marcelek_p
31.01.06, 11:07
Widok pigułki nie przypominał mi nic, nim jej skosztowałem. Może dlatgo, że
widywałem je od tego czasu często - mimo, że ich nie jadłem - na biurku
doktora; obraz ich opuścił owe dni Combray, aby skojarzyć sie z innymi,
świeższymi; może dlatego, że z moich wspomnień tak długo pozostawionych poza
pamięcią, nic nie przetrwało, wszystko rozpyliło się; kształty - także ten
kształt groszka ze skrobiowego ciasta, owalnego i zmysłowego ze swym
poprzecznym rowkowaniem - znikły lub też, uśpione stracuiły energie, ktora by
im pozwolila połączyć sie ze swiadomością. Ale kiedy po śmierci osob, po
zniszczeniu rzeczy z dawnej przeszłosci nic nie istnieje, wowczas jedynie smak
i zapach,wątlejsze, ale zywsze, bardziej niematerialne i trwalsze,
wierniejsze, dlugo jeszcze, jak dusze, przypominaja sobie, czekaja,
spodziewaja sie - na ruinie wszystkiego - i dzwigaja niestrudzenie na swojej
znikomej kropelce olbrzymia budowle wspomnienia. I z chwilą gdy poznałem smak
zmoczonej w kwiecie melisy pastylki SEROXATU, ktora przepisał mi lekarz( mimo
ze jeszcze nie wiedialem i znacznie pozniej mialem odkryc czemu te wspomnienie
czynilo mnie tak szczesliwszym), natychmiast stary dom od ulicy gdzie byl jego
gabinet, przystawił sie niby dekoracja teatralna do wychodzacej na ogrod
oficynki, ktora zbudowano dla rodzicow od tylu) owa scieta sciana, jedyna,
ktora wprzod widzialem), i wraz z domem miasto, rynek, na ktory wysylano mnie
przed sniadaniem, ulice ktorymi chadzalem od rana do wieczora i w kazdy czas,
drogi, ktorymi sie chodzilo, kiedy bylo ladnie. Wszystko to przybralo ksztalt
i trwalosc , wyszlo - miasto i ogrody - z mojej paczuszki SERXATU.