IP: 212.160.71.* 19.07.01, 16:14
18 lat temu umarła babcia, która pomagała mnie wychowywać, rok póżniej po
ciężkiej chorobie moja mama.ojciec już wtedy nie żył, a starszy brat ożenił się
i wyjechał.zamieszkałam u ciotki, ale właściwie od tego czasu byłam sama.miałam
niespełna 15 lat. ciągle myślałam o tym, że ja też któregoś dnia zachoruję, że
na pewno już dopadła mnie jakaś ciężka choroba i umrę w
męczarniach.wielokrotnie myślałąm o tym, że moje życie jest bez sensu i czas z
nim skończyć.przed ostatecznym krokiem powstrzymywała mnie myśl o tym, że
niedługo dorosnę założę własną rodzinę i znów będę miała kogoś kto mnie pokocha.
przetrwałam jakoś kilka lat- wciąż wykonując badania żeby upewnić się czy
choroba już mnie dopadła.zanim zdecydowałam się na ślub i dziecko znów
wykonałam badania, żeby upewnić się, że nie zostawię swojego dziecka
cierpiącego tak jak ja po śmierci mamy.wszystko ze strony "technicznej" było
o.k.urodziłam dziecko, potem drugie.
od tego czsu wiele się w moim życiu wydażyło, wiele zmieniło tylko ten sam lęk
pozostał i świdruje mnie od wewnątrz nie dając spokoju.jakiekolwiek objawy
choroby traktuję jako śmiertelne.ciągle żle się czuję, mam krótkie przebłyski
kiedy jestem szczęśliwa, a kiedy całuję dzieci na dobranoc myślę o tym, że to
może ostatni raz a potem zostaną same i zrozpaczone.
ostatnio czuję się wyjątkowo kiepsko-bolą mnie wszystkie kości -może to
naprawdę choroba?-i to znów nie daje mi spać po nocach - zaczęłam stosować
tabletki nasenne. nie mam już siły. wiem, że to wszystko nie ma sensu, że
szkoda życia, ale jak mam przekonać o tym całą resztę mnie?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka