maijkell
06.05.06, 19:42
Mam doła. Już od kilku lat. Zaczęło się na dobre od nieszczęśliwej miłości do
koleżanki z liceum. Trafiła we mnie jak piorun... Nie potrafiłem nawiązać z
nią kontaktu. W autobusie często stałem przy niej i jej koleance nie mogąc
wydusić ani słowa, uśmiechnąć się też nie miałem siły. Cały czas o niej
myślałem, ale na myśl o spotkaniu z nią ogarniało mnie zmęczenie i niepokój.
Wydawało mi się że zawsze będe nieatrakcyjnym chłopakiem dla niej. Kochałem
ją ale miałem dość wszystkiego i nie umiałem nawiązać dobrych kontaktów z
Agnieszką pomomo że dawała mi sygnały, że chce ze mną sie spotykać. Obecnie
studiuje i mam doła. Jestem na 3 roku i nie umie cieszyć się życiem. Często o
niej myśle pomimo że minęło kilka lat od kiedy chodziliśmy razem do szkoły.
Nie potrafie być zabawny w rozmowie z ludzmi na studiach. Ciągle jestem
przygnębiony. załuje bo wydają sie sympatyczni. Boje sie że stracę swoją
młodość. Zacząłem chodzić do znanego krakowskiego terapeuty ale po 4
spotkaniach nie widze wyraźnej poprawy. Stosuje terapie Bacha i deprim forte,
Uspokoiły mnie ale czuje że wszystko jest zbyt męczące dla mnie. O tyle
dobrze że te leki zamieniły mój niepokój i rozbicie w złość. Czuje sie
zmeczony i przygnebiony zawsze. Śpie w miare normalnie ale zawsze budze sie o
wiele wczesniej niz musze wstac. Czuje że znalezienie dziewczyny by mi
pomoglo ale obawiam sie ze bede za nudny i za flegmatyczny na potencjalnej
randce. Trudno mi przejawić inicjatywę w wiekszej grupie ludzi. Nie jestem
towarzyski dlatego spotykam sie z pogarda u innych studentów, Po tym jak
biorę leki często mam ochote odpowiedzieć agresją na agresje otwarcie.
Napiszcie proszę o swojej sytuacji (jeśli chcecie) i doradzcie jak
wyprostować swoje życie
Maijkell po kilku piwach