26.12.05, 02:21
Święta u rodziców. Myślałem, że będzie dobrze - wszystko na to wskazywało.
Tymczasem... Wszystko co złe z przeszłości wróciło ze zdwojoną siłą. Mimo, iż
rodzice wiedzą jak bardzo słaby jestem. Teraz siedzę sam, przed komputerem.
Część "imprezy" poszła już spać, reszta... posiedzi jeszcze długo. A we mnie
burza. Chcę stąd uciec. W domu nikt na mnie nie czeka, a przynajmniej tego
nie czuję. Chcę umrzeć. Tak bardzo, bardzo chcę stąd odejść. Czuję się sam.
To taka straszna, głęboka, dojmująca pustka... Znacie ją, prawda? Nie wiem co
robić. Trzy lata leczenia... Poczucie straty najbliższej osoby... To dla mnie
za dużo. Nie wiem, czy zdobędę się tej nocy na ten ostatni krok. Ale jeśli
coś się nie stanie, nie zmieni, teraz, zaraz, to... to nie wytrzymam. Tak
bardzo boli...
Obserwuj wątek
    • polyanna74 Re: noc 26.12.05, 02:39
      wiele razy czulam to co ty, czuje nadal. i nie mam sie czym pocieszyc, nie mam
      czym tego zagluszyc, bo jestem samotna, niewierząca, sceptyczna,
      cyniczna,nadwrażliwa, na dodatek nie mam zobowiązań, ktore by mnie tu, na
      ziemi, trzymaly. nie czuje sie częścia niczego , rodziny, spolecznosci,
      wszechswiata. jakbym wypadla z maszyny losujacej niebieskiej loterii i zadna
      nagroda juz mnie czeka, zaden los nie dotyczy i drogi (chocby przez mękę)nie
      wskaze. ale troche sie buntuję przeciwko temu ze tak jest(więc moze jestem
      jeszcze czyms autonomicznym, ponad tym co wymienilam), mam tez opragnienie ulgi
      i dobra, a jezeli jest pragnienie (chocby niezaspokojone) to musi wynikac z
      braku czegos co ISTNIEJE. Wiem ze to trudne, ale sprobuj przeczekac, zajrzec w
      glab tego cierpienia ktore masz w sobie. nic juz nie masz do stracenia,
      sporobuj, prosze cie.

      • mcphisto Re: noc 26.12.05, 03:17
        dziękuję...
        • polyanna74 Re: noc 26.12.05, 04:01
          nie ma za co. sama walcze z dołem, lękiem, dzis wieczorem juz kilka razy.
          dobrze wiem co czujesz. nie wzielam hydroxiziny zeby zasnac i nie zasnelam.
          obejrzalam film ("madagaskar"; od tygodnia serwuje sobie animowane/familijne
          zeby sie oderwac od wszelkiej psychodelii:)) ale w trakcie niespodzieanie
          nadszedl zjazd. pustka i strach. zignorowalam to, pozwolilam zeby przebrzmialo
          i zanim zdążylam sie temu przyjrzec- odplynelo. do jutra zapewne:) ale bede
          walczyc dopoki sil:) pomyslalm ze kiedy czujesz nadchodzący gwaltowny kryzys,
          pomaga odebranie mu "głębi" tj uparte powtarzanie mysli ze to tylko zaburzona
          chemia mózgu, a nie nagly wglad w czarną istotę rzeczy:):) odbierz temu
          smutkowi majestat, naprawdę mozna poczuc ulge, na jak dlugo- nie wiem, ale
          dobre i to. pozdrawiam:)
          • mskaiq Re: noc 26.12.05, 04:32
            Masz racje trzeba odebrac atakowi sile, on minie, kiedy go zignorujesz to
            odejdzie, kiedy wywolasz strach zmieni sie w pieklo.
            Takie powtarzanie, afirmacja pomaga, dodaje otuchy pozwala przetrwac atak.
            Kiedy afirmujesz to nie budujesz negatywnych mysli ani strachu bo nie masz na
            to czasu. Rownie pomocne jest zajecie sie czymkolwiek, sprzataniem, czytaniem
            itp. Wtedy odwracasz uwage od ataku i przechodzi nie wywolujac wiekszych szkod.
            Serdeczne pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka