Dodaj do ulubionych

Moje refleksje nt terapii

14.12.02, 18:14
Wczoraj miałam kolejną sesję z niesamowicie bystrą terapeutką. Trafia w
sedno jak nikt. Rozsupłuje wszelkie mechanizmy obronne i nie ma się jak
uciekać w racjonalizację, wyparcie, projekcję itd. Bo pokaże paluchem od czego
uciekasz.

Cała się trzęsłam, brałam trzy głębokie oddechy żeby móc mówić, po wyjściu
nie byłam w stanie zapisać kolejnego teminu - ręce mi latały, nogi jak z
waty, zęby dzwonią....

Się płaci cene za dążenie do stabilności. Ale wiem, że tak ma być - źle
byłoby gdybym wychodziła jak z kawiarni... Tylko zadziwia mnie, że nadal
odkrywane są we mnie "ameryki" - wydaje się, że tak wiele wiem o sobie, że
jestem świadoma - a tu bach, jedno słowo, jedno pytanie i nagłe olśnienie!
Wszystko w danym temacie układa się tak spójnie, "eureka!", już wiem - o to
właśnie chodzi! Mam jasność. Wiem dlaczego - dlaczego ubieram się właśnie
tak, dlaczego mój mąż ma właśnie teraz zniżkę nastroju, dlaczego obieram
taką a nie inną postawę wobec bliskich, dlaczego, dlaczego.... I te
olśnienia powodują... "zapowietrzenie", jakby dziecko stało z otwartą buzią
i wybałuszonymi oczami myśląc "aaach... to taaak się dzieje....". I stoi jak
wmurowane.

Tak ja teraz stoję. Wmurowana, zadziwiona, przyjmująca do wiadomości...
Trawiąca. I ciężko jest. Jakby się nagim było...

Ale wiem, że aby ubrać się lepiej, stosowniej, wygodniej... trzeba się
najpierw rozebrać z przyciasnego, wymiętego, niemodnego...


Ktoś pomyśli, że każde ubranko z czasem zaczyna uwierać. Ale teraz to ja
muszę zdjąć to co mi nałożono wieki temu i tak przywarło, że
sama go nie sciągnę. A dalej... jak już będę się ubierać bardziej
świadomie, z większym wyborem to ubranie będzie przyjemnoscia,
a nie kaftanem wżartym do kości.
To co sobie potem sama wytworze, zawsze będzie zdrowsze niż to czym mnie
skrępowano (nawet za moją zgodą).

Jak widzę terapię? To UŚWIADOMIENIE sobie procesów (które ukształtowały się w
przeszłości), rozszerzenie wiedzy o sobie, samoświadomości. Można to zrobić
raz na całe życie, bo tego sie nie zapomina, tak jak pływania czy jazdy na
rowerze.

Kiedy wiemy jak działamy, kiedy mamy jasność co do nas samych, kiedy
rozsupłamy zagadki... wtedy nie doprowadzimy do sytuacji chodzenia w
garniturku tak długo, aż się przyklei do kości. O to w tym wszystkim chodzi,
aby przepracowac i wiedzieć skąd to wżarte ubranko, dlaczego pozwoliliśmy je
sobie nałożyć, jacy w nim byliśmy i jak ma się to wżarcie do bolu, który
wciąż nam dolegał.

Terapia to nie rozwiązywanie bieżących problemów. To nie tylko leczenie
skutków, ale głównie poznawanie przyczyn.

A co za tym idzie - usuwanie wszelkich objawów złego samopoczucia i
funkcjonowania. Bo lęki, depresja, bezradność itd nie są problemem samym w
sobie, ale OBJAWEM zaburzenia. Terapia nie skupia się na objawach, ale
dochodzi do przyczyn.

Tak ja to wszystko widzę - kilka lat z zaburzeniami lękowo-depresyjnymi (z
których wychodzę), 2 lata po terapii grupowej, w trakcie indywidualnej.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę WIARY w ocalenie. Ja się zbieram po tym
wszystkim do kupy, trzeba na to czasu, ale to jest możliwe!

Rumiankowa

Obserwuj wątek
    • Gość: CC Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.acn.pl 14.12.02, 23:11
      A czy moze mozesz zdradzic gdzie mozna pojsc do takiej terapeutki i czy za to
      sie placi.
      • rumiankowa Re: Moje refleksje nt terapii 16.12.02, 17:04
        Gdzie? Ja mieszkam w Szczecinie, nie wiem gdzie Ty.
        A czy sie płąci? Oczywiście, że tak. Tylko terapia grupowa jest refundowana z
        kasy chorych. Za indywidualne płaci się samodzielnie. Terapeuta musi z czegoś
        żyć, a my nie możemy tak wszystkiego dostawać za darmo - nawet są badania
        wykazujące, że więcej korzysta się płacąc za terapię. Człowiek więcej sam chce
        wyciaągnąć i zmianiać, aoby widzieć, że nie traci pieniędzy ;)

        Pozdrawiam ciepło
    • Gość: noell Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.12.02, 19:01
      a ja od mojej wychodze jak z kawiarni... jest miło in przyjemnie, choć
      terapeutka wyciąga wszystko na swiatło dzienne. Ale - moja - pomaga mi równiez
      w klopotach dnia codziennego oraz - w rozsupływaniu 'zaszlości'.
      Efekt? Jestem obecnie po pol roku i widze postepy, malo tego - inni tez je
      widza!!! Mowia mi, ze cos sie zmienilam, lepiej wygladam i fajniej sie ze mna
      jest. A ja jestem spokojniejsza i bez atakow paniki, choc wiem, ze jeszcze
      sporo pracy przede mna.
      Na nerwice chorowalam od wczesnego dziecinstwa, teraz mam prawie 30. Przez
      kilkanascie lat leczono mnie na cos innego niz nerwica. Dopiero niedawno pewna
      genialna pani doktor postawila prawidlowa diagnoze. Wychodze z matni. Od pol
      roku...
      Noell
      • rumiankowa Re: Moje refleksje nt terapii 16.12.02, 17:08
        Gość portalu: noell napisał(a):

        Czesc noell :))

        > a ja od mojej wychodze jak z kawiarni... jest miło in przyjemnie, choć
        > terapeutka wyciąga wszystko na swiatło dzienne.

        To mnie zaintrygowało. Czy to "wyciąganie" nie jest nieprzyjemnie, bolesne?
        Mówisz o czymś b.emocjonalnym, ważnym, co gdzieś tam siedzi i powoduje
        cierpienie.. i ot tak na luzie, jak przy kawie?

        > Efekt? Jestem obecnie po pol roku i widze postepy, malo tego - inni tez je
        > widza!!!

        No to cieszę się bardzo! Oby tak dalej, moje gratulacje :)

        Szczęście, że trafiłaś na fachową lekarkę.


        • noell100 Re: Moje refleksje nt terapii 17.12.02, 10:47
          Owszem, jest to mówienie o emocjach, ale moja terapeutka wyciąga to w taki
          sposób, że nie to nie boli, chociaż wyciąga WSZYSTKO. Jednak np. nie łamie
          moich oporów; jesli 'opieram się' to albo podchodzi z innej strony, albo odlozy
          na pozniej, rozkladajac jakos napiecie. jest super!!!
          Nota bene, kiedys bylam u innej terapeutki, tylko na jednej sesji i czulam sie
          przez tydzien jak po sekcji./
          Pozdrawiam
          Noell
          • Gość: ali Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.torun.dialup.inetia.pl 18.12.02, 10:21
            Czy mogłabyś napisać w jakim mieście masz terapię? Szukam właśnie dobrej
            terapeutki, która by nie była specjalitką od sekcji..
            • noell100 Re: Moje refleksje nt terapii 18.12.02, 10:25
              Warszawa, więcej na priva
          • rumiankowa Re: Moje refleksje nt terapii 19.12.02, 17:25
            No to swietnie :) U mnie to jednak tak nie dziala. Terapeutke tez mam b.
            fachowa, nic na sile itd. A jednak samo wspomnienie wielu tematow wywoluje duze
            emocje i w oczywisty sposob nie jest to dla mnie przyjemne. A tmaty trzeba
            przerobic. Wiec absolutnie nie moge powiedziec, ze sesje sa "mile i
            sympatyczne". Pewnie, nie kazdy reaguje tak samo na kwestie problemowe. Ja tak,
            Ty inaczej. I dobrze :)

            • Gość: midm Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.01.03, 20:35
              Rozne tez sa problemy.
    • Gość: Martyna Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.proxy.aol.com 17.12.02, 03:04



      Ja jak pisalam w ktoryms z watkow nie wiem czy moj terapeuta jest dobry bo to
      moja pierwsza terapia wiec nie wiem czego powinnam oczekiwac i jak powinien sie
      zachowac terapeuta.

      Kwalifikacje ma dobre i stowarzyszony w czym tylko sie da ale ja mam czasami
      wrazenie, ze wszystko odbywa sie za powoli, rozciagniete w czasie chociaz
      dopiero dwa miesiace chodze na terapie.

      Czasami czuje sie po niej lepiej, czasami gorzej jest to terapia kognitywna.
      Lecze pewne stany lekowe, depresyjne i zniszczenia z dziecinstwa , ktore bylo
      dramatyczne.

      Czsami mam wrazenie , ze tearpeuta mi pomaga ale czasami sie na niego wsciekam
      lub tez mam poczucie, ze on za duzo slucha a za malo doradza i analizuje.

      Na razie nie rezygnuje z terapii ale prawde mowiac mam pewne watpliwosci.

      > tak, dlaczego mój mąż ma właśnie teraz zniżkę nastroju, dlaczego obieram
      > taką a nie inną postawę wobec bliskich Ja tez wiem dlaczego mam taka a nie
      inna postawe ale mi to nie pomaga bo co z tego, ze znam przyczyny jak i
      tak .podswiadomie dalej dzialalam utartymi schematami.
      >
      > Pozdrawiam Was serdecznie i życzę WIARY w ocalenie. Ja się zbieram po tym
      > wszystkim do kupy, trzeba na to czasu, ale to jest możliwe!
      >
      Tez pozdrawiam i zycze dalszych sukcesow do "wyprostowania samego siebie".

      I jesli mozesz napisz jakie np pytania zadaje terapeutka aby uswiadomic tobie
      jak dzialasz i dlaczego? I czy analizuje Twoje odpowiedzi? Czy jest jakby
      doradca w zyciu?
      • dogman Re: Moje refleksje nt terapii 17.12.02, 09:11
        tak na marginesie przyszła mi do głowy trochę smutna myśl,bo co mają zrobić
        ludzie których nie stać na zapłacenie od 50 zł wzwyż za godzinę rozmowy..
        "się płaci cenę za dążenie do stabilności"kiedy nie ma się czym płacić czy
        naprawdę jest się skazanym na ciągłą udrękę?Czasem wydaje mi się ,że moja
        terapia jest trochę spełnieniem moich zachcianek...czy gdyby nie było mnie na
        to stać byłbym w stanie sam sobie pomóc...pytanie zdecydowanie retoryczne
        • rumiankowa Re: Moje refleksje nt terapii 19.12.02, 17:39
          dogman napisał:

          > (..) co mają zrobić ludzie których nie stać na zapłacenie od 50 zł wzwyż (..)

          Ja tez myslalam, ze mnie nie stac. I na wiele rzeczy mnie nie stac. Ale terapia
          to moj priorytet - MUSZE wyprostowac to co pokrzywione, chce zyc normalnie.
          Zaczelam sie opiekowac dziecmi kolezanki, raz w tyg. I zmniejszylam dawke
          antydepresanta, aby troche oszczedzic i zainwestowac to w terapie. I tym
          sposobem mnie "stac" na oplacenie terapii w maksymalnych odstepach czasowych.
          Chodze co 2 tyg, bo na wiecej nie mam pieniedzy. Jesli mozna oplacic internet,
          to i pooszczedzac na czyms by sie udalo. Moze warto siasc z kartka i olowkiem,
          policzyc wydatki, pomyslec co mozna poucinac... Dla mnie najtrudniejsze bylo
          rezygnowanie z lekow, ale to sie oplaca.
      • rumiankowa Re: Moje refleksje nt terapii 19.12.02, 17:50
        Gość portalu: Martyna napisał(a):

        > (...) Ja tez wiem dlaczego mam taka a nie
        > inna postawe ale mi to nie pomaga bo co z tego, ze znam przyczyny jak i
        > tak .podswiadomie dalej dzialalam utartymi schematami.

        Alez juz nie tak podswiadomie, skoro znasz przyczyny! Podswiadomie dzialsz
        kiedy nie znasz swoich motywow i przyczyn. Kiedy to wyjdzie na wierz to juz
        zaistnieje w swiadomosci. Problem juz "tylko" w wyuczonych mechanizmach
        dzialania, co najlepiej zmieniac w praktyce. Tego juz sie nie da przerobic na
        terapii, tu juz sie znaczyna Twoja praca nad zmianą.

        > I jesli mozesz napisz jakie np pytania zadaje terapeutka aby uswiadomic tobie
        > jak dzialasz i dlaczego? I czy analizuje Twoje odpowiedzi? Czy jest jakby
        > doradca w zyciu?

        Nigdy nic mi nie doradza. Raczej skupiamy sie na analizowaniu przeszlosci, na
        dociekaniu skad i po co mi dane zachowanie, na mowieniu o emocjach, na
        omawianiu skutkow itd. Nie mowi mi co mam zrobic itd.
        Analizuje moje wypowiedzi, naprawodza, popdytuje. A jak konkretnie.. No taki
        przyklad na temat ubierania sie: ja ubieram sie raczej na ciemno, w sposob nie
        rzycajacy sie w oczy, bez ozdob, malo w tym kobiecosci itd. A znajac moje
        stosunki z mama, spytala po prostu jak ubiera sie moja mama. I doszlysmy do
        tego. A mama ubiera sie dosc krzykliwie, z ozdobami, kolorowo, kobieco itd.

        Trzymaj sie!
        • Gość: Martyna Re: Moje refleksje nt terapii IP: proxy / 204.186.88.* 23.12.02, 22:22
          rumiankowa napisała:

          > Gość portalu: Martyna napisał(a):
          >
          > > (...) Ja tez wiem dlaczego mam taka a nie
          > > inna postawe ale mi to nie pomaga bo co z tego, ze znam przyczyny jak i
          > > tak .podswiadomie dalej dzialalam utartymi schematami.
          >
          > Alez juz nie tak podswiadomie, skoro znasz przyczyny! Podswiadomie dzialsz
          > kiedy nie znasz swoich motywow i przyczyn. Kiedy to wyjdzie na wierz to juz
          > zaistnieje w swiadomosci. Problem juz "tylko" w wyuczonych mechanizmach
          > dzialania, co najlepiej zmieniac w praktyce. Tego juz sie nie da przerobic na
          > terapii, tu juz sie znaczyna Twoja praca nad zmianą.



          To zalezy nie wszystko mozna przerobic np jednym z moim problemow jest wybor
          nieodpowiednich facetow i np idac na przyjecie zawsze znajde ( podswiadomie)
          jakijch popaprancow lub uzaleznionych , ktorzy na pierwszy rzut oka wygladaja
          porzadnie ale moja podswiadomosc sama ich wybierzeni po czasie prawda o nich
          wychodzi na wierz. Jak zmienic tu mechanizm dzialania - trudno bo czlowieka
          poznaje sie po czasie i tak naprawde moja podswiadomosc wybiera tych ,ktorzy z
          tych czy z innych przyczyn sa nieodpowiedni. I niestety wiem , ze podswiadomie
          boje sie bliskiego zwiazku i opuszczenia dlatego podobaja mi sie tacy faceci ,
          z ktorymi nie mozna stworzyc zwiazku ale nic na to nie moge poradzic.
          >
          Albo np mimo tego, ze wiem o dlaczego mam niskie poczucie wartosci to i tak
          nie pomaga mi to czuc sie osoba wartosciowa mimo tego , ze zdaje sobie sprawde
          z moich osiagniec.


          Pozdrawiam
    • Gość: szukaj Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.02, 17:35
      Rumiankowa czy mogłabyś podać namiar na swoją terapeutkę?
      • Gość: Rumiankowa Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.erathia.szczecin.pl 22.12.02, 15:36
        Gość portalu: szukaj napisał(a):

        > Rumiankowa czy mogłabyś podać namiar na swoją terapeutkę?

        Tak, napisz do mnie na priva: rumiankowa@o2.pl
    • Gość: Alla Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.a2000.nl 06.01.03, 00:52
      Rumiankowa, bardzo cie prosze podaj mi namiary na te terapeutke. szukam dobrej
      terapeutki w zachodniopomorskim. Please.
      • Gość: kamyk Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 12.01.03, 19:25
        Rumiankowa , twoja terapeutka zrobi furorę...A tak na poważne, masz
        szczęście.Ja mam z kolei piątego terapeute i ciągle to nie ten. Najwięcej
        zrobiłam z pierwszym. Gdy czytam twoje wypowiedzi przypominają mi się moje
        odczucia, bardzo podobne.Wiele wtedy odkryłam , zrozumiałam i pozbyłam sie
        wielu problemów.Niestety musiałam terapie zakończyć. Od tej pory nie mogę
        znależć równie dobrego.
        Nie wiem jak ty ,ale ja im dłużej jestem w terapii, im większą mam świadomość
        pewnych zjawisk, tym bardziej czuje się samotna. Coraz mniej jest ludz z
        którymi mogę znależć wspólny język.Jeden z terapeutów powiedział mi : "im
        dalej pojdziesz tym bardziej będziesz samotna", miał racje....
        • Gość: wii Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.01.03, 21:41
          Czesc wszystkim, czesc Rumiankowa, czesc Kamyk

          Chodzilem na dwie grupowe terapie roczne i jedna polroczna. Zrezygnowalem sam
          bo czulem ze niewiele wiecej tu osiagne. Oczywiscie i ja wielokrotnie mialem
          odczucia odkrywania Ameryki "Acha a wiec to tak...". Czasami wracalem ze
          spotkania naladowany energia jak rakieta atomowa a czasami przygnebiony i
          zdolowany do tego stopnia ze niemalze musialem powstrzymywac sie aby nie
          zjechac z jezdni na najblizsze drzewo. Przechodzilem etapy entuzjazmu do
          terapii i glebokiego zniechecenia a czasami totalnej obojetnosci. Mimo, ze
          fachowcy w "moim" osrodku sa raczej najwyzszej klasy, stowarzyszeni,
          nadzorowani itd. nie zmienilo to faktu, ze terapia byla dla mnie cholernie
          bolesna. Im bardziej sie czlowiek otwiera, im bardziej porusza rozne tematy, o
          ktorych nawet nie wiedzial ze sa tak bolesne, tym bardziej cierpi. Oczywiscie
          pozniej to go jakos wzmacnia. Podobno.
          Co osiagnalem w czasie terapii ?

          -Przede wszystkim bardzo wzroslo moje samopoznanie - poznalem wiele mechanizmow
          zachowan mna kierujacych, dowiedzialem sie w jakims stopniu jaki tak naprawde
          jestem: ani bardzo zly, ani bardzo dobry ani bardzo glupi ani bardzo
          inteligentny, nie tak bardzo empatyczny jak myslalem ale i nie za bardzo
          samolubny.

          -Stalem sie bardziej wyrozumialy dla siebie (i innych) - moge zrobic tyle ile
          moge, moge nie skonczyc studiow jezeli nie mam na to sily, moge nie potrafic
          byc twardy i robic kariere, moge mie potrafic byc przebojowy i podrywac
          panienek, moge...
          Boli mnie,ze nie osiagnalem paru celow zyciowych, ktore kiedys sobie postawilem
          ale nie jestem dla siebie juz tak surowy jak przedtem i nie obwiniam, nie
          oceniam sie.

          -Na terapi poznalem naprawde wielu ludzi z bardzo roznymi problemami.
          Zrozumialem, ze wielu z tych ludzi ma wiecej powodow aby byc nieszczesliwymi.
          Nie jestem wyjatkiem. Cierpienie jest bardziej powszechne niz mozna by sadzic
          ogladajac TV albo mowiac sasiadowi "dzien dobry" i nie znajac jego zycia.

          A czego nie dala mi terapia ?

          - Terapia nie rozwiazala moich pytan egzystencjalnych (bo nie mogla) o to juz
          musze sie starac sam. A zawsze bylo to dla mnie b. wazne i podswiadomie
          oczekiwalem tego od terapii. No coz robie co moge w tym zakresie ale juz bez
          pomocy terapeuty.

          - Terapia nie potrafila ustabilizowac w sposob znaczacy i TRWALY mojego
          nastroju. Na to najbardziej liczylem zaczynajac terapie. A czesto mialem wrecz
          odczucia ze dziala odwrotnie. "Babranie sie w psychice boli".
          Prawdopodobnie powinienem byl zaczac stosowac leki wiele lat temu ale czuje do
          nich niechec i dokad nie poczuje ze "naprawde" musze je brac nie poprosze o nie.

          Znam pare osob ktore chodza na terapie po wiele lat - po 5, po 7. Niektorzy
          wiecej. Dla niektorych stalo sie to chyba proteza, sposobem na zycie. Niektorym
          sami terapeuci mowia - to twoja ostatnia terapia, musisz sprobowac zyc
          samodzielnie a jak bedzie b. ciezko to wpadniesz na jedna wizyte...

          Urodzilem sie chyba z depresja, mimo to zwykle potrafie "jakos" funkcjonowac
          ale raz na 2 czy 3 lata mam "wielki dol". Mam ponad 30 lat. Nigdy nie
          potrafilem tak "normalnie" zafunkcjonowac w spoleczenstwie. Studiowalem, ale
          nie skonczylem studiow, pracowalem (i pracuje) ale nie zrobilem zadnej kariery,
          nie zalozylem rodziny nawet nie chodze z nikim. Zreszta te cele: dobra praca i
          kariera, ladna dziewczyna, rodzina i dzieci, dobry samochod i mieszkanie - tak
          toche podswiadomie wydaja mi sie zludzeniami ktorymi karmia sie ludzie i po
          ktorych po jakims czasie nie zostaje nic.
          Nie patrze zbyt optymistycznie w przyszlosc ale zrobie co bede mogl aby byla
          jak najlepsza. Jesli mi nie wyjdzie... no coz bedzie to oznaczac ze nie dalem
          rady, nic ponadto. Terapii - ani indywidualnej ani grupowej raczej juz nie
          podejme. Cos wniosla do mojego zycia ale mysle ze juz jej wystarczy.
          Tez czuje sie samotny i troche "inny" niz wiekszosc ludzi ale nie potrafie na
          to nic poradzic. Nie potrafie inaczej funkcjonowac.
          Ale bede probowal dalej.

          Pozdrawiam wszystkich w Nowym Roku.
        • rumiankowa Re: Moje refleksje nt terapii 14.01.03, 18:29
          Gość portalu: kamyk napisał(a):

          > Rumiankowa , twoja terapeutka zrobi furorę...

          I bedzie miala mniej czasu dla mnie ;))

          > Nie wiem jak ty ,ale ja im dłużej jestem w terapii, im większą mam świadomość
          > pewnych zjawisk, tym bardziej czuje się samotna. Coraz mniej jest ludz z
          > którymi mogę znależć wspólny język.

          Wiesz, ja poznalam dwie dobre kolezanki na terapii grupowej. Mam tez
          przyjaciolke, ktora wychodzi z ciezkiej depresji z fobiami itd, jest b.
          zaawansowana w terapii i mamy b. dobry kontakt. Czulam sie samotna... przed
          terapia, kiedy nie wychodzilam, balam sie ludzi... Teraz NIE.
          I ŁATWIEJ mi nawiazac kontakt z ludzmi. Fakt ze te kontakty z ludzmi nie
          majacymi kontaktu z terapia sa .. troche inne. Jakbym wiecej widziala niz
          oni... Co nie znaczy ze to mi jest trudno znalezc z nimi wspolny jezyk. Mi jest
          teraz o niebo latwiej, ale czesciej nie mam ochoty ;) Tak po prostu.

          Mysle ze samotnosc nie moze wuynikac tylko z tego, ze jestes coraz bardziej
          swiadoma...

          Rumiankowa

          • Gość: Peja Re: Moje refleksje nt terapii IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.01.03, 18:36
            Gdzie macie tą terapie "rumiankowa"? Skąd jestes??
        • martyna14 Re: Moje refleksje nt terapii 14.01.03, 20:51
          Gość portalu: kamyk napisał(a):

          > Nie wiem jak ty ,ale ja im dłużej jestem w terapii, im większą mam świadomość
          > pewnych zjawisk, tym bardziej czuje się samotna.

          Czesc Kamyk!
          To ciekawe co piszesz o tej samotnosci moze wyjasnisz to glebiej. Jak to sie
          dokladnie przeklada tzn swiadomosc a samotnosc. Bo u mnie z kolei jest
          odwrotnie czym glebiej w terapii ,czym wiecej o sobie wiem czuje mniej samotna
          a nawet jesli jestem sama to o wiele lepiej odbieram ta samotnosc -dobrze sie z
          nia czuje. Ale moze dla tego, ze my na terapii przerabialismy komunikacje
          miedzyludzka , rozwiazywanie konfliktow itd

          Coraz mniej jest ludz z
          > którymi mogę znależć wspólny język.Jeden z terapeutów powiedział mi : "im
          > dalej pojdziesz tym bardziej będziesz samotna", miał racje....

          Moze rozwiniesz ten ciekawy watek bo ja z kolei zaczelam terapie z poczuciem
          osamotnienia , wyilozowania ( nawet pomiedzy ludzmi) .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka