nieokielznanaaa
17.10.05, 19:26
Jestem w takim stanie, że nie do końca potrafię określić, o czym chcę pisać..
Nie jestem świadoma tego, co się dzieje. Wiem natomiast, że ten pokój jest odpowiednim miejscem na moj znak. "To" trwa trzy lata. Dwa lata temu agresywne początki depresji-bulimicznej zakonczone solidną próbą samobojczą (lekarze po kilku dniach spiązki poinformowali mnie, że mój przypadek był nie do odratowania, cud) Urlopowanie w szkole średniej, poczucie wyobcowania, osamotnienia, nieustannych porazek emocjonalnych, społecznych. Cofanie się.. Istnienie w świecie, nierealnym dla innych. Żadna pomocna dłon nie okazała się wystarxająco skuteczna. Nie spałam. Nie potrafiłam juz nawet płakać.. Rzygałam. Kolejna próba samobojcza (tak bardzo pragnęlam umrzeć, być z ojcem, wydawało mi się, że tylko On jest w stanie zrozumieć mój ból). Hospitalizacja w klinice psychiatrii.. ( reasumując wszystkie pobyty, w przeciągu dwóch lat było ich pięć) Przed pierwszą z prób podjęlam indywidualną psychoterapię, uczęszczam na nią dwa razy w tygodniu do dziś. Przez kilka miesięcy miałam świetlany okres, mniej wymiotowałam, poznałam wspaniałe osoby, czułam się niebywale silną osobą. Owszem, nie było cukierkowo, jednak żadne życie nie jest pernamentnie idealne. Myslałam, że teraz to może byc już tylko lepiej, że najgorsze mam już za sobą.., że to bagno nie wróci.. Obserwując mnie, nikt ( z wyjątkie psychoterapeutki i najbliższych przyjaciol) nie domyśla się, ze jestem na krawędzi. Uwazają mnie za pewną siebie, intelektualistkę, świetnie radzącą sobie w życiu.. Cholera, nie wiem, co mam czynić. Nie potrafię okreslic czego się boję. Pocę się, trzęsę, wydaje mi się, że jestem gdzieś daleko, daleko stąd.. Nie wiem, czy żyje..Jesli jednak żyje, chcę umrzeć.. Nie mam już energii, by walczyć. Nie mam już sposobu, by walczyć. Nie mam potencjalu, by walczyć. Nie mam nic..