :-)
                                                  • citalinka Re: Moja historia 09.09.05, 16:16
                                                    dobrze, że tu nie można np pokazać komuś języka..:)
                                                    albo rzucić w niego korkiem
                                        • smolineczka Re: Moja historia 09.09.05, 17:59
                                          Mskaiq! Okazuje się, że na tym forum jesteś ogromnie popularny - jak zwykle,
                                          jednym odpowiadają twoje komentarze, innym - nie. Ja nie mogę nie zgodzić się z
                                          twoimi poglądami na temat strachu: jak strach w nas siedzi, to blokuje
                                          wszystkie nasze normalne reakcje. Oczywiście, nie chodzi jedynie o strach. Mnie
                                          przez całe życie ogromnie przeszkadza coś w rodzaju zazdrości, która kiedyś
                                          wywoływała we mnie agresję, a teraz przygnębienie. Swój stan ciągle opisuję w
                                          tym właśnie wątku, który nazwałam "moja historia".
                                          Ogromnie zdenerwowało mnie przed chwilą to, że mój mąż znów mnóstwo czasu
                                          poświęcił na opisanie swojemu znajomemu tego wszystkiego, co dla mnie od wiosny
                                          jest koszmarem, a dla niego - ogromnie ważną, mimo że wirtualną, częścią jego
                                          życia i powodem dla dumy. Zdaję sobie sprawę z tego, że to właściwie ja
                                          pierwsza z nas dwojga pokochałam internet i zaczęłam brać udział w różnych
                                          dyskusjach (łącznie z tym, co robię teraz, tu, na tym forum). Ale ciągle mam
                                          wrażenie, że potrafię umieścić tego typu zainteresowania na właściwej półce, a
                                          mężowi jednak trochę miesza się w głowie realność z fikcją. Marzę o tym, żeby
                                          ta jego fascynacja wreszcie minęła. Przeszkadza mi to i już. Nie umiem sobie
                                          poradzić z tym uczuciem, jak nie staram się. Wiem, że to glupio, wiem, że
                                          szkodzę sobie, ale nie bardzo panuję nad emocjami i ledwe wstrzymuję się przed
                                          tym, żeby nie palić jednego papierosa za drugim...
                                          A to, że ostatnio mam ze sobą inne problemy (przede wszystkim to, że nie
                                          potrafię rozmawiać z ludźmi) wydaje mi się w jakiś potworny sposób powiązane z
                                          tym, co opisałam wyżej: nieprzyjemne emocje blokują przepływ energii. Mskaiq to
                                          ma na myśli, kiedy pisze o strachu.
                                          • mskaiq Re: Moja historia 10.09.05, 01:51
                                            Zazdrosc jest pochodna strachu. Zwykle bierze sie z tego ze boisz sie ze nie
                                            poradzisz sobie, ze nie osiagniesz tego co osiagnela inna osoba.
                                            Strach objawia sie w bardzo rozny sposob, moze byc agresja, przygnebienie albo
                                            objawy somatyczne.
                                            Mysle ze jedna z najwazniejszych spraw jest opanowanie zdenerwowania. Ja kiedys
                                            tez palilem papierosy, bardzo duzo, powyzej 60 dziennie. Papierosy nie
                                            uspakajaja, jesli chcesz panowac nad emocjami zacznij codzienne spacery, bieg,
                                            rower, itp. Rowniez zdrowa dieta, duzo owocow, bardzo pomoze. Unikaj rowniez
                                            wszystkiego co ma w sobie kofeine, bardzo podnosi emocjonalnosc.
                                            Jesli chodzi o zlosc to wylapuje ja natychmiast kiedy pojawia sie nagle we
                                            mnie. Pozbywam sie jej natychmiast, to przychodzi obecnie bez wysilku, na
                                            poczatku byla to istna walka aby nad soba zapanowac.
                                            Znam te blokady ktore opisujesz bo przechodzilem przez nie. Trzeba je
                                            przelamywac, na poczatku bedzie trudno ale z czasem te blokady beda slabsze,
                                            one w koncu znikna, pokonasz je. Jesli Ci sie to uda otworzysz dla Siebie swiat
                                            ludzi. Zobaczysz ile satysfakcji i radosci takie kontakty przynosza. Przestanie
                                            Cie meczyc kontakt z ludzmi, bedzie przynosil wiele radosci.
                                            Serdeczne pozdrowienia.
                                            • citalinka Re: Moja historia 10.09.05, 09:40
                                              msqiag, błagam, słabym głosem proszę cichuto o jedno chciaż: czemu do ku..
                                              nędzy zawsze piszesz "serdeczne pozdrowienia"?
                                              Dlaczego nie "trzymaj się", "będzie dobrze, bywaj", "nos do góry" no cokolwiek
                                              jak babcię kocham!!! Czemu wciąż tak samo? to upiorne.
                                              no...?
                                              • lucyna_n Re: Moja historia 10.09.05, 10:39
                                                nie sugeruj sie tym, to tylko wygenerowany automatycznie zwrot grzecznościowy.
                                                • citalinka Re: Moja historia 10.09.05, 10:46
                                                  tak, w ogóle zaczynam widzieć programy zamiast forumowiczów.
                                                  niektórych
                                                  • lucyna_n Re: Moja historia 10.09.05, 11:13
                                                    na nerwicę natręctw podobno dobry jest anafranil
                                                • hasanet Re: Moja historia 10.09.05, 22:36
                                                  ..mający za zadanie rozmiękczyć mięsożerców przed biegiem przez płotki.
                                                  asa
                                              • hasanet Re: Moja historia 10.09.05, 22:34
                                                citalinka napisała:

                                                > msqiag, błagam, słabym głosem proszę cichuto o jedno chciaż: czemu do ku..
                                                > nędzy zawsze piszesz "serdeczne pozdrowienia"?
                                                Odpuściłby chociaż _serdeczne_. Gdy to czytam, widzę kelnera.
                                                sas
                                            • smolineczka Re: Moja historia 11.09.05, 23:01
                                              Mskaiq! Bardzo Ci dziękuję za to, że czytasz to, co piszę i odpowiadasz. Wierzę
                                              w to, że "w zdrowym ciele - zdrowy duch" i żałuję, że jestem za leniwa na
                                              rower, dietę i inne całkiem rozsądne rzeczy. A jeśli chodzi o kontakty z
                                              ludźmi, to najbardziej nie rozumiem tego, co się ze mną dzieję, że nie
                                              przynoszą mi radości, jak kiedyś.
                                              • mskaiq Re: Moja historia 12.09.05, 15:19
                                                Piszesz Smolineczko ze kontakty z ludzmi nie przynosza Ci radosci tak jak
                                                kiedys. Jak obecnie wyglada Twoj stosunek do Siebie? Czy sie zmienil, czy
                                                akceptujesz Siebie. Zwykle stosunek do ludzi odzwierciedla Twoj stsunek do
                                                Siebie.
                                                Jesli chodzi o cwiczenia fizyczne to pomamagaja o czym zreszta wiesz. Problem
                                                zaczyna sie wtedy kiedy przestajemy sluchac zdrowego rozsadku i wybieramy na
                                                przyklad lenistwo.
                                                Serdeczne pozdrowienia.
                                                • smolineczka Re: Moja historia 12.09.05, 18:27
                                                  I znów, Mskaiq, zgadzam się z tobą: na ogół "stosunek do ludzi odzwierciedla
                                                  stosunek do siebie". Jest też druga strona medalu: ludzie nie zawsze bywają
                                                  mili. Wiesz, jakie jest jedno z pierwszych moich wspomnień z dalekiego
                                                  dzieciństwa? Wyszłam się bawić na podwórko z trochę młodszą od siebie
                                                  koleżanką, która zaczęła odbierać mi moje zabawki, nie dając swoich. Nie
                                                  wiedziałam jak na to zareagować - z domu wyniosłam, że trzeba umieć się bawić
                                                  wspólnie, dzielić się zabawkami. Do tej pory nie radzę sobie w podobnych
                                                  sytuacjach ...
                                                  • mskaiq Re: Moja historia 13.09.05, 16:54
                                                    To prawda, ludzie nie zawsze bywaja mili, mysle ze wszystko zalezy od tego co
                                                    jest w czlowieku. Jesli jest radosc, milosc, to jestesmy uprzejmi.
                                                    Kiedy pojawia sie zlosc albo niepokoj czy strach wszystko sie zmienia,
                                                    zaczynamy byc agresywni szukamy zwady.
                                                    Kiedy tej zlosci i strachu jest coraz wiecej wtedy pojawia sie depresja, nie ma
                                                    wtedy miejsca na usmiech, coraz mniej jest milosci, wtedy zaczyna dominowac
                                                    bezsens.
                                                    Piszesz ze kiedy bylas dzieckiem Twoja kolezanka zaczela odbierac Ci zabawki.
                                                    Mysle ze niektorzy rodzice staraja sie budzic w dzieciach agresje, ucza ze aby
                                                    odniesc sukces w zyciu nalezy sie przepychac, stawiac siebie na pierwszym
                                                    miejscu. Wedlug mnie kolezanka odbierala Ci zabawki wlasnie z tego powodu, ktos
                                                    jej powiedzial ze tak trzeba, ze na tym polega zycie.
                                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                                  • smolineczka Re: Moja historia 13.09.05, 18:10
                                                    W dzisiejszym świecie to, o czym mówimy ("aby odniesc sukces w zyciu nalezy sie
                                                    przepychac, stawiac siebie na pierwszym miejscu") stało się regułą. Nie o to
                                                    chodzi, żeby rozważać dobrze jest, że żyjemy w takim świecie, czy źle. Sztuka
                                                    polega na tym, żeby umieć żyć wśród ludzi, zachowując jednocześnie i swoje
                                                    poglądy, i swoją godność. Jak mam reagować na niesympatyczne odzywki starszej
                                                    siostry, która uważa, że zawsze i we wszystkim ona jedyna ma racje? Albo na
                                                    dość chamskie zachowanie koleżanek w pracy, które zamiast pilnować czy same
                                                    pracują jak należy, potrafią kontrolować co i jak ja robię? Na brak kultury,
                                                    bezczelność i egoizm trzeba reagować. Inaczej ludzie wchodzą na głowę i
                                                    bezludna wyspa wydaje się rajem. Możliwości reakcji jest bardzo dużo: od
                                                    rozbrajającego żartu do zimnego sarkazmu. Ale ja nie wypracowałam żadnej
                                                    skutecznej metody. Dlatego moje relacje z ludźmi doprowadzają mnie do depresji.
                                                  • mskaiq Re: Moja historia 14.09.05, 17:48
                                                    Na chamskie zachowanie kolezanki czy kolegi, reagowalem zwykle zloscia,
                                                    krytyka, stresem. Ta zlosc byla we mnie, stres rowniez, sam niszczylem siebie
                                                    bardziej skutecznie niz ta osoba. To dlatego chcesz uciekac na bezludna wyspe,
                                                    chcesz uciekac przeciwko wlasnej reakcji, to ona rani Twoje uczucia, ona nie
                                                    tej drugiej osoby.
                                                    Sprobowalem inaczej. Przestalem krytykowac, przestalem dopuszczac stres,
                                                    przestalem budzic w sobie negatywne odczucia ktore najbardziej niszczyly mnie.
                                                    Staralem sie nie antagonizowac, nie robic nic co mogloby podsycac dzialanie tej
                                                    osoby przeciwko mnie.
                                                    Brak reakcji, zwykle antagonizuje druga osobe ale po pewnym czasie kiedy emocje
                                                    opadna w niej ta zlosc przeciwko slabnie.
                                                    Po paru miesiacach taka osoba przestaje sie interesowac Toba, przestaje
                                                    dogryzac bo nie potrafi Cie sprowokowac. Czesto taka osoba zostaje przyjacielem.
                                                    Inny scenarjusz znasz, potrafi prowadzic do depresji, nie potrafisz zniesc
                                                    zlosci, strachu ktory sama wywlujesz w Sobie.
                                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                                  • euforyk Re: Moja historia 14.09.05, 18:00
                                                    miedzy agresja i biernoscia jest jeszcze trzecia droga mask ta najzdrowsza :
                                                    asertywnosc.

                                                    samo nieantagonizowanie jesli odbywa sie kosztem swoich uczuc nie jest wartoscia.

                                                    > Inny scenarjusz znasz, potrafi prowadzic do depresji, nie potrafisz zniesc
                                                    > zlosci, strachu ktory sama wywlujesz w Sobie.

                                                    jest mnostwo innych scenariuszy, nie tylko te ktore sie pojawia w twojej glowie.
                                                  • euforyk Re: Moja historia 14.09.05, 18:04
                                                    wielu ludziom zycie uplywa bezsensownie, dlatego ze wybrali ignorowanie swoich
                                                    potrzeb tylko z powodu strachu, ktory uniemozliwil przeciwstawienie sie.

                                                    jak facet bije zone to ona ma to ignorowac pokornie i mu wybaczac i czekac
                                                    cierpliwie az mu zlosc przejdzie i zmeczy sie i przestanie ja bic?
                                                  • euforyk Re: Moja historia 14.09.05, 18:12
                                                    moze twoja agresja wynikala tylko z faktu ze chciales kogos na sile zmusic do
                                                    swoich przekonan, takiej agresji jak najbardziej trzeba sie oduczyc, ale nie
                                                    zmuszaj ludzi, ktorzy nie sa agresywni, a do stracenia maja swoje realne
                                                    potrzeby a nie potrzebe do panowania nad innymi( zeby uchronic sie przed wlasnym
                                                    lekiem), do tego by sie siebie i swoich potrzeb wyrzekali.
                                                  • smolineczka Re: Moja historia 15.09.05, 20:32
                                                    Euforyk! Jaka jest twoja rada? Co robic w podobnych sytuacjach? Jak się nauczyć
                                                    asertywności?
                                                  • euforyk Re: Moja historia 15.09.05, 20:55
                                                    trzeba po prostu siebie zaakceptowac i dac sobie prawo do swoich potrzeb. jesli
                                                    ktos ci wchodzi na glowe,(chyba cos o siostrze pisalas), to mow otwarcie ze nie
                                                    zzyczysz sobie jej krytyki, masz swoje zdanie i wiesz sama co dla ciebie
                                                    najlepsze. kolezankom w pracy tez mow ze sama umiesz dbac o swoje obowiazki i
                                                    nie zyczysz sobie zeby cie kontrolowaly. trzeba po prostu przestac uwazac ze
                                                    tylko inni maja racje, tylko samemu tez sie ma racje i nie nalezy ulegac innym.
                                                    na poczatku to jest trudne, bo trzeba przelamac lęk, ale z czasem to stanie sie
                                                    banalne :-)
                                                  • smolineczka Re: Moja historia 16.09.05, 10:23
                                                    euforyk, czasami wydaje mi się, że "wchodzą na głowę" tym, którzy nie potrafią
                                                    kłamać i obwiniać innych. W pracy spotykam się z tym na codzień. Ludzie nie
                                                    przyznają się do własnych błędów, natomiast bardzo chętnie oskarżają innych.
                                                    Myślę, że uczymy się takiego zachowania od przedszkola: od dziecka chcemy być
                                                    kochane przez mamę, wychowawczynie, dzieci z podwórka. Najłatwiej być lepszym w
                                                    porównaniu z kimś gorszym. Brakuje mi takiego sprytu życiowego...
                                                  • euforyk Re: Moja historia 16.09.05, 10:37
                                                    smolineczka napisał:

                                                    > euforyk, czasami wydaje mi się, że "wchodzą na głowę" tym, którzy nie potrafią
                                                    > kłamać i obwiniać innych.

                                                    bierni obwiniaja sie sami
                                                    agresywni obwiniaja innych
                                                    asertywni nie obwiniaja ani siebie ani innych

                                                    dajesz sobie wchodzic na glowe to wchodza.

                                                    > Brakuje mi takiego sprytu życiowego...

                                                    nie ma co kombinowac jak kon pod gorke, nie spryt ci potrzebny, tylko szczerosc
                                                    i konsekwencja, reaguj jak ktos ci wchodzi na glowe, mow otwarcie czego sobie
                                                    nie zyczysz.
                                                  • smolineczka Re: Moja historia 16.09.05, 14:01
                                                    "mow otwarcie czego sobie nie zyczysz" - latwiej jest chyba zmądrzeć do tego
                                                    stopnia, żeby nie pakować się w takie sytuacji (w pracy), kiedy młodsza
                                                    dsiesięć lat ode mnie koleżanka daje mi polecenia; ja sobie rzeczywiście tego
                                                    nie życzę, ale to ona zastępuje kierowniczkę, a nie ja...
                                                  • euforyk Re: Moja historia 16.09.05, 14:17
                                                    w warunkach pracy, rzeczywiscie trudno o jakies uczenie sie asertywnosci, bo
                                                    zatrudniony jest podporzadkowany szefom. trzeba raczej na poczatku ustalic jakas
                                                    granice, zeby inni wiedzieli zeby jej nie przekroczyc, znac swoje obowiazki i
                                                    posiadac kwalifikacje zeby byc pewnym swojej pozycji w firmie. ja wogole relacji
                                                    w pracy nie traktuje osobiscie, praca to praca, ale ja malo pracowalem z ludzmi.
                                                  • smolineczka Re: Moja historia 16.09.05, 20:35
                                                    Euforyk! Jak ja ci zazdroszczę tego, że "mało pracowałeś z ludźmi"! Ja pracuję
                                                    w "babińcu", wykonuję pracę mało twórczą i za nieduże pieniądze - nie
                                                    zamierzałam tu długo zostawać, ale tak wyszło... W takim miejscu
                                                    odpowiedzialność za wykonaną pracę rozkłada się na kilka (kilkanaście) osób, co
                                                    zniechęca do sumiennego wykonania obowiązków (raczej zachęca do stwarzania
                                                    pozorów), a szanują na ogół tych, kogo się boją. Ja niestety nie jestem
                                                    ulubiennicą kierownictwa i od jakiegoś czasu, mimo wszelkich starań z mojej
                                                    strony, nie mam złudzeń, że kariery w pracy nie zrobię. Takie są układy. Z
                                                    wieloma rzeczami jestem w stanie się pogodzić (i ciągle mieć nadzieję, że nie
                                                    będę tu tkwiła do emerytury), ale ostatnio depresja zrobiła swoje: okropnie źle
                                                    czuję się w pracy, a to, rzecz jasna, pogarsza stan depresyjny i w ten sposób
                                                    koło się zamyka.
                                                  • euforyk Re: Moja historia 16.09.05, 20:40
                                                    nie masz czego zazdroscic, nie pracowalem zbyt duzo bo uciekalem od tego
                                                  • mskaiq Re: Moja historia 17.09.05, 01:45
                                                    Im wiecej bedziesz nienawidzila Swojej pracy tym silniejsza bedzi depresja. Ta
                                                    nienawisc jest w Tobie, ona Ciebie niszczy.
                                                    Musisz przestac nienawidziec, jesli przestaniesz oceniac ludzi z ktorymi
                                                    pracujesz, a takze bac sie ich to odwrocisz wszystko. Sprobuj, ale nie mozesz
                                                    sie zniechecic. Na poczatku taka zmiana przyniesie bardzo wiele wscieklych
                                                    atakow na Ciebie, bedzie gorzej niz jest teraz. Jesli wytrzymasz, one zaczna
                                                    slabnac i znikna. Przeszedlem przez to, wiem jak to dziala. Jesli pozostaniesz
                                                    ze Swoja nienawiscia to bedzie coraz gorzej, bo to Ty niszczysz Siebie, Twoje
                                                    mysli i nienawisc.
                                                    Zmiana pracy nic nie da bo w drugiej pracy bedzie to samo, zmienia sie tylko
                                                    ludzie.
                                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                                  • euforyk Re: Moja historia 17.09.05, 09:11
                                                    co ty wogole piszesz czlowieku?

                                                    jesli przestanie nienawidzic luddzi i ich oceniac, to dozna wiele wscieklych
                                                    atakow na siebie?

                                                    Jesli wytrzymasz, one zaczna
                                                    > slabnac i znikna. Przeszedlem przez to, wiem jak to dziala

                                                    mskaiq, wiesz nie sadze zebys byl az taki glupi, ale sie spytam, czy ty czasem
                                                    nerwicy nie leczyles coraz wieksza nerwica? zamiast spytac sie siebie dlaczego
                                                    sie nienawidzi, jakie potrzeby i dlaczego nie sa zaspokojone to ty w imie
                                                    wyrzeknieciea sie nienawisci, wyrzekles sie tych potrzeb ktore uznajesz za chore?
                                                  • smolineczka Re: Moja historia 19.09.05, 18:32
                                                    Nienawiść to chyba za mocne słowo: ja po prostu nie lubię swojej pracy i nie
                                                    czuję się dobrze wśród swoich koleżanek. Z wielu powodów - jeśli chodzi o
                                                    pracę, którą wykonuję, jest rzeczywiście dość monotonna, a do koleżanek z pracy
                                                    mam stosunek obojętny, oprócz pewnych sytuacji, w których często zachowują się
                                                    tak, że muszę jakoś na to reagować, ale nie zawsze potrafię. Na ogół chodzi,
                                                    jak już pisałam, o przejawy chamstwa, nielojalności i zwykłe kłamstwa.
                                                    Rozumiem, mamy kapitalizm, więc konkurencja i tego typu pojęcia muszą być ną
                                                    porządku dziennym. Ale mimo wszystko nie umiem prawidłowo reagować, kiedy mnie
                                                    atakują, wpadam w depresję.
                                                  • mskaiq Re: Moja historia 20.09.05, 17:24
                                                    Masz racje nienawisc to za mocne slowo. Chociaz czasem nienawidzilem pracy z
                                                    powodu ludzi. Dzisiaj wiem ze to byl moj problem, wiele zlych mysli klebilo sie
                                                    w glowie, wiele podejrzen.
                                                    Jesli chodzi o kapitalizm to wlasnie w kapitalizmie nauczylem sie ze aby
                                                    osiagnac sukces nie mozna konkurowac, trzeba pracowac razem. Konkurencja w
                                                    zespole przynosi niesnaski, zamiast pracowac ludzie atakuja albo bronia sie
                                                    przed atakami a to ma fatalny wplyw na wyniki.
                                                    Jesli chodzi o ataki to ignoruj je, pisalem o tym. Odpowiadajac na ataki
                                                    przyjmujesz warunki ktorych nie akceptujesz.
                                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                                  • euforyk Re: Moja historia 20.09.05, 17:36
                                                    > Jesli chodzi o ataki to ignoruj je, pisalem o tym. Odpowiadajac na ataki
                                                    > przyjmujesz warunki ktorych nie akceptujesz.

                                                    przeciez ona caly czas je ignoruje i czuje sie zle, czy ty czytasz co ona pisze?
                                                  • smolineczka Re: Moja historia 20.09.05, 18:30
                                                    Jak przestać uciekać przed ludźmi?? Sama z siebie się śmieję! Czuję się całkiem
                                                    ogłupiała, brakuje mi słów, tracę poczucie humoru. Kilka dni temu przyjechała
                                                    przyjaciółka kolegi mojego męża, spotkaliśmy się z nią: cudowna młoda osoba,
                                                    trochę nieśmiała, ale bardzo miła. Mieliśmy jej pokazać miasto. Ile razy w
                                                    swoim życiu robiłam to (kiedyś jako pilot, później oprowodzałam znajomych),
                                                    zawsze z zadowoleniem, w ogóle lubię chodzić po mieście i podróżować. Ale - nie
                                                    teraz. Nic sensownego nie przychodziło mi do głowy, cierpiałam przez cały
                                                    spacer póki mój mąż nas prowadził. Jutro dziewczyna przychodzi do nas, bardzo
                                                    chcę się z nią zobaczyc, a jednocześnie się boję (nawet takich drobiazgów czy
                                                    zdąrzę przyrządzić kolację). Wszystko wydaję mi się tak skomplikowane...
                                                  • mskaiq Re: Moja historia 21.09.05, 08:41
                                                    Mysle ze stracilas pewnosc Siebie i poczucie wartosci, przestan o tym myslec,
                                                    musisz uwierzyc ze Sobie poradzisz. Wiara ze jestes w stanie cos zrobic jest
                                                    najskuteczniejszym srodkiem przeciwko strachowi.
                                                    Musisz ten strach przelamywac w taki sposob, powtarzaj ze dasz Sobie rade, ze
                                                    tyle razy to robilas. Powtarzajac nie pozwalasz strachowi rozwijac sie w Tobie
                                                    i upewniasz sie ze poradzisz Sobie.
                                                    Moze warto zajac sie pilotazem wycieczek, przeciez to lubisz, sprawialoby Ci to
                                                    wielka satysfakcje, pozbylabys sie monotonnej pracy ktorej nie lubisz i
                                                    problemow z ludzmi.
                                                    Na drodze do tego stoi strach, musisz go pokonac, mozna go pokonac, mi sie to
                                                    udalo, Tobie sie uda rowniez.
                                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                          • edytunia86 Re: Moja historia 10.09.05, 10:07
                                            Jateż nie bardzo moge się zgodzić z poglądami Mskaiqa na temat strachu.


                                            • hasanet Re: Moja historia 10.09.05, 22:38
                                              Dlaczego, Kochanie?
                                              asa
Inne wątki na temat:
Pełna wersja