tandavija
02.05.06, 12:16
temat dosc ponury..Na jednej z terapii powtarzano nam ,że lęk ma 2 bieguny w
postaci smutku/wycofania/ i agresji/ataku/.Niestety , u mnie przeważa ta
druga strona.Już sobie kompletnie nie radzę z przetwarzaniem emocji.Jak tylko
czuję ,że sytuacja mnie przerasta wpadam w straszny gniew i wyżywam się na
otoczeniu.Cierpią na tym zarówno sprzęty domowe jak i rodzina.Potrafię w parę
minut doszczętnie zniszczyć doszczętnie jakiś przedmiot ,typu
szklanki ,meble ,lustra.Często także odreagowuję słownie-sypię
przekleństwami ,obrażam nawet najbliższych ,zupełnie bez powodu.Ale najgorsze
jest to ,że w przyplywie frustracji przechodzę do autoagresji.Okaleczam się
albo faszeruję różnymi środkami,rozrywam swoje ubrania ,obcinam włosy.A potem
zostaje tylko straszny żal i ból ,gdy wokół wszystko wygląda jak pole po
bitwie.Nie wiem ,co z tym robić-jak nauczyć się kontrolować swoją
złość ,wyrażać ją inaczej.Jedną z krytycznych sytuacji jest ,kiedy ktoś chce
mi coś narzucić a ja odczuwam lęk przed odmową.Np. niedawno pewien kolega
dosyć nachalnie namawiał mnie na pojscie do niego .Ponieważ nie potrafiłam
zdecydowanie powiedzieć "nie" ,a już we mnie kipiało -rzuciłam "spier*****" i
kopnęłam go w tyłek ,po czym uciekłam.Jedyny plus to to ,że facet się zraził
na dobre ,ale chciałabym się nauczyć unikać takich kretyńskich zachowań,móc
mówić ludziom prosto w oczy ,co czuję ,co mi się podoba a co nie.Tłumić tego
w sobie też nie ma co ,bo zalegające emocje tylko niszczą zdrowie.Może ktoś
ma pomysł ,wskazówkę ,jak pracować nad agresją w fobii?