Dodaj do ulubionych

stoję na krawędzi

IP: 212.191.129.* 29.10.02, 14:56
Mam problem chyba z samą sobą, potrzebuję opini innych ludzi.
Mam 28 lat, jestem 5 lat po ślubie, mamy 2 letniego synka. W sumie idylla a
jednak nie. Jakiś czas temu wróciłam do pracy po urlopie wychowawczym i wtedy
sie właśnie zaczęło.Mój mąż jest o mnie bardzo zazdrosny. Dałam mu powody do
takiej zazdrości. Nie nie zdradziłam Go. Poznałam człowieka przez GG i
rozmawiałam z nim o różnych sprawach o sexie również. I po tygodniu rozmów
ten facet zaczął mnie szatarzować, że powie mężowi o czym rozmawialiśmy i że
ma nagrane nasze rozmowy tel. Przestraszyłam sie nie na żarty i powiedziałam
mężowi o tym człowieku. Od tego momentu wszystko się zmieniło.Przestał mi
ufać, w każdym moim ruchu widzi zdradę. Jak przychodzę z pracy pyta mnie jak
w niej było i patrzy tym swoim niewierzącym i podejrzliwym wzrokiem. Od
tygodnia mówi, że znowu wyczuwa, ze coś wisi w powietrzu tak jak wtedy czuł.
Mnie takie podejrzenia zabijają. Nie wiem jak mam mu udowodnić, że nie
zdradzam Go, że jestem mu wierna, że nie umawiam sie z nikim na spotkania, że
nie podrywaja mnie faceci w pracy. Niejedna kobieta pewnie byłaby zadowolona
z tego, że mąż jest zazdrosny. A ja mam powoli dość tych podejrzeń. Nie wiem
jak Go ugryść, rozmawiać na ten temat nie chce. Mówi, że to jego problem i ze
jak bylabym facetem zrozumialabym o co mu chodzi. A mnie świat sie wali na
głowę. Mieszkamy z babcią męża której nie znoszę. Teściowa też zrobiła się
dziwna., Wogóle każdy uważa że jestem przewrazliwiona i najgorsza a ja mam
dość. Czy tak trudno zrozumieć kobietę, która od 2 lat i 4 miesięcy nie
przespała żadnej całej nocy, że może być zmęczona, że martwi się o swoje
dziecko z którym wiele przeszła (zabieg, choroby), że chce je izolować od
chorych, że chce być szczęśliwą, że chce z kims pogadać i nie zdradza na
każdym kroku. A może wszyscy są normalni tylko ja mam problem z samą sobą.
Nie wiem stoję na krawędzi i boję się co będzie dalej. Proszę napiszcie co o
tym sądzicie. Aneta
Obserwuj wątek
    • mgr-burak Re: stoję na krawędzi 01.11.02, 05:37
      jestes mloda i naiwna
      jezeli to sa powody aby byc na krawedzi to poczekaj troche a zobaczysz jakie
      one dziecinne.
      Ciesz sie ze maz nie dal tobie powodow do zazdrosci
      • Gość: Ikon Re: stoję na krawędzi IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 03.11.02, 00:04
        mgr-burak napisała:

        > jestes mloda i naiwna
        > jezeli to sa powody aby byc na krawedzi to poczekaj troche a zobaczysz jakie
        > one dziecinne.
        > Ciesz sie ze maz nie dal tobie powodow do zazdrosci

        I po co takie głupie teksty, buraku? Co to, chandra? Nudziło się w domu? A może
        w ogóle jesteśmy zgorzkniali i sterani życiem? Hm?
        Więcej wyobraźni. (Bo nie śmiem apelować o wrażliwość.)Piszesz do kobiety,
        która ma problem. Nawet jeśli nie mieści się w Twoim pojęciu problemu.
    • Gość: atacama Re: stoję na krawędzi IP: server* / 192.168.0.* 01.11.02, 20:37
      Nie mogę powiedzieć, że wiem, co czujesz, jeżeli chodzi o strach o zdrowie
      własnego dziecka. Nie mam go jeszcze. Ale wiem, co czujesz, gdy mąż patrzy na
      ciebie i ty wiesz o czym on myśli. Że na pewno go dzisiaj po raz kolejny
      zdradziłaś. Otóż, nie wiem, czy mam racje, ale wydaje mi się, że on po prostu
      wykorzystuje ten fakt (incydent z mężczyzną na gg), żeby pokazać ci jaki jest
      biedny. Faceci uwielbiają się nad soba użalać. Sama się o tym przekonałam, jak
      byłam dokładnie w takiej samej sytuacji. Nie wiem właściwie, czy w waszym
      wypadku chodzi o to samo. Jeżeli tak, to moja rada brzmi: bądź stanowcza, nie
      daj sobie wmówić winy. Jeżeli będzie ignorował to co mówisz- krzycz, że jest
      niepoważny i zachowuje się jak dziecko. Tylko zakompleksieni chłopcy tak
      postępują. Wykaż, że jest niesprawiedliwy, bo ocenia cię, nie biorąc pod uwagę
      tego, co mówisz. Powiedz, żeby rzucił kamień, jeśli sam nigdy nie flirtował z
      żadną kobietą. I niech nie bawi sie z tobą, niech nie mysli sobie, że może cię
      tak dalej upokarzać wmawiając ci winę. Nie pokutuj kochana- nie masz za co! I
      powtarzam- krzycz, jak będzie dalej tak robił. Musisz stanąć w swojej obronie,
      bo taka zazdrość cię zniszczy.
      Mam nadzieję, że wszystko będzie ok. pozdrawiam cie.
      • clive Re: stoję na krawędzi 03.11.02, 02:10
        NIe żyje zbyt długo na tym świecie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno- krzyk
        jeszcze żadnego mojego problemu nie rozwiązał. Nie ma co walczyć z agresją
        przeciwstawiając agresję. A własciwie co to za agresja. To zwykłe dąsy.
        Moja poprzedniczka napisała, ze lubimy się użalać nad sobą. No cóż, chyba ma po
        części rację. Nie mam tu zamiaru wszczynać kolejnej wojny między osobą kobiety
        a mężczyzny, więc po prostu się zgodzę. Nie sądzę jednak, zeby, jak to ujęła
        Atacama, "stanowczość" mogła tu coś pomóc. To tylko pogorszy sprawę. On nie
        upokarza, nie szuka winy. Osobiście sądzę, że chce Ci pokazać jak bezmyślnie
        postąpiłaś rozpoczynając znajomośc z owym "szantażystą". Jeżeli Cię kocha, a
        chyba tak jest (w końcu jest zazdrosny), to wierzy Ci i prędzej, czy później
        wybaczy. Zaryzykował bym nawet stwierdzenie, że już dawno to zrobił. Jedno
        czego teraz chce, to widzieć, iż żałujesz.
        Choć brzmi to głuipo, to chyba nie powiesz, ze coś takiego nie może mieć
        miejsca? Jesteśmy ludźmi i mamy swoje, czesto nie do końca normalne,
        zachowania. Do tego my faceci jesteśmy chorobliwie dumni. Jeżeli zostaje
        zraniona nasza duma, to chcemy, zeby to nas pierwsze przeproszono, a nie
        żebyśmy to my musieli wybaczać. Zatem moja rada: nie tłumacz się, ale pokaż mu,
        jak bardzo żałujesz. Wiem, że Ci się to może nie podobać, ale zawsze jedna
        strona musi iść na kompromis, żeby zażegnać konflikt. Sądze, ze to szybkie i
        bezbolesne wyjście, które może zadziałać. Jak zrobisz, zależy wyłącznie od
        Ciebie. Życzę szczęścia.
        • Gość: Ja Re: stoję na krawędzi IP: *.sd.accelrys.com 05.11.02, 04:23
          clive napisał:

          > Nie sądzę jednak, zeby, jak to ujęła
          > Atacama, "stanowczość" mogła tu coś pomóc. To tylko
          pogorszy sprawę.

          Czlowieku, uwierz mi na slowo jak ci powiem, ze jestes
          strasznie naiwny. Problem Anety z logika nie ma nic
          wspolnego.

          > On nie
          > upokarza, nie szuka winy. Osobiście sądzę, że chce Ci
          pokazać jak bezmyślnie
          > postąpiłaś rozpoczynając znajomośc z owym
          "szantażystą".

          Alez skad!! Sam jestem facetem (45) i wiem jak to dziala.
          Maz Anety to *mieczak*, ktory nareszcie znalazl jakis
          powod do wywyzszenia sie i zadreczania osoby, ktora w tym
          akurat momencie jest slabsza od niego. Fu! Wstydzilby sie
          idiota jeden.

          Prawdopodobnie do tej pory Aneta przewyzszala go pod
          jakims wzgledem (wyksztalceniem? zarobkami? bogata
          rodzina?) i to go gnebilo az wreszcie trafila sie
          upragniona okazja i becwal nie popusci teraz. Znaja
          panstwo takie powiedzonko "jak nie urok to sraczka"? No
          wlasnie. Jesli Aneta nie walnie teraz piescia w stol, jej
          maz bedzie kontynuowal subtelnie dreczenie na
          nieskonczenie wiele sposobow przez lata. Nie dlatego, ze
          jest zlym czlowiekiem - tylko po prostu niedojrzalym,
          niewychowanym, niedoswiadczonym, naiwnym. Rodzice go
          niedopatrzyli i teraz Aneta musi odrobic za niego w
          przyspieszonym tempie pewne zaleglosci.

          Aneto - przepraszam, ze tak gromie na twojego meza, ale
          juz naprawde jak tak mozna!

          Wez sie w garsc i ABSOLUTNIE wybij sobie z glowy jakies
          poczucie winy - to bylo dobre na pierwszych pare dni. Jak
          to jemu nie wystarcza, to zapowiedz mu surowo, ze ta
          dziecinada musi sie skonczyc, jestescie obydwoje
          doroslymi ludzmi i te przedszkolanckie zagrywki MUSZA sie
          skonczyc NATYCHMIAST. (Juz nie wspomne o takim drobiazgu,
          ze prawedziwa milosc jest zawsze bezwarunkowa.)

          > Jeżeli Cię kocha, a
          > chyba tak jest (w końcu jest zazdrosny),

          Morze od ladu nie jest bardziej oddzielone niz milosc od
          zazdrosci! Zazdrosc to okrutna parodia i drwina z
          milosci. Zapamietaj to sobie!

          > to wierzy Ci i prędzej, czy później wybaczy.

          Jeszcze raz przepraszam za ostre slowo, ale g. wybaczy.
          Tyle tylko powiem.
          • clive Re: stoję na krawędzi 05.11.02, 15:46
            Piszesz, ze jestem naiwny. Ja nie uważam jednak, ze naiwnością jest chęć
            zażegnania kłótni. Sądzę, ze wiele osób się ze mną zgodzi.
            Określasz męża jako "mięczaka" i "idiotę". To mocne słowa. Ta kobieta prawie
            nic o nim nie napisała. Dlaczego od razu tak ostro go oceniasz? Nie sądzisz, ze
            to raczej bardziej świadczy o Twojej niedojrzałości (mimo, ze jak napisałeś
            masz 45 lat).
            Innymi słowy straszna agresja emanuje z Twojego postu. Nie rozumiem co Cię tak
            wzbużyło. Chce jeszcze raz podkreślić, ze takim podejściem nic załatwić się nie
            da. Czy myślisz, że gdy ona wrzaśnie na męża, czy choćby zacznie go pouczać, on
            kiwnie głową, zgodzi się z nią, przeprosi i wszystko skończy się dobrze?
            Wybacz, ale to co napisałes ukazuje, jak beznadziejne masz pojecie o ludziach.
            Postaw się na miejscu męża i zastanów, jakbyś zareagował na takie zachownaie
            żony- niedość, że nadwyrężyła zaufanie, to jeszcze na Ciebie zwala wine!
            A co do tej zazdrości. Nie pamiętam dokładnie jak ją określiłeś, ale było to
            chyba coś w stylu "parodia miłości". Podchodząc do sprawy z Twojego punktu
            widzenia, wychodzi na to, iż wszyscy jesteśmy niepoważni. Nie wiem jak Ty, ale
            ja już doznałem tego uczucia w życiu. Czy to znaczy, ze nie traktowałem swojej
            partnerki poważnie, a moze że jej naprawdę nie kochałem? A Ty, nigdy nie byłeś
            zazdrosny? To normalna ludzka cecha i u każdego czasem się ujawnia. Nie jest to
            na pewno niezaprzeczalna zasada, ale chyba im bardziej się kogoś kocha, tym
            bardziej robimy się zazdrośni wiedząc ze nasza miłość flirtuje z innym
            (oczywiście jest kilka wyjątków ale wierze, że nie zaczniesz ich wymieniać, aby
            obalić moje słowa).
    • Gość: Ikon Re: stoję na krawędzi IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 03.11.02, 00:16
      Problem mi obcy o tyle, o ile nie mam męża ani dzieci...
      Jednak mam wrażenie, że jesteś silną kobietą (wiele już przeszłaś)i poradzisz
      sobie również z tym. Wiem jak to brzmi - w depresji nie wierzy się w
      jakiekolwiek pocieszanki - ale nie poddawaj się i nie obwiniaj.
      Trzymaj się. Będzie dobrze. Jestem z Tobą. (Wybacz banały)
    • edwood Re: stoję na krawędzi 03.11.02, 10:50
      Droga Aneto. Ze zrozumieniem przeczytałem Twoją historię, chyba odczuwam to
      samo co Ty - z tym, że ja już wybrnąłem z takiej sytuacji. Dlatego mogę Ci w
      końcu dać radę która nie jest teorią i gadu-gadaniem to po prostu działa i
      zadziała. Weź moja droga jakiś nóż, najlepiej duży - największy - taki prawie
      kuchenny miecz, odszukaj legowisko Twego mężulka i jego mamuśki i tam ich
      załatw. Zapewniam - skończą się spojrzenia i głupie gadki. Pozdrawiam
      Serdecznie!!! Powodzenia!!!
      • dorota5 Re: stoję na krawędzi 05.11.02, 12:14
        edwood napisał:

        > Droga Aneto. Ze zrozumieniem przeczytałem Twoją historię, chyba odczuwam to
        > samo co Ty - z tym, że ja już wybrnąłem z takiej sytuacji. Dlatego mogę Ci w
        > końcu dać radę która nie jest teorią i gadu-gadaniem to po prostu działa i
        > zadziała. Weź moja droga jakiś nóż, najlepiej duży - największy - taki prawie
        > kuchenny miecz, odszukaj legowisko Twego mężulka i jego mamuśki i tam ich
        > załatw. Zapewniam - skończą się spojrzenia i głupie gadki. Pozdrawiam
        > Serdecznie!!! Powodzenia!!!

        Totalny infantylizm i degrengolada.
        Bez komentarza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka