suchyxxx
07.04.06, 14:57
Ona nazywała się Irena a jej mąż Jacek.Mieszkali w Warszawie na Bielańskich
blokowiskach.Życie tej starszej pary układało się dobrze.W piątek Jacek
wychodził do pracy długo grzebiąc się w łazience.Pewna pani tymczasem
siedziała w bezruchu na fotelu i patrzyła się w sufit.Była szczupła i zmarszki
oraz dołki pod oczami widniały niemiłosiernie.Tak to była Irena która w ciągu
ostatnich dni postarzała się bardzo i nie miała siły na nawet najmniejsze zajęcie.
- Kochanie idę do pracy...
Wychodząc usłyszał :
- O Boże jak ja zdążę z tym wszystkim.Jak ja posprzątam mieszkanie.Napewno nie
zdążę
- Ależ kochanie ja Ci pomogę we wszystkim ale musisz poczekać aż wrócę z pracy
- Nie zdążę zrobić obiadu...
- Kochanie ja wychodzę bo muszę a Ty trzymaj się i czekaj cierpliwie na mnie
Wyszedł...
- Siema Kuba!
- Cześć
Jakub był bliskim przyjacielem Jacka i codziennie rano spotykali się razem na
klatce i razem kierowali się do tego samego autobusu.Jacek był urzędnikiem a
Jakub weterynarzem.Byli sąsiadami z bloku ale ich zawody bardzo się różniły
czego nie mona powiedzieć o charakterach.Jechali windą na parter gdy nagle :
- O rany jaki huk! Co to było?!
Jacek nic nie mówił bo gdzieś w podświadomości miał wielki strach że to jego
żona skoczyła z okna.Jednak nie dopuszczał tych myśli do siebie ale było to
silniejsze od niego.
Razem z Wojtkiem udał się pod blok zobaczyć co się stało.Spostrzegli ciało
ludzkie porozbijane doszczętnie a Janek zamarł.
- Nie to niemoliwe...Irena!!!
Tak tak,to opowiadanie prawdziwe i zdażyło się kilka lat temu w moim
bloku.Wysówa się tylko z tego morał że depresyjnych nie wolno zastawiać ani na
krok i to,że Irena bardzo źle postąpiła,zostawiając przy tym męża z ciężką
nerwicą samego.A byli takim udanym małżeństwem.Dodam że Irena leczyła się od
kilku dni lekami a depresja u niej pojawiła się bez przyczyny.
Zbieżność Imion jest przypadkowa