Dodaj do ulubionych

Rzesza Opolska

10.07.05, 22:56
Rzesza Opolska
Tygodnik "Wprost", Nr 1122 (30 maja 2004)

Niemcy tworzą w Opolskiem replikę Heimatu z lat 30.

Żyjemy na własnej ziemi przy grobach naszych przodków. Dbamy o ojcowiznę, ład
i porządek. Bronimy naszego prawa do własnej tożsamości i godności". Tak
pisali przedstawiciele niemieckiej mniejszości na Opolszczyźnie przed wyborami
w 1997 r. Cztery lata później apelowali: "Nadszedł czas największej próby dla
Niemców w Polsce, dla naszej dojrzałości i rozsądku. W tych wyborach nie tylko
wybieramy, ale i udowadniamy swoją przynależność do niemieckiej grupy
narodowej, wierność swojej Ojczyźnie". W tej deklaracji wyraźnie widać, że pod
pojęciem "ojczyzna" opolscy Niemcy wcale nie rozumieją Rzeczypospolitej
Polskiej, lecz mityczny niemiecki Heimat. Polskie władze mają im tylko nie
przeszkadzać w odtworzeniu tego Heimatu, czyli prawdziwych Niemiec (sprzed
1938 r.) na Opolszczyźnie. Polscy mieszkańcy tego regionu, owszem, są mile
widziani, ale jako goście. Właśnie odbudowa Heimatu na Opolszczyźnie jest
głównym źródłem konfliktów między Niemcami i Polakami.

Głosuj na swoich!
Niemiecka mniejszość na Opolszczyźnie, która - jak wynika z danych spisu
powszechnego w 2002 r. - stanowi tam 20 proc. społeczeństwa, stara się
narzucić swoją wizję tego regionu. Mniejszość samodzielnie rządzi w 5 z 12
powiatów i w 25 z 71 gmin województwa opolskiego. W kolejnych dwóch powiatach
i trzynastu gminach współrządzi. W sejmiku województwa klub mniejszości wraz z
SLD tworzy koalicję rządzącą. Z mniejszości wywodzi się dwóch
wiceprzewodniczących sejmiku. Przedstawiciel mniejszości jest też wicewojewodą.
Nieliczenie się Niemców z ich polskimi współobywatelami sprawia, że co kilka
miesięcy wybuchają konflikty. Przedmiotem sporu są pomniki, szkoły,
dwujęzyczne napisy. Prawo pozwala na umieszczanie dwujęzycznych napisów, ale
zabrania tłumaczenia nazw własnych miejscowości. Tablice muszą mieć inny
kształt, kolor, czcionkę. Tak jest, ale tylko na papierze. Tablica na urzędzie
powiatowym w Strzelcach Opolskich głosi, że jest to starostwo w Gross
Strehlitz. Tak nazywało się to miasto przed wojną. - Niemcy nie biorą pod
uwagę naszych historycznych lęków. Dla nich liczy się tylko skupienie
mniejszości wokół hasła "głosuj na swoich". Temu służy wywoływanie napięć, bo
gdyby nie było konfliktów, nie byłoby sensu mobilizowania mniejszości wokół
swojej organizacji - mówi prof. Dorota Simonides, senator z Opola.

Heimat pod Opolem
Mobilizacja opolskich Niemców ma dalekosiężny cel: chcą oni zbudować replikę
Heimatu z lat 30., z czasów III Rzeszy. Robią to w Polsce, bo w Niemczech
takie próby są nielegalne. Współpracując z ziomkostwami i Związkiem
Wypędzonych Eriki Steinbach, opolscy Niemcy chcą stworzyć Heimat dla
wszystkich swoich współbraci. Heimat, który byłby matecznikiem niemieckości.
"Heimat nie jest tylko tym odrębnym, niewielkim i dającym się wymierzyć
skrawkiem ziemi, antytezą świata, oddalenia i życia. Heimat to strumienie i
potoki, które tę ziemię przecinają, a jego częścią są rozpościerające się nad
wsią chmury i gwiazdy" - pisał w 1903 r. pochodzący z Pragi niemiecki poeta
Rainer Maria Rilke. Heimat, który ma się odrodzić na Opolszczyźnie, wychwalali
pisarze Heinrich Böll, Hans Helmut Kirst i René Schickele. Pisał też o nim w
"Blaszanym bębenku" Günter Grass. Okazuje się, że w starszych Niemcach
tęsknota za Heimatem przetrwała do dziś, a ponieważ Niemcy jako państwo
bezpowrotnie się po wojnie zmieniły, wielu z nich doszło do wniosku, że
prawdziwy Heimat można odtworzyć tylko na dawnych terenach wschodnich Rzeszy.
Taką koncepcję otwarcie forsują ziomkostwa, a początkiem tego procesu ma być
zwrot utraconych majątków. Do sądów i urzędów na Opolszczyźnie trafiają setki
pozwów i wniosków o ich zwrot.
Rudi Pawelka, przewodniczący Ziomkostwa Śląskiego, który został niedawno
szefem Pruskiego Powiernictwa, domaga się zwrotu porzuconych przez Niemców
majątków w Polsce. - Oddajecie majątki Żydom i Amerykanom, a Niemcom - nie.
Według praw Unii Europejskiej to dyskryminacja. Nie zamierzamy nikomu niczego
zabierać, ale mamy nadzieję, że polskie władze pozwolą tym wypędzonym, którzy
tego chcą, bez przeszkód powrócić do swego Heimatu - mówi "Wprost" Rudi
Pawelka. I tłumaczy, jakie to korzyści odniosłaby Polska. Przekonuje, że ci
ludzie zainwestowaliby w Polsce swoje pieniądze. Mówi, że tylko w Kotlinie
Kłodzkiej pięćdziesiąt dawnych niemieckich wiosek jest dziś wyludnionych.
Takie miejsca mają być szansą na powrót wypędzonych bez odbierania komukolwiek
jego własności.
Damian Spielvogel, dyrektor w Ziomkostwie Śląskim, twierdzi, że chce być ono
tylko pomostem między Niemcami a Polską. Generacja tych, którzy opuścili swoje
rodzinne strony po roku 1945, wymiera, dlatego musimy współpracować z
mniejszością niemiecką w Polsce - mówi Spielvogel. I pyta: - Czy naprawdę tak
trudno uwierzyć w to, że ludzie kierowani sentymentem i miłością do swych
stron rodzinnych albo stron rodzinnych swych ojców i dziadków chcą, by te
miejsca jaśniały pełnym blaskiem? W Heimacie nie ma nic złego".

Buforowa republika
Tworzenie Heimatu rozpoczęło się od wprowadzenia podwójnych nazw miejscowości.
Przy tym nie nawiązywano do nazw sprzed III Rzeszy, lecz do tych, które
ustanowiły hitlerowskie władze. Rzecznicy Heimatu zaczęli się potem domagać
języka niemieckiego jako urzędowego, nauki religii po niemiecku i pomocy
niemieckiego rządu. Na początku lat 90. opolscy Niemcy zaczęli odbudowywać
pomniki poległych podczas I wojny światowej. Szybko obok nazwisk z pierwszej
wojny pojawiły się nazwiska poległych w drugiej wojnie, a także żelazne krzyże
i nazwy miejscowości nadane im po 1933 r. Mieszkańców Szczedrzyka nie można
było przez kilka lat przekonać do usunięcia z miejscowego pomnika nazwy
"Hitlersee", nadanej wsi w 1934 r.
Niemiecko-polski konflikt rozgorzał na dobre, gdy na Opolszczyznę zaczęli
przybywać członkowie neofaszystowskiej Nationale Offensive. Już w 1991 r.
założyli oni swój ośrodek w Dziewkowicach. Gdy we wsi pojawił się przywódca
organizacji Günter Boschütz, młodzi neofaszyści przestali się ukrywać.
Boschütz zaczął wydawać odezwy nawołujące do uwolnienia świata spod panowania
żydowsko-amerykańskiego kapitału. Otwarcie nawoływał do utworzenia "na
ziemiach niemieckich na wschód od Odry i Nysy" buforowej republiki, czyli
swego rodzaju Rzeszy Opolskiej. Za takie słowa Boschütz byłby w Niemczech ścigany.
Dopiero gdy do Dziewkowic zjechali dziennikarze z ogólnopolskich gazet, wbito
mu do paszportu wizę administracyjną z nakazem opuszczenia Polski. Wtedy w
Opolskiem pojawili się polscy narodowcy, którzy oblewali niemieckie pomniki
farbą. W rewanżu Niemcy ostentacyjnie wieszali na nich żelazne krzyże i
dodawali nazwiska poległych podczas II wojny światowej. Konflikt o pomniki i
nazwy miejscowości z czasów hitlerowskich tli się do dziś. Podobnie jak spór o
naukę języka niemieckiego w szkołach. Niemcy domagali się, by niemiecki stał
się językiem wykładowym, na co nie zgadzali się Polacy. Pięć lat temu
wywodzące się z mniejszości władze Bierawy chciały nawet likwidować szkołę w
Kotlarni, gdzie większość obywateli stanowią Polacy. Ta szkoła była jedyną w
gminie, w której język niemiecki nie był wykładowym (sami Niemcy mówią o
języku ojczystym). W końcu Polacy się ugięli.
Radni mniejszości niemieckiej z Bierawy żądali, by w statucie gminy zapisać
podział mieszkańców wedle narodowości polskiej i niemieckiej. Mimo że nie
zgadzał się na to wójt, radni wprowadzili taki zapis. Sprawa trafiła do sądu,
który orzekł, że takie podziały są nielegalne.

Mała Jugosławia
- Musimy i chcemy żyć obok siebie i współpracować. Tak myśli zdecydowana
większość tutejszych Niemców. Kłopot w tym, że nasi liderzy tego nie chcą
dostrzegać - opowiada Hubert Beier, Niemiec z Bogacicy, usunięty z władz
Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Opolszczyźnie. Beier tego nie
mówi, ale liderzy mniejszości nie liczą się ze współzi
Obserwuj wątek
    • kropeck Re: link 10.07.05, 22:57

      www.wprost.pl/ar/?O=60590&C=57

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka