justass82
28.04.06, 16:04
ja tu pierwszy raz ale przezywam ogromny lęk społeczny praktycznie od 7 lat;
a przed 4 laty doszła jescze deprecha, która jeszcze bardziej nakreca to
zamkniete koło; za niecałe 2 tygodnie zaczynam terapię grupową z którą wiązę
dużą nadzieje (tak prawde mowiac to juz poddam sie kazdym torturom bo juz
jestem tak zdesperowana, czytaj zdeterminowana a poza tym ile moge jeszcze
zycia zmarnować - nie mozna tak dalej zyc - to WEGETACJA); troche pomaga mi
tez wiara (nie zebym biegała do kościoła w każdą niedzielę), że Bóg ma dla
mnie jakieś zadanie, jakąś misje, że to jest właśnie ten "krzyż", bo kazdy ma
jakies problemy w życiu a ja musze uporac sie własnie z tym i lepiej załować
że sie cos zrobiło niż ze sie zrobiło nie wystarczająco dużo; zresztą... co
mamy do stracenia... ale naprawde dobrym sposobem jest porzadny wysiłek
fizyczny - zeby sie dobrze spocić i powydzielać troche tych endorfinek i
serotonin tj. hormonów szcześcia; dopóki uprawiałam sport to przynajmniej
mnie deprecha nie pograzała i miałam jakiś cel i mobilizacje a najgorsze w
naszym stanie jest skupianie sie nad sobą i na negatywnych myślach; a tak
człowiek podczas wysiłku moze sie na chwile uwolnić od tego pogrążania się;
ja uwielbiam rower- latem potrafiłam tak z 50 km prawie codzien (a poza tym w
razie jakis skupisk ludzi mozna szybko czmychnąć). Ewentualnie stacjonarny
rowerek (w sytuacjach kryzysowych)- 1,5 h i jaki czlowiek jest z siebie dumny
i usatysfakcjonowany ze coś zrobił i to coś co sobie zaplanował
zrealizował ;D a teraz troche sie zaniedbałam, no i większy dół jest i
pośladki już nie te ;D