Dodaj do ulubionych

pytanie...

03.01.06, 18:08
czy mieliście dni, tygodnie, miesiące
że nic nie potrafiliście robić
że siedzieliście bezczynnie
że nie potrafiliście obejrzeć ulubionego serialu
przeczytać gazety
nie mówiąc już o wyjściu na zewnątrz
że wszystko Was męczyło
potworny brak siły
?
Obserwuj wątek
    • lamazz Re: pytanie... 03.01.06, 18:31
      ależ skądże my jesteśmy lwami salonowymi po prostu
      • urszulai Re: pytanie... 04.01.06, 16:04
        Znam ten stan o ktorym piszesz.Trudno zapomniec i wymazac z pamieci ten bol
        istnienia.
    • carlabruni Re: pytanie... 04.01.06, 16:08
      az tak źle to nie było. zawsze zmuszałam się do czegoś. pozdrawiam.
      • majka733 Re: pytanie... 04.01.06, 16:20
        pewnie wiekszosc z nas to miala. na tym m.in. polega depresja. glowa do gory.
        mamy nasze depresanty. one daja nam sile i checi. pozdrawiam
        • lamazz Re: pytanie... 04.01.06, 17:27
          a nie antydepresanty?
          • lamazz Re: pytanie... 04.01.06, 17:27
            :)
    • nemefitid Re: pytanie... 04.01.06, 17:36
      caaathy napisała:

      > czy mieliście dni, tygodnie, miesiące
      > że nic nie potrafiliście robić
      > że siedzieliście bezczynnie
      > że nie potrafiliście obejrzeć ulubionego serialu
      > przeczytać gazety
      > nie mówiąc już o wyjściu na zewnątrz
      > że wszystko Was męczyło
      > potworny brak siły

      tak !

      co najmniej 6 takich epizodów w życiu

      po 3-4 mies każdy

      Czy to coś dziwnego ?
    • caaathy Re: pytanie... 04.01.06, 17:52
      warto zmuszać się do robienia czegoś?
      tzn robić na siłę mimo braku sił chęci...
      chyba w tej chorobie to nic dziwnego, ale u mojej mamy to trwa i trwa, a
      antydepresanty ciągle nie pomagają...
      • urszulai Re: pytanie... 04.01.06, 19:25
        Caathy,a jak dlugo twoja mama choruje i jakie bierze obecnie leki?
      • dorcia1974 Re: pytanie... 04.01.06, 19:28
        mi lekarz powiedział zebym absolutnie do niczego sie nie zmuszała.Nie chce się
        robic?- nie robic! Musze przyznac ze bardzo spodobała mi się jego rada :)))
        • urszulai Re: pytanie... 04.01.06, 19:38
          Ja pamietamjak dojscie do toalety bylo dla mnie wysilkiem nie do przebrniecia,a
          wszystko smakowalo jak trociny.Nic nie ogladalam bo nie moglam i nie czytalam
          choc zawsze tak kochalam to robic.I jeszcze to uczucie,ze to niemozliwe abym z
          tego wyszla i nieme blaganie Boga aby mi pomogl albo zabral bo juz nie dam rady.
          • caaathy Re: pytanie... 04.01.06, 20:46
            I jeszcze to uczucie,ze to niemozliwe abym z
            > tego wyszla i nieme blaganie Boga aby mi pomogl albo zabral bo juz nie dam
            rady
            jakbym słyszała moją mamę...
    • caaathy Re: pytanie... 04.01.06, 20:44
      urszulo leczy się hmm będzie już... 15 miesięcy..
      ostatnio przeżywa straszny kryzys
      tzn nigdy jeszcze tak kiepsko się nie czuła
      obecnie zażywa mirzaten (od trzech tygodni)
      teraz ma dawkę 45 mg na noc
      poza tym stilnox na spanie
      dorociu, właśnie ona chciałaby wszystko robić, ale nie może... :(
      i zastanawiam się, w jaki sposób przełamać tę niemoc trwającą...
      • dorcia1974 Re: pytanie... 04.01.06, 21:13
        wierzę,ze chce cos robic.Ja z powodu "nicnierobienia" popadałam w jeszcze
        głębszą depresję,miałam ogromne wyrzuty sumienia,mam męza i dziecko a nawet
        ugotowac obiadu nie mogłam,nie mówiąc o sprzątaniu.Ciągle myslałam o tym ze
        jestem do niczego,złą matką i żoną,coś okropnego :( i wtedy kiedy na kolejnej
        wizycie dowiedziałam się zeby się do niczego nie zmuszac - poprostu się
        ucieszyłam!Poza tym przyjaciółka uswiadomiła mi ze kazdy ma prawo chorowac i
        nie powinnam się zadręczac.Napewno twojej mamie jest tez z tym źle,ale nie
        popieram zmuszania jej do czegokolwiek wręcz przeciwnie,rozmawiaj z nią,mów ze
        to chwilowe i wyręczaj w obowiązkach.Ale 15 m-cy to troche duzo bez żadnej
        poprawy...radziłabym zmianę lekarza(?) moze niedobrane leki...hmm...
        • urszulai Re: pytanie... 04.01.06, 22:20
          Czasami poprawa jest widoczna po 3 miesiacach,a czasami po 3 latach niestety.Sa
          tez tu osoby lekoodporne na ktore leki prawie nie dzialaja.Co ja mysle na ten
          temat? No mysle,ze depresja tak latwo nie ustepuje.Leczenie depresji wymaga
          czasu i cierpliwosci.W moim przypadku np. po roku brania lekow poprawa nie byla
          rewelacyjna.Wciaz budzilam sie z potwornym lekiem i mialam przeogromne
          doly.Powoli w miare czasu bylo coraz lepiej.Nigdy nie zapomne dnia kiedy
          pierwszy raz wstalam i nie mialam ataku leku.Czulam jakby zdarzyl sie cud i
          zaczelam wierzyc,ze pozyje jeszcze normalnie.Gdzies po 3 latach leczenia
          cofnely sie najbardziej typowe objawy depresji.Obecnie moze nie tryskam
          radoscia i optymizmem,moze nie za bardzo radze sobie z emocjami i czasami
          wpadam w doly,ale dla mnie to moj maly cud i tak.Oby juz nigdy nie bylo gorzej
          to dam rade,z objawami subbdepresyjnymi nauczylam sie zyc no i mam to
          forum.Chcialabym aby twoja mama wyzdrowiala,aby uwierzyla,ze pokona te chorobe
          wczesniej czy pozniej.Pokaz jej te posty lub przeczytaj chocby po to ,aby
          zszczepic w niej nadzieje na wyzdrowienie.
          • ewa19734 Re: pytanie... 05.01.06, 09:16
            Urszulo, napisałaś o swoim "małym cudzie". To określenie bardzo mi się
            spodobało bo ubrałaś w słowa stan, który sama odczuwam ale nie umiałam go
            określić. Miałam stany depresyjne z atakami lękowymi. Leczę się od kilku
            miesięcy i jest wyraźna poprawa. Jeżeli ten stan się utrzyma to wierzę, że
            sobie poradzę. Martwię się tylko co będzie jak trzeba będzie odstawić
            moją "przyjaciókę" Asentrę. Jestem od niej "uzależniona" psychicznie. Wierzę,
            że póki ją przyjmuję żaden większy atak lękowy mi nie grozi a na ile jest to
            nieprzyjemne może wiedzieć tylko osoba, która to przeżyła. Powiedz mi jeszcze
            co to są te objawy subdepresyjne? Pozdrawiam!
          • lamazz Re: pytanie... 05.01.06, 11:14
            6 lat, pieprzyć to
    • mskaiq Re: pytanie... 05.01.06, 08:16
      Ten stan, atak trwa za kazdym razem dluzej. Strach przed pojawieniem sie tego
      stanu pogarsza jeszcze sprawe.
      To mozna pokonac ale nie mozna czekac aby przeszlo samo, na poczatku przejdzie
      samo ale wroci i bedzie trwalo za kazdym razem dluzej a czas ulgi bedzie coraz
      krotszy.
      Obecnie w pelni kontroluje siebie, taki atak potrafi sie jeszcze pojawic od
      czasu do czasu ale obecnie trwa pare minut, sam go likwiduje i nie boje sie
      tego wiecej.
      Nie mozna sie poddawac i akceptowac wlasnego zniszczenia, a czekanie az sam
      przejdzie prowadzi do tego ze bedzie z nami caly czas. U mnie ten stan byl
      prawie nieustanny, dzisiaj juz go nie ma.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • urszulai Re: pytanie... 05.01.06, 16:53
        Ewo pytalas co to takiego ta subdepresja?Subdepresja to nic innego jak lagodna
        forma depresji z pojedynczymi jej objawami.Czesto charakteryzuje sie obnizonym
        nastrojem,zlym samopoczuciem,niska aktywnoscia,biernoscia i sklonnoscia do
        widzena swiata w czrnych barwach.Moga wystepowac cyklicznie problemy ze snem
        czy apetytem.To rowniez zbytnia emocjonalnosc i sklonnosc do izolacji.Czasami
        objawy w subdepresji wystepuja razem ,zazwyczaj po jakims przykrym wydarzenu,a
        czasami dobre samopoczucie utrzymuje sie tygodniami.Niektorzy nawet nie
        wiedza,ze to subdepresja.Mysla,ze taka maja osobowosc.Roznica miedzy
        subdepresja,a depresja jest jednak ogromna.Z ta pierwsza mozna jakos zyc,druga
        bez leczenia nie pozwala zyc.Ja mysle,ze objawy subdepresyjne mialam od
        zawsze,ale wtedy nie wiedzialam o tym.Gdyby nie dlugotrwala depresja i leczenie
        nigdy nie dowiedzialabym sie,ze subdepresja to poniekad nie normalny stan,ale
        zaburzenie o podlozu psychicznym.
        • ewa19734 Re: pytanie... 06.01.06, 09:11
          Urszulo, dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź. Wyjaśniłaś mi więcej niż moja
          pani psychiatra (niestety). W związku z tym co napisałaś ja również "od zawsze"
          miałam stany subdepresyje. Pamiętam, że już w liceum miewałam wieczorem
          nieuzasadnione duszności i różne inne stany, które dopiero dzisiaj znajdują
          wyjaśnienie.Zastanawiam się czy w takim razie moja depresja jest endogenna,
          związana ze złym funkcjonowaniem neuroprzekaźnikó w moim mózgu?
          • dorcia1974 Re: pytanie... 06.01.06, 09:17
            o tym ze choruje na depr.endogenną dowiedziałam sie od mojego psychiatry po
            długim wywiadzie,mysle,że twoja p.psych.tez powinna takowy przeprowadzic i
            dojsc do jakiegos wniosku,bo przeciez od tego zalezy jakie leki będziesz brała
            • ewa19734 Re: pytanie... 06.01.06, 10:03
              Pani psychiatra po dość solidnym wywiadzie określiła mój stan jako zaburzenia
              depresyjno - lękowe na tle adaptacyjnym, jakoś tak ale dokładnie nie mogę sobie
              przypomnieć tego sformułowania. Biorę Asentrę i naprawdę lepiej się czuję. Pani
              doktor jest zadowolona z efektu i stwierdziła, że neuroprzekaźniki zaczęły
              lepiej funkcjonować. Chodzi mi o to czy to wrodzona dysfunkcja bo przecież inni
              również przechodzą trudne sytuacje życiowe a w ich głowach nic nie szwankuje.
              Czy zatem do końca życia będę musiała się leczyć, czy to się znormalizuje pod
              wpływem leków? Pytam Was co o tym sądzicie bo lekarz zalecił około roczną
              kurację po czym mamy pomału wycofywać lek. Czy to znaczy, że prawidłowo
              przeprowadzona kuracja zakończy mój problem? Na to pytanie nie uzyskałam
              jednoznacznej odpowiedzi. Pewnie nikt mi takiej nie udzieli...
              • urszulai Re: pytanie... 06.01.06, 17:35
                Rozumiem,ze dreczy cie to ,czy przeprowadzona prawidlowo kuracja zakonczy twoj
                problem poniewaz mnie tez to dreczylo.Takim malym pozytywem moze byc informacja
                o tym,ze zdecydowana wiekszosc depresji jest uleczalna,chociaz to wymaga na
                pewno czasu i cierpliwosci.Negatywna wiadomosc jest taka,ze choroba ma
                tendencje do nawrotow.Przy czym nie u wszystkich ludzi wystepuja takie
                nawroty.Zdarza sie ,ze ktos przezyje tylko jeden epizod depresyjny,ale rowniez
                sa osoby ,ktore przezyja wiele takich nawrotow.Pozostaje byc dobrej mysli.Sama
                osobiscie najbardziej na swiecie boje sie nawrotu.Staram sie o tym nie myslec,a
                jednak ta uporczywa mysl wciaz do mnie wraca jak jakas mara.
                • ewa19734 Re: pytanie... 09.01.06, 09:55
                  Również bardzo się martwię możliwością nawrotu stanów lękowych w przyszłości.
                  Czy jeśli od wielu lat miałam te dziwne objawy somatyczne to uda się w rok je
                  usunąć? Mam trochę mętlik w głowie, może pomożesz mi to uporządkować. Te
                  wszystkie duszności, drętwienia rąk itp to niby objawy nerwicy. Do tego doszły
                  ataki lękowe. Czy to wszystko może razem występować w depresji (zniechęcenie,
                  smutek)? Czy to będzie depresja endogenna? Może mi to uporzadkujesz bo lekarz
                  nie bardzo się kwapi.
                  • urszulai Re: pytanie... 09.01.06, 16:22
                    Ewo tak mysle,ze te dziwne objawy somatyczne ,ktore mialas od wielu lat typu
                    dusznosci czy dretwienia to nie objawy sobdepresji,a depresji
                    maskowanej.Wyobraz sobie,ze u mnie tak wlasnie zaczela sie depresja.To znaczy
                    przez kilka lat cierpialam naprawde na schorzenia somatyczne.Byly to schorzenia
                    na ktore zadne leki farmakologiczne nie dzialaly no i oczywiscie obnizone
                    samopoczucie ,smutek ,biernosc czyli subdepresja.Wspominam ten okres jak
                    pieklo,wedrowki do lekarzy wszystkich mozliwych specjalizacji i tony lekow.Bylo
                    coraz gorzej,objawy nasilaly sie,ale wciaz nie mialam najbardziej typowych
                    objawow depresji.Nie mialam atakow paniki,pracowalam resztkami sil,nie unikalam
                    ludzi i nie mialam najgorszego samopoczucia rano.Nikt nie wpadl na to ,aby
                    pojsc do lekarza psychiatry,ja o dziwo rowniez.Nie wiedzialam wtedy nic o
                    depresji maskowanej czyli depresji ,ktora objawia sie tym,ze choruje cialo i to
                    choroby ciala wysuwaja sie na plan pierwszy.Po wielu trudnych latach dolaczyly
                    do objawow somatycznych typowe objawy depresji.Wtedy dopiero rozpoczelo sie
                    moje leczenie.Zaluje,ze tak pozno bo wowczas juz nie wstawalam z lozka i
                    leczenie trwalo znacznie dluzej.Moge cie jedynie zapewnic ,ze jezeli wyleczysz
                    depresje to znikna rowniez objawy somatyczne ,ktore rowniez jej
                    towarzyszyly.Depresja to nie tylko choroba duszy ,ale rowniez ciala i czasami
                    zaczyna sie od ciala jak widzisz.To co napisalam to moje wlasne doswiadczenia
                    i przezycia i oczywiscie nie jestem ekspertem,a jedynie kims kto zmagal sie z
                    tym wszystkim.Pozdrowionka dla ciebie Ewo.Czy teraz czujesz sie troche lepiej?
                    Trzymam kciuki za twoj powrot do swiata pelnego barw,a nie jedynie szaro
                    czarnego.
                    • ewa19734 Re: pytanie... 11.01.06, 10:57
                      Dziękuję za wyjaśnienia i wsparcie! Ja również mam nadzieję, że jakoś wydobędę
                      się z tego dołka, w którym tkwiłam. Tego życzę całej naszej braci!
                      • urszulai Re: pytanie... 12.01.06, 19:27
                        Ja rowniez zycze ci ewo wyjscia z dolka.Pokonaj depresje i niech twoj swiat sie
                        zarozowi.
                        • insignificant Re: pytanie... 12.01.06, 20:48
                          problemy całkiem nie znikną tylko podejście do nich. :)
                          • urszulai Re: pytanie... 12.01.06, 21:36
                            Problemy w depresji niestety przerastaja czlowieka,chocby byly nie wiem jak
                            malenkie urastaja do rangi tragedii zyciowych.Gdy czlowiek zdrowieje zaczyna
                            rzecywiscie inaczej je postrzegac.
                            • insignificant Re: pytanie... 12.01.06, 22:53
                              no to oczywiste.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka