Dodaj do ulubionych

Odwaga, by odejsc na zawsze

17.10.05, 01:32
Czy trzeba byc az tak ODWAZNYM czy tak bardzo BAC SIE JUTRA, by nie tylko
powiedziec: "chce umrzec", ale zrobic to? Moj ojciec popelnil samobojstwo.
Raz, skutecznie, nieodwolalnie. Ja za bardzo sie boje... A zyc... nie mam
sily, ochoty, ani po co. Zyje - ze strachu.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 05:15
      Nie zyjesz ze strachu, to strach chce Ci odebrac zycie. Odejscie nie jest
      odwaga a strachem przed zyciem.
      To co nazywasz strachem przed odejsciem to zdrowy rozsadek ktory probuje Ciebie
      bronic. Tak dlugo jak nie zignorujesz rozsadku tak dlugo nie odejdziesz.
      Samobojstwo mozna popelnic kiedy poddasz sie uczuciom, te uczucia sa zawsze
      przeciwko Tobie, przynosza strach i brak sensu. Ty masz sile, musisz po nia
      siegnac. Masz po co zyc tylko w tej chwili strach przekonal Cie ze nie masz po
      co i ze nie masz checi.
      Nawet nie wiesz ile osob na tym forum pisalo o samobojstwie, dzisiaj wiekszosc
      przestalo o tym myslec, odnalazlo sile i ochote do zycia, Ty tez ja odnajdziesz
      bo ja masz w Sobie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • len_nad_leniami Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 17:11
        o boze i tak sie nie zabijesz, bo jakbys chciala to juz dawno bys to zrobila a
        nie zadawala na forum bezsensowne pytania.
        • miriam11 Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 17:21
          len_nad_leniami napisała:

          > o boze i tak sie nie zabijesz, bo jakbys chciala to juz dawno bys to zrobila a
          > nie zadawala na forum bezsensowne pytania.

          Leniu, co Ty dzisiaj w takim złym nastroju?
          • martyna2525 Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 20:36
            Odwagą jest ŻYĆ, nie umrzeć. Zyć uczciwie i wg. własnych zasad, nie robiąc
            sobie i innym krzywdy.
            Pamietasz co czułaś gdy odeszedł twój tato, ja pamiętam jak odeszedł mój
            najblizszy przyjaciel i tak sobie myślę czasem ,że nie powinniśmy tego robić
            choćby nawet dla tych co pozostają a są bliskimi osobami dla nas. Wiem , jeśli
            ma się takie myśli i plany nie wiele moze powstrzymać , a napewno nie myslenie
            o innych , jest wtedy nam żle i o niczym innym nie jesteśmy w stanie mysleć.
            Mam nadzieje ze nie bedziesz nigdy na tyle odważna by odejść , a zdobędziesz
            tyle sił by żyć i cieszyc sie z kazdej chwili, jakby ona miałabyć ostatnia w
            naszym zyciu......

            pozdrawiam
            Martyna
            • hasanet Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 21:08
              martyna2525 napisała:

              > Mam nadzieje ze nie bedziesz nigdy na tyle odważna by odejść , a zdobędziesz
              > tyle sił by żyć i cieszyc sie z kazdej chwili, jakby ona miałabyć ostatnia w
              > naszym zyciu......
              Dopiero ostatnia ma być radosna? Hm..Są inni w gorszym położeniu niż moje.
            • zyrafa46 Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 19.11.05, 21:26
              OBYDWIE nawet nie wiecie ile potraficie !
              !
          • hasanet Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 21:06
            Cholera, kot ciemięga z mojej ulicy. Chroni się pod samochodami, bezdomny i
            głodny, choć na szproty kręci nosem, więc może nie jest tak źle, jak się wydaje?
            Ale Weź go, prosiłam.
        • hasanet Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 21:03
          Kto próbuje notorycznie, nie zrobi tego wcale.
    • hasanet Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 17.10.05, 21:02
      bezsenna_noc napisała:

      > Moj ojciec popelnil samobojstwo.
      > Raz, skutecznie, nieodwolalnie.
      A mozna dwa razy i czy jest droga powrotna przy samobóju?
      > Zyje - ze strachu.
      Tak dobry powod jak każdy inny, może się uda doczekać lepszych czasów. Ktoś
      kiedyś radził: żyj na złość. Niegłupie.
      • ishin Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 19.11.05, 21:13
        Wiecie, to wcale nie musi byc takie proste. Ten, kto chce umrzeć, nikomu o tym nie wpsomni i zrobi tao raz, a skutecznie. Więc patania tych, jak to zrobić, sa bez sensu. Jeżeli nie chcesz żyć, żyć się pod pociąg, tam na pewno będzie szybko i sutecznie. Myślicie, że jestem brytalna... nie. Ja mam za soba takie dwa "odejścia", ale popełnione bardzo nie świadomie. Po śmierci dziecka byłam w takiej depresji, że brałam tony leków (aby wreszcie ten rwący duszę ból uciszyć)i po prostu nie wiedząć kiedy przedawkowałam, jak narkoman. Przywracanie do zycia w szpitalu to koszmar, uwierzcie mi i nikt tam nie ma nad takimi litości (to błąd jeżeli ktoś myśli inaczej) od razu chcieli by takiego zamknąć w psychiatryku, bo jest niebezpieczny. Jeżli ktoś mówi o popełnieniu samobójstwa, to raczej nie chce tego zrobić, to tylko wołanie o pomoc. Ten, kto chce, to zrobi to tak, aby inni go nie powstrzymywali. I to nie jest odwaga, to po prostu zero reakcji zyciowych, wyłancza się wszystko, więc trzeba równiez z użytku wyłączyc ciało. Jeżeli jest strach to dobrze , ja do dziś wiem, że kiedy on jest we mnie to ok, Gorzej kiedy zaczynam nic nie czuć, wtedy jest niebezpiecznie. Ja zakodowałam sobie w glowie upokorzenie jakie zniosłam w szpitalu po odtruciu i powiedziałm nigdy więcej. A pod pociag... raczej się ni rzece. tabletki biorą zawsze Ci, którzy mają nadzieję ż eich odratują i że cały świat ich zrozumie. Nie ryzykujcie, bo moga Was nie odratować, albo pozostanie kalectwo, niewydolność nerek, wątroby. Ja 6 lat walcze ze swoją depresją, lekami, yogą, i chodzeniem po górach, nawet 20 km dziennie, aby się tak zmęczyć, aby nic już nie czuć. Mi pomaga. Są i chwile radosci, choc ta wstrętna dolegliwosć czasami powraca.
        Nie dawajcie sie jej... trzeba jakoś żyć i walczyc, choćby na czworakach. Życie jest jedno i kto wie, ze to właśnie jutro nie zaświeci znowu słońce, choc może dla niektórych jest już za chmurami całe lata.
        • looserka Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 19.11.05, 21:38
          Podoba mi się to, co piszesz, Ishin.
          Zaimponowałaś mi.
        • hominka_viki Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 19.11.05, 22:54
          WITAJ
          Bardzo mądrze piszesz jesteś mądrym człowiekiem....nie sztuka jest uciec od
          problemów, świata, bólu, jeśli ktoś chce się zabić to zrobi to ale to
          najprostsza metoda, ucieczka, tchórzostwo i niech nikt mi nie mówi ze pewnie
          nie wiem co i o czym mówie,ze może życie mnie nie doświadczyło, bo dostałam
          parę kopniaków , ledwie się pozbierałam po nerwicy i przez wiosnę i lato
          przeszłam o.k to już teraz los zafundował mi następną rozrywkę i zaczyna wracać
          ale nie dam się ,wiem, że najprościej jest zrezygnować i’’ uciec’’ ale pomimo
          tego ,że teraz jestem wrakiem psychicznym człowieka to nie dam się....czemu
          ludzie fundują sobie takie piekło? Czemu najbliższy człowiek potrafi tak zranić?
          Trzymajcie się wszyscy jest ciężko ale musicie wiedzieć, że nikt i nic wam nie
          pomorze jeśli wy nie zrobicie tego sami!!!!
        • bezsenna_noc Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 00:12
          Jeden blad, Ishin: wiekszosc osob ktore chca popelnic samobojstwo SYGNALIZUJE
          to otoczeniu. Jest to potwierdzone badaniami - mowia o samobojstwie. Tylko
          ludzie mysla, ze to "wolanie o pomoc". Po skutecznym samobojstwie jest juz za
          pozno...
          • hasanet Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 11:10
            Wszyscy jesteśmy winni. Czy nikt tego wołania o pomoc usłyszał? Nikt nie jest
            samotną wyspą wśród ludzi nawet, gdyby tego chciał.
            • bezsenna_noc Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 16:47
              Wiesz, Hasanet, nie szukam winnych. Nawet jesli nie chcieli slyszec wolania.
          • ishin Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 12:36
            Tak, oczywiście, że Ci co komunikują że chca odejść, jest nie tylko wołaniem o pomoc...ale o tym mówią, więc czegoś oczekują. Wiem, czasami moze być za późno, bo otoczenie zbyt leniwie na to reaguje. Znene jest wszystkim powiedzienie na co dzień "już mi sie żyć nie chce", wymawiane bezwiednie, w chwilach troski i smutku. W moim przypadku, tak było za pierwszym razem, krzyczałam całą sobą, nikt tego nie chciał widzieć...za drugim... nawet nie wiem jak to się stało. Obudziałam się po 3 dniach, nic nie pamiętajac. Nic...
            Reakcja otoczenia??? zero pytań. Dlaczego? No umarło jej dziecko,ale nikt nie zapytał jak jej pomóc, razcej wszyscy bali sie rzarić nieszczęściem. Mąż się spakował i odszedł do kochanki, bo powiedział, ze jestem wariatką. Wariatką, która nie potrafiła się pogodzic ze smiercią córki i z faktem że mogłaby żyć, gdyby lekarze nie postawili błędnej diagnozy. Moja pięcioletnia radość odeszła, a ordynator w szpitalu po drugiej próbie, wrzeszczał na mnie na cały szpital, ze są tacy którzy chca żyć i im trzeba ratowac zycie, a nie takim jak ja. Nie zapomną tego upokorzenia. Swoim tamtym :wołaniem o pomoc" niczego nikomu nie chciałam udowadniać. Pmiętam tylko, ze ból tak rwał mi dusze, że robiłam wszystko, aby to uciszyć. Byłam tak chora, że nie wiedział co robie, wielu rzeczy dziś nawet nie pamiętam, ale pisałam wtedy pamiętniki i kiedy je teraz czytuje jestem przerażna. Przed drugim arzem było tak napisane: "Czję się jakby ktoś zamnął mnie małym czarnym pudełku. Ani ciepło...ani zimni. Ani światła...ani ciemniści. Ani radości...ani smutku. Ani nadziei...ani rozpaczy". Teraz kiedy przychodzą te złe dni, łapie się wszystkich możliwych sposobów, aby odpędzić myśli o śmierci. Najgorszy jest lęk, on w zasadzie jest zabójcą, lęk przed pustką, przed nicością. Kiedy nie mam siły, aby walczyć innymi sposobami czynnymi (yoga, góry) staram się nie rozdrapywać tego się dzieje, nie nakręcać, biore leki i czekam, aby jakoś dotrwac do chwili kiedy nadejdzie poprawa i przyjdzie siła aby zacząć walczyć. Pisze wiersze, w nich wyrzucam ból, tesknotę, ale w nich nie ma słów o śmierci, zawsze jest nadzieja, na miłość, na życie. Mówią na pewno o samotności, ale nie o śmierci.
            I jeszcze jedno sobie zakodowałam... ze odejśc wcale nie jest tak trudno, na pewno dużo trudniej jest żyć i przetrwać... a ja chce przetrwać.
            • cyria Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 13:07
              Ishin...współczuję Ci ogromnie
              Jestem matką...i nieśmiało tylko wyobrażam sobie,co Ty mogłaś przeżywałać i co
              przeżywasz.
              Nawet nie chcę odnosić się do tego co Cię spotkało PO... bo to takie ludzkie i
              nieludzkie jednocześnie:(
              Jeśli napiszę" bądź silna" ...to zabrzmi jak banał, przecież jesteś Siłaczką.
              Wiele powodzenia pomimo...
              Pozdrawiam Cię ciepło.
            • bezsenna_noc Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 16:59
              Tez bardzo Ci wspolczuje, Ishin. Zwlaszcza, ze tak jak Ty, jestem przekonana,
              ze trudniej zyc, trudniej tu zostac. Badz silna. Powodzenia :)

              Ja nie mam sily juz zyc, naprawde. A ... sie po prostu boje. Nie boje sie
              smierci - chcialbym stad odejsc. Boje sie samobojstwa i jego moralnych
              konsekwencji.

              Samobojstwo jest potepiane czy zakazane przez wiekszosc kultur i religii
              naszego swiata. Zaskakujace, ile np; na buddyjskim Kole Zycia jest zbieznosci z
              chrzescijanstwem. Chyba tylko Japonczycy dopuszczaja je jako "wyjscie z
              honorem" z trudnej sytuacji...
              • ishin Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 18:15
                bezsenna noc...

                Nie myśl o śmierci i o tym że chcesz odejść. Ja ten stan przerabiałm wiele lat, ale kiedy definitywnie powiedziałam NIE!, choc nadal ciężko, chcę zyć. musisz odnaleźć coś takiego co to spowoduje. Ja powiększyłam do duzych rozmiarów zdjecie mojej córeczki ze mną, w chwilach ogromnego szzcęścia, zrobone nad norzem. Obydwie się na nim smiejemy, patrze teraz na nie codziennie i mówię sobie w duchu "jeszcze tak bedzie" , choc kolejny facet mnie zostawił, choc jestem po operacji kobiecej i nadal sie leczę, to nadzieja ciągle sie tli. nawet wtedy kiedy przychodzi "dół", bo ciagle niestety przychodzi. Chcesz to pisz na mojego maila, może porozmawiamy jakos bardziej tak prywanie. Nie uważam sie za bohaterkę, ale cholera, życie daje mi w d...
                • hasanet Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 18:35
                  ishin napisała:

                  > życie daje mi w d...
                  Nie tylko Tobie. Życie już tak ma.

                  ------------------------
                  Jeszcze się tam żagiel bieli ... .
                • bezsenna_noc Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 21.11.05, 17:37
                  Ishin, lzy staja mi w oczach, kiedy cztam Twoie posty... Mnie tez zycie daje...

                  Czasem...coraz czesciej... zastanawiam sie po co my tu przychodzimy. I znajduje
                  tylko jedna odpowiedz: za kare. Ewentulanie jeszcze: zeby sie czegos nauczyc.
                  (druga wersja "radosniejsza"). Ile razy w zyciu stawialam sobie pytanie: "Boze,
                  dlazego znowu ja, co ja takiego zrobilam?! Tylko raz, jeden jedyny raz,
                  opowiedzialam komus WSZYSTKO o swoim zyciu, nie co mysle, co czuje, tylko
                  fakty... Nie plakalam wtedy, lecz wylam.

                  Nie mam juz sily, zeby zyc. Dziekuje, Ishin, za cieple slowa i za podtrzymanie
                  na duchu...
              • hasanet Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 18:32
                bezsenna_noc napisała:

                > Ja nie mam sily juz zyc, naprawde. A ... sie po prostu boje. Nie boje sie
                > smierci - chcialbym stad odejsc. Boje sie samobojstwa i jego moralnych
                > konsekwencji.
                A właśnie..bój się i bądź. Nie tylko moralność, jest poza nią coś jeszcze. Bój
                się i bądź.
                >
                > Samobojstwo jest potepiane czy zakazane przez wiekszosc kultur i religii
                > naszego swiata. Zaskakujace, ile np; na buddyjskim Kole Zycia jest zbieznosci
                z
                >
                > chrzescijanstwem. Chyba tylko Japonczycy dopuszczaja je jako "wyjscie z
                > honorem" z trudnej sytuacji...
                W naszej kulturze są sprawdzone wzorce honorowego odejścia. Starczy zachować
                się zgodnie z moralnym kodeksem albo normą społeczną. Nie trzeba samobója,
                chyba że wyjdzie na społeczny. Pomyśl i bądź.
            • hominka_viki Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 22:48
              ishin napisała:

              > Tak, oczywiście, że Ci co komunikują że chca odejść, jest nie tylko wołaniem
              o
              > pomoc...ale o tym mówią, więc czegoś oczekują. Wiem, czasami moze być za
              późno,
              > bo otoczenie zbyt leniwie na to reaguje. Znene jest wszystkim powiedzienie
              na
              > co dzień "już mi sie żyć nie chce", wymawiane bezwiednie, w chwilach troski i
              s
              > mutku. W moim przypadku, tak było za pierwszym razem, krzyczałam całą sobą,
              nik
              > t tego nie chciał widzieć...za drugim... nawet nie wiem jak to się stało.
              Obudz
              > iałam się po 3 dniach, nic nie pamiętajac. Nic...
              > Reakcja otoczenia??? zero pytań. Dlaczego? No umarło jej dziecko,ale nikt nie
              z
              > apytał jak jej pomóc, razcej wszyscy bali sie rzarić nieszczęściem. Mąż się
              spa
              > kował i odszedł do kochanki, bo powiedział, ze jestem wariatką. Wariatką,
              która
              > nie potrafiła się pogodzic ze smiercią córki i z faktem że mogłaby żyć,
              gdyby
              > lekarze nie postawili błędnej diagnozy. Moja pięcioletnia radość odeszła, a
              ord
              > ynator w szpitalu po drugiej próbie, wrzeszczał na mnie na cały szpital, ze

              > tacy którzy chca żyć i im trzeba ratowac zycie, a nie takim jak ja. Nie
              zapomn
              > ą tego upokorzenia. Swoim tamtym :wołaniem o pomoc" niczego nikomu nie
              chciałam
              > udowadniać. Pmiętam tylko, ze ból tak rwał mi dusze, że robiłam wszystko,
              aby
              > to uciszyć. Byłam tak chora, że nie wiedział co robie, wielu rzeczy dziś
              nawet
              > nie pamiętam, ale pisałam wtedy pamiętniki i kiedy je teraz czytuje jestem
              prze
              > rażna. Przed drugim arzem było tak napisane: "Czję się jakby ktoś zamnął mnie
              m
              > ałym czarnym pudełku. Ani ciepło...ani zimni. Ani światła...ani ciemniści.
              Ani
              > radości...ani smutku. Ani nadziei...ani rozpaczy". Teraz kiedy przychodzą te

              > e dni, łapie się wszystkich możliwych sposobów, aby odpędzić myśli o śmierci.
              N
              > ajgorszy jest lęk, on w zasadzie jest zabójcą, lęk przed pustką, przed
              nicością
              > . Kiedy nie mam siły, aby walczyć innymi sposobami czynnymi (yoga, góry)
              staram
              > się nie rozdrapywać tego się dzieje, nie nakręcać, biore leki i czekam, aby
              ja
              > koś dotrwac do chwili kiedy nadejdzie poprawa i przyjdzie siła aby zacząć
              walcz
              > yć. Pisze wiersze, w nich wyrzucam ból, tesknotę, ale w nich nie ma słów o
              śmie
              > rci, zawsze jest nadzieja, na miłość, na życie. Mówią na pewno o samotności,
              al
              > e nie o śmierci.
              > I jeszcze jedno sobie zakodowałam... ze odejśc wcale nie jest tak trudno, na
              pe
              > wno dużo trudniej jest żyć i przetrwać... a ja chce przetrwać.



              WITAJ ISHIN

              Bardzo jesteś mi bliska po tym co przeczytałam!!!!! PRZEŻYŁAM TO SAMO CO TY!!!!
              Wiem co to znaczy, wiem jak boli i wiem , że ten ból zostaje na zawsze!
              Bardzo ale to bardzo łączę się z tobą, życie daje w kość i dało nam, wiemy już
              co to znaczy.
              Ja podobnie jak ty przeżyłam to wszystko, nie było nikogo kto pomógłby mi
              wówczas, byłam zupełnie sama, ja i ból, ja i rozpacz, ja i nicość!!!!! Dwa lata
              wycięte z życiorysu! Rok galopującej obłędnej nerwicy i samotności w
              bólu....prochy, lekarze, szpital, kompletna wariacja, bałam się wszystkiego,
              nie wychodziłam z domu, nie mogłam jeździć tramwajem ani autobusem, sine usta,
              palce, duszności , brak powietrza i całkowity odjazd, ja silna , zawsze sama,
              radząca sobie w życiu, dająca dobre rady, poklepująca po pleckach
              potrzebujących, szukających pomocy, ja- zupełnie sama ! I trwało to długo i
              żadne prochy syropki nie pomagały, aż znalazł się zaprzyjaźniony lekarz i wcale
              nie psycholog i zastosował ‘’ terapie wstrząsowa’’ i wiesz, pomogło! Nie od
              razu , bo nikt nie oczekiwał cudu ale pomaleńku kroczek po kroczku, wylazłam z
              tego, wylizałam się – SAMA! A potem stał się cud! Przyszedł nowy maleńki
              człowieczek, który zapełnił moje życie i jest ze mną teraz!!!! I choć życie
              znów rzuciło mi kłody pod nogi i czuje się tak jakby ktoś wyjął mi serce i
              podeptał, i choć boli jak cholera i nie potrafię zrozumieć tego co się teraz
              stało i najchętniej uciekłabym bo jest okrutnie ,to jestem , trwam i mam
              nadzieję, że przetrwam to piekło, które zgotował mi człowiek najbliższy sercu,
              choć stoję na krawędzi przepaści nie zrobię kroku w nią.....jeśli przeżyłam
              śmierć własnego synka i pomału wylizałam się z ‘’ obłędu’’ to teraz tez
              postaram się dać sobie radę, choć czuje się jak skopany pies, ale patrzę na
              buzie mojego dziecka kiedy śpi spokojnie obok, czuje jak obejmuje mnie przez
              sen i z ufnością zasypia obok każdego wieczora, mam pewność, że jestem mu
              potrzebna i to on daje mi silę aby przeżyć piekło które zafundował nam jego
              ojciec, wiem, że nie mogę zostawić go samego i tylko to trzyma mnie na tym
              świecie!!!!! ISHIN pozdrawiam cię serdecznie, nie powiem ci ‘’ bądź dzielna’’
              bo jesteś, nie powiem ci’’ bądź twarda’’ bo jesteś, nie powiem ci ‘’ bądź
              mądra’’ bo jesteś, ale powiem ci jedno, jesteś dobrym wartościowym człowiekiem
              i należy ci się jeszcze szczęście w życiu i na pewno ISHIN , na pewno ono cię
              odnajdzie!!!!! Wierzę w to!!!!!!



              A jednak dobrze,pomyślałam sobie,
              że ludzie nie składają się z samych silnych…
              Do kogo poszliby ci słabi?
              Do kogo ci silni?
              Oto słaby siada naprzeciw silnego i o zmroku
              przędą swoją nić pocieszenia.
              Wiążą wzajemnie kiedy pęka i mówią,
              że to normalne jesienią,
              kiedy wiatr im tę nić zabiera.
              Później rozchodzą się po kątach,
              jeden pociesza się słabością drugiego.
              Myśli:on jest jednak słabszy…
              I to pokrzepienie swoje niesie słabszemu.
              A czasem,kiedy w milczeniu staną
              jakby się trzymali białymi dłońmi,wydają się siłą.
              Może nawet są ?
              A jednak dobrze,pomyślałam sobie,
              że ludzie nie składają się z samych silnych...
              Oto widzę jak silny idzie do słabego,
              przy nim dopiero może się zobaczyć.
              A słaby przy nim chroni się, jak w cieniu wyspy.
              Później siła zarażona słabością nie wierzy sobie,
              słabość zarażona siłą,czuję się mniej słaba.
              I tak przemieszani,trwają w niepewności,
              która jest ich ocaleniem

              • ishin Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 21.11.05, 19:59
                hominka_viki

                Dziękuję za rekację na mój post. Tak, to co przeżyłyśmy jest piekłem, śmierć własnego dziecka jest piekłem i piekłem jest, kiedy człowiek (ojciec tego dziecka)po czymś takim odchodzi do innej, bo Ciebie widzi zapłakaną, nieszczęśliwą, wyjącą z bólu. Wiem, że ojcowie przeżywają inaczej śmierć dzieci niż matki, moja córka walczyła o życie 5 lat, przez ten czas dużo się dowiedziałam i kiedy umarła, już dwa tygodnie później siedziałam u psychatry bez czucia, że jeszcze żyje. Wiedziałam, ze to depresja, bo już nie jadłam, nie mogłam mówić, nie ragowałam na nic. Namawiałam męża, abyśmy razem tam chodzili, a jeżeli nie chce ze mną, to osobno, albo on do innego. Ale akutar ta Pani doktor prowadziła terapie dla rodziców po takich pzrejściach. Powiedział, ze nie jest wariatem i chodzic nigdzie nie będzie. Po co mu była Pani doktor, skoro on miał własną, kochanke, która dawała mu takie pocieszenie jakie chciał. Nie potrafiłam zrozumieć jak mógł, w tym czasie, kiedy ja z małą czekałam na ostanie dezyzje co dalej, czekać na dawce serca i mieć nadzieję, że się znajdzie, czy podjąć ryzyko operacji zastawki, aby serce jakoś dotrwało, do czasu, aż dawca sie znajdzie. Ona nie miała czasu czekać. Byłyśmy 400 km od domu, odwiedział nas, codziennie dzwonił, wydawało się, ze się troszczy, bo na pewno sie troszczył, ale jak mógł mieć wtedy kochankę, kobietę która nas znała, naszą sytację, wtedy kiedy nasze dziecko walczyło o życie??? Mała operację miała w Łodzi, był w dniu operacji, później pojechał, choć rodzice w takich momentach tkwili przy łóżeczkach swoich dzieci razem. Ja sama...dzień po dniu od operacji gorsza wiadomość, wysiada wątroba, nerki, płuca... trzy śmierci kliniczne. Ja wyje do słychawki, aby przyjechał, bo ona umiera, a on, że ja świruje, że nie mam nadziei. Ale to ja jestem każdego dnia na OIOM-e, ja widzie stosy aparatury przy niej i jej cierpienie. Umarła w 10 dobie, w nocy, kiedy mnie tam nie było.
                W uszach dzwięczał mi tylko jej płacz i krzyk kiedy zabierali ją na salę operacyją "mamusiu nie oddawaj mnie".
                Poczucia winy jakie później mną targało, nie da się opisać. Czułam wtedy Jej obecność, jak głaska mnie po głowie, jak pociesza, jak próbuje mi powiedzieć, że Ona już nie cierpi, już jest dobrze. Dwa lata koszmaru, z którego nie mogłam się wydobyć, wtedy na świat przyszło pierwsze dziecko mojego mężą i tamtej kobiety. W tym roku urodziło im sie drugie. Widuje ich, bo mieszkamy w małym mieście. Czy czuje nienawiść? Nie, dziś już nie. Przestałam czuć nienawiść kiedy na swiat przyszły dzieci, bo one niczemu nie są winnę. Ani im nie zazdroszcze, ani nie życzę źle, wręcz przeciwnie.
                Dwa lata koszmaru, tony leków, brak uczucia lęku przed śmiercią były prawdziwą udręką. Ale tak jak haminka_viki sama stanęłam na nogach, po wszystkich upokorzeniach jakie przeszłam, po braku zrozumienia, zrozumiałam, ze ludzie sie boją takich ja my, chorych na depresję. Uwazają to za zbyt duzy obowiązek i ciążar, aby chciec takiej osobie pomóc, bo łotwo nie jest, a po co mieć później jakiś wyrzutu sumienia. Ale to wszysto wynika z nie wiedzy i z tego, ze nasze społeczeństo jeszcze mało powaznie traktuje depresję jak chorobę, która nie mal przypomina raka. Bo kiedy wraca, na nowo zaczyna się walka o życie, o przetrwanie.
                hominak_viki urodziła jeszcze dziecko, to dało jej siłę do walki, a ja na razie przeszłam operację jajnika, lecze endometrioze, ale ciagle mam nadzieję, choć mam 37 lat. O przyszłym ojcu mojego dziecka, boje się powiedzieć, że to już na pewno on, boje sie zapeszyć. Razem pragniemy, ale na ironię losu...poważnie zachorował. Stąd ten obecny "dół". Ale walczę z nim, dla siebie, dla Niego, dla tej Istotki, która odmieniła by nasze życie.

                Ci którzy "coś" cytują z moich postów i wygłaszją swoje uwagi, dziekuję, bo to co ja tutaj pisze, to moje odczucia, mój punkt widzienia po 6 latach walki z tą chorobą, w tym po dwóch wyjętych z życiorysu. Ale każdy ma prawo do swoich postrzeżeń, do swoich własnych reakcji. To podstępna choroba i choć u kazdego chorego przede wszystkim zabija duszę, to jednak każdemu z innej przyczyny i w inny sposób.

                bezsenna noc... coś wspamniała o Bogu, dlaczego Bóg nie raguje, dlaczego nie słyszy, nie widzi cierpienia, dlaczego przychodzi pytanie, że to znowu ja?
                Napisze o tym następnym razem...o moich "potyczkach" z Bogiem.

                Trzymajcie się... i nie pozwólcie sobie na odejście, choćby po to, aby udowadnić innym, że mam siłę żyć.
                • ishin Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 21.11.05, 20:15
                  Tak brzmią moje wiersze... nie mowy o śmierci, jest mowa o samotności, ale i nadziei...a to już dużo.

                  ***
                  Balansując na krawędzi czasu
                  zaplątana w uczuciach
                  wyczuwam drżenie istnienia
                  balansując na krawędzi czasu
                  zagubiona w przestrzeni
                  nie wiem co robić...
                  co wybrać...
                  podążyć za nadzieją... ?
                  zagubić się w miłości...?
                  czy odejść w ciszy skupienia
                  nie żądając nic w zamian...
                  ja jednak wyciągam ręce
                  jak tonący człowiek
                  czekając na Twoją dłoń...

                  ***
                  W zieleni moich oczu
                  tonie cały świat
                  w bezradności moich uczuć
                  wolno umiera nadzieja
                  samotność niczym kot
                  cichutko się zakradła
                  i w kłębek skulona
                  przysiadła no moich kolanach
                  każdego dnia odliczam
                  te same godziny co Ty
                  i pod tym samym niebem
                  gubię chwilę za chwilą
                  uwierzyć mi trudno
                  że gdzieś naprawdę jesteś
                  więc rozglądam się wokół
                  bo może niespodziewanie
                  staniesz na mej drodze
                  i uśmiechem spojrzysz
                  w moją stronę
                  w swoje dłonie weźmiesz
                  od łez tonący świat
                  i moje oczy znowu będą zielone
                  • hominka_viki Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 22.11.05, 08:28
                    Jeśli możesz odezwij sie do mnie na maila! pozdrawiam
                    • zorka7 Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 22.11.05, 09:10
                      Mamy po stracie dziecka...
                      Zapraszam was serdecznie do Dlaczego, na forum...
                      Sporo nas tam... :(

                      www.dlaczego.org.pl
        • hasanet Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 20.11.05, 11:08
          ishin napisała:

          > Wiecie, to wcale nie musi byc takie proste. Ten, kto chce umrzeć, nikomu o
          tym
          > nie wpsomni i zrobi tao raz, a skutecznie.
          Znam inny przypadek. Gość probował tak długo, aż mu się wreszcie udało.
          > Jeżli ktoś mówi o popełnieniu samobójstwa, to raczej n
          > ie chce tego zrobić, to tylko wołanie o pomoc.
          Nie do końca. Lekarze zawsze po takich sygnałach traktują pacjenta ze
          szczególną ostrożnościa, żeby w razie czego na nich zrozpaczona rodzina nie
          zrzuciła odpowiedzialności.
          > zero reakcji
          > zyciowych, wyłancza się wszystko, więc trzeba równiez z użytku wyłączyc
          ciało.
          > Jeżeli jest strach to dobrze , ja do dziś wiem, że kiedy on jest we mnie to
          ok
          > , Gorzej kiedy zaczynam nic nie czuć, wtedy jest niebezpiecznie.
          Lekarze twierdzą, że jest odwrotnie. W depresji agitowanej chory zachowuje się
          trochę jak szaleniec, wtedy jest niebezpieczeństwo, że strzeli samobója. Kiedy
          istnieje jako bezwolna, bezmyślna substancja, rodzina ma oddech, bo nie musi
          pilnować wariata. W taki stan lekarze pakują psychola prochami. Nie życzę
          nikomu wśród bliskich samobójcy: policja, dochodzenie.
          > tabletki biorą zawsze Ci, k
          > tórzy mają nadzieję ż eich odratują i że cały świat ich zrozumie.
          Nie mogę się zgodzić. Tabletki wybierają kobiety ze strachu przed bólem. Znam
          kogoś, kto w pełni świadomie podjął taką decyzję. Cud sprawił, że został przy
          życiu,
          > trzeba jakoś żyć i walczyc, choćby na czworakach.
          Od czegoś trzeba zacząć. Roczniaki uczą się chodzić i biegać, począwszy od
          pełzania.
          Hasa
        • uri_ja Re: Do Wszystkich chcących "odejść" 21.11.05, 12:49
          ishin napisała:

          > Wiecie, to wcale nie musi byc takie proste. Ten, kto chce umrzeć, nikomu o
          tym
          > nie wpsomni i zrobi tao raz, a skutecznie. Więc patania tych, jak to zrobić,
          sa
          > bez sensu. Jeżeli nie chcesz żyć, żyć się pod pociąg, tam na pewno będzie
          szyb
          > ko i sutecznie. Myślicie, że jestem brytalna... nie. Ja mam za soba takie
          dwa "
          > odejścia", ale popełnione bardzo nie świadomie. Po śmierci dziecka byłam w
          taki
          > ej depresji, że brałam tony leków (aby wreszcie ten rwący duszę ból uciszyć)i
          p
          > o prostu nie wiedząć kiedy przedawkowałam, jak narkoman. Przywracanie do
          zycia
          > w szpitalu to koszmar, uwierzcie mi i nikt tam nie ma nad takimi litości (to

          > ąd jeżeli ktoś myśli inaczej) od razu chcieli by takiego zamknąć w
          psychiatryku
          > , bo jest niebezpieczny. Jeżli ktoś mówi o popełnieniu samobójstwa, to raczej
          n
          > ie chce tego zrobić, to tylko wołanie o pomoc. Ten, kto chce, to zrobi to
          tak,
          > aby inni go nie powstrzymywali. I to nie jest odwaga, to po prostu zero
          reakcji
          > zyciowych, wyłancza się wszystko, więc trzeba równiez z użytku wyłączyc
          ciało.
          > Jeżeli jest strach to dobrze , ja do dziś wiem, że kiedy on jest we mnie to
          ok
          > , Gorzej kiedy zaczynam nic nie czuć, wtedy jest niebezpiecznie. Ja
          zakodowałam
          > sobie w glowie upokorzenie jakie zniosłam w szpitalu po odtruciu i
          powiedziałm
          > nigdy więcej. A pod pociag... raczej się ni rzece. tabletki biorą zawsze Ci,
          k
          > tórzy mają nadzieję ż eich odratują i że cały świat ich zrozumie. Nie
          ryzykujci
          > e, bo moga Was nie odratować, albo pozostanie kalectwo, niewydolność nerek,
          wąt
          > roby. Ja 6 lat walcze ze swoją depresją, lekami, yogą, i chodzeniem po
          górach,
          > nawet 20 km dziennie, aby się tak zmęczyć, aby nic już nie czuć. Mi pomaga.

          > i chwile radosci, choc ta wstrętna dolegliwosć czasami powraca.
          > Nie dawajcie sie jej... trzeba jakoś żyć i walczyc, choćby na czworakach.
          Życie
          > jest jedno i kto wie, ze to właśnie jutro nie zaświeci znowu słońce, choc
          może
          > dla niektórych jest już za chmurami całe lata.

          nie zawsze Ci, którzy krzyczą się NIE zabiją. ja to już gdzieś napisałam. to
          nie jest tak. przynajmniej nie do końca.
    • ogrom Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 18.10.05, 17:58
      czy wódka z 10 tabletkami polopiryny spowodfuje że odejde stad wreszcie?
      musze bo i tak nie mam co tu robic !
      • hasanet Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 18.10.05, 21:19
        ogrom napisała:

        > czy wódka z 10 tabletkami polopiryny spowodfuje że odejde stad wreszcie?
        To dobre na przeziębienie.
        > musze bo i tak nie mam co tu robic !
        Jak mus to mus. Co będziesz robić gdzie indziej?
        • ogrom Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 18.10.05, 21:42
          Więc jak sie załatwić?
          Polopiryna podobno potrafi człowieka unieszkodliwić ale ile jej wziąć i ile
          wypic tej wódy?
          • waztre Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 19.10.05, 15:51
            Bosze następny dupek...
          • cyria Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 19.10.05, 15:54
            Ola żartujesz przecież.
            Żarty z brodą przestają być zabawne.
            • 10_sekund Re: kumple mnie wzieli i to ś jużjak chory byłem 19.11.05, 22:30
              do zakopanego i jeżdzilismy jak dawniej na Kasprowym
              ktos mnie odwiedzi :)
              --
              jak
              pójdę na stałe do domu
              • 10_sekund Re: kumple mnie wzieli i to ś jużjak chory byłem 19.11.05, 22:33
                Do serca przytul psa
                wez na ramiona kota
                weż lupę popatrz pchła
                daj spokój pchła to tez istota
                --
                "pójdę na stałe do domu"-świntuch morski
    • nocny.lot Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 20.11.05, 11:24
      Goraco polecam rozne eseje Camusa. W jezyku niewiele wiecej mozna zakomunikowac w
      poruszanej sprawie.I przy okazji mamy z glowy problem posmiertny.
    • mskaiq Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 22.11.05, 15:11
      Ishin, kiedy umarla mi Matka, czy inne Osoby z moje Rodziny nigdy nie plakalem,
      bo nigdy nie umarli we mnie.
      Ty budzisz w Sobie wielki zal, on potrafi zabic. Tak dlugo jak bedziesz
      uciekala w niego tak dlugo bedziesz uwalniala olbrzymia negatywna energie
      ktorej nie mozna sie oprzec. Wtedy jestes na krawedzi zycia, na szczescie nie
      pozwalasz aby emocje doprowadzily do takiego rozwiazania. Bronisz sie ale
      jednego dnia te emocje moga byc silniejsze, musisz usunac to co wywoluje je,
      musisz pozbyc sie zalu.
      Ja kocham moja Matke, czesto Ja wspominam, ale sa to wspomienia pelne milosci i
      radosci, nie ma zalu ze odeszla.
      Milosc nie rami, robi to zal, brak pogodzenia sie ze smiercia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ishin Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 22.11.05, 17:48
        Ja ze śmiercią córki jestem pogodzona, to tylko opis historii co spowodowało u mnie ciążką depresję i jak sie broniłam. Ja córkę wspominam tylko dobrze i z miłościa. Nie rozdrapuje juz w sobie tamtych ran. Natomiast późniejsze życie różnie mi się układało i układa. Nie mam już cieżkich stanów depresyjnych, żyje raczej normalnie, funkcjonuje na co dzień, raczej nikt nie widzi, że miewam jeszcze takie stany, ale miewam, bo róznie w moim życiu od tamtej pory bywa i psychika jest nadwyrężona, nie zahartowana, jakby się może innym wydawało.
        • mskaiq Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 23.11.05, 04:04
          Mysle ze gdzies musi sie odnalesc milosc bo tylko wtedy znow wszystko sie
          rozwietli, wtedy Twoja psychika wroci do stanu w ktorym czuje sie dobrze. Nie
          mozna sie bac milosci to jedyny uczucie ktore nie przynosi bolu, ktore
          zatrzymuje strach.
          Nie boj sie rowniez mezczyzn. Masz wiele bardzo zlych przezyc ale miara kazdego
          z nas jest milosc i strach. Mozesz spotkac kogos kto bedzie mial jej bardzo
          wiele, taka osoba przyniesie Ci zaufanie i wiare w zycie.
          Serdeczne pozdrowienia.
        • tristezza do Ishin 23.11.05, 11:44
          bardzo mnie poruszylo to co napisalas. mysle ze smierc dziecka, to
          najokrutniejsze doswiadczenie egzystencjalne jakie moze przypasc w udziale
          kobiecie. a w Twoim przypadku to jeszcze nie wszystko...trzeba byc kompletnym
          niewrazliwcem, zeby w takich okolicznosciach nie wpasc w depresje...a jednak
          sie jakos podnioslas, naprawde godna podziwu dzielnosc..
          pozdrawiam Cie bardzo cieplo
          chcialabym zebys mogla znow cieszyc sie macierzynstwem, trzymam kciuki!
          t.
    • modliszkaaaa.1 Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 04.11.24, 21:24
      Gowno prawda mój ojciec popełnił samobójstwo i godzinę przed śmiercią do mnie zadzwonił i przeprosił za piekło jakie mi zgotował w dzieciństwie… sama bym chciała wiedzieć skąd on miał tyle odwagi podczas oględzin stwierdzili brak alkoholu i jakichkolwiek substancji psychoaktywnych w organizmie. Choroby psychicznej też nie miał…
      • sp9tcu Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 05.11.24, 04:02
        Czy był flegmatykiem to znaczy czy był zamknięty w sobie
    • mariettaboczek Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 05.09.25, 14:20
      Czemu moderacja tego nie cenzuruje?
      • sp9tcu Re: Odwaga, by odejsc na zawsze 12.09.25, 11:20
        niech ja tylko dopadne mojego smarfona ,bo mi sie nie chce klikać i pisać 100 razy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka